0:00
11 czerwca 2020

Aktywiści zwolnieni z aresztu. Prawnicy: zarzut absurdalny, zatrzymanie nielegalne. "To represje"

"Zatrzymanie nie miało żadnego celu procesowego, to zwyczajne represje" - komentuje prawnik aktywistki zatrzymanej w związku z plakatami oskarżającymi ministra Szumowskiego. Anna W. spędziła w areszcie prawie dwie doby, przesłuchano ją dopiero drugiego dnia

Wydrukuj

Aktywiści Anna W. i Bartosz S. (imiona ujawniamy za zgodą prawników) zostali zwolnieni z aresztu 10 czerwca ok. godziny 15:00. Ich telefony wciąż są przetrzymywane przez policję.

Anna W. spełniła w areszcie 41 godzin, a Bartosz S. ponad 20. Bez kontaktu z adwokatem.

"Policja twierdzi, że się tego kontaktu zrzekła, ale w protokole zatrzymania mamy wyraźnie napisane, że się go domagała" - komentuje dla OKO.press prawnik Anny W., mec. Radosław Baszuk.

W przypadku Anny policja z tzw. "czynnościami" zwlekała aż do popołudniowych godzin drugiej doby po zatrzymaniu. "A należało niezwłocznie przedstawić zarzuty, przesłuchać, pobrać odciski palców, zwolnić" - mówi Baszuk. "Nie mówiąc o tym, że samo zatrzymanie było bezzasadne. Nie miało żadnego celu procesowego, to zwyczajne represje".

Kajdanki

Annę W. skuto w obecności rodziców i nieletniej córki. Jej ojca też wezwano na przesłuchanie w sprawie, choć policja wydawała się sama nie do końca wiedzieć jakiej. Relację z zatrzymania i przesłuchania przeczytacie tutaj:

Batrosza S. też wyprowadzono w kajdankach - zapiętych z tyłu. Była przy tym kamera OKO.press

"Spisali protokół, zabrali trochę rzeczy: pendrive’y, aparat, jakieś inne sprzęty. Wzięli też tysiąc złotych w gotówce na poczet strat, które miał wyrządzić mój mąż" - relacjonowała żona. Została sama z niemowlęciem, które właśnie odebrali ze szpitala.

Ewangelia wg Łukasza Sz.

Aktywiści zostali zatrzymani w związku z plakatami oskarżającymi ministra Szumowskiego, które rozwieszono w wiatach przystankowych w Warszawie. Wiaty należały do firmy AMS należącej do Agory, wydawcy "Gazety Wyborczej" , którą obóz władzy szybko oskarżył o szkalowanie ministra. Firma zaprzeczyła, że ma cokolwiek wspólnego z plakatami i zgłosiła włamanie.

Plakaty więcej się w zarzutach nie pojawiły. Policja aresztowała Annę W. i Bartosza S. pod zarzutem kradzieży z włamaniem.

Absurdalny zarzut

Udało nam się porozmawiać z prawnikami aktywistów. Są zgodni: zarzut jest absurdalny.

"Nie ma mowy, żeby się ostał w sądzie" - mówi Baszuk i tłumaczy: "Żeby ukraść, trzeba zabrać cudzą rzecz w celu przywłaszczenia.

Nawet jeśli założymy, że moja klientka uczestniczyła w wywieszaniu plakatu, to jej cel byłby zupełnie inny. Można oceniać cel, ale na pewno nie wymyślać, że chodzi o kradzież".

Zdaniem prawnika sprawa powinna być błyskawicznie umorzona przez brak cech przestępstwa.

Zatrzymanie nielegalne

Prawnicy rozważają złożenie zażalenia na przeszukanie i zatrzymanie, które było ich zdaniem bezzasadne i nielegalne.

Dlaczego bezzasadne? "Bo nie zachodziła ani podstawa faktyczna, ani prawna. Jaka może zachodzić obawa zatarcia śladów przestępstwa 8 dni po zdarzeniu i w innym miejscu?" - tłumaczy Baszuk.

"Jeśli policja, mając pełną świadomość, że podstawa zatrzymania jest fikcyjna i tak pozbawia wolności, to możemy mówić, że zatrzymanie było też nielegalne".

Jeśli zażalenie zostanie rozstrzygnięte na korzyść aktywistów, mec. Baszuk zapowiada złożenie wniosku o zadośćuczynienie i odszkodowanie za bezprawne pozbawienie wolności.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne