0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Agnieszka Sadowska/ Agencja Wyborcza.pl *** Local Caption *** .Fot. Agnieszka Sadow...

Aktualizacja 11 listopada: Na końcu zamieszczamy odpowiedź Straży Granicznej nadesłaną po opublikowaniu tekstu.

Rankiem 9 listopada 2023 Mariusz Kurnyta zwany Człowiekiem Lasu – aktywista z Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego, z trójką innych członków POPH patrolowali las w rejonie Judzianki w okolicach Hajnówki, ok. 13-14 km od granicy. Szukali migrantów, by ich ewentualnie wspomóc jedzeniem, ubraniami itd. Głośno rozmawiali między sobą, bo dzieliło ich po kilkadziesiąt metrów.

„Oddała pani strzał ślepakiem? – Tak ślepakiem”

Najpierw Mariusz idący na czele z psem znalazł białoruski kombinezon. Szukał więc wzrokiem ludzi. Ok. 200 metrów od szosy zauważył kogoś leżącego w lesie.

„Człowiek” – odwrócił się i krzyknął do reszty wolontariuszy.

W tym momencie od strony leżącego padł strzał. Leżący wyskoczył jak z katapulty w stronę Mariusza. Zza drzewa wynurzyła się kobieta – też w mundurze Straży Granicznej.

„Trzymała się za kaburę – widocznie właśnie schowała broń, z której strzeliła” – uważa Mariusz. Nie widział tego, w którą stronę kobieta strzelała, ale jest przekonany, że w jego.

„Nie słyszałem świstu kuli, ale tak mi zadzwoniło w uszach!” relacjonuje. Dodaje, że „zamurowało go” na moment.

Na filmie nagrywanym przez kamerę drugiego z członków ekipy – był kilkanaście metrów za Kurnytą – widać jak aktywista przy strzale odruchowo zasłania się ręką. I potem nagły bieg pogranicznika.

„Co pan strzela?” – słychać pytanie Mariusza.

Funkcjonariusz mówi, że myślał, iż to „ci nasi goście” – miał na myśli migrantów.

Kurnyta do funkcjonariuszki: „A okrzyki gdzie ostrzegawcze?”

Ta nie odpowiada.

– Imię, nazwisko, stopień!- żąda aktywista.

– A ja nie muszę panu... (niewyraźne).

– Oddała pani strzał tym ślepakiem? – pyta aktywista.

– Tak ślepakiem – przyznała funkcjonariuszka.

– Gdzie jest ostrzegawczy okrzyk?

Drugi pogranicznik uspokaja sytuację, potem obydwoje mundurowi przekonują, że „nic nie zrobili”, nie strzelali.

Gdy Kurnyta prosi filmującego sytuację, by zadzwonił na policję, funkcjonariuszka w rewanżu chce sprawdzać tożsamość aktywisty.

Potknął się i wypalił. Cztery razy

Aktywiści mówią strażnikom o migrancie, który od postrzału w kręgosłup leży w szpitalu.

Faktycznie 3 listopada, przy granicy polsko-białoruskiej, mundurowi postrzelili w plecy Syryjczyka, który szedł z grupą migrantów. Kula utkwiła mu w kręgosłupie. Trafił do szpitala, przeszedł poważną operację. Grozi mu paraliż.

Sprawcą był żołnierz. Według Jakuba Ławniczaka, prawnika, który reprezentuje poszkodowanego, migranci usłyszeli niezrozumiały dla nich krzyk. Padł strzał i dostał Syryjczyk. Przewrócił się na ziemię. Potem były jeszcze 3 strzały.

Wojsko tłumaczyło, że żołnierz… potknął się i wypalił.

„Bawicie się w wojenkę? Strażnicy, co jest z wami?!” – wścieka się na pograniczników Kurnyta.

Potem w rozmowie z OKO.press dodaje, że uważa, iż leżeli w krzakach z gotową bronią i czekali na migrantów – do tego sami częściowo się przyznali. To też potem SG częściowo potwierdziło, pisząc na TT o tym, iż ich funkcjonariusze prowadzili „niejawną obserwację”.

„Komendant kłamie i kryje ich. Ręka rękę myje”

Pogranicznicy nie zaczekali na wzywaną przez aktywistów policję. Poszli sobie. „Uciekli” pisze potem aktywista.

Członkowie POPH wyszli z lasu i znaleźli patrol policji. Ta nie chciała w ogóle podejmować czynności wobec pograniczników. Dopiero długie i stanowcze nalegania skłoniły policjantów do sporządzenia notatki i zabrania pograniczników na komendę w Hajnówce.

„Straż Graniczna była długo przy aucie. Mieli dość czasu, by uzupełnić naboje” – zaznacza Kurnyta.

Pogranicznicy weszli z policjantami na komendę. Aktywistów nie zaproszono. Po 5-10 minutach wyszli.

„Stwierdzili, że przeliczono naboje i stan amunicji się zgadza. Nie był oddawany strzał” – relacjonuje Kurnyta.

„Z czego więc oni strzelali?” – zapytał komendanta. Ten nie odpowiedział.

„Komendant kłamie i kryje ich. Ręka rękę myje” – nie ma wątpliwości aktywista.

Dzwonimy do komendy. „My powiadomiliśmy prokuraturę o całym zdarzeniu. Proszę tam się pytać” mówi oficer prasowa Komendy Powiatowej w Hajnówce asp. Paulina Kośko-Pawełczuk. Nie chce nic więcej powiedzieć w tej sprawie.

Ewa Dmitruk prokurator Prokuratury Rejonowej w Hajnówce: „Tylko mogę potwierdzić, że taka sprawa wpłynęła do nas. Nie zdążyłam się jeszcze zapoznać z materiałami – mamy trudną sytuację kadrową i okres chorobowy. Dzisiaj się może zapoznam” deklaruje.

Z tego będzie sprawa

Mariusz Kurnyta poinformował o całej sprawie swojego adwokata. „Złożymy sprawę do sądu, o strzelanie w moim kierunku, bez jakichkolwiek komend”. Na razie aktywista nadal nie poznał nawet imienia i nazwiska funkcjonariuszki, która miała strzelać.

Wcześniej już wielokrotnie zdarzało się, że pogranicznicy czy wojsko straszyło bronią, a nawet mierzyło do aktywistów, aby ich zastraszyć. Czy był przypadek strzelania w stronę pomagających migrantom? „Nigdy sam tak nie miałem i nie znam takiego przypadku” mówi Kurnyta.

A skąd pan wie, że to był strzał?”

Rzecznik prasowa Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej nie chce z nami rozmawiać. Prosi o pytania SMSem. Pisze, że nie oddano strzału „w stronę aktywistów” i nie strzelano z broni służbowej.

„Funkcjonariusze nie prowadzili czynności wobec aktywistów, więc nie musieli im się legitymować” – dodaje. W tym miejscu poszukiwali osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę. „Nikt nie uciekał. Wracali do auta, by dalej prowadzić swoje czynności związane z poszukiwaniem (…) co uzgodnili z przełożonym. Nawet aktywiści piszą, że rozmawiali z funkcjonariuszami. Uciekającymi?” pyta się ironicznie mjr Zdanowicz.

Pisze, że w obecności policji przeliczono amunicję, co ma potwierdzać, że pogranicznicy nie strzelali „z broni służbowej”.

Skąd więc huk wystrzału?

„Też ustalamy, co to było” – odpisuje.

Dopytujemy, jak to możliwe, że funkcjonariusze, którzy – jak twierdzi SG – nie strzelali, usłyszeli gdzieś obok siebie huk wystrzału i zamiast szukać jego źródła, rzucili się w kierunku aktywistów, nie dopytując ich o strzelanie. Major Zdanowicz już nie odpowiada.

Pytamy, czy funkcjonariuszka miała ze sobą prywatną, nieostrą broń na akcji w lesie. Też cisza.

Rzecznik Prasowa Komendanta Głównego SG por. Anna Michalska idzie dalej, podtrzymując wersję, że funkcjonariusze nie strzelali „z broni służbowej” – podważa nawet to, że padł jakikolwiek strzał.

– Ja słyszę huk na filmie. A skąd pan wie, że to był strzał? – pyta rzeczniczka SG.

– A co to mogło być? Bo ja widzę na filmie biegnącego, uzbrojonego funkcjonariusza.

– Widzi pan, że on strzela?

– Nie. Ale to kto tam więc strzelał – żubry?

– Proszę nie nadinterpretowywać, że on strzelał. Użycia amunicji ostrej, z broni służbowej na pewno nie było – przekonuje por. Michalska.

Pytam, czy więc funkcjonariusze SG mają broń nieostrą na stanie – np. hukową. Michalska nie odpowiada. Prosi o maila i obiecuje odpowiedzieć. Do chwili opublikowania tego tekstu nie dostajemy żadnej odpowiedzi.

Ale por Michalska potwierdza: „Jeśli jest strzał ostrzegawczy, to funkcjonariusze powinni najpierw wydać komendę”.

Na nagraniach wyraźnie słychać, że nie pada żadna komenda przed hukiem wystrzału.

Granica przekroczona wielokrotnie

Mariusz Kurnyta: „To jest jakiś absurd. Funkcjonariusz Straży Granicznej strzela w miejscu publicznym, 200 m od drogi, bez ostrzeżenia i bez powodu. Nie padła żadna komenda w stylu „stój, bo strzelam”, czy „Stój kto idzie? Oni przecież mogli tam w lesie kogoś postrzelić – kawałek dalej kobiety zbierały grzyby! To już przekracza granice normalności. Ja tej sprawy nie odpuszczę” – zapowiada.

„Ta granica (normalności – red.) już została przekroczona wielokrotnie”, mówi Piotr Czaban w audycji swojego kanału „Czaban robi raban” poświęconej temu wydarzeniu. To do niego przed kilkoma miesiącami mierzył z karabinu jeden z niezadowolonych pograniczników.

„Straż Graniczna w tej sprawie bezczelnie kłamie” – na dowód Czaban w audycji puszcza kilka razy fragment nagrania z akcji w lesie.

Wyraźnie słychać huk wystrzału.

Aktualizacja 11 listopada 2o23 r.

SG przyznaje, że to mógł być strzał hukowy

Już po wysłaniu tego tekstu do redakcji, rzecznik podlaskiego SG mjr Katarzyna Zdanowicz napisała do autora: „W trakcie prowadzonych wczoraj czynności procesowych zabezpieczono prywatny hukowy pistolet funkcjonariuszki. Okoliczności jego ewentualnego użycia w czasie służby badane są pod nadzorem prokuratury”. Wcześniej jednak nie wspominała o tym ani rzecznik Zdanowicz, ani rzecznik por. Anna Michalska, choć pytałem. Ani słowa o zabezpieczonej, prywatnej broni hukowej nie usłyszeli też aktywiści od interweniującej policji czy funkcjonariuszy SG.

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze