0:00
30 stycznia 2021

Bałwanek w kształcie kaczki według policji stwarza „zagrożenie terrorystyczne" dla pomnika smoleńskiego

Czterech  policjantów i dwóch wojskowych interweniowało na pl. Piłsudskiego, gdy dwie dziewczyny ulepiły ze śniegu kaczuszkę. Mundurowi kazali im ją natychmiast zabrać, bo „stwarza zagrożenie terrorystyczne”. Dla pomnika smoleńskiego

Wydrukuj

Siedmioosobowa grupa „Cień Mgły: oddolne wsparcie Strajku Kobiet” to aktywistki prodemokratyczne i – jak same mówią – „wkurwione kobiety”. 12 stycznia nagrały na pl. Piłsudskiego 2,5 minuty interwencji policji, która „zagrożenie terrorystyczne” widziała w ulepionej ze śniegu kaczuszce.

.

„Proszę to zabrać! Nie będę powtarzał 10 razy. Powiedziałem cztery i wystarczy!" – mundurowy zwracał się do dziewczyn, jak do dzieci.

„Bo stanowi to zagrożenie dla pomnika" – tłumaczył później.

„Możemy się zapytać pomnika, czy się boi" – ripostowała jedna z dziewczyn.

Filmik z barejowskimi wręcz dialogami wzbudził zainteresowanie w mediach społecznościowych (obecnie ponad 1 tys. udostępnień) .

Poprosiliśmy policję o rozmowę na temat procedur w sytuacji, gdy mundurowy dostrzega „zagrożenie terrorystyczne”. Chcieliśmy m.in. zapytać o to, co powinien zrobić policjant. Czy można takie „zagrożenie” przenosić z pustego miejsca przy pomniku do miejsca, gdzie chodzą ludzie? Czy ważniejsze w tym momencie jest bezpieczeństwo pomnika, czy ludzi? Oraz na jakiej podstawie mundurowy i jego koledzy na pl. Piłsudskiego uważali, że ulepiona pod ich oczami ze śniegu kaczka stanowi „zagrożenie terrorystyczne”?

Zespół Prasowy Komendy Głównej Policji nie odbierał od nas telefonów i nie odpowiedział na naszego maila. Zespół Prasowy Komendy Stołecznej Policji najpierw obiecał szybko pomóc wskazując kompetentną osobę do rozmowy, po czym się z tego wycofywał. „Sprawdzamy czy to leży w naszych kompetencjach" – usłyszeliśmy w KSP. Do momentu publikacji tego tekstu nie dostaliśmy odpowiedzi.

Poprosiliśmy też autorki nagrania, by opisały nam całą sytuację, bo nagranie ma 2,5 minuty, a wydarzenia zajęły ok. 40 minut. Dziewczyny nie chcą ujawniać swojej tożsamości, więc występują pod pseudonimami, pod jakimi są znane w środowisku aktywistek: Delicja i Kurczak.

Pod domem Jarosława Kaczyńskiego policja zabiła naszą kaczkę

Krzysztof Boczek, OKO.press: Jak to się stało, że pod pomnikiem smoleńskim ustawiłyście bałwanka w kształcie kaczki?

Delicja: Gdy spadł śnieg, wieczorem, tak między 19:00 a 20:00 koleżanka wyciągnęła mnie na spacer – chciała mi pokazać miasto – nie jestem z Warszawy. Od momentu, w którym pojawiłyśmy się na pl. Piłsudskiego, zaczęli chodzić za nami policjanci. Krok w krok. Dobre pół godziny.

Czemu?

Delicja: Podejrzewam, że dlatego, iż miałyśmy maseczki i przypinki z błyskawicą oraz byłyśmy ubrane na czarno. Nie miałyśmy żadnych transparentów.

Kurczak: Zazwyczaj jestem ubrana na czarno i policja często zwraca na mnie uwagę, ale nie spodziewałam się, że będą za nami chodzić krok w krok. Nawet pięć metrów od nas.

Delicja: Gdy przeszłyśmy spod pomnika Lecha Kaczyńskiego pod pomnik smoleński, policjanci przebiegli na czerwonym świetle, aby tylko być tuż za nami.

I tam ulepiłyście bałwana w kształcie kaczki. Czemu?

Kurczak: Spontaniczna decyzja – wcześniej już lepiłam takie bałwanki pod Sejmem. A wtedy spadł pierwszy śnieg, który dało się lepić. Policjanci stali z pięć metrów od nas i obserwowali, jak go lepimy.

Gdy go przeniosłyście i ustawiłyście przy zniczach pod pomnikiem, to mundurowy zareagował dość nerwowo. Dlaczego?

Delicja: Nie wiem. Bo nie wyniosłyśmy tego zza rogu, tylko lepiłyśmy na ich oczach. Widzieli, co robimy. Głośno to komentowałyśmy, śmiałyśmy się. Gdy bałwanka przeniosłyśmy, to zaczęła się rozmowa z policjantami. Ta, która jest nagrana na filmie.

Policjant wielokrotnie, z pełną powagą, każe wam zabrać bałwanka w kształcie kaczuszki, bo jak tłumaczy, stwarza on „zagrożenie terrorystyczne”. „Dla pomnika”. I tak przez 2,5 minuty. Nie zabieracie go. Ale interwencja trwała znacznie dłużej niż film. Co tam się jeszcze działo?

Delicja: Szybko pojawił się dodatkowy policjant i spod ziemi wyrosło dwóch wojskowych.

Cały czas było tak, jak na filmie: „zabierzcie tego bałwana” bo „zagrożenie terrorystyczne”. Kaczkę w pewnym momencie wzięli w kocioł.

Kurczak: Mówiłam, że nie mają podstawy prawnej. Zaczęłam się śmiać z tego zagrożenia terrorystycznego. Wtedy wezwali jeszcze swojego dowódcę, który siedział w suce.

Z 10 minut stali nad kaczką ze śniegu rozważając chyba, czy nie zadzwonić po antyterrorystów – tak wnioskuję z powagi, z jaką policjant do nas mówił, iż bałwanek stwarza „zagrożenie terrorystyczne”.

Szóstka mundurowych interweniujących wieczorem wobec dwóch dziewczyn - czy te działania jakoś was wystraszyły?

Delicja: Nie aż tak, abyśmy chciały uciekać. Ale dałyśmy znać grupie, by sprawdzali, gdzie jesteśmy na lokalizatorze, bo nie wiedziałyśmy co się stanie – czy nie zwiną nas na komendę.

Kurczak: Na tyle bałyśmy się, że nas wywiozą nie wiadomo gdzie, że przestałyśmy nagrywać całe zajście - nas było dwie, a ich było sześciu. Wykorzystując ich zastanawianie się nad kaczką, odeszłyśmy stamtąd i pojechałyśmy na Mickiewicza.

Pod dom Jarosława Kaczyńskiego?

Tak. Tam była kolejna akcja.

Też ze śnieżną kaczuszką?

Delicja: Też. Na obchodzie wokół domu Kaczyńskiego dostrzegłyśmy dwa auta, w każdym po dwóch tajniaków. Jednym była na pewno srebrna KIA. Kolejny tajniak chodził wokół domu Kaczyńskiego – przez Mickiewicza, Potocką, Solskiego. Non stop w ruchu były tam też dwa radiowozy – kręciły się po ulicach. Zwalniały, a nawet zatrzymywały się przy nas, by sprawdzić, co robimy.

Kurczak: Tajniacy w dwóch autach też się tak przestawiali, by nas cały czas widzieć.

Delicja: Ulepiłyśmy kaczuszkę i założyłyśmy jej pelerynkę Strajku Kobiet. Wtedy dwa radiowozy zatrzymały się na Mickiewicza, vis à vis domu Kaczyńskiego.

Kurczak: Wzięłam kaczkę i zaczęłam z nią iść, a policjanci wyskoczyli z aut, i biegiem przez ulicę. Nie doszłam nawet do płotu, bo otoczyli mnie tworząc mały kocioł. Kazali mi się wylegitymować. Zażądałam od nich tego samego, to pobiegli po dowódcę.

Delicja: Ten był w porządku. Mówił, że też się cieszy z pierwszego śniegu, bo nie może się doczekać, aż pójdzie z dziećmi na sanki. Twierdził, że nic złego nie robimy, nie naruszamy miru domowego, nie wieszamy niczego na płocie, tylko lepimy sobie bałwanka więc wszystko w porządku. Ostatecznie nie spisali nas.

A śnieżna kaczuszka?

Kurczak: Zostawiłam ją tam, gdzie mnie zatrzymali, ale z tego co wiemy, to policja ją szybko zepsuła. Zniszczyła.

Delicja: Zabiła!

Widziałyście to?

Kurczak: Nie. Ale nikt tam nie chodził, a 10 minut później jej już nie było.

Jakie wnioski wysnuwacie z tych dwóch sytuacji?

Kurczak: Że policja jest bardzo niewyedukowana i ośmiesza się wypełniając wszystkie rozkazy, jakie spodobają się politykom.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne