02 stycznia 2021

Aborcja w Argentynie legalna. Co przekonało niezdecydowanych senatorów?

"Mówiono nam, że nie możemy głosować albo że rozwód niszczy rodziny. Ale postępu nie zatrzymamy. Jako polityczka mam obowiązek rozumieć i angażować się w zmiany paradygmatów, walkę nowych pokoleń. Tworzymy prawa patrząc w przyszłość" - mówiła senator, która zmieniła zdanie na tak

30 grudnia 2020 o świcie Senat w Argentynie zdecydował: kobiety zyskały prawo do bezpiecznej, legalnej i darmowej aborcji do 14. tygodnia, bez względu na powód. Dotychczas w ramach systemu opieki zdrowotnej mogły przerywać ciążę tylko w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia kobiety oraz ciąży pochodzącej z gwałtu.

Argentyna była dotychczas państwem o jednym z najostrzejszych praw aborcyjnych, dziś jest jednym z najbardziej liberalnych. Jak to się stało?

O długoletniej walce Argentynek o prawo do aborcji pisaliśmy tutaj:

Przed rozpoczęciem obrad poparcie deklarowało 32 senatorów, 32 było przeciw, a 6 nie podjęło decyzji. Po 12 godzinach debaty za projektem zagłosowało jednak 38 senatorów, 29 było przeciw, a 1 osoba wstrzymała się od głosu. Co przesądziło? Przytaczamy argumenty senatorów.

Wszystko zależy od protokołu

W przeciwieństwie do Polski, gdzie odpowiedzialność karna spoczywa na osobach przeprowadzających aborcję lub pomagających w jej przeprowadzeniu (np. dostarczających tabletki), ale nie na samej osobie, która ciąże usuwa, w Argentynie za aborcję do więzienia szły także same kobiety.

Jeśli chodzi o wyjątki, czyli ciążę z gwałtu i zagrożenie życia lub zdrowia, wiele zależało od interpretacji prawa, które zmieniało się w zależności od protokołu Ministerstwa Zdrowia.

Ostatni protokół wprowadzony w 2019 roku był bardzo liberalny i właściwie legalizował aborcję - wystarczyło o nią poprosić i zadeklarować, że zagraża życiu, zdrowiu albo jest wynikiem gwałtu. Żadna instytucja nie może kobiecie odmówić ani podważyć jej deklaracji.

Ale protokół łatwo zmienić, potrzebne było prawo. Przyjęty przez Senat projekt pozostawia aborcję do decyzji osoby w ciąży (prawo mówi "osoby w ciąży" lub "zdolne do ciąży", żeby uwzględnić osoby transpłciowe). Po przekroczeniu 14. tygodnia aborcje dalej będzie można zrobić w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia oraz gdy pochodzi z gwałtu.

Co w przypadku wad płodowych, o których można się często dowiedzieć później niż w 14. tygodniu? "To był istotny punkt sporny" - przyznaje politolożka i latynoamerykanistka Karina Cáceres. Tłumaczy, że według pierwotnej wersji projektu po 14. tygodniu dalej można przerwać ciążę jeśli stanowi zagrożenie dla "zdrowia integralnego", czyli "stanu pełnego fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu" (definicja WHO).

Zdrowie psychiczne osoby w ciąży z wadami powinno więc być wystarczającym powodem, żeby umożliwić jej przerwanie. "Dopóki nie zostanie to uregulowane w protokołach, nie mamy jednak pewności, czy prawo rzeczywiście będzie tak interpretowane" - mówi Cáceres. Zapis o zdrowiu "integralnym" chciałoby też jeszcze zlikwidować kilku senatorów.

38 tys. kobiet rocznie w szpitalu przez aborcję

Kolejną istotną różnicą między Polską a Argentyną, która wpłynie na kształt debaty wokół aborcji, jest widoczny problem zgonów spowodowanych nielegalnymi aborcjami. W Argentynie szczególnie osoby ubogie mają małe szanse na bezpieczne przerwanie ciąży.

"Każdego roku przez źle przeprowadzone aborcje do szpitala trafia około 38 tysięcy kobiet” - informował prezydent Alberto Fernández. Jedna z senatorek podczas debaty zwracała uwagę, że od 2018 w wyniku nielegalnej aborcji zmarło 70 kobiet. Chociaż "socorristas", czyli kobiece kolektywy, które pomagają w dostępie do bezpiecznych środków poronnych albo szukają furtek do legalnych aborcji, robią, co mogą, nie docierają wszędzie.

