Patryk Jaki wystąpił na konferencji z dubajskim biznesmenem Faisalem Hammoudem. Promowanie się polityka w towarzystwie lobbysty jest złe, ale jeszcze gorsza jest wizja miasta, którą za tym stoi: raj podatkowy dla korporacji; krzykliwa architektura; autorytarne zarządzanie przestrzenią (i nie tylko), ogromne nierówności. Dubaj w Warszawie byłby koszmarem

Pomimo krytyki pomysłu zabudowy nadwiślańskich korytarzy napowietrzających i terenów Natura 2000, wytknięcia absurdalności tworzenia dzielnicy z 6 nieskomunikowanych terenów czy kpin z tandetnej architektury Patryk Jaki idzie w zaparte promując swój projekt „19. Dzielnicy”. Kolejne spoty, przemówienia podczas konwencji PiS i konferencje prasowe lansują tę wyborczą fantasmagorię.

Głównym źródłem inspiracji i odniesienia dla tego pomysłu jest Dubaj. Nie przypadkiem więc Jaki wystąpił na konferencji prasowej z przedstawicielem biznesu z Emiratów, który przyjechał do Warszawy ściągać polskie firmy do tamtejszych specjalnych stref ekonomicznych. Towarzystwo lobbysty (dość osobliwe  wydawałoby się, że politycy powinni jednak zachowywać dystans wobec takich postaci) miało uwiarygodnić deklaracje Jakiego o polskim smart city według dubajskich wzorców.

W Europie smart cities opierają się na udziale mieszkanek i mieszkańców w procesach decyzyjnych, transparentności i zrównoważonym rozwoju. Pominięcie tych wartości wywołuje protesty. W autorytarnych Zjednoczonych Emiratach Arabskich wszystko podporządkowane jest interesom władzy i wielkiego biznesu.

Przyjrzeliśmy się, co właściwie kryje się za dubajską fatamorganą Patryka Jakiego.

Wyścig medialnych pomysłów

Można by uznać, że taki już urok kampanii, wszak inni kandydaci do fotela prezydenta Warszawy też mają swoje wielkie projekty. Jan Śpiewak z koalicji Wygra Warszawa chce zbudować 50 tys. mieszkań komunalnych w 10 lat, a przy Pałacu Kultury i Nauki zrealizować Park Centralny.

wizualizacja: http://parkcentralny.pl

Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej, wraca do pomysłów poprzedników i chce wprowadzić Wisłostradę w tunel na wysokości Starego Miasta, dzięki czemu ogrody Zamku Królewskiego mogłyby zejść nad samą Wisłę. Justyna Glusman, kandydatka ruchów miejskich, planuje z kolei transformację Trasy Łazienkowskiej również przez wprowadzenie ruchu kołowego pod ziemię  co pozwoli stworzyć Zieloną Oś Warszawy.

wizualizacja: https://ruchymiejskie.waw.pl/

Takie pomysły z jednej strony mają jakoś odróżnić kandydatkę lub kandydata od innych (programy walki ze smogiem, dbanie o zieleń czy usprawnienie komunikacji publicznej deklarują przecież wszyscy), z drugiej  odzwierciedlają przekonania kandydatów o tym, czego chcą wyborcy. Co jednak najważniejsze, można z tych projektów wyczytać, w jaki sposób kandydaci myślą o rozwoju miasta.

Bardzo upraszczając:

  • Justyna Glusman chce Warszawy lepszej dla pieszych  zielonej i czystej;
  • Jan Śpiewak  powyższe plus szczególna troska o mniej zamożne mieszkanki i mieszkańców;
  • Rafał Trzaskowski chce natomiast, żeby Warszawa rozwijała się dalej w kierunku podobnym do obecnego (pomijając aferę reprywatyzacyjną), ale fajniej i ładniej.

Warszawa turbo

Patryk Jaki też ma w programie warszawskie must-have, czyli zieleń (żeby to udowodnić, sadził nawet dęby w lesie Bemowskim), walkę ze smogiem i rozwój komunikacji publicznej (w wersji turbo zakładającej budowę kolejnych 2 linii metra; o dziwo, podobnie jak Rafał Trzaskowski, kandydat Zjednoczonej Prawicy nie chce ograniczać wyjątkowo intensywnego ruchu samochodowego). Oprócz tego dorzuca jednak wielką wizję rozwoju Warszawy jako największego smart city w Europie.

I właśnie skala planów wyznacza sposób myślenia kandydata PiS. Wszystko ma być „naj”. Zgodnie z jego słowami – „albo Warszawa kompleksów HGW i Trzaskowskiego albo Warszawa z ambicjami”, a stolica musi stać się „prawdziwą metropolią” (tak jakby nią nie była).

il.: profil Patryka Jakiego na Facebooku

Warszawa potrzebuje oczywiście sprawniejszego systemu komunikacji – to dyskusyjne, czy najlepszym rozwiązaniem jest metro, biorąc pod uwagę czas i koszt inwestycji w porównaniu z innymi sposobami skomunikowania dzielnic. Bez wątpienia Warszawa powinna również wspierać rozwój inteligentnych technologii zarządzania zasobami i stawać się bardziej „smart”. Ale to nie wystarczy młodemu politykowi Zjednoczonej Prawicy, Warszawa ma konkurować z całą Europą, a nawet światem w każdej dziedzinie: technologia, turystyka, komunikacja publiczna czy loty międzykontynentalne. Podczas konwencji wyborczej w ubiegłą sobotę (22.09.2018)

Jaki został nazwany polskim Johnem Waynem, Elonem Muskiem, Stevem Jobsem i Lucky Luckiem, który ma uczynić Warszawę wielką. Jak samotny jeździec i żołnierz wyklęty wielkich inwestycji ma podbić stolicę i poprowadzić ją ku świetlanej przyszłości.

Miasto naj

Można śmiać się z infantylnych porównań. Można w megalomańskich projektach dostrzec kompleksy kandydata i promujących go prominentnych polityków PiS. Warto jednak przeanalizować, do jakiej przyszłości mógłby nas on doprowadzić, gdyby dostał ku temu sposobność.

Jaki wspomina inteligentne dzielnice i rozwiązania z Wiednia, Berlina czy Toronto, ale do współpracy zaprasza dubajczyków.

W Dubaju faktycznie powstają inwestycje naj:

  • najwyższy budynek świata – Burj Khalifa,
  • jeden z najwyższych hoteli na świecie – Burj Arab,
  • największy zespół sztucznych wysp – Wyspy Palmowe,
  • największy park rozrywki – Dubailand,
  • a nawet największy pompowany park wodny…

W pakiecie ze wszystkim co naj jest autorytarny ustrój, brak wolności słowa, represje i wykorzystywanie pracy niewolniczej. Ociekające luksusem inwestycje wznoszone są bowiem przez mieszkających w slumsach, harujących w 50. stopniowym upale po kilkanaście godzin za głodowe pensje robotników z Azji.

Władcy emiratów są jednak smart i przestawiają gospodarkę z paliw kopalnianych na atom i odnawialną energię (m.in. plany największej farmy solarnej), mają oczywiście również ambicję przekształcić Dubaj w najinteligentniejsze miasto świata. Podjęli również próbę zbudowania na pustyni w pobliżu Abu Dabi zeroemisyjnego miasta – całkowicie nieudaną.

Inteligentne inwestycje w Dubaju różnią się jednak znacznie od tego, co robi się w Europie i nie tylko, gdzie w myśleniu o tworzeniu smart cities pożądany jest współudział mieszkanek i mieszkańców. Pominięcie tego wywołuje protesty, o czym przekonali się np włodarze Toronto. O to w autorytarnych Zjednoczonych Emiratach Arabskich trudno.

Czym jest Dubai Internet City, wzór dla Patryka Jakiego?

Tymczasem 24 września kandydat PiS spotkał się z dyrektorem ds. rozwoju biznesowego dubajskich parków technologicznych: Dubai Internet City i Dubai Outsource City (DIC), Faisalem Hammoudem. Dubajczyk odwiedził konferencję Patryka Jakiego w drodze ze spotkania w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu – rządowej instytucji zajmującej się promocją polskiego eksportu, wspieraniem polskich inwestycji za granicą oraz zwiększaniem napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Celem tej wizyty było zapoznanie polskich firm z działu IT z Dubai Internet City i zachęta do inwestowania w specjalnej strefie, w której swoje siedziby mają tacy potentaci jak Google czy Facebook, ale która jest również otwarta dla mniejszych firm i startupów.

zdjęcie: http://tecomgroup.ae

DIC to utworzony przez emira Dubaju park technologiczny przeznaczony dla firm z sektora technologii informatycznych (firmy zajmujące się nowymi mediami, e-sprzedażą, obsługą big data, chmur obliczeniowych, sztuczną inteligencją czy robotyką). Zajmuje powierzchnię ok. 90 hektarów (czyli trochę więcej niż Port Praski ze Stadionem Narodowym i jego błoniami) w odległości 16 km od najwyższego budynku świata – Burj Khalifa i 25 km od centrum miasta. Składa się z budynków biurowych zlokalizowanych wokół sztucznego jeziora.

Rozwój umożliwia model ekonomiczny: DIC to strefa wolnocłowa, w której, zgodnie z opisem na Portalu Promocji Eksportu: „zagraniczne podmioty mogą mieć w 100 proc. swoje inwestycje, a własność towarów może być przenoszona między licencjobiorcami strefy wolnego handlu, kapitał może być w pełni wywożony, a przywóz, wywóz i składowanie towarów jest zwolnione z cła i podatków [w Dubaju nie płaci się podatku dochodowego ani VAT – przyp. red.] przez okres licencji. Ponadto, przewidziane są ulgi podatkowe dla zarejestrowanych podmiotów gospodarczych i ich pracowników, np. wakacje podatkowe lub zwolnienia”.

W grudniu 2017 Dubaj znalazł się zresztą na unijnej liście 17 rajów podatkowych, po czym został z niej szybko i niespodziewanie wykreślony i trafił na listę szarą jurysdykcji podatkowych, które są rajami, natomiast obiecały współpracować z UE.

O czym z dubajczykiem rozmawiał Jaki?

Czy Patryk Jaki uczył się, jak zachęcać inwestorów do optymalizacji podatkowej? Sądząc po deklaracjach niskich podatków w Dzielnicy Przyszłość, jest to jakiś trop. To model funkcjonowania charakterystyczny dla niektórych małych państw z gospodarką opartą na handlu morskim – kosztowny dla świata, ale opłacalny dla nich. W stolicy dużego europejskiego państwa jest to jednak pomysł całkiem niedorzeczny – oznacza po prostu ulgi dla bogatych korporacji i nic więcej.

Czy rozmawiał o szybkim, ale cenzurowanym, połączeniu internetowym zapewniającym obsługę tysięcy firm IT? A może o autonomicznych biurowcach (najlepiej o fallicznym kształcie)? Może po prostu skorzystał z wizyty dubajskiego lobbysty w PAIH, żeby nadać swojej absurdalnej koncepcji 19. Dzielnicy więcej powagi?

A może zachęcał dubajczyka do powtórzenia propozycji sprzed 3 lat złożonej podczas wizyty emira Dubaju Muhammada ibn Raszid Al Maktuma? Emiratczycy rozważali wtedy budowę hoteli, apartamentów i biur w Warszawie – potrzebowali na to działki o powierzchni ok 20 hektarów.

Z rozmów nic nie wyszło i powinniśmy odetchnąć z ulgą: inna inwestycja emiratczyków w Europie, przekształcenie nabrzeży Sawy w Belgradzie, zapewniła serbskiej stolicy rozgłos, niestety nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Eagle Hills, deweloper z Abu Dabi (szefem zarządu firmy jest jednak doradca emira Dubaju Mohamed Alabbar, założyciel dubajskiego EMAAR, inwestora zainteresowanego w 2015 roku Warszawą), w ramach projektu Belgrade Waterfront buduje tam rozbuchany kompleks hotelowo-mieszkaniowo-usługowy (nie zabrakło wieży o fallicznym kształcie), przeciw któremu od lat protestują mieszkańcy.

zdjęcie: https://commons.wikimedia.org

Oskarżenia o korupcję, nierespektowanie ustaleń dotyczących partycypacji społecznej w tworzeniu projektu rewitalizacji, prywatyzacja miejskich gruntów, ale także ekskluzywny charakter dzielnicy wykluczający dotychczasowych użytkowników tej przestrzeni – to wszystko doprowadziło do zamieszek na ulicach Belgradu.

Im mniej sensu, tym lepiej

Wolelibyśmy nie widzieć niczego podobnego w Warszawie. Piotr Guział podczas konwencji wyborczej Jakiego wykrzykiwał po angielsku, że ten kandydat „uczyni Warszawę znów wielką”.

Ta wielkość ma niestety formę absurdalnej niby-dzielnicy, która ma być jednocześnie terenem zielonym i inwestycyjnym. Fantazje te snuje kandydat, który deklaruje walkę z dyktatem deweloperów, proponując im zarazem przywileje podatkowe. Wielki jest tu jedynie blichtr – wszystko inne tonie we wszechogarniającym chaosie sprzecznych pomysłów.

Niezaprzeczalnie jednak Jaki osiąga dzięki temu jeden z celów kampanii: ciągłą obecność w mediach. Także w naszym.


OKO prześwietla kandydatów na prezydenta.
Dzięki Twojemu wsparciu.

Architektka i dziennikarka. 12 lat temu ukończyła Wydział Architektury i Urbanistyki Politechniki Śląskiej, prawie 10 lat przepracowała w zawodzie. Współpracowała z miesięcznikiem „Architektura-murator”. Kończy psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS. W OKO.press pisze o planowaniu przestrzennym i psychologii. Robi też ilustracje i infografiki.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press