Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 23.01.2026 Warszawa, ul Wiejska, Sejm. Prezes PiS Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak podczas bloku głosowań, trzeciego dnia 50. posiedzenia. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl23.01.2026 Warszawa,...

To, co PiS rozkręcił w sprawie SAFE, wykracza nawet poza to, co w Polsce uznajemy za „normalną”, czytaj: napędzaną polaryzacją debatę. Wydawałoby się bowiem, że nawet jeśli politycy poprzerzucają się dość przewidywalnymi epitetami w sprawach bezpieczeństwa, jakoś się jednak dogadają. W końcu chodzi o być albo nie być państwa polskiego. A jednak

Słyszymy dwie zupełnie sprzeczne ze sobą, równoległe opowieści. Nie ma między nimi praktycznie żadnych punktów wspólnych. Kiedy rząd mówi „A”, PiS odpowiada „nie-A”.

Przykłady? Bez liku. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz mówi, że nie jest znane oprocentowanie kredytu. Pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka: oprocentowanie wynosi 3 proc. Rzecznik prezydenta: pieniądze będą wydawane od maja. Minister Tomczyk: pieniądze będą wydawane od marca. Wielu polityków PiS: pieniądze będą kierowane do Niemiec. Rząd: 80-90 proc. środków trafi do polskich firm. I tak dalej.

Przypomnijmy, że chodzi o unijny program wsparcia dla europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Polska będzie największym beneficjentem SAFE – mamy dostać 43,7 mld euro. Przy czym „dostać” oznacza preferencyjne pożyczki zaciągnięte w Europejskim Banku Inwestycyjnym. Więcej szczegółów tutaj.

Pieniądze mają iść między innymi na produkcję i zakup amunicji, sprzętu bojowego, ochronę infrastruktury krytycznej, produkcję dronów i rozwój systemów ochrony antydronowej, systemy tankowania w powietrzu, cyberbezpieczeństwo, a także sztuczną inteligencję.

Słowem: na dokładnie te wszystkie rzeczy, które wedle ekspertów, ale też polityków wszelkich opcji (z wyjątkiem Korony Grzegorza Brauna) powinniśmy rozwijać wobec zagrożenia ze strony Rosji. O tym, że Polsce brakuje amunicji, setki razy mówił w kampanii prezydenckiej Sławomir Mentzen. O tym, że brakuje nam systemów tankowania w powietrzu, mówią eksperci. O tym, że brakuje nam skutecznych systemów ochrony antydronowej, mówią wszyscy.

Przeczytaj także:

Kaczyński: Nie popierać SAFE. „Polityczna smycz”

W piątek 13 lutego 2026 przed południem Sejm głosował nad ustawą o SAFE. Prawo i Sprawiedliwość niemal w całości zagłosowało przeciw. Wstrzymał się od głosu jedynie Paweł Jabłoński – w rządzie Mateusza Morawieckiego wiceminister spraw zagranicznych. Przeciwko była też Konfederacja, Korona Grzegorza Brauna, a także Jarosław Sachajko, Marek Jakubiak i były poseł PiS Jan Ardanowski.

Wcześniej przez całą dobę PiS prowadził na platformach społecznościowych kampanię przeciwko SAFE. Posłanki i posłowie dosłownie zalali platformy wpisami i nagraniami wideo:

„Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE” – ogłosił Jarosław Kaczyński.

„Stop oszustwom. Polska ma być państwem niepodległym” – stwierdził były minister obrony Mariusz Błaszczak. Dodał: To nie jest „manna z nieba. To polityczna smycz".

Mateusz Kurzejewski: „Polska armia ma być budowana według polskiej strategii. Nie według cudzych wytycznych”.

Anna Krupka: „My wiemy, jak budować silną armię bez unijnych kredytów i narzuconych warunków!”.

View post on Twitter

Politycy PiS zarzucali internet i media oskarżeniami, że SAFE tak naprawdę służy rozbudowie niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Polska tylko zadłuży się na pokolenia i nic nie skorzysta. PiS za to broni niepodległości.

Wśród tych okrzyków z rzadka można też było usłyszeć wątpliwości, które podzielają eksperci od obronności, czyli na przykład pytanie o to, jak wygląda lista projektów zaakceptowanych do dofinansowania.

Całą listę zarzutów wymienia w rozmowie z OKO.press poseł PiS Andrzej Śliwka, członek komisji obrony narodowej, a w rządzie Mateusza Morawieckiego wiceminister aktywów państwowych. Ustawa miała zostać przygotowana bez konsultacji z sejmową komisją obrony i prezydentem, a poprawki, które w trakcie szybkich i właśnie zakończonych prac zgłosił PiS, zostały odrzucone. PiS domagał się m.in. zapisania w ustawie, że 89 proc. środków zostało przeznaczonych na zakupy w polskich firmach. Poseł Śliwka mówi też, że wbrew rządowej narracji SAFE to nie są środki dodatkowe, a jedynie przesunięcie środków. Koalicja rządząca nie zgodziła się też na stworzenie mechanizmów kontrolujących wydatkowanie środków, takich jak komitet sterujący czy składanie co pół roku sprawozdania na niejawnym posiedzeniu komisji obrony.

Prezydent: Ma być transparentnie

Debata na temat SAFE była głównym punktem Rady Bezpieczeństwa Narodowego, która odbyła się w środę 11 lutego 2026. Według uczestników poświęcono jej ponad trzy godziny.

Prezydent miał dopytywać o szczegóły, bo to on ostatecznie zdecyduje o tym, czy ustawa zostanie przyjęta. Po tym spotkaniu wydawało się, że co prawda prezydent ma wątpliwości i zastrzeżenia, ale weto ustawie raczej nie grozi. Świadczyć by o tym mogły choćby słowa bardzo antyrządowo nastawionego szefa BBN, Sławomira Cenckiewicza, który stwierdził, że „Jakiś konsensus się zarysował”.

Później jednak PiS odpalił swoją kampanię anty-SAFE i zagłosował przeciwko programowi. Co w tej sytuacji zrobi prezydent?

W piątek, przed sejmowym głosowaniem, Michał Rachoń z Telewizji Republika rozmawiał z rzecznikiem prezydenta Rafałem Leśkiewiczem.

Wśród zastrzeżeń do SAFE Leśkiewicz wymienił brak jawnej listy projektów, które zostaną sfinansowane. Taką listę prezydent i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego otrzymali, „ale każdy obywatel powinien ją znać” – mówił Leśkiewicz. „Należy inwestować w polskie siły zbrojne, ale róbmy to w sposób transparentny”.

Rozmowie towarzyszyły paski: „Polacy wezmą kredyt na niemieckie zbrojenia” czy „SAFE jak KPO – kasa dla swoich”. Zresztą taki przekaz Republika serwuje swoim widzom od wielu dni. „SAFE – niemiecki mechanizm zniewolenia Polski” – to pasek z programu Miłosza Kłeczka, jeden z wielu podobnych.

LeskiewiczRepublikaSAFE

Leśkiewicz stwierdził, że nie rozumie, dlaczego rząd proceduje ustawę o SAFE tak szybko. Prace zaczęły się w środę, jeszcze w trakcie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, dziś, czyli w piątek, ustawa została skierowana do Senatu. „Ten program powinien zostać rozpoczęty bodajże w maju tego roku, jest jeszcze kilka miesięcy” – mówił Leśkiewicz. my „Mamy mało czasu, bo rząd narzucił bardzo szybkie tempo realizacji, to nie wynika wprost z kalendarza”.

To teraz równoległa opowieść rządowa.

„Pieniądze zostaną w kraju”

Dzięki programowi SAFE Polska będzie miała do dyspozycji więcej pieniędzy, niż wynosi budżet obronny Hiszpanii. To polska armia będzie decydowała o tym, na co pójdą pieniądze. Na liście są np. Rosomaki – duma polskiego przemysłu zbrojeniowego. „Zakupy wynikają z potrzeb Wojska Polskiego” – mówił w piątek wiceminister obrony Cezary Tomczyk.

Tomczyk przedstawił też wyliczenia pokazujące, ile pieniędzy z budżetu obronnego Polska w polskim przemyśle zbrojeniowym za rządów PiS. Według wiceministra w latach 2016-2023 w polskim przemyśle zbrojeniowym wydano tylko ok. 24 proc. budżetu na zbrojenia. Za rządów KO ten proc. wzrósł do 35 proc. W ramach SAFE aż 80-90 proc. środków ma trafić do polskiego przemysłu.

„Te pieniądze zostaną w kraju, technologie zostaną w naszym kraju, innowacje zostaną tutaj” – zapewniał Tomczyk. Skorzystać mają takie firmy jak: Huta Stalowa Wola, Zakłady Mechaniczne Tarnów, Autosan, Jelcz, APS, Mesko.

Dlaczego rząd tak się spieszy? Bo im szybciej pieniądze do nas trafią, tym szybciej będzie można składać zamówienia i je wydawać. A procesy realizowania zamówień w przemyśle zbrojeniowym trwają długo. Założony w SAFE horyzont finansowania – środki mają być wydane do 2030 roku – jak na standard zbrojeniówki to niewiele.

Już w marcu kraje uczestniczące w SAFE mają otrzymać zaliczki w wysokości 15 procent.

Polska ma też zachęcać inne europejskie kraje, które wezmą pożyczki z SAFE, by kupowały sprzęt w naszych firmach. Na przełomie lutego i marca rząd planuje wizyty w innych krajach, gdzie ma promować polski przemysł zbrojeniowy. „Chcemy, żeby polskie przedsiębiorstwa zyskały podwójnie, żeby partnerzy wydawali pieniądze w polskich przemyśle zbrojeniowym” – mówił w piątek wiceminister obrony Cezary Tomczyk.

O głosowaniu przeciwko programowi Tomczyk powiedział: „To jest na granicy zdrady narodowej”.

Co z kosztem pożyczki

Politycy PiS mówią o ryzyku walutowym związanym z tym, że pożyczkę bierzemy w euro. „My możemy robić to konkurencyjnie” – mówi poseł Śliwka. Konkurencyjność miałoby zapewnić wyemitowanie obligacji przez polskie państwo.

Wieloletnia wiceminister finansów Hanna Majszczyk poinformowała, że resort analizował możliwości zaciągnięcia pożyczki albo przez Skarb Państwa, albo przez Bank Gospodarstwa Krajowego, który odpowiada za Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Polska zaoszczędzi 36 miliardów złotych dzięki temu, że pieniądze na zakupy uzbrojenia pożycza nie sama, lecz z 18 innymi państwami Unii Europejskiej.

Jak relacjonuje portal WNP: „W analizach MF założono, że pożyczka będzie w walucie euro, tak jak w SAFE, ale okres spłaty to nie 45 lat jak w unijnym programie, ponieważ u nas – jak powiedziała wiceszefowa MF – średnia zapadalność musiałaby wynieść około 28 lat.

Żeby w takim horyzoncie w ogóle te płatności rozpatrywać, to koszt pozyskania tych pieniędzy ze strony Skarbu Państwa byłby o około 0,7 punktu procentowego wyższy niż to, co mamy z SAFE. Gdyby były to na przykład wydatki w tym czasie realizowane w ramach Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych i zakładając, że wtedy zadłużałby się BGK, w takich horyzontach czasowych, z taką karencją spłaty kapitału, to wówczas ten koszt byłby jeszcze wyższy o dodatkowe 0,6 pkt proc., czyli w sumie 1,3 pkt proc. więcej niż to, co jest tym kosztem w ramach tej pożyczki [SAFE] – poinformowała Majszczyk”.

Te dokładne wyliczenia są wprost sprzeczne ze słowami rzecznika prezydenta Nawrockiego: „Nie wiemy, na jaki procent będzie ta pożyczka. Na razie nie znamy szczegółów dotyczących oprocentowania”.

SAFE jak KPO

„Program SAFE to KPO 2.0 – pożyczka w zamian za ograniczenie suwerenności i dalsze oddawanie prawa decydowania o Polsce w obce ręce. Nie damy się kolejny raz oszukać” – mówił na przykład Jacek Sasin. Podobne wypowiedzi polityków PiS trudno zliczyć.

Według nich Polska w zamian za pożyczkę na zbrojenia oddaje swoją suwerenność.

W łagodniejszym tonie mówił rzecznik prezydenta:

„To jest bardzo niepokojące. Jeśli UE uzna, że Polska jest niepraworządna, że atmosfera polityczna jest niewłaściwa, to będzie możliwe wstrzymanie środków. Jest to rodzaj lewaru na państwo polskie, rodzaj szantażu politycznego”.

W PiS wciąż żywe są wspomnienia batalii o Krajowy Plan Odbudowy. Rząd Morawieckiego chciał wziąć miliardy euro na odbudowę Polski po pandemii. Unia jednak postawiła warunek: odkręcenie reform niszczących praworządność. Polska pieniędzy wtedy nie dostała, zostały odblokowane, gdy do władzy doszedł Donald Tusk, a Adam Bodnar przedstawił w Brukseli plan przywracania praworządności. Dziś te pieniądze są jednym z fundamentów, na których obóz rządzący chce budować poparcie społeczne.

Jednak PiS zakłada, że do władzy wróci. A jeśli wróci, to czy będzie znów musiał się zderzyć z jakimiś wymaganiami unijnymi?

Program faktycznie zakłada też pogłębianie się unijnej integracji. PiS ma rację, mówiąc, że kolejny wspólny dług i zobowiązanie do kupowania sprzętu wojskowego w ramach UE, to kolejny krok integrujący europejskie państwa. Tylko czy to źle?

Czy PiS, strasząc Niemcem i utratą suwerenności, dobrze diagnozuje nastroje społeczne? Dostępne badania wydają się mówić, że nie.

„Aż 86 proc. badanych w Polsce z optymizmem ocenia także perspektywy swoje i swojej rodziny. Jednocześnie wysoki pozostaje poziom silnych obaw o bezpieczeństwo: 79 proc. wskazuje konflikty w sąsiedztwie UE, 78 proc. – terroryzm, 78 proc. – niekontrolowane przepływy migracyjne, a 77 proc. – cyberataki” – to podsumowanie ostatniego Eurobarometru.

„W odpowiedzi 85 proc. uważa, że UE powinna być bardziej zjednoczona, 76 proc. opowiada się za większymi zasobami UE do mierzenia się z wyzwaniami, a 82 proc. chce silniejszego głosu Unii na arenie międzynarodowej. Wśród priorytetów dla Parlamentu Europejskiego Polacy częściej niż średnio w UE wskazują obronność i bezpieczeństwo UE (44 proc.), a jako kluczowe dla wzmacniania pozycji Unii najczęściej wybierają obronność i bezpieczeństwo (48 proc.)”.

Co z tymi Amerykanami?

W tle polskiej awantury o KPO jest rywalizacja koncernów zbrojeniowych – przemysłu amerykańskiego i europejskiego.

Stany Zjednoczone ustami i postawą Donalda Trumpa, a także – w oczywisty sposób – sytuacja geopolityczna wymusiły na Europie inwestycje w zwiększanie własnych zdolności obronnych. Tyle że USA i Trump zakładały chyba, że kraje NATO będą co prawda zwiększać budżety obronne, ale pieniądze będą wydawać w amerykańskich koncernach. Tymczasem Unia Europejska chce budować własne systemy obronne. Nie zawsze polegając na Amerykanach.

To ma powodować nerwowość amerykańskich partnerów. Mówił o tym wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota w rozmowie z Portalem Obronnym:

„Największym szokiem było dla naszych partnerów amerykańskich, kiedy powiedzieliśmy im, że my chcemy z nimi współpracować, ale na innych zasadach. Albo zmienią swoje podejście do współpracy, albo będą coraz mniej kraje europejskie od nich kupowały. I mam takie wrażenie, że oni musieli to sobie przemyśleć. Niektóre z tych spółek, z którymi rozmawiałem, zaczynają powoli wracać z jakimiś pomysłami na zmianę modelu współpracy”.

;
Na zdjęciu Agata Szczęśniak
Agata Szczęśniak

Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.

Komentarze