Wyraźny jest też problem ciąż nieletnich często pochodzących z gwałtu. Według danych ministerstwa zdrowia z 2019 roku, w Argentynie każdego roku około 3 tysiące dziewczynek i nastolatek poniżej 15. roku życia zostaje matkami. Coraz więcej takich przypadków zdarza się wśród dziewczynek między 10. a 13. rokiem życia.

Ciąża i poród to nie tylko zagrożenie dla ich życia i zdrowia, ale też wyrok. Większość z nich będzie musiała zająć się dzieckiem, porzucając naukę i tracąc szanse na znalezienie dobrej pracy i zapewnienie bytu sobie i dziecku. Skazywane są w ten sposób na ubóstwo i wykluczenie.

Zwolennicy i przeciwnicy

Zanim przystąpiono do głosowania każdy z senatorów mógł zabrać głos. Przebieg pierwszych godzin debaty relacjonowaliśmy tutaj:

Wielu opowiadało się jasno i zdecydowanie po jednej ze stron.

Zwolennicy projektu argumentowali między innymi, że:

  • zakaz aborcji nie wpływa na decyzje osób w ciąży, a jedynie naraża ich życie i zdrowie;
  • udawanie, że poprzez zakaz powstrzymujemy aborcję, jest hipokryzją, która zabija lub okalecza tysiące kobiet;
  • zakaz jest dyskryminujący szczególnie dla osób ubogich, które są bardziej narażone na przeprowadzanie aborcji w niepewnych warunkach;
  • kobiety mają prawo do seksualności i przyjemności oraz decydowania o własnym ciele;
  • macierzyństwo musi być chciane albo wcale.

Przeciwnicy:

  • powoływali się na argentyńską konstytucję, która chroni życie "od poczęcia";
  • twierdzili, że problem niechcianych ciąż można wyeliminować przez edukację seksualną i antykoncepcję;
  • zwracali uwagę, że aborcja nie rozwiązuje problemów, które stoją za niechcianymi ciążami, takich jak gwałty na nieletnich czy ubóstwo, legalizacja aborcji jako jedynego rozwiązania zostawi kobiety same;
  • odbiera się prawo mężczyźnie o decydowaniu o swoim ojcostwie, ale też pozwala uniknąć odpowiedzialności za ciążę.

Ten ostatni argument przytoczyła senatorka Silvia Elias de Perez, która jeszcze przed rozpoczęciem obrad zapowiedziała, że jeśli projekt stanie się prawem, zgłosi je do argentyńskiego Trybunału Konstytucyjnego jako niezgodny z konstytucją. „Przed międzynarodowymi traktatami jest nasza Konstytucja, która broni życia nienarodzonych”.

A co mówili ci, którzy zmienili zdanie?

"To prawo nie zmieni niczego dla tych, którzy są mu przeciwni"

Decydująca była oczywiście długotrwała i solidarna walka kobiet.

Na samo głosowanie duży wpływ miały też nieobecności. Zabrakło dwóch przeciwników legalizacji aborcji: byłego prezydenta Carlosa Menema, który w wieku 90 lat trafił do szpitala ze względu na niewydolność nerek, oraz senatora Jorge Alperovicha, który jest na urlopie ze względu na proces o wykorzystywanie seksualne wytoczony przez bratanicę.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że to prezydent złożył projekt nowego prawa i jako pierwsza głowa państwa jawnie go poparł. „Jestem katolikiem, ale prawo ustanawiam dla wszystkich. Aborcja jest ważnym problemem zdrowia publicznego” – powiedział.

O poparciu dla projektu przesądziły głosy niezdecydowanych oraz tych, którzy zmienili zdanie. Z niezdecydowanych jako pierwsza wypowiedziała się Stella Maris Olalla z liberalnej partii UCR (Unión Cívica Radical), która podkreśliła, że debata dotyczy kwestii zdrowia publicznego.

"Jeśli przeanalizujemy dane stanu zdrowia osób najbardziej narażonych, jeśli chodzi o przerywanie ciąży, to obraz jest martwiący. Przede wszystkim młodociane ciąże, szczególnie obecne na prowincji" - mówiła i zwróciła uwagę, że państwo, które zaniedbało obowiązek zapewnienia wszechstronnej edukacji seksualnej, nie może karać kobiet w trudnej sytuacji.

Podkreśliła, że państwo argentyńskie, zgodnie z Konstytucją jest państwem świeckim, niezależnym od religijnego sumienia.

Lucila Crexell, która w 2018 roku podczas głosowania wstrzymała się od głosu, tym razem projekt poparła. "Nie zmienił się mój sposób myślenia o aborcji. Zmieniłam punkt widzenia. Nie chodzi o feminizm czy religię. Potajemne aborcje to cichy problem, który pisze smutne historie" - mówiła senatorka. "To prawo niczego nie zmieni dla tych, którzy są mu przeciwni. Ale zmienia wszystko dla tej części naszego społeczeństwa, która potrzebuje, żeby państwo ich uznało i pomogło".

Podkreśliła też, że "zaprzeczanie istnieniu tak wielu aborcji, które przeprowadzane są w tym kraju, jest ogromnym aktem hipokryzji". Co roku w Argentynie przeprowadza się ok 450 tys. aborcji, z czego mniej niż 10 proc. stanowiły aborcje legalne.

"Oddaję głos za kobietę wolną"

Wśród senatorów, którzy zmienili zdanie na tak, była również Silvina García Larraburu. Aż do obrad nie opowiedziała się po żadnej ze stron. "Opowiem wam historię Mariny" - zaczęła, kiedy zabrała głos podczas posiedzenia. Przytoczyła historię wierzącej dziewczyny, która codziennie walczy o edukację, rozwój, ma marzenia, cele. I nagle zachodzi w ciążę. „Czuje się sama, opuszczona, jej życie się wali, jej wiara jest wystawiona na próbę, nie ma się do kogo zwrócić”. Marina jest w tej historii szczęściarą, ma oszczędności, dokonuje bezpiecznej aborcji.

„Ale nie traci swojej wiary, bo wierzy w prawdziwie miłosiernego Boga. Nie ocenia, bo wie już, że tylko osoba, która znajdzie się w takiej sytuacji, wie, co to znaczy” – podsumowała Garcia Larrabura. I podziękowała tym, którzy pomogli jej „otworzyć głowę” i zmienić zdanie.

„Nic nie jest w stanie powstrzymać postępu. Wszystkie zmiany, które przyznawały szersze prawa były w swoim czasie kontestowane przez niektóre sektory. Mówiono, że jako kobiety nie jesteśmy przygotowane, żeby głosować. Że rozwód oznacza koniec rodziny, a małżeństwa par jednopłciowych są wbrew naturze.

Jako polityczka mam obowiązek rozumieć i angażować się w zmiany paradygmatów, w walkę nowych pokoleń. Bo ustanawiamy prawa patrząc w przyszłość, ich przyszłość" - mówiła Larrabura.

"Oddaję głos za kobietę wolną, która będzie mogła decydować zgodnie z własnym sumieniem" - zakończyła.

Senatorka Flavia Morales również zmieniła zdanie. "Od czasu głosowania w 2018 zastanawiałam się, analizowałam. Penalizacją nie unikniemy tego, że wiele kobiet robi aborcję, i do tego potajemnie. W tym momencie interwencja państwa jest zatem fundamentalna".

"Zdałem sobie sprawę, że nie chodzi o mnie"

Wśród niezdecydowanych senatorów, którzy zagłosowali na tak był m.in. Alberto Weretilneck, który uprzednio zasugerował jednak szereg zmian, które powinny zostać wprowadzone do projektu. Mają one ograniczyć możliwość przerwania ciąży po 14. tygodniu. Domaga się między innymi usunięcia zapisu o zdrowiu "integralnym", który uważa za zbyt szeroki oraz dopisania konieczność zgłoszenia gwałtu w przypadku osób starszych niż 13 lat, które chcą z tego powodu zrobić aborcję. Rząd zgodził się je rozważyć.

Weretilneck powiedział też, że Argentyna przeżywa zmianę społeczną, a dyskusja nad aborcją była nieunikniona. Przypomniał, że sam przeszedł wazektomię, bo nie chciał znowu być ojcem.

„Miejmy nadzieję, że kwestia wobec której, wydawało się, że nigdy nie dojdziemy do porozumienia, z upływem czasu stanie się normalna".

Na "tak" zagłosował również Sergio Leavy, choć na wstępie zapewnił, że "nienawidzi aborcji". "Myślę, że nikt z obecnych tutaj nie popiera aborcji. To coś czego społeczeństwo i Argentyńczycy nie chcą, ale istnieje", mówił senator.

"Zdałem sobie sprawę, że nie chodzi o mnie, że to mnie nie dotyczy. To nie kwestia moich przekonań, mojego wychowania, tylko sytuacja, która dotyczy wielu kobiet. Zdałem sobie sprawę, że prawo nie zmusza do aborcji. Daje tylko granice prawne i bezpieczeństwo - kontynuował Leavy. "Nie chodzi o bycie za aborcją, tylko za życiem kobiet".

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne