Posłowie PiS bawią się petycją w sprawie ustawy antyaborcyjnej i anty-antykoncepcyjnej. Nie chcą jej ani przyjąć, ani odrzucić. Poseł PiS twierdzi, że komisja petycję uwzględniła. Przewodniczący komisji poseł Piechota, jest przekonany, że komisja petycję odrzuciła. Sekretariat komisji ds petycji: procedowanie petycji zostało zakończone pół roku temu.

PiS bardzo zgrabnie wybrnął z niewygodnej petycji Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. 5 lipca (2017) utopił ją ostatecznie, choć środowiska anti-choice nie mogą mieć o nic pretensji.

A jednak sprawa nie jest zupełnie jasna: co innego powiedział OKO.press poseł PiS, Jacek Świat, co innego przewodniczący komisji Sławomir Piechota z PO, a jeszcze coś innego sekretariat komisji. O co tu chodzi? Jaki status ma teraz petycja?

Przypomnijmy. Projekt złożyła we wrześniu 2016 roku w Sejmie PFROŻ w trybie petycji. Petycja oznacza, że wnioskodawcy nie muszą zbierać podpisów tak jak pod projektem obywatelskim, ale też Sejm może odmówić zajęcia się nim.

Komisja zajęła się projektem, ale nie tak, jak chcieli tego składający petycję. Wszyscy oczekiwali, że na posiedzeniu 26 stycznia 2017 roku komisja popchnie projekt dalej (pod obrady Sejmu) lub całkowicie petycję odrzuci. Tymczasem uchwalono dezyderat do premier Szydło. Dezyderat, czyli zestaw pytań, które pomogą komisji lepiej rozeznać sytuację w interesującym ją temacie.

Jak powiedziała OKO.press pracowniczka sekretariatu komisji ds. petycji, dezyderat oznacza, że komisja petycję uwzględniła (nie odrzuciła), ale nie wysłała jej do laski marszałkowskiej (czyli pod obrady Sejmu). Formalnie, zdaniem sekretariatu, praca nad petycją na tym się zakończyła, o czym świadczy też zapis na stronie Sejmu:

I na tym kończy się proces legislacyjny – potwierdza to zapis przy liście petycji złożonych do komisji:

Tymczasem zdaniem posłów i autorów petycji proces się nie zakończył. Na posiedzeniu 26 stycznia (2017) poseł Świat mówił: „Odpowiedź na dezyderat nie zamyka procesu postępowania w naszej Komisji, że po rozpatrzeniu dezyderatu, odpowiedzi na dezyderat możemy podjąć ewentualnie jeszcze dalsze decyzje”.

Komisja poświęciła więc petycji kolejne posiedzenia, m.in. 20 kwietnia, kiedy uchwalono wreszcie treść dezyderatu do premier. 13 czerwca 2017 roku przyszła odpowiedź z KPRM.



5 lipca posłowie zajęli się odpowiedzią. Poseł sprawozdawca Jacek Świat, oświadczył szczerze, że nie wie, co zrobić z odpowiedzią i najchętniej przekazałby sprawę innej komisji. Przewodniczący Piechota oponował, że nie jest to zgodne z regulaminem – nie można petycji wysłać do innej komisji.

Mimo to komisja przegłosowała wniosek posła Świata o „skierowanie petycji wraz z całym materiałem, z dezyderatem, z odpowiedzią na dezyderat do komisji polityki społecznej i rodziny”. Wniosek przyjęto.

Nasuwa się pytanie: czy petycja jeszcze jest w Sejmie, czy już nie? Jaki jest jej status? Co może z nią zrobić komisja polityki społecznej i rodziny?

OKO.press ustaliło, że:

1. Petycję może rozpatrzeć tylko komisja ds. petycji – nie może samej petycji przekazać innej komisji;

2. Petycja nie jest inicjatywą ustawodawczą – jest jedynie prośbą o taką inicjatywę;

3. Żeby projekt dołączony do petycji stał się projektem ustawy i wszedł pod obrady Sejmu musi się pod nim podpisać ktoś, kto ma inicjatywę ustawodawczą, czyli np. grupa 15 posłów lub jedna z komisji sejmowych (może to być komisja ds. petycji). W sprawie omawianej petycji nic takiego się nie wydarzyło i w tym sensie rację ma Sławomir Piechota, przewodniczący komisji z PO, który powiedział OKO.press: „komisja nie poparła wniosku o skierowanie projektu ustawy do Marszałka”.

4. Komisja ds petycji może petycję odrzucić, może żądania zawarte w petycji w jakiś sposób uwzględnić lub w ogóle petycji nie rozpatrywać. Komisja, i tu rację ma poseł Jacek Świat z PiS, uwzględniła petycję, czyli wzięła pod uwagę prośby w niej zawarte ale nie poprzez przesłanie jej do laski marszałkowskiej. Komisja rozpatrzyła petycję uchwalając dezyderat do premier Szydło. I tu rację ma sekretariat komisji – na tym zakończyło się jej rozpatrywanie.



5. Przesłanie petycji wraz z dokumentacją do innej komisji nie jest procedurą sejmową określoną regulaminem i nie rozpoczyna żadnej nowej procedury (jak np. złożenie petycji do Sejmu). Jak podczas posiedzenia 5 lipca słusznie zauważył poseł PiS, Andrzej Smirnow, nikt nikomu nie zabrania przesłania takiej czy innej dokumentacji do tej czy innej komisji. Jednak komisja, która otrzymała dokumentację, nie musi nic z nią robić. W ten sposób komisja ds. petycji zasygnalizowała innej komisji jakiś problem, ważny dla grupy obywateli, ale nie zobowiązania jej prawnie do działania. Waga dokumentacji jest porównywalna do wagi listu od zatroskanego obywatela.

Podsumowując można powiedzieć, że petycja z dołączonym do niej projektem ustawy antyaborcyjnej nie została w Sejmie, choć też nie została odrzucona (jak np. petycja SLD z dołączonym projektem ustawy liberalizującej przepisy antyaborcyjne). Może być teraz przedmiotem dyskusji w komisji polityki społecznej i rodziny – ale nie musi. Procedura określona regulaminem się zakończyła.

Po co to wszystko? Dlaczego komisja nie mogła od razu odrzucić petycji lub jej przyjąć? Przyjęte rozwiązania to metoda na przeczekanie. Posłowie PiS, pamiętając czarny protest, nie chcą brać udziału w inicjatywach, które zaostrzają przepisy antyaborcyjne. Jednocześnie nie mogą narazić się ruchom anti-choice, które coraz silniej naciskają na zmianę ustawy. Dzięki nieodrzuceniu i nieprzyjęciu petycji ustawa nie będzie dalej procedowana, ale jednocześnie nikt nie może PiS zarzucić, że zlekceważyło problem „pełnej ochrony życia”.

Więzienie za antykoncepcję

Proponowana w projekcie ustawa szła dużo dalej niż dotychczasowe próby zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych. Zakazuje nie tylko aborcji (bez wyjątków), ale także niektórych środków antykoncepcyjnych – tych o działaniu antynidacyjnym, jak nazywają to wnioskodawcy. „Antynidacyjne” nie jest terminem medycznym, ale jest używane na stronach i blogach katolickich. Chodzi o działanie leku utrudniające zagnieżdżenie się zapłodnionej komórki jajowej. Czyli o antykoncepcję awaryjną.

OKO.press zapytało o to ginekologa dr. Grzegorza Południewskiego: “To jakaś głupota. To nie jest termin medyczny, można się jedynie domyślać, co autorzy mają na myśli. Dowolny lek może mieć takie działanie np. lek na astmę”.

Otwiera to zatem pole do swobodnych interpretacji prawnych. Istnieje obawa, że „działanie antynidacyjne” zostanie przypisane także zwykłym pigułkom antykoncepcyjnym.

Szczegółowo omawiamy ten problem w tekście „Więzienie za antykoncepcję? Duże ryzyko, że tak”.

W tekście Całkowity zakaz aborcji i więzienie za antykoncepcję awaryjną – projekt wraca do Sejmu. Co zrobi PiS?” opisujemy dokładnie sprawę dezyderatu i odpowiedzi na niego, oraz przypominamy, co to jest ustawa „za życiem”.


Abonament na wolność słowa:

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym