0:00
17 października 2021

Babka od histy: Czarnek, jesteś u pani!

„Gdybym rozmawiała z rodzicami Przemka, to powiedziałabym, że niepokoi mnie, że jest tak zamknięty na dialog, a jego słowa pod adresem koleżanek i kolegów potrafią krzywdzić. A poważnie? Jedno co może wyniknąć z Lex Czarnek to smutek, strach i nuda" - mówi poznańska nauczycielka Agnieszka Jankowiak-Maik, popularna Babka od histy

Wydrukuj

Piotr Pacewicz, OKO.press: Co to będzie ze szkołami, jeśli wejdzie Lex Czarnek? Nadzór kuratorski z groźbą niemal natychmiastowego odwołania niepokornej dyrektorki. Szlaban na zajęcia dodatkowe dla organizacji społecznych. Dacie się zdyscyplinować?

Agnieszka Jankowiak-Maik (Babka od histy)*: Wiele nauczycielek i nauczycieli się nie podda, będziemy robić swoje, choć oczywiście pojawi się także strach i zniechęcenie, już zresztą tak się dzieje. Mam nadzieję, że ludzie nie podkulą ogonów i będą dalej jak najlepiej się da pracować dla dzieciaków. Czasem zapominamy, że właśnie dobro dzieciaków jest sednem edukacji.

Władza stawia sprawę jasno. Pan minister ma wizję konserwatywno-martyrologiczno-nacjonalistycznego programu, co ma sprawić, że młodzież zostanie uformowana na prawicową modłę. Marszałek Terlecki jasno to wyraził: chodzi o to, by wychować sobie wyborców.

Nastroje podtrzymuje kampania Wolna Szkoła, której jestem jedną z promotorek. Tak szerokiej koalicji organizacji społecznych, samorządów i nauczycielskich związków zawodowych jeszcze nie było. Wreszcie rozumiemy, że to naprawdę wspólna sprawa, edukacja dotyczy dosłownie nas wszystkich, a skutki tej kolejnej „deformy” dotkną każdego i każdą z nas.

Agnieszka Jankowska-Maik z psem i kartką „MEiN niesie kaganiec oświaty"
fot. archiwum Agnieszki Jankowskiej-Maik

Ale to się nie uda, młodzież jest za mądra, poza tym w czasach internetu nie da się zamknąć młodych w szkolnej bańce. W smartfonach mają inne przekazy, w każdej chwili można zerknąć.

Jedno, co może wyjść z Lex Czarnek, to smutek.

Smutek?

To będzie szkoła smutna, choćby dlatego, że bez zajęć pozalekcyjnych, które są barwniejsze niż codzienna nauka. To będzie szkoła strachu, czy choćby ostrożności, takich działań "na wszelki wypadek". Szkoła nudna.

Boję się nie tylko tego, że upartyjniony kurator będzie mógł jednoosobowo i bez odwołania odwołać dyrektora. Przeraża mnie propozycja zaostrzenia przepisów o odpowiedzialności karnej, gdzie używa się enigmatycznego zwrotu "przestępstwo edukacyjne", nie precyzując, co oznacza. To dopiero bat na dyrektorów, którzy nie działają zgodnie z linią partii.

Dyrektorzy i dyrektorki już się asekurują, nauczyciele i nauczycielki dostają tu i tam informacje, żeby nie organizować zajęć o prawach człowieka czy edukacji seksualnej. I część tak robi dla świętego spokoju.

Jakich ludzi mogą wychować, jeśli sami się boją? Jakie wzorce przekażą?

W polskiej szkole jest zresztą tradycja, żeby się nie wychylać. Lepiej postąpić zachowawczo, to nie będzie problemów. Zawieszenie dyrektorki szkoły w Dobczycach za to, że dzieci wzięły udział w Tour de Konstytucja to sygnał jak w kolejce górskiej: nie wychylać się. Nauczycieli, którzy nie są doceniani, nie mają wysokiego prestiżu, nie zarabiają godnych pieniędzy, taki sygnał może jeszcze osłabić: siedź cicho! Zwłaszcza, że w pamięci mamy nieudany strajk z kwietnia 2019 roku.

Trochę się gubię. Czy nauczyciele i nauczycielki są gotowi na opór, czy też byli i są pogrążeni w konformizmie? Są zaangażowani, czy jest im wszystko jedno?

Oczywiście są tacy i tacy, rzeczywistość jest zawsze czarno-szaro-biała, szkołę tworzą ludzie. Płyną do nas sygnały zagrożenia, ale jeśli działa wspólnota szkolna rodziców, nauczycieli i uczniów, to są szanse, że szkoła przeżyje każdy nacisk.

Wiele zależy od kultury szkoły. W naszym liceum dużo się zawsze działo. Dodatkowe zajęcia, świetne projekty. Ja sama prowadziłam zajęcia antydyskryminacyjne, co nawet skończyło się prywatnym donosem do kuratorium, musiałam "złożyć wyjaśnienia". Zobaczymy, co będzie dalej, jak w styczniu wrócę z urlopu macierzyńskiego.

Ale zdaję sobie sprawę, że takim osobom jak ja, w dużym mieście, jest łatwiej się przeciwstawiać. Mam niezłą sytuację materialną, mieszkanie, wspaniałą rodzinę. W małych miejscowościach, jak stracisz pracę w szkole, to może być trudno. Trzeba uważać, zwłaszcza jak masz kredyt.

To nie jest sztuka protestować w Poznaniu. Bohaterstwem jest protestować tam, gdzie nie ma wsparcia, klimatu wolnościowego.

Kto napisał na ciebie donos?

Nie wiadomo. W zajęciach antydyskryminacyjnych rozmawiamy zawsze o tzw. piramidzie nienawiści - od braku akceptacji aż do eksterminacji - m.in. wobec osób LGBT, ale po donosie mailowym i telefonach do szkoły zajęcia się nie odbyły. Zapraszałam edukatorkę ze stowarzyszenia Stonewall (wielkopolska organizacja LGBT+ zrzeszająca osoby, które popierają postulaty równouprawnienia par tej samej płci oraz walczą z dyskryminacją i przemocą - red.) i to był ten punkt zapalny.

Temat nie zniknął, bo o homofobii i akceptacji różnorodności rozmawiam z uczniami i uczennicami także na innych lekcjach. Ludzie się boją tego, czego nie znają, dlatego trzeba ich z tym oswajać.

Staram się też przekazać, że słowa mogą ranić, robić krzywdę, być przyzwoleniem na zło. Przekonałam się o tym boleśnie, gdy samobójstwo popełnił homoseksualny uczeń. Całe to wymądrzanie się o "ideologii LGBT" nie może przesłonić faktu, że homofobiczny przekaz anty-LGBT władz, Kościoła i wielu obywateli dehumanizuje i krzywdzi konkretne osoby. Badania są tu bezlitosne. Myśli samobójcze ma w Polsce 80 proc. osób LGBT. To straszne, prawda? Młodzi, wrażliwi ludzie, kompletnie samotni. Opinie prezydenta, liderów partii, biskupów odbierają im poczucie bezpieczeństwa, izolują, podważają godność. Kiedy posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówiła o takich skutkach kampanii typu "Strefa wolna od ideologii LGBT", minister Czarnek się śmiał, a posłowie i posłanki PiS klaskali. Jak tak można?

To było samobójstwo w twojej szkole?

Tak, w moim liceum. Wiedzieliśmy, że był gejem. Dawaliśmy mu nawet wsparcie, może nie dość. Ta tragedia mną wstrząsnęła, nie mogłam sobie z tym poradzić. Każdy i każda z nas jest ważna, piękna i wartościowa, każdy człowiek powinien mieć takie właśnie poczucie szacunku do siebie samego. Musi też wiedzieć, że ma bliskie sobie osoby, które w razie czego staną za nim. W mojej szkole każda uczennica i każdy uczeń może zawsze do mnie przyjść i pogadać, jak tylko coś ją gryzie. To powinno być szkolną normą.

Nie mieści mi się w głowie, że w Polsce rządzi taka dyktatura większości. Że masa ludzi - na czele z władzami świeckimi i kościelnymi - uznaje, że mniejszości muszą przyjąć do wiadomości, że mają siedzieć cicho.

„Ja nic nie mam przeciwko gejom, ale czemu się tak eksponują" - to dewiza tzw. nowoczesnej homofobii.

Właśnie. I oni tak mówią albo z premedytacją, na chłodno, albo wyrzucają z siebie strasznie agresywne słowa, jak wypowiedź Czarnka, że "ci ludzie nie są równi ludziom normalnym".

To jedna z twoich nauczycielskich motywacji?

Tak, żeby tworzyć świat, w którym każde dziecko czuje się jak w domu, nawet jeśli dom rodzinny jemu czy jej tego nie daje. Ale nie chciałabym, żeby to zabrzmiało tak ponuro czy negatywnie. Moją główną motywacją są po prostu dzieciaki. Nie ma lepszego motywatora niż kontakt z młodym człowiekiem, obserwowanie jak się zmienia, czym nas dzisiaj zaskoczy. I uczenie się od nich, co oznacza także przekraczanie granic własnego komfortu. Na wycieczce z pierwszą klasą było ćwiczenie chodzenia po linie, rozciągniętej na sporej wysokości i jeden chłopak powiedział, że nie da rady, że się boi. Ja też się bałam, ale spróbowałam, choć szybko się cofnęłam (śmiech). Po mnie on też poszedł, po czym wspólnie uznaliśmy, że czegoś takiego jeszcze nie przeżyliśmy.

Uwielbiam Europejski Parlament Młodzieży, jestem trenerką projektu Odyseja Umysłu, zostałam tutorką, by mądrzej towarzyszyć młodzieży w rozwoju. Staram się podążać za młodymi, ich pomysłami, potrzebami.

Masz temperament. W czerwcu 2021 roku stanęłaś pod budynkiem poznańskiego kuratorium z kartonem, na którym napisałaś: „Czarnek! Jesteś u pani!"

Były akurat protesty pod MEN w Warszawie, ale jazda do stolicy, w upale, z siedmiomiesięcznym dzieckiem byłaby udręką. Postanowiłam wesprzeć protestujących tym zdjęciem. Przyszło mi do głowy, żeby dać innym podobną szansę i wymyśliłam akcję #CzarnekChallenge.

Na stronie tej akcji stoisz też z innym hasłem: „Czarnek! Przepisz 100 razy: zacznę szanować ludzi".

Zasady #CzarnekChallenge są jasne: piszemy na kartce, dlaczego minister powinien odejść, robimy sobie zdjęcie i wrzucamy do sieci. Satysfakcja zapewniona. Można się przyłączyć do tego samego trendu, podpisując „Obywatelskie wotum nieufności dla Czarnka" - protest rozpoczęty przez Akcję Demokrację. Podpisało już 117 tys. osób.

Skoro już weszliśmy na tę metaforę, to ją zajeźdźmy. Jakbyś opisała swego ucznia Przemka Czarnka jako jego wychowawczyni?

Gdybym rozmawiała z rodzicami Przemka, to na pewno powiedziałabym, że niepokoi mnie, że jest tak bardzo zamknięty na dialog, a jego słowa pod adresem koleżanek i kolegów potrafią krzywdzić i chciałabym wspólnie z rodzicami nad tym popracować. Jak go otworzyć na opinie innych, jak uwrażliwić? Ale inaczej mówi się o młodym człowieku, a inaczej o dorosłym, świadomym polityku. Tu mam mniej wyrozumiałości, choć nigdy nikogo nie skreślam.

Wzywając Czarnka „do pani", jesteś jak nauczycielka starego typu, której dzieci się mają bać.

Ta akcja to oczywiście happening, który ma zwrócić uwagę na problem niszczenia polskiej szkoły. Inna rzecz, że kiedy zaczynałam pracę te 12 lat temu byłam inna, bardziej konserwatywna, robiłam trudne sprawdziany, trochę taki pruski system, że ja mam im dobrze przekazać informacje, a oni w zamian dobrze napiszą klasówkę czy pracę domową. Na szczęście szkoła mnie wychowała, zmieniłam się tak, jak zmieniają się moje dzieci. Teraz wiem, że nie to jest najważniejsze. Moim celem nie jest "nauczyć historii", czyli żeby ktoś znał nazwiska, daty, wydarzenia, ale skłonić uczniów i uczennice do myślenia, rozbudzić chęć uczenia się, choćby jakiegoś jednego wydarzenia czy jednej epoki, a przede wszystkim trenować myślenie analityczne i krytyczne, a przy tym ich wspierać i rozbudzać ciekawość świata, dawać wsparcie w rozwoju.

To taką jesteś „Babką od histy"? Olimpijczyk nie ma czego u ciebie szukać.

Wręcz przeciwnie! Wychowałam finalistów i laureatów olimpiad historycznych, moje uczennice i uczniowie zwyciężają w różnego typu konkursach. Ale przecież nie każdy ma być olimpijczykiem, za to każdy żyje tu i teraz i powinien mieć narzędzia rozumienia świata. A historia magistra vitae est, wiadomo, może nas tego nauczyć, pomóc zrozumieć współczesność. Niesie też przestrogi.

Wystarczy posłuchać Mariana Turskiego.

Dlatego staram się zawsze nawiązywać do czasów współczesnych i dopiero potem ruszać w przeszłość. Staram się ich zaciekawić tym, jak zmieniała się pozycja kobiet, czym było dzieciństwo 2000 lat temu i 100 lat temu, porozmawiać o grozie kolejnych wojen, o tym jak zmiany klimatyczne wpływały na cywilizacje, np. oziębienie klimatu w XVII wieku, a jak jest z tym dzisiaj.

Na lekcji warto się odnieść do obiegowych haseł jak osławione "cnoty niewieście" - przedstawić, co o kobietach pisali filozofowie i moraliści przed wiekami, a co dziś mówi feminizm. Prowadzę też zajęcia z przyszłymi nauczycielami i namawiam, żeby nie bać się tematów. Nawet tak trudnych, jak sytuacja na granicy z Białorusią, bo dzieci w kółko o tym słyszą, nie rozumieją, o co chodzi, mogą być zaniepokojone.

I jak byś się tym zajęła?

Starsi uczniowie i uczennice mogłyby wziąć udział w debacie oksfordzkiej, super metodzie do wykorzystania w edukacji. Spierają się dwie drużyny, losują stanowisko, za którym mają argumentować, np. "Należy wpuszczać uchodźców i udzielać im wsparcia" kontra "Należy blokować granicę i wypychać tych, którym się udało ją przekroczyć".

Ryzykowne.

Tak, ale uczy patrzenia na los tych biednych ludzi, którzy uciekają aż na naszą granicę przed wojną, cierpieniami albo po prostu do świata, w którym mogliby bezpiecznie żyć, studiować, pracować. Łatwiej byłoby dzieciom zrozumieć, na czym polega ich niehumanitarne traktowanie. A zarazem objaśnilibyśmy, dlaczego Łukaszenka pomaga im dotrzeć na granicę z Polską. Debata oksfordzka uczy analizowania faktów, krytycznej analizy, formułowania myśli.

Na początku pandemii brałam udział wraz z Anną Skiendziel w pokazowej debacie oksfordzkiej, której teza brzmiała „Bezpieczeństwo jest ważniejsze od wolności”. Bardzo aktualny temat. Gdyby nasi politycy pracowali tą metodą, to jakość polskiej polityki i debaty publicznej byłaby inna.

W sierpniu 2021 roku dostałaś prestiżowy Medal Wolności Słowa w kategorii działania obywatelskie. W wąskim finale wygrałaś ze słynną aktywistką Babcią Kasią i noblistką Olgą Tokarczuk. „Naprawia świat, bo nie boi się zabierać głosu w obronie praw uczniów. Swoją postawą daje im najlepszą lekcję, której temat mógłby brzmieć: Samodzielność myślenia to cnota. Jej programy i akcje łączą edukację ze sztuką i nowoczesnymi mediami, a także - co dziś w szkole wydaje się najważniejsze – z zaangażowaniem obywatelskim i mądrym rozumieniem zmian współczesnego świata. Nie milczała, gdy politycy atakowali mniejszości seksualne i zawsze śmiało reagowała na próby propagandowego wykorzystywania historii w szkołach, ale i szerzej – politycznego wykorzystywania całego systemu edukacji".

Interpretuję tę nagrodę jako docenienie roli i pracy nauczycielek i nauczycieli, którzy starają się działać na rzecz prawdziwej edukacji, a jest nas naprawdę wiele. Nie każdy natomiast działa w internecie, tak jak ja, nie każdą z nas widać.

Nie chcę być tylko dziewczyną z kartonem, od protestu do protestu. Chciałabym swoją pracą wziąć udział w obywatelskiej naradzie o dobrej edukacji. Wzorem jest dla mnie historia ruchu feministycznego – potrzebne były różne działania, by kobiety wreszcie uzyskały prawa wyborcze. Czuję, że jest czas na protest i uliczny aktywizm i czas na merytoryczną pracę u podstaw. Liczę, że choć trochę wpływa to na realną zmianę.

W 2020 roku dostałaś nagrodę im. Ireny Sendlerowej właśnie „za naprawianie świata”. Taką postawę wyniosłaś z domu rodzinnego?

Moi rodzice są nauczycielami, tata wywodzi się z wioski, skąd przeniósł się do Poznania. Był nauczycielem w małej szkole, teraz wykłada na uczelni. Wiem, że pomógł wielu młodym, zagubionym ludziom, dziś też jest bardzo ceniony. Wszystko, co ma, osiągnął ciężką pracą. Mama przez lata była świetną nauczycielką, przez długi czas wicedyrektorką gimnazjum, straciła pracę po likwidacji tych szkół, co było nieszczęsnym pomysłem "deformy" prowadzonej przez minister Zalewską. Oboje kochali swoją pracę, nauczyli mnie szacunku do wszystkich ludzi, wrażliwości i pracowitości.

Teraz sama mam wspaniały dom i ogromne wsparcie męża. Bez tego nic bym nie zrobiła, aktywizm jest trudny, wyczerpujący, bez wsparcia bliskich nie da się tak długo pociągnąć.

Bije od ciebie radość życia, prawda?

Prawda? (śmiech).

Nie mamy nic cenniejszego. Myślę, że na moje nastawienie ma ogromny wpływ to, że robię to, co kocham i czerpię energię od innych ludzi. Teraz dodatkowo motywuje mnie synek – chcę dla niego lepszego świata. Brzmi patetycznie, ale wierzę, że mamy wpływ.

Nie zniechęcisz się do uczenia?

Ja w ogóle nie umiem inaczej. Oddaję szkole kawał życia i serca.

Czyli nie damy się Czarnkowi?

Ja na pewno nie. "Czarnek, do pani!"

*Agnieszka Jankowiak-Maik - nauczycielka i aktywistka edukacyjna znana w sieci jako "Babka od histy". Laureatka Nagrody im. Ireny Sendlerowej "Za naprawianie świata" i "Medalu Wolności Słowa" Grand Press w kategorii Obywatel(ka). Tutorka, trenerka Odysei Umysłu, publicystka. Działaczka na rzecz budowy społeczeństwa obywatelskiego

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne