Na szczycie klimatycznym COP24 karmi się uczestników głównie mięsem. To dość dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że masowy chów zwierząt odpowiada globalnie za 14 proc. emisji gazów cieplarnianych. Ekolodzy o menu mówią krótko: "jest obrazą dla pracy konferencji".
Wyjaśniamy szczegółowo, jaki jest związek między katowickim menu a katastrofą klimatyczną

Podczas bankietu inaugurującego szczyt klimatyczny COP24 na stołach królowała kiełbasa, różne mięsa i – jak powiedziała nam Anna Ogniewska z Greenpeace Polska – „coś w rodzaju gulaszu”. Aktywistka z dań bezmięsnych znalazła tylko sałatkę colesław, buraczki, ogórki i chleb. Zaś naczynie z napisem „vegan” było puste.

„Byłam tym widokiem nieco zszokowana, bo to w końcu bankiet z okazji COP24, a nie spotkanie branży mięsnej” – mówi OKO.press aktywistka. „A nawet trochę zawstydzona przed kolegami i koleżankami z innych organizacji ekologicznych, którzy doskonale rozumieją, że

masowa produkcja mięsa jest wyjątkowo szkodliwa dla środowiska i przyczynia się do przyspieszenia zmiany klimatu” – dodaje.

mięso COP24
Mięsne „frykasy” na bankiecie inaugurującym COP24. Fot. Anna Ogniewska

Wiceminister środowiska Sławomir Mazurek zapytany przez Ogniewską, dlaczego na imprezie jest niemal tylko mięso odpowiedział, że bankiet organizuje miasto Katowice i prezentowane są regionalne produkty. „Myślę, że organizatorzy nie mieli złych intencji, ale ktoś tu chyba nie przemyślał do końca tego menu i jego kontekstu. Tym bardziej, że organizacje przed COP24 apelowały do organizatorów, by ograniczyć ilość mięsa w posiłkach dla uczestników szczytu klimatycznego oraz wprowadzić opcje wegetariańskie i wegańskie w znacznie większych ilościach” – mówi OKO.press Ogniewska.

Ale mięso dominowało nie tylko podczas bankietu. Jest też głównym składnikiem menu, jakie organizatorzy COP24 przygotowali dla uczestników szczytu klimatycznego.

Tymczasem emisje gazów cieplarnianych z przemysłowej hodowli zwierząt stanowią 14-14,5 proc. wszystkich misji. Są więc porównywalnie do emisji z transportu.



„Menu całkowicie ignoruje klimat”

„Nadreprezentację” mięsa w menu COP24 zdążyły już skrytykować uczestniczące w szczycie klimatycznym ekologiczne NGO z zagranicy: Center for Biological Diversity, Farm Forward oraz Brighter Green. Pierwsza z organizacji przygotowała nawet wykres, który pokazuje, ile kilogramów gazów cieplarnianych powstało w wyniku zaserwowania gościom 100 porcji różnych potraw.

Najwięcej – ponad tonę CO2 – klimat kosztuje wołowina z wędzonym boczkiem i kiszoną kapustą. Trochę mniej pierogi ze smażoną wieprzowiną i wołowiną oraz cheeseburgery – nieco ponad 750 kg za 100 porcji. Najmniej szkodliwe dla klimatu są oczywiście dania bezmięsne – w szczególności te czysto roślinne, które nie zawierają mleka.

analiza menu COP24 mięso
Źródło: Center for Biological Diversity/Twitter

Dyrektor ds. nauki z organizacji EAT Fabrice DeClerck wydał nawet oświadczenie, że

„oferowane menu wydaje się całkowicie ignorować klimat”. Stephanie Feldstein z Centre for Biological Diversity była jeszcze ostrzejsza: „Obciążone mięsem menu jest obrazą dla pracy konferencji”.

Uwadze organizacji ekologicznych nie uszło również to, że posiłki na COP24 serwuje się na plastikowych jednorazowych talerzach. Również napoje uczestnicy piją z plastików.



„Krowie pierdnięcia”

„Szacuje się, że globalnie ponad 50 proc. światowych zbiorów jest przeznaczane na wykarmienie zwierząt hodowanych na mięso. Aby móc dostarczyć taką ilość pożywienia dla zwierząt, ogromne połacie lasów są zastępowane pastwiskami i polami uprawnymi na produkcję paszy” – mówi OKO.press Marcin Tischner z ProVeg Polska. I dodaje:

„Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) szacuje, że w skutek wylesiania emitowane jest nawet 2,4 mld ton dwutlenku węgla rocznie”.

Raport Greenpeace “Mniej znaczy więcej. Mniej mięsa i nabiału – zdrowsze życie i planeta” z marca 2018 roku wskazuje, że mięsa na świecie je się coraz więcej (poza jednym wyjątkiem – wołowiną). Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat szczególnie silny wzrost odnotowało spożycie drobiu i wieprzowiny. Rocznie ludzkość zjada średnio 43 kg mięsa na osobę.

Źródło: Greenpeace

Produkcja mięsa jest bardzo kosztowna energetycznie, ponieważ wymaga podwójnego cyklu.

„Najpierw musimy wyprodukować rośliny, żeby nakarmić nimi zwierzęta, które tylko niewielką część tych substancji odżywczych przekształcają do przyswajalnej dla nas postaci. Następnie emisja gazów cieplarnianych związana jest już z samą hodowlą” – mówi Tischner. Między innymi z fermentacją pokarmu w jelitach hodowlanych przeżuwaczy.

„Czyli – mówiąc kolokwialnie – z »krowimi pierdnięciami«, które odpowiadają za ok. 35-40 proc. całkowitej antropogenicznej emisji metanu do atmosfery” – dodaje działacz ProVeg Polska.

Ale problemem jest też zagospodarowanie gnojowicy, czyli odchodów zwierzęcych. Bo jej przechowywanie, wykorzystywanie i rozkład wiążą się ze znacznymi emisjami metanu i podtlenku azotu.



300 g na tydzień

W obecnej sytuacji klimatycznej kluczowe jest zmniejszenie ilości mięsa (i nabiału) w ludzkiej diecie. Greenpeace zaleca:

spożycie produktów odzwierzęcych powinno zostać ograniczone o połowę do 2050 roku. To ok. 300 g mięsa na tydzień, czyli ok. 16 kg rocznie na osobę.

„To dokładnie tyle, ile zdaniem Światowego Funduszu Badań nad Rakiem możemy jeść, by nie zwiększać ryzyka wystąpienia nowotworów” – przekonuje Greenpeace.

Na rzecz ograniczenia mięsa w diecie działa również organizacja ProVeg. W Polsce prowadzi kampanię „Zmieniaj dietę, nie klimat„. Organizacja w tym roku wystosowała list do Prezesa Rady Ministrów oraz Ministrów Środowiska i Rolnictwa – rekomenduje w nim rozszerzenie polityki klimatycznej Polski o zagadnienia wpływu sektora przemysłowego chowu zwierząt na klimat.


Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania. W OKO.press pisze o ekologii i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym