Stołeczna policja chce ukarania legendy Solidarności Władysława Frasyniuka, za podanie nieprawdziwego nazwiska, gdy legitymowano go podczas miesięcznicy smoleńskiej. Przedstawił się pseudonimem z czasów konspiracji w PRL - Jan Józef Grzyb. W czwartek w sądzie zaczął się proces w tej sprawie

To pierwszy proces zasłużonego działacza podziemia w PRL-u, wytoczony przez obecne władze. Władysław Frasyniuk został obwiniony przez stołeczną policję o popełnienie wykroczenia podczas kontrmiesięcznicy smoleńskiej, w czerwcu 2017 roku.

Legendarny działacz Solidarności usiadł wtedy wraz z kilkudziesięcioma osobami na trasie marszu pochodu smoleńskiego, nieopodal Placu Zamkowego. Policja użyła siły i ich stamtąd wyniosła. Za próbę blokowania miesięcznicy policja postawiła potem Frasyniukowi i innym zarzuty. Ale sąd umorzył sprawę uznając, że mieli oni prawo protestować w ten sposób. Z tamtej sprawy sąd wyłączył jednak do odrębnego postępowania jeden zarzut przeciwko Frasyniukowi, związany z momentem, gdy był on legitymowany.

Frasyniuk i inne osoby wyniesione z Krakowskiego Przedmieścia zostały okrążone przez policję przy ulicy Miodowej, gdzie ich spisywano. Frasyniuk odmawiał wtedy pokazania dowodu i nie podał prawdziwego nazwiska. Na filmie, który można zobaczyć w internecie i który jest jest dowodem w procesie,

Frasyniuk mówi, że nazywa się „Jan Kowalski, PiS i sprawiedliwość’. A potem – „Jan Józef Grzyb”. Policjant nie chcie jednak tego zapisać w notatniku. Mówi, że choćby z okrzyków manifestujących, którzy krzyczeli „zostawcie Władka!” wie, że ma on na imię Włodzimierz albo Władysław.

Cała scena wygląda dość komicznie i kompromitująco dla młodego funkcjonariusza. Policja zrobiła jednak z niej Frasyniukowi sprawę. Zarzuciła mu popełnienie wykroczenia opisanego w artykule 65 paragraf 1 punkt 1 kodeksu wykroczeń, według którego, ten „kto umyślnie wprowadza w błąd organ państwowy lub instytucję upoważnioną z mocy ustawy do legitymowania co do tożsamości własnej lub innej osoby”, podlega karze grzywny.

Frasyniuk, pseudonim Jan Józef Grzyb

Proces w tej sprawie zaczął się w czwartek, 26 lipca 2018 roku, przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia. Prowadzi go sędzia Łukasz Biliński, który orzeka także w innych sprawach związanych z antyrządowymi protestami.

Policjantka odczytała jeszcze raz zarzut umyślnego wprowadzenia w błąd funkcjonariusza, podczas legitymowania.

Frasyniuk złożył wyjaśnienia.”Nie przyznaję się, nie próbowałem wprowadzić w błąd” – mówił. Podkreślał, że 10 czerwca 2017 roku protestował przeciwko łamaniu Konstytucji, praw obywatelskich i prawa do manifestowania. I w czasie tego protestu został zatrzymany przez policję. „Siłą usunięto mnie z demonstracji. Słyszałem polecenia funkcjonariusza policji: „Kasprzaka  i Frasyniuka”. Wtedy tłum skandował „Władek, Władek” – wyjaśniał w sądzie Frasyniuk. I rzeczywiście funkcjonariusze wynieśli m.in. Pawła Kasprzaka  – jednego z liderów Obywateli RP i jego. Według Frasyniuka to dowód, że policja wiedziała kogo wynosi.

Po doniesieniu go przez policjantów na Miodową, Frasyniuk pytał o powody zatrzymania. „Wtedy pojawił się 3-4 gwiazdkowy oficer policji, poprosił mnie na bok i powiedział „Panie Frasyniuk ja pana wyprowadzę stąd, po co nam ta cała afera, kłopoty”. Odpowiedziałem, że bez kolegów i koleżanek nie wyjdę. Na miejscu pojawił się też komendant główny policji, bo wiedział, że mnie zatrzymano” – mówił w sądzie Frasyniuk.

Frasyniuk wyjaśnił też, że „Jan Józef Grzyb” to jego pseudonim konspiracyjny z czasów PRL. I że wtedy siedział 4 lata w więzieniu za opozycyjną działalność.

Potem odpowiadał na pytania, które zadawał mu sędzia Biliński. Wyjaśniał: „Odmawiałem podania nazwiska, bo policja nie podała powodów dlaczego chce ode mnie dowodu”. Dokumenty pokazał dopiero gdy zaczęli je pokazywać inni zatrzymani. Przyznał, że policjantów, który wspierał przepytującego go funkcjonariusza, w którymś momencie pouczył go, że nieudzielenie informacji może go narazić na odpowiedzialność prawną.

Sędzia pytał: „Jaki pan miał cel mówiąc „Grzyb”?”

Frasyniuk: „Chciałem pokazać groteskowość sytuacji.”

Sędzia: „Liczył się pan z tym, że takie dane policja można uznać za prawdziwe?”

Frasyniuk: „Oni wielokrotnie powtarzali, że nie jestem Grzyb, a otoczenie mówiło „To Frasyniuk”. Miałem świadomość, że oni wiedzą kim jestem i że nie chcę wprowadzić ich w błąd. Dałem im dowód, jak dali je koledzy.”

Frasyniuk dodał, że postawiono mu zarzut po tym, jak w internecie opublikowano film z jego legitymowania. Fragmenty filmiku pokazały prorządowe „Wiadomości”. Wtedy zareagował ówczesny szef MSWiA Mariusz Błaszczak.

Kluczowa notatka

Po Frasyniuku sąd przesłuchał policjantów, którzy brali udział w jego legitymowaniu. Pierwszy zeznawał funkcjonariusz, który spisywał Frasyniuka – Grzegorz Pytka. Zeznał, że dowódca kampanii kazał wynieść protestujących z Krakowskiego Przedmieścia. On pomagał nieść Frasyniuka. Twierdził, że podał Frasyniukowi podstawę prawną żądania dowodu osobistego – art. 15 ust 1 pkt 1 ustawy o policji – w celu spisania go za próbę blokowania miesięcznicy smoleńskiej. Zeznał, że gdy wynosili Frasyniuka ludzie krzyczeli „Zostawcie Władka”, więc miał podstawy podejrzewać, że nie jest on ani Kowalskim, ani Grzybem.

Na pytania policjantki odpowiedział, że w trakcie wynoszenia Frasyniuka z ulicy, nie wiedział kim on jest. Tego, że rozmawia z Frasyniukiem dowiedział się od dowódcy, który podszedł do zatrzymanego.

Obrońca legendy Solidarności, mec. Piotr Schramm pytał dlaczego w notatce funkcjonariusza, sporządzonej po zajściach nie ma mowy o legitymowaniu Frasyniuka i o tym, że podawał fałszywe dane. Dlaczego policjant tego nie zapisał? „Przypuszczam, że wtedy nie uważałem tego za istotne” – zeznał Grzegorz Pytka.

To może oznaczać, że polecenie postawienia za to zarzutu przyszło „z góry”, a sam funkcjonariusz nie czuł się oszukany.

Po tych zeznaniach wstał Frasyniuk i oświadczył, że policjant zachował się przyzwoicie: „I jest mi przykro, że się go przesłuchuje, bo widać w materiałach, że przez przełożonych został potraktowany instrumentalnie. Ja chcę go za to serdecznie przeprosić”.

W czwartek zeznawał jeszcze Paweł Dunaj, który uczestniczył w legitymowaniu. Potwierdził zeznania kolegi i Frasyniuka –  że to on go pouczył w trakcie legitymowania o odpowiedzialności za podanie fałszywych danych.

Kolejna rozprawa 23 sierpnia. Sąd wezwał na nią dowódcę akcji. Wtedy też obejrzy filmik z legitymowania. Zażądał też od policji dostarczenia notatników policjantów, by sprawdzić ich zapiski.

Mec. Schramm chciał już dziś zamknięcia sprawy i uniewinnienia Frasyniuka. Bo skoro policjanci wiedzieli, że nie jest on Grzybem, to nie mógł ich wprowadzić w błąd, a oni nie mogli dać się mu nabrać. Sędzia Łukasz Biliński się jednak nie zgodził, bo chce przeprowadzić wszystkie dowody. Sędzia chce też ustalić, czy skutecznie pouczono Frasyniuka o odpowiedzialność za podanie fałszywych danych.

Frasyniuk po rozprawie komentował w rozmowie z dziennikarzami: „To proces polityczny. Decyzję o nim podjął minister Błaszczak, nie policja. Ci biedni funkcjonariusze będą najbardziej upokorzeni. Apeluję do policji, zachowujcie się przyzwoicie. Niech Błaszczak stanie w sądzie i formułuje sam zarzuty”.

Frasyniuk będzie miał jeszcze jeden proces zwiazany z blokadą miesięcznicy w czerwcu 2017 roku. Tym razem karny – o rzekome naruszenie nietykalności policjanta. By postawić mu zarzuty w tej sprawie policja kilka miesięcy temu zatrzymała go rano w mieszkaniu i skuła kajdankami. Potem sąd uznał, że takie skuwanie było bezprawne.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym

Wiesz więcej? Skontaktuj się z zespołem śledczym OKO.press i przekaż nam swoje informacje [email protected]