„Non possumus” - napisał w odezwie do wiernych arcybiskup białostocki Tadeusz Wojda, protestując przeciwko „Marszowi Równości” zaplanowanemu na 20 lipca. Zestawił w ten sposób gejów i lesbijki z komunistami, którzy w czasach stalinowskich zamykali księży do więzień

Odezwa abp. Wojdy była czytana w kościołach archidiecezji białostockiej w niedzielę 7 lipca. Abp pisał w niej (cytujemy za depeszą PAP): 

„Marsz, chociaż zakłada przeciwdziałanie domniemanej dyskryminacji wspomnianych środowisk, w rzeczywistości sprzyja dyskryminacji innych – tych, których sumienie jest wyczulone na dobro społeczne, chrześcijańskie i obyczajowe, a także jest miejscem obrażania i robienia parodii z treści, które są dla wierzących najwyższą wartością”.

Abp Wojda krytykował marsze równości, twierdząc, że „uczestnicy marszu swoją niecenzuralną postawą i strojem dawali gorszący przykład innym, korzystającym z przestrzeni publicznej, a zwłaszcza dzieciom i młodzieży”, oraz że w ich trakcie „szydzono z wartości chrześcijańskich”. Pisał dużo o szacunku i miłości dla każdego człowieka, dodając przy tym, że „i to staramy się czynić”, ale równocześnie „nie godzimy się na szydzenie z naszej wiary i deprawację najmłodszych”.

Przy okazji hierarcha przypomniał dwie wypowiedzi najważniejszych postaci polskiego Kościoła drugiej połowy XX w.: Jana Pawła II oraz kard. Stefana Wyszyńskiego.

„Czas próby polskich sumień trwa” – mówił abp. Wojda. Jest to cytat z homilii Jana Pawła II wygłoszonej w Skoczowie w maju 1995 roku. Papież skarżył się wówczas na rzekomą „nietolerancję” wobec ludzi wierzących w Polsce. Był to czas rządów SLD, które – przejściowo – zliberalizowało ustawę zakazującą przerywania ciąży (liberalizację zablokował w 1997 roku Trybunał Konstytucyjny). Papież mówił w Skoczowie również o „tendencjach zmierzających do programowej laicyzacji społeczeństwa, ataków na Kościół, ośmieszaniu wartości chrześcijańskich”. 

Abp Wojda użył także drugiego historycznego cytatu – i to nad nim przede wszystkim warto się zatrzymać.

„Powtarzamy za kard. Stefanem Wyszyńskim »Non possumus« – nie możemy się na to zgodzić! Nie możemy pozwolić, aby wyśmiewano wartości dla nas najświętsze i bezkarnie obrażano nasze uczucia religijne”.

Geje jak komuniści?

„Non possumus” kard. Wyszyńskiego to symbol niezgody na kompromis z władzą, który wymagałby naruszenia podstawowych wartości.

W 1949 roku władze komunistyczne wchłonęły lub zniszczyły całą legalnie działającą opozycję – i przystąpiły do ataku na kościół. Atakowały go propagandowo, zarzucając mu „sprzyjanie reakcji” i utrudnianie przyłączenia ziem poniemieckich do Polski (chodziło przede wszystkim o obsadę stanowisk biskupich). W styczniu 1950 roku władze ustanowiły zarząd komisaryczny nad Caritasem, ogromną organizacją dobroczynną, wspierały także ruch „księży patriotów”, wrogi wobec hierarchii kościelnej.

14 kwietnia 1950 przedstawiciele rządu i episkopatu podpisali porozumienie, w którym znalazły się m.in. zobowiązania Kościoła do tego, aby „wzywał wiernych do poszanowania prawa i władzy państwowej” oraz szereg innych ustępstw. Episkopat oświadczał np., że „Papież jest miarodajnym i najwyższym autorytetem Kościoła, odnosi się do spraw wiary, moralności oraz jurysdykcji kościelnej, w innych natomiast sprawach Episkopat kieruje się polską racją stanu”. 

W zamian Kościół uzyskał m.in. gwarancje nauczania religii w szkołach, działalności KUL oraz funkcjonowania wydawnictw i prasy katolickiej.

9 lutego 1953 roku Rada Państwa (kolektywny organ pełniący funkcję głowy państwa w PRL) wydała dekret „o tworzeniu, obsadzaniu i znoszeniu duchownych stanowisk kościelnych”, który dawał w praktyce decydujący głos władzom np. w powoływaniu nowych biskupów. Wydanie dekretu poprzedzały represje: w listopadzie 1952 roku wyrzucono z diecezji biskupów śląskich, w styczniu 1953 odbył się pokazowy „proces kurii krakowskiej”, w którym oskarżano duchownych o szpiegostwo na rzecz Zachodu. Trzy osoby, w tym jednego księdza, skazano na kary śmierci (których ostatecznie nie wykonano). 17 lutego i 3 marca 1953 roku kard. Wyszyński spotkał się z przedstawicielem władz, licząc na kompromis. 

8 maja 1953 roku Episkopat wystosował do władz obszerny memoriał, w którym opisywał prześladowania i szykany – usuwanie religii ze szkół, utrudnianie działalności wydawnictwom katolickim, nakłanianiu duchownych do składania specjalnych ślubowań wierności państwu.

Biskupi napisali w memoriale:

„A gdyby zdarzyć się miało, że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiały powoływanie na stanowiska duchowne ludzi właściwych i kompetentnych, jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich raczej wcale niż oddawać religijne rządy dusz w ręce niegodne. Kto by odważył się przyjąć jakiekolwiek stanowisko kościelne skądinąd, wiedzieć powinien, że popada tym samym w ciężką karę kościelnej klątwy. Podobnie, gdyby postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji jako narzędzia władzy świeckiej, albo osobista ofiara – wahać się nie będziemy.

Pójdziemy za głosem apostolskiego naszego powołania i kapłańskiego sumienia, idąc z wewnętrznym spokojem i świadomością, że do prześladowania nie daliśmy najmniejszego powodu, że cierpienie staje się naszym udziałem, nie za co innego, tylko za sprawę Chrystusa i Chrystusowego Kościoła. Rzeczy Bożych na ołtarzu cesarza składać nam nie wolno. Non possumus! (Nie możemy)”.

Na jesieni 1953 roku władze aresztowały biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka i wytoczyły mu pokazowy proces. Wkrótce zatrzymano też i uwięziono samego kard. Wyszyńskiego.

Narastająca obsesja LGBT

Taki był moment historyczny, w którym biskupi powiedzieli władzy „non possumus”. 

Był to moment, w którym totalitarna władza chciała fizycznie zniszczyć Kościół i podporządkować sobie jego resztki. Księży prześladowano, zamykano do więzień, próbowano sterroryzować i zastraszyć. Aresztowano najwyższych hierarchów Kościoła.

Wczoraj tych samych słów używa abp. Wojda wobec Marszu Równości w Białymstoku. Jest to porównanie absurdalne i obraźliwe. Nie ma ono żadnego związku z rzeczywistością i nie sposób go obronić. 

Przypominamy arcybiskupowi: żaden gej ani lesbijka nie mają zamiaru zamykać w więzieniu arcybiskupa Wojdy. Ani państwo, ani nikt inny, nie próbuje ingerować w działalność Kościoła, jego media czy obsadę stanowisk kościelnych. 

Mówiąc „non possumus” wobec parady równości, arcybiskup porównał gejów i lesbijki do komunistów prześladujących księży.

Przeprosi? Biorąc pod uwagę narastającą obsesję biskupów na punkcie LGBT, raczej nie można się tego spodziewać.


Pilnujemy rozdziału Państwa od Kościoła.
Daj na tacę OKO.press.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!