Przemysław Czarnek chce zwiększyć świadczenie w programie Rodzina 800+ od drugiego dziecka, aby poprawić sytuację demograficzną. Ale takie rozwiązanie jest kosztowne i nieskuteczne
Według danych GUS od początku lat 90. współczynnik dzietności w Polsce ani razu nie osiągnął poziomu 2,1, czyli wartości zapewniającej utrzymanie się populacji na niezmienionym poziomie. W ostatnich latach robi się znacznie gorzej. Już w 2022 roku współczynnik dzietności spadł poniżej 1,3, a więc do poziomu określanego w literaturze jako skrajnie niski (lowest low fertility).
Oznacza to między innymi narastające napięcia fiskalne, ponieważ coraz mniejsza liczba pracujących będzie musiała finansować świadczenia dla rosnącej populacji emerytów, a także rosnące trudności na rynku pracy oraz w zapewnianiu dostępu do usług publicznych w obszarach dotkniętych depopulacją.
W obliczu tych problemów kandydat PiS na premiera przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku, Przemysław Czarnek rzucił pomysł na możliwą zmianę w 800+, która miałaby podreperować demografię Polski.
„Każdy powinien dostawać 800 zł na pierwsze dziecko, ale ta kwota powinna rosnąć przy każdym kolejnym. Wtedy może to być zachętą dla rodzin do posiadania większej liczby dzieci” – powiedział Czarnek w rozmowie z Wirtualną Polską. Zastrzegł jednak, że to na razie jego własna propozycja, a nie oficjalny program partii.
Czy wyższe świadczenia na kolejne dzieci faktycznie zwiększyłyby dzietność w Polsce? Literatura ekonomiczna sugeruje, że tak, ale są dwa duże „ale”.
Po pierwsze, efekt byłby raczej niewielki, nawet bardzo hojna reforma podniosłaby dzietność najwyżej o kilka procent.
Po drugie, nie należy oczekiwać trwałych, zauważalnych efektów. W wielu badaniach widać, że wpływ transferów pronatalistycznych z czasem słabnie, a bywa, że całkiem zanika.
W debacie publicznej nadal utrzymuje się przekonanie, że osoby o niższych dochodach mają więcej dzieci niż osoby zamożniejsze. Współcześnie jest ono jednak coraz mniej trafne. Dane z wielu krajów rozwiniętych wskazują na odwrócenie tej zależności. Analizując sytuację w państwach Europy Zachodniej – takich jak np. Holandia, ale także w Stanach Zjednoczonych – można zauważyć, że wyższy poziom dochodów często wiąże się z wyższą dzietnością.
Co więcej, pojawiły się badania próbujące uchwycić relacje przyczynowo-skutkowe, z których wynika, że wzrost dochodu prowadzi do wyższej dzietności. Dobrym przykładem są analizy oparte na wygranych na loterii. To o tyle przekonujące podejście, że taki szok dochodowy jest w dużej mierze losowy i niezależny od cech danej osoby, czy jej sytuacji rodzinnej. Wyniki badań z takich krajów jak Tajwan, Stany Zjednoczone czy Szwecja sugerują, że wygrana pieniędzy na loterii przynajmniej w krótkim okresie zwiększa skłonność do posiadania dzieci.
Wobec tych dowodów mogłoby się wydawać, że państwa zmagające się z problemami demograficznymi mogłyby skorzystać na wprowadzeniu odpowiednich transferów pieniężnych. Czy tak rzeczywiście jest, postanowił sprawdzić demograf Lyman Stone w swoim artykule zatytułowanym „Polityka pronatalistyczna przynosi efekty, ale wiąże się z wysokimi kosztami”.
Przeprowadził szeroki przegląd badań empirycznych z lat 2000-2021 (łącznie 34 prace), w których analizowano skuteczność różnych finansowych polityk pronatalnych. Jedną z rozpatrywanych kategorii były powszechne zasiłki na dzieci takie jak program 800+.
Do oceny skuteczności tych polityk autor wykorzystuje standardową w ekonomii miarę, czyli elastyczność. Pokazuje ona, o ile procent zmienia się dzietność w odpowiedzi na jednoprocentową zmianę dochodu gospodarstwa domowego. Przykładowo, elastyczność na poziomie 0,5 oznacza, że wzrost dochodu o 1 proc. przekłada się na wzrost dzietności o 0,5 proc.
Z przeprowadzonej analizy wynika, że przeciętna elastyczność dzietności względem powszechnych świadczeń pieniężnych na dzieci wynosi około 0,08. A to oznacza, że nawet dwukrotne podniesienie dochodów gospodarstw domowych podniesie przeciętną liczbę dzieci jedynie o około 8 proc. Czyli: ogromny koszt, mała skuteczność.
Na ograniczoną skuteczność tego typu programów wskazuje nawet ewaluacja 800+. Nie ma dziś większych wątpliwości, że program faktycznie, przynajmniej przejściowo, podniósł w Polsce dzietność (co było jednym z dwóch deklarowanych celów programu; drugim było zmniejszenie poziomu ubóstwa wśród rodzin z dziećmi – przyp. red.)
Widać to zarówno w surowych danych, jak i w bardziej zaawansowanych analizach. Na przykład liczba urodzeń drugiego dziecka po 2015 roku wyraźnie wzrosła po latach stagnacji – z około 137 tys. do 161 tys. w 2017 roku. W tym samym czasie liczba urodzeń pierwszego dziecka pozostawała w łagodnym trendzie spadkowym.
Z szacunków pochodzących z pracy „Transfery pieniężne a dzietność: dane z polskiego programu Rodzina 500+” Anny Bokun wynika, że wprowadzenie programu Rodzina 500+ zwiększyło dzietność w Polsce o około 4 proc. Program był jednak stosunkowo drogi. Jedynie w 2016 roku, kiedy jeszcze program obowiązywał tylko od drugiego dziecka wzwyż, jego funkcjonowanie kosztowało 17,4 mld zł, co stanowiło wówczas ok. 0,9 proc. PKB.
Na podstawie wyliczeń Anny Bokun można oszacować skutki wprowadzenia reformy proponowanej przez Przemysława Czarnka. Załóżmy, że w jej ramach doszłoby do podwojenia świadczenia na drugie i kolejne dzieci, z 800 do 1600 zł miesięcznie.
Z danych GUS wynika, że w 2024 roku dochód rozporządzalny na osobę wynosił 3167,17 zł. W trzyosobowym gospodarstwie domowym przekłada się to na około 114 tys. zł rocznie. Jeśli przeprowadzić obliczenia na podstawie znanych nam badań i powyższych założeń, otrzymamy wzrost dzietności o około 2,9 proc. A więc efekt jest niewielki.
Istnieje jednak jeszcze poważniejszy problem z punktu widzenia skuteczności transferów jako narzędzia zwiększania dzietności. Dotychczas skoncentrowaliśmy się na efektach krótkookresowych, czyli na tym, jak zmienia się liczba urodzeń w pierwszych latach po wprowadzeniu świadczenia. Problem polega na tym, że część obserwowanego wzrostu nie przekłada się na trwałe zwiększenie dzietności, tj. podniesienia liczby dzieci, którą przeciętna kobieta będzie miała w całym wieku rozrodczym, lecz wynika z przyspieszenia decyzji o urodzeniu dziecka.
Programy takie jak 800+ oddziałują na dzietność za pośrednictwem dwóch mechanizmów.
Po pierwsze, obniżenie kosztów wychowania dzieci może skłonić część par do posiadania kolejnego dziecka, na które w przeciwnym razie by się nie zdecydowały.
Po drugie, część rodzin planuje kolejne dziecko, ale uzależnia tę decyzję od poprawy sytuacji finansowej. Transfer pieniężny pozwala osiągnąć ten próg wcześniej, co skutkuje przesunięciem urodzeń w czasie. W konsekwencji w krótkim okresie obserwujemy wzrost liczby urodzeń. Jednak w dłuższej perspektywie efekt ten zanika, ponieważ część dzieci urodziłaby się niezależnie od programu, tylko nieco później.
Zgodnie z ustaleniami wcześniej przywoływanego Lymana Stone’a wielkość tej drugiej grupy jest istotna. Z analiz badań, które próbują oszacować długookresowy wpływ polityk wspierających finansowo rodziny, wynika, że efekty w długim okresie są słabsze niż w krótkim.
Co więcej, w części przypadków przestają być statystycznie odróżnialne od zera. Nawet jeśli jednak przyjmiemy bardziej optymistyczne założenie, że wpływ polityki utrzymuje się w długim okresie, choć w osłabionej formie, to nadal rodzi to poważne wątpliwości z punktu widzenia skuteczności takich polityk. Te już nawet w krótkim okresie dawały mało obiecujące rezultaty.
W rezultacie trudno uznać zwiększanie świadczeń pieniężnych za narzędzie zdolne do trwałego odwrócenia trendów demograficznych. Dostępne dowody wskazują raczej, że to kosztowny pomysł. A jego siła oddziaływania jest ograniczona i w dużej mierze głównie krótkookresowa. Kolejne propozycje podnoszenia wysokości tego świadczenia to postulat zrobienia kolejny raz tego samego. Z jakiegoś powodu Przemysław Czarnek oczekuje jednak innych rezultatów niż dotychczas.
Dziennikarz w Obserwatorze Gospodarczym. Ekonomista zarażony miłością do tej nauki przez Ha-Joon Chang. To on pokazał, że ekonomia to nie są nudne obliczenia, a nauka o życiu społecznym.
Dziennikarz w Obserwatorze Gospodarczym. Ekonomista zarażony miłością do tej nauki przez Ha-Joon Chang. To on pokazał, że ekonomia to nie są nudne obliczenia, a nauka o życiu społecznym.
Komentarze