Na Węgrzech opodatkowanie słodzonych napojów zmniejszyło ich sprzedaż o 27 proc. W Danii podatek od wysokokalorycznych, niezdrowych produktów obniżył sprzedaż tłuszczów nawet do 15 proc. W skrócie: to działa. Wprowadzenie akcyzy na słodkie napoje prawdopodobnie będzie mieć pozytywny wpływ na zdrowie publiczne

Prawo i Sprawiedliwość chce wprowadzić nowy podatek – „cukrowy”, czyli akcyzę na słodkie napoje. Ma on obowiązywać już od kwietnia tego roku i szacunkowo przynieść około 3 miliardy złotych wpływów do budżetu, z czego spora część ma trafić do Narodowego Funduszu Zdrowia. We wtorek 4 lutego 2020 projekt został przyjęty przez rząd i skierowany do prac w Sejmie.

Wysokość opodatkowania ma zależeć od tego, ile substancji słodzących użyto w akcyzowanym produkcie i jaka jest jego objętość. Podatek składa się z dwóch części: stałej i zmiennej.

  • Część stała wyniesie 50 groszy za litr dosładzanego cukrem lub słodzikiem napoju.
  • Cześć zmienna: jeśli ilość cukru przekroczy 5 gramów na 100 mililitrów, wówczas podatek będzie podniesiony o 5 groszy za każdy dodatkowy gram.
  • Ponadto 10 groszy wynieść ma opłata za dodanie do napoju pobudzających substancji aktywnych: kofeiny, tauryny, guarany.

Ministerstwo Zdrowia argumentuje, że wprowadzenie podatku przyczyni się do kształtowania lepszych wyborów konsumentów i będzie wspierać przeciwdziałanie epidemii nadwagi i otyłości. Z kolei Związek Przedsiębiorców i Pracodawców ogłosił, że nie ma dowodów, aby takie regulacje prawne miały pozytywny wpływ na zdrowie publiczne i że rządzącym chodzi jedynie o dodatkowe wpływy do budżetu państwa, które powinny się zwiększyć o około 3 miliardy złotych.

Według projektu przyjętego przez rząd, pieniądze z podatku cukrowego zostaną przekazane do NFZ.

Z pomysłem akcyzy cukrowej już w zeszłym roku wystąpiła Lewica. Parę dni temu kandydat Lewicy w wyborach prezydenckich Robert Biedroń stwierdził jednak w wywiadzie dla Polsat News, że nowy podatek posłuży „wyprowadzaniu jak najwięcej pieniędzy dla Rydzyka i bogatego Kościoła”. „Wolałbym, abyśmy zarządzali tym, co mamy, a nie podnosili podatki” – dodał Biedroń.

Fiskalny kontekst wprowadzenia podatku jest oczywisty – rząd szuka nowych dochodów w obliczu rosnącego deficytu finansów publicznych. Warto jednak sprawdzić, czy specjalne opodatkowanie niezdrowych słodzonych produktów rzeczywiście nie ma wpływu na zachowania konsumenckie – jak przekonuje Związek Przedsiębiorców i Pracodawców – czy jednak oddziałuje korzystnie na zdrowie publiczne.

Cukier, słodziki, czy jedno i drugie?

Podatek cukrowy ma obejmować nie tylko napoje słodzone cukrem, ale również słodzikami oraz wzbogacane substancjami aktywnymi, takimi jak kofeina.

Słodziki są zamiennikami cukru – sacharozy. Dzięki temu, że są wielokrotnie od niego słodsze, wystarczy bardzo niewielka ilość, by nadać produktom odpowiedni smak, jednocześnie zmniejszając ich kaloryczność w porównaniu do alternatywy w postaci cukru czy syropu glukozowo-fruktozowego.

Choć w warunkach bezproblemowego dostępu do żywności, najlepiej jest – ogólnie rzecz biorąc – zrezygnować z dodatkowego słodzenia, to nie chcąc całkowicie porzucić przyzwyczajeń, lepiej wybrać słodzik, niż słodzić standardowo cukrem.

Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że słodziki niekoniecznie są remedium zapobiegającym otyłości. Brak związku w wynikach niektórych badań pomiędzy przejściem na słodziki a BMI (wskaźnikiem masy ciała) najprawdopodobniej wynika z mechanizmu psychologicznego: wiele osób mając świadomość, że produkt nie jest słodzony cukrem, pozwala sobie na więcej i ostatecznym rozrachunku spożyją one tyle samo bądź więcej kalorii, niż gdyby pilnowały się ze względu na obecność sacharozy.

Obejmowanie słodzików podatkiem „cukrowym” czy „antyotyłościowym” jest jednak problematyczne, bo nie wiadomo właściwie, na jakiej podstawie się to robi – podobnie jest zresztą z kofeiną i tauryną.

Inaczej jest w przypadku tradycyjnych substancji słodzących, w tym sacharozy. Dostarczają one znacznej liczby „pustych” kalorii. Ciężko nam oprzeć się słodyczom – to zupełnie naturalne. Przez miliony lat ewolucji jadalne, słodkie, łatwo przyswajalne kalorie były czymś, o co trzeba było bardzo się postarać – poszukać, złapać, upolować.

Warunki te dla dużej części ludzkości zmieniły się błyskawicznie w ciągu zaledwie kilku dekad po II Wojnie Światowej, za czym ewolucja biologiczna nie nadąża. Ponadto przemieszczamy się za pomocą maszyn i używamy wielofunkcyjnych urządzeń, co ułatwia nam życie, ale ogranicza fizyczny ruch. Dlatego polityki publiczne pomagające nam ograniczać spożywanie cukru są uzasadnione.

Zajęcie się tym problemem jest tym poważniejsze, że osób z nadwagą i otyłością – także wśród dzieci – drastycznie w Polsce przybywa.

„Jesteśmy w Europie niechlubnym liderem w grupie 8-latków, wśród których jedna trzecia ma nadwagę lub jest otyła” – mówiła prof. Anna Fijałkowska z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie podczas ubiegłorocznego IV Narodowego Kongresu Żywieniowego.

Tymczasem otyłość jest poważną chorobą, prowadzącą do wielu innych schorzeń, w tym np. układu sercowo-naczyniowego, chorób nowotworowych oraz układu ruchu. Jest istotnym czynnikiem ryzyka przedwczesnego zgonu.

Epidemia otyłości jest zatem problemem, z którym trzeba walczyć systemowo, poprzez działania edukacyjne promujące aktywność fizyczną i dobre nawyki żywieniowe. Najważniejsza jest w tym prewencja i przeciwdziałanie występowania nadwagi i otyłości u dzieci.

Co pokazują badania

Przeprowadzone w różnych krajach badania dotyczące wpływu akcyzy na słodzone napoje na zachowania konsumenckie i BMI społeczności objętych zmianami podatkowymi pokazują, że zmiany te mogą wspomagać politykę zdrowotną.

Badania z USA wykazały, że dodatkowe opodatkowanie słodzonych cukrem napojów jest skorelowane dodatnio z obniżeniem konsumpcji takich produktów i spadkiem BMI. Pokazano też, że gdy ceny słodzonych napojów spadają, ich spożycie wzrasta.

Przegląd 13 różnych przypadków wprowadzenia podatku cukrowego (SSB) i podatku od żywności wysokokalorycznej (EDF) pokazał, że opodatkowanie słodzonych napojów zmniejszyło ich sprzedaż o 27 proc. na Węgrzech, o 5,1-6,1 proc. w Meksyku. W Berkeley w Kalifornii akcyza cukrowa także wiązała się ze spadkiem takiej konsumpcji. W Danii sprzedaż tłuszczów (po wprowadzeniu podatku od wysokokalorycznych produktów) spadła nawet do 15 proc.

Autorzy konkludują, że wprowadzenie podatków generalnie osiagało zakładany cel, zarówno jeśli chodzi o wzrost cen produktów, jak i zmniejszenie konsumpcji.

Autorzy artykułu opublikowanego w zeszłym roku w Annual Review of Nutrition stwierdzili natomiast, że choć opodatkowanie korzystnie wpływa na konsumpcję niezdrowych, słodzonych produktów, to istnieje grupa ludzi, gdzie efekt ten się nie zaznacza. Jaka to grupa? Chodzi o osoby, które mieszkają… przy granicach stref podatkowych. Mogą więc kupować kaloryczne rzeczy w sklepach, gdzie podatku cukrowego nie wprowadzono.

Polscy dietetycy za podatkiem

Rząd Prawa i Sprawiedliwości niezgodnie dobrym demokratycznym obyczajem często przedstawia swoje projekty jako poselskie i unika w ten sposób obowiązkowych konsultacji. Projekt podatku cukrowego (ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów) na szczęście jest jednak projektem rządowym.

Pomysł był więc szeroko opiniowany przez rozmaite ciała eksperckie. Co wynika z tych konsultacji? Większość uwag dotyczy potrzeby doprecyzowania zapisów projektu, ale sam pomysł jest co do zasady uznawany za słuszny.

„Popieramy (…) jako narzędzia walki z nadwagą i otyłością przez nałożenie dodatkowej opłaty na napoje z dodatkiem cukru”

– stwierdza Polskie Towarzystwo Dietetyki.

Instytut Matki i Dziecka zwraca uwagę: „(…) w celu wzmocnienia efektu zdrowotnego ustawy należy rozważyć wprowadzenie wysokości podatku od zawartości cukru w napojach. Dla producentów może to stanowić motywację do znaczącej reformulacji swoich produktów”.

Polskie Towarzystwo Badań nad Otyłością ujawnia natomiast – wspomniane też przez nas – wątpliwości co do nałożenia akcyzy na słodziki, kofeinę, guaranę i taurynę. „W uzasadnieniu autorzy traktują ten temat dwoma zdaniami, w jednym z nich zamiast napoje energetyzujące piszą energetyczne, nie jest to synonim. Czy podatkiem objęte zostaną również kawa i herbata w lokalach gastronomicznych, bo tak wynikałoby z projektu ustawy?” – pyta zgryźliwie PTBnO.

Jednak przy wszystkich zastrzeżeniach potencjalne korzyści z wprowadzenia nowego podatku są niezaprzeczalne.

„Można nie lubić idei zwiększania podatków z przyczyn światopoglądowych, można uważać, że są lepsze metody rozwiązywania problemu otyłości, ale dane wskazują, że akcyza na słodycze działa” – podsumowuje Damian Parol, dietetyk i doktor nauk o zdrowiu z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Przychodzi OKO do lekarza...
Chcesz, byśmy nadal pilnowali zdrowia Polaków?

Biolog i bloger naukowy


Komentarze

  1. Ka Kadu

    Tez popieram taka danine. Moze ktos sie zawaha przy kupowaniu calych zgrzewek napojow ulepkow. Czasem przy kasie obserwuje, jak rodzice laduja na tasme zgrzewki roznych slodkich napojow, w tym, o zgrozo, slodzonej, smakowej wody mineralnej. Zamiast od malego uczyc dzieci picia po prostu wody, ida na latwizne serwujac im takie swinstwo. A potem zaskoczenie, ze dziecko ma cukrzyce typu II.

  2. Bartłomiej Leś

    Moim zdaniem taki podatek nie da oczekiwanego efektu. Musiałoby to być połączone z rzetelną edukacją żywieniową. Wtedy byłaby szansa, że ludzie zmienią nawyki.

    Młodzież w okresie okołolicealnym zaczyna dbać o swój wygląd. Może wykorzystać ten trend i zaproponować im fakultatywne zajęcia z żywienia?

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press