Prawa autorskie: Jacek Babiel / Agencja GazetaJacek Babiel / Agenc...
27 listopada 2020

Amantadyna – skąd wiemy, że to nie „cudowny" lek na COVID-19, jeśli go nie badamy?

Debaty o amantadynie, „cudownym leku" na COVID-19, ciąg dalszy. Dr Pakulski odpowiada na zarzuty adwersarzy i tłumaczy, dlaczego naukowcy powinni mieć zawsze oczy szeroko otwarte, nie kpić z amantadyny i zaprojektować jej badanie

O amantadynie, leku na grypę i Parkinsona, jest głośno z powodu twierdzeń pediatry i pulmonologa z Przemyśla, dr. Włodzimierza Bodnara. Twierdzi on, że skutecznie leczy tym znanym od dawna preparatem pacjentów z koronawirusem.

Środowisko medyczne zareagowało na dr. Bodnara i jego terapię w większości negatywnie.

Głos w sprawie amantadyny na łamach OKO.press zabrał dr hab. Cezary Pakulski, anestezjolog i specjalista intensywnej terapii ze Szczecina. Zarzucił specjalistom chorób zakaźnych i wirusologom, iż „można odnieść wrażenie, że sama nazwa leku wywołuje u nich silną odpowiedź alergiczną”. Lekarz uważa też, że środowisko medyczne stosuje wobec dr. Bodnara podwójne standardy – sami rekomendują niesprawdzone terapie jako „krzyk rozpaczy” z powodu braku leku na COVID-19.

Dr Pakulski wezwał do przeprowadzenia badania klinicznego skuteczności terapii COVID-19 amantadyną, sugerując, że jej działanie terapeutyczne może być skutkiem mechanizmu blokowania receptorów NMDA w układzie glutaminergicznym – czego inni eksperci nie brali dotychczas pod uwagę.

Z jego tekstem polemizował na łamach OKO.press dr hab. Filip Mejza z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pisał: „Głos autorytetu naukowego, którym jest Pan Profesor Pakulski, wyrażony w opiniotwórczym medium, nakłoni wielu lekarzy i chorych do stosowania amantadyny. Czy o to autorowi chodziło? Mam nadzieję, że nie".

Poniżej publikujemy odpowiedź dr. Pakulskiego.

Zacznę od końca polemiki. Nie mam jakiegokolwiek konfliktu interesów z żadną z firm produkujących, czy dystrybuujących amantadynę. Dla żadnej z tych firm nie prowadziłem płatnych wykładów, firmy te nie były sponsorem moich naukowych wyjazdów, czegokolwiek. Jestem specjalistą anestezjologii i intensywnej terapii oraz medycyny ratunkowej. Oznacza to, że w ramach mojej praktyki lekarskiej nie mam swojego prywatnego gabinetu lekarskiego, w którym przyjmowałbym „amantadynowych chorych”. Nie posiadam też umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia na wypisywanie recept. Leki mogę wypisywać tylko dla siebie i swojej najbliższej rodziny.

To ważne oświadczenie, bo sugerowanie, jakoby ukrytą intencją apelowania o wykonanie badań naukowych jest zwiększanie publicznego zainteresowania lekiem, zapewne w niecnym finansowym celu jest niesprawiedliwe i dalekie od zawodowej etyki. Wszystkie moje aktywności, również liczba wypisanych recept na konkretny lek są do prostego zidentyfikowania.

Łączenie mnie i Pana dr Włodzimierza Bodnara w działającą we wspólnym interesie „amantadynową grupę trzymającą władzę” również jest co najmniej chybione. W swoim tekście wpis dr. Bodnara „można wyleczyć COVID-19 w 48 godzin” i wpisy kolejne określam jako wnioskowanie pod względem naukowym nieuprawnione. Komentując potencjalne mechanizmy działania leku, te honorowane przez doktora Bodnara, napisałem „też uważam, że znanymi już mechanizmami działania na wirusy grypy amantadyna nie poradzi sobie z koronawirusem”. Wszystkie cytaty doktora Bodnara, ale też lekarzy chorób zakaźnych i wirusologów zaczerpnąłem z wywiadów udzielanych przez obydwie strony. Nie odpowiadam za niezacytowane przeze mnie w tekście wpisy dr. Bodnara, a na śledzenie jego strony internetowej zwyczajnie nie mam czasu.

Tak samo nie można mnie winić za prowokujące takie wpisy sprzeczne stanowiska samorządu lekarskiego. Jednego dnia pisze się, że na skutek zgłoszenia skargi Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej będzie badał, czy doszło do propagowania postaw antyzdrowotnych, stosowania metod, które nie są zweryfikowane naukowo lub są szkodliwe, a przedstawiciel Naczelnej Rady Lekarskiej informuje, że lekarz może mieć poważny problem prawny. Wiemy, co takie sygnały dla praktykującego lekarza oznaczają. Gdy następnego dnia Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie wydaje oświadczenie, że lek „jest zarejestrowany w Polsce, w związku z tym nie jest zabronione jego stosowanie” i dalej „Jesteśmy dalecy od określenia zbawczej roli tego leku, ale na ten moment nie możemy podważyć z medycznego punktu widzenia jego stosowania przez lek. W.B.” emocje i stres u straszonej osoby puszczają. Do tego jeszcze to „dziecko we mgle”.

Stawiam hipotezę innego działania amantadyny

W kwietniu 2020 roku, gdy mój projekt „Zastosowanie leków blokujących receptory NMDA w leczeniu chorych z objawowym zakażeniem SARS-CoV-2" był gotowy, wysłałem go do kilku samodzielnych pracowników nauki, nie tylko lekarzy chorób zakaźnych. Otrzymałem tylko jedną odpowiedź – była negatywna. Opinię kolejnego kierownika kliniki chorób zakaźnych również negatywną przekazał mi lekarz anestezjolog z tego ośrodka: „mamy ustalone leczenie przeciwwirusowe, nic nie będziemy zmieniać”.

Obowiązującym wtedy leczeniem przeciwwirusowym było stosowanie chlorochiny i azytromycyny, których łączne podawanie choremu prowadziło do niebezpiecznego zwolnienia czynności pracy serca przez wydłużenie odstępu pomiędzy kolejnymi załamkami w zapisie EKG. Amantadyna działa w takim samym mechanizmie, więc jej dodanie do wcześniej wymienionych opisane niebezpieczeństwo by potęgowało. Z tego powodu przygotowanego wniosku do komisji bioetycznej nie złożyłem, a projekt powiesiłem w internecie.

Nie mogłem przeprowadzić badań osobiście w kierowanej przeze mnie jednostce, bo jest to niekowidowy oddział intensywnej terapii dla chorych z ciężkimi obrażeniami ciała. Po ostatnim amantadynowym wzmożeniu treść projektu wzbudziła zainteresowanie Jagiellońskiego Centrum Innowacyjnego w Krakowie. Projekt wysłałem do naukowej weryfikacji, na wyniki której właśnie czekam.

Swoim artykułem chciałem zwrócić uwagę, że naukowcy powinni patrzeć na każdy problem szeroko otwartymi oczami. Powinni mieć maksymalnie poszerzone pole widzenia, a nie skupione tylko na własnym, w tym przypadku zakaźno-wirusologicznym fragmencie wiedzy.

Nie wszystko, co kiedyś było lekiem przeciwwirusowym, musi dalej działać jak lek przeciwwirusowy. Zaproponowałem możliwość istnienia zupełnie innego, opartego na mocnych podstawach teoretycznych mechanizmu działania leków, które posiadając zdolność do blokowania receptorów NMDA i aktywności układu glutaminergicznego w mózgu i w płucach niosą pomoc w zakażeniu wirusem SARS-CoV-2. Jednym z tych leków jest amantadyna. Zahamowanie tej aktywności spowolni lub zatrzyma promowanie zmian w śródmiąższu płuc, a prawdopodobnie nie są to wszystkie możliwe mechanizmy działania. Zapominam tu o receptorach ACE-2 i innych na komórce, na które żaden lek skutecznie nie działa. Proponuję coś zupełnie nowego, czego przede mną inni eksperci nie brali pod uwagę.

Pan docent Mejza porównuje to nowe spojrzenie na problem leczenia COVID-19 z promowaniem sprzedaży cudownych ziół i leków, i pisze o braku „argumentów naukowych uzasadniających poświęcenie sił i środków na przeprowadzenie dużego badania klinicznego z amantadyną”.

Gdyby były dowody naukowe, że lek działa, albo, że na pewno nie działa, nie byłoby mojego tekstu. Powstał, bo wciąż brak dowodów naukowych, a we wtorek zmarły kolejne 674 osoby.

Nie zapominajmy o talidomidzie

Czy amantadyna to przegrany lek, który powinien zostać wyrzucony na śmietnik jako nieprzydatny i czy na pewno nie ma szans, żeby po pewnym czasie powrócił jako nowy przełom w medycynie? Z odpowiedzią proszę bardzo ostrożnie. W roku 1956 został opracowany talidomid.

W 1960 roku odkryto, że lek jest szkodliwy u kobiet w ciąży i powoduje deformacje płodów. Wycofano go z rynku w atmosferze skandalu. W grudniu 1999 roku podczas kongresu Amerykańskiego Towarzystwa Hematologicznego przedstawiono rewelacyjne wyniki leczenia szpiczaka właśnie przy użyciu talidomidu i ogłoszono przełom w leczeniu tego nowotworu krwi.

Lek znacząco wydłużył życie chorych na szpiczaka, a jego nowsze wersje i schematy stosowania z innymi lekami czyni go coraz bardziej przydatnym w hematoonkologii.

Drugim przykładem leku o dwóch obliczach jest azydotymidyna (AZT). Przez lata leżała na półce jako nieskuteczny lek przeciwnowotworowy i nagle okazała się pierwszym skutecznie działającym lekiem na wirusa HIV. Od AZT wszystko co w leczeniu HIV najlepsze dopiero się zaczęło.

Na koniec fragment rozmowy z profesorem Andrzejem Gładyszem, niekwestionowanym autorytetem pośród lekarzy chorób zakaźnych (Menedżer zdrowia - 23 listopada 2020): „Ciekawostka to amantadyna, lek przeciw grypie A, dawno zarzucony choć ja jako stary lekarz miałem z nią do czynienia”. „To jest lek, który w moim przekonaniu powinien być poddany badaniu klinicznemu tak jak remdesivir. Da nam to odpowiedź na pytanie, czy nie jest od niego skuteczniejszy, bo przez pewne powinowactwo do wirusa grypy może się tak okazać. Nie należy kpić z amantadyny, tylko trzeba zaprojektować badanie”. „Ważne jest również ustalenie momentu włączenia tego leku. Jednak bez oficjalnego badania klinicznego nie odważyłbym się go odrzucać, bo nie ma podstaw”. Czy nie tak powstaje nowe?

Udostępnij:

Cezary Pakulski

Dr hab. n. med., lekarz i nauczyciel akademicki, kierownik Kliniki Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Medycyny Ratunkowej w Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie. W latach 2001-2010, jako konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej, współorganizował Zintegrowany System Ratownictwa Medycznego w województwie zachodniopomorskim. Inicjator i współorganizator Centrum Urazowego dla Dorosłych i Centrum Urazowego dla Dzieci w SPSK nr 1 w Szczecinie. W latach 2009 – 2013 członek Okręgowej Rady Lekarskiej i jej prezydium – VI kadencja. W roku 2019 kandydat w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej IX kadencji. Obecnie wiceprezes i członek zarządu Stowarzyszenia Plac Solidarności.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne