Ambasador Marek Magierowski polemizując w internecie z dziennikarzami izraelskimi piszącymi o współodpowiedzialności Polaków za Zagładę, manipuluje językową dwuznacznością. To dobry przykład polityki historycznej PiS, twierdzącej, że "Polska" jest niewinna współudziału w Holocauście, a z Niemcami współpracowali nieliczni degeneraci

Polemikami ambasadora Magierowskiego na Twitterze z dziennikarzami izraelskiej prasy ekscytują się prawicowe media. „Brawo!”, „Znowu kłamią!” – piszą. Przyjrzeliśmy się dwóm interwencjom ambasadora z końca listopada i sprawdziliśmy, na ile są zasadne. 

26 listopada Magierowski polemizował z Marisą Fox, dziennikarką popularnego liberalnego dziennika „Haaretz”. Fox pochwaliła badacza Holocaustu prof. Jana Grabowskiego z Ottawy za to, że zdecydował się wytoczyć proces o naruszenie dóbr osobistych polskiej organizacji „Reduta Dobrego Imienia”, która – jego zdaniem – go oczerniła (naszą rozmowę na ten temat z prof. Grabowskim można przeczytać tutaj). 

Izraelska dziennikarka napisała: „Myślę, że więcej naukowców (…) powinno pozywać w cholerę Polskę za odmowę lub pomniejszanie jej udziału w morderstwie 6 mln Żydów”. Użyła przy tym angielskiego wyrażenia „suing the F out”, które jest niezbyt eleganckie.

Na to odpowiedział jej Magierowski. Wypomniał jej właśnie „nieelegancki język” oraz napisał:

„Oskarżanie Polski o «współudział» w Holocauście jest poważnym historycznym zniekształceniem”.

Dodał również, że skoro historycy mogą się czuć zniesławieni i podejmować z tego powodu kroki prawne, to zwykli obywatele też powinni mieć taką możliwość. (To drobna manipulacja, ale wyjaśnijmy ją: prof. Grabowski został oskarżony osobiście – i skorzystał dokładnie z tego samego prawa, jakie ma każdy obywatel)

30 listopada ambasador Magierowski wszedł na Twitterze w polemikę ze Stuartem Winerem, dziennikarzem „Times of Israel”. Winer streszczał wywiad przeprowadzony przez telewizję CNN z prezydentem Izraela Reuvenem Rivlinem.

Była w nim mowa o sondażu zamówionym przez CNN w kilku krajach europejskich, który pokazał bardzo wysoki poziom antysemickich uprzedzeń (i jeszcze większy poziom niewiedzy). Ponad 1/4 badanych Europejczyków uznała, że „Żydzi mają zbyt duży wpływ” w biznesie, a 1/5 – w „mediach i polityce”. Winer napisał:

„Polska wzbudziła gniew w Izraelu i świecie żydowskim próbując odciąć się od odpowiedzialności za Holocaust przez naleganie, że obozy koncentracyjne i obozy zagłady na jej terytorium były założone i uruchomione przez nazistowskich najeźdźców”.

Magierowski replikował słusznie, że w istocie obozy zostały założone przez Niemców.

Wcześniej jednak zaprzeczał odpowiedzialności za Zagładę w następujących słowach:

(„Nie możemy odciąć się od odpowiedzialności za Holocaust, ponieważ nie byliśmy za niego odpowiedzialni”)

Zapewne pod wrażeniem odpowiedzi ambasadora gazeta zmieniła nieco treść artykułu, usuwając z niego wzmiankę o tym, kto założył obozy zagłady na ziemiach polskich. Cytowany fragment brzmi teraz tak:

„Polska wzbudziła gniew w Izraelu i świecie żydowskim próbując odciąć się od odpowiedzialności za Holocaust”.

Kto ma rację w tym sporze? I czy ambasador Magierowski zasadnie poprawia izraelskich dziennikarzy?

Dwuznaczność językowa

Zabieg retoryczny Magierowskiego opiera się na wykorzystaniu dwuznaczności językowej. Rozłóżmy ją tu na części pierwsze.

O ile nikt nie ma wątpliwości – i np. wspólna deklaracja premierów Polski i Izraela z 2018 roku nie pozostawia miejsca na żadne niedomówienia – że państwo polskie nie brało udziału w Zagładzie, to jednak Niemcom w Zagładzie pomagało wielu Polaków. Historycy się spierają, jak wielu było takich Polaków i Polek, ale np. prace Centrum Badań nad Zagładą Żydów pokazują, że było to zjawisko rozpowszechnione. 

Kiedy Magierowski pisze „Polska nie jest odpowiedzialna za Holocaust”, ma na myśli „Państwo polskie nie było odpowiedzialne za Holocaust” – i mówi absolutną prawdę.

Kiedy zagraniczni dziennikarze piszą: „Polska usiłuje pomniejszyć swoją odpowiedzialność za Holocaust” – też piszą prawdę, ale o czym innym: odnoszą się nie do państwa polskiego, tylko do społeczeństwa polskiego pod okupacją.

Cała polityka historyczna PiS zmierza do wykazania, że z Niemcami współpracował w dziele Zagłady Żydów tylko „społeczny margines”, a ludzie, którzy to robili, faktycznie „wypisywali się” z polskości.

Oficjalna linia rządu PiS w tej sprawie mówi, że Polacy raczej ratowali Żydów, a z Niemcami współpracowali nieliczni przestępcy i degeneraci. Jest to pogląd sprzeczny z wiedzą historyczną, a w każdym razie z ustaleniami najważniejszych ekspertów od historii epoki (w wywiadzie dla OKO.press opowiadała o tym obszernie prof. Barbara Engelking – tutaj).

Z okupantem w Zagładzie Żydów współpracowały też instytucje okupacyjne, w których pracowali niemal wyłącznie Polacy – od granatowej policji po straż pożarną. Niektórzy Polacy ratowali Żydów; inni – i tych było znacznie więcej – współpracowali z okupantem.

Przykłady takiej współpracy są liczne, trudne do podważenia i często poruszające, o czym świadczy opublikowane w 2018 roku dzieło zbiorowe „Dalej jest noc” (nasza recenzja tutaj), którego współredaktorem jest prof. Jan Grabowski.

Ucieczka od odpowiedzialności

Winer miał więc rację, kiedy napisał, że rząd PiS – podkreślając nieustannie, że to Niemcy założyli na ziemiach polskich obozy zagłady – próbuje odwrócić uwagę od dyskusji o problemie polskiej współodpowiedzialności.

Wyraził się jednak skrótowo i nieprecyzyjnie, co wykorzystał polski ambasador. Ale Marek Magierowski dopuścił się przy tym manipulacji, pisząc „nie byliśmy odpowiedzialni za Holocaust”.

Jacy „my?”. „My, czyli państwo” – nie byliśmy. „My – społeczeństwo” – być może w części tak, a w każdym razie wielu profesjonalnych historyków, ekspertów od przeszłości, tak uważa.

Inteligencja propagandysty

OKO.press zapamiętało ambasadora Magierowskiego z czasów, kiedy był naszym kolegą w redakcji „Gazety Wyborczej” (cześć, Marek!). Nie zdradzał wówczas śladów zainteresowania kwestiami polityki historycznej: nawrócił się na nią dużo później.

Technika polemiczna przyjęta przez Magierowskiego w dyskusjach z izraelskimi dziennikarzami jest sprytna i zdradza inteligencję, której propagandystom PiS często brakuje. Zdradza też jednak złą wolę.

Magierowski musi wiedzieć, że w świecie zachodnim rozróżnienie pomiędzy „państwem polskim” a „społeczeństwem polskim” jest znacznie mniej czytelne niż w naszych środkowoeuropejskich realiach, w których państwo często było obce.

Pewnie ambasadorowi Magierowskiemu, b. wiceministrowi w MSZ, a wcześniej rzecznikowi prezydenta Andrzeja Dudy, wydaje mu się, że pisząc „nie byliśmy odpowiedzialni” broni polskiego honoru – podczas gdy utrwala tylko reputację Polski jako kraju, który nie potrafi zmierzyć się ze swoją przeszłością.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:
Zobacz także:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym