19 czy 10 mln? W Polsce czy zagranicą? PiS czy nie PiS? Od tygodnia mnożą się pytania: kto, za ile i gdzie zorganizował kampanię billboardową za pieniądze ze spółek Skarbu Państwa (to akurat wiadomo). Kampanię, która miała wyjaśnić Polakom, po co im reforma sądów. I która nie tylko nic nie wyjaśniła, ale sama stała się aferą, którą trzeba wyjaśniać

Sprawdzamy, jak obozowi rządzącemu idzie wyjaśnianie.

Kampanię „Sprawiedliwe sądy” zainaugurowała 8 września 2017 na konferencji prasowej premier Beata Szydło – razem z prezesami Polskiej Fundacji Narodowej. Mówiła: „Słynne już zdanie «żeby było tak, jak było» myślę, że przejdzie do kanonu myśli politycznej w Polsce jako pewne stwierdzenie, które powinno budzić przede wszystkim w nas wszystkich, powinno się nam zapalić czerwone światełko, kiedy słyszymy takie stwierdzenie. (…) Propozycja Polskiej Fundacji Narodowej, aby taką debatę rozpocząć, taki dialog w tej chwili się toczył, jest propozycją w mojej ocenie nie tylko że konieczną i potrzebną, ale chciałam jeszcze raz panom prezesom za tę inicjatywę podziękować”.

Obecność Beaty Szydło na konferencji nikogo nie dziwiła – była potwierdzeniem faktu dla wszystkich oczywistego – że za kampanią stoi rząd.

Na tej samej konferencji prezes fundacji Cezary Jurkiewicz, określił koszty kampanii: „Cały budżet kampanii to jest kwota prawie 19 mln zł”. Od tej pory dziennikarze traktowali te dwie informacje jako fakty: kampanię wymyślił PiS i kosztowała 19 mln.

To nie my!

Pierwszy zgrzyt pojawił się 12 września, we wtorek, gdy Marszałek Senatu Stanisław Karczewski stwierdził: „To nie jest moja kampania. Ja ją obserwuję. Mogę ją oceniać. Ten początek nie jest rewelacyjny. To nie jest kampania partyjna. Robią ją fachowcy” (pisaliśmy o tym w tekście „Ulica i zagranica, czyli dlaczego te billboardy wiszą w Polsce?„). Następnego dnia tę informację powtórzył wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik: „Ani rząd, ani Prawo i Sprawiedliwość nie ma z tym nic wspólnego”. Na pytanie dziennikarza, co w takim razie premier robiła na konferencji żachnął się: „Przy okazji różnych akcji pojawiają się członkowie rządu”.

14 września, u Roberta Mazurka w RMF FM wystąpił członek zarządu Polskiej Fundacji Narodowej Maciej Świrski, który stwierdził, że Fundacja działa w imieniu obywateli, a nie rządu lub PiS. Dodał także, że w Polsce kampania będzie kosztować 10 mln (polecamy przesłuchać całą rozmowę Mazurka ze Świrskim, zwłaszcza jej drugą część, której nie wyemitowano na antenie).

Terlecki: to jednak my

Ta linia argumentacyjna, choć mało wiarygodna, miałaby szanse powodzenia, gdyby politycy PiS byli konsekwentni. Jednak tego samego dnia, 14 września, w Sejmie odbyła się zaskakująca konferencja prasowa, w której uczestniczyli specjaliści partii rządzącej od PR: Ryszard Terlecki, Beata Mazurek i Paweł Szefernaker. Pierwszy odezwał się wicemarszałek Terlecki: „Jest naturalne, że w takiej sytuacji [krytyka zmian w sądach i protesty – przyp. red.] rząd Rzeczpospolitej Polskiej musiał podjąć działania, także o charakterze medialnym, aby tę histerię zrównoważyć i uspokoić. Adresujemy ją do tych wszystkich Polaków, którzy są przekonani, że system prawa wymaga gruntownej reformy. (…) Chcemy ich przekonać, że rząd wie o tym i że reforma zostanie przeprowadzona”.

Trudno o bardziej jednoznaczną informację, że za kampanią stoi jednak rząd.

Na pytanie jednej z dziennikarek, po co wydawać tyle pieniędzy na przekonywanie już przekonanych, Terlecki odpowiedział, że opozycyjne media rozsiewają nieprawdziwe informacje o reformie: „I to trzeba wyjaśnić i to właśnie rząd Prawa i Sprawiedliwości wyjaśnia w kampanii, którą prowadzi. To jest kampania którą prowadzi Polska Fundacja Narodowa, oczywiście na zlecenie rządu”.

Dziennikarze zapytali o nieprawdziwe, zdaniem wielu, informacje, które znalazły się na billboardach. Odpowiedział im Szefernaker: „Nieprawdziwe informacje to pojawiają się od kilku dni na temat całej tej kampanii. Chociażby państwo przed chwilą powielali kolejny fake news o 19 mln, który został parę razy…”. Tu weszła mu w słowo Beata Mazurek: „Prezes fundacji powiedział dzisiaj, że ta kampania będzie kosztowała nie więcej niż 10 mln. (…) Pani redaktor, ja zadaję kłam temu, co pani publicznie mówiła, że kampania będzie kosztowała 19 mln, kiedy prezes fundacji powiedział, że ona będzie kosztowała 10 mln”.

Dziennikarze zwrócili uwagę na problem z 19 mln: „zarzucano nam fake news, a przecież sam prezes fundacji mówił o 19 mln”.

Na te uwagę Szefernaker wygłosił dłuższą mowę, która nie miała wiele wspólnego ani z pytaniami dziennikarzy, ani nawet z przekazem PiS: „Pani premier jest w ostatnim czasie bardzo mocno atakowana, niesprawiedliwie. Jestem przekonany za to, że rząd po prostu wspiera reformę sądownictwa. Oczywiście pojawiły się różne informacje dementujące niektóre fakty przywoływane w tej kampanii. Ja myślę, że całą kampanię należy oceniać w sytuacji po tym jak zostanie przeprowadzona. Oceńmy kampanię po tym, jak zobaczymy kolejne elementy, bo jestem przekonany, że takie też będą”.

Dziennikarze jeszcze raz przypomnieli wypowiedzi prezesów PFN z 8 września o 19 mln. Odpowiedziała im Beata Mazurek. I zaskoczyła wszystkich: „Więc dzisiaj prezes powiedział, że ta kampania będzie kosztowała 10 mln. Być może jest tak jak pani mówi – 10 mln tu, 10 mln za granicą, tego nie wiemy”.

…ale w gruncie rzeczy to nieważne

W tym momencie wtrącił się Ryszard Terlecki: „Drodzy państwo, robicie zamieszanie wokół sprawy, która nie ma żadnego znaczenia, jeżeli chodzi o funkcjonowanie polskiego państwa, funkcjonowanie naszego obozu politycznego. Przeprowadzamy takie reformy, jakie obiecaliśmy naszym wyborcom i będziemy je przeprowadzać”.

I na deser – reakcja Stanisława Karczewskiego na słowa Terleckiego. „Gazeta Wyborcza” zapytała Marszałka, jak ocenia politykę informacyjną w sprawie kampanii. Oto, co usłyszała: „Trochę zagmatwana. Ale w rezultacie myślę, że dosyć jednoznaczna”. Gdy dziennikarka przypomniała marszałkowi o słowach przewodniczącego klubu, ten stwierdził: „No to jakoś się chyba przejęzyczył”.

Spodnie, kiełbasa i pedofilia

Billboardy, o których mowa, miały pokazywać, jak źle dzieje się w sądach i jak bardzo trzeba to zmienić. Za dowody służyły przykłady sędziów, którzy popełnili przestępstwo lub/i uniknęli kary. W 2016 roku łódzka sędzia została przyłapana w sklepie na kradzieży spodni. W 2006 roku sędzia z Tarnobrzega ukradł kiełbasę i jeździł po pijanemu. I tak dalej.

Jak się okazuje część haseł z kampanii była manipulacją lub nieprawdą.

„Sąd w Świdnicy wypuścił na wolność pedofila. Po wyjściu z więzienia mężczyzna skrzywdził kolejne dziecko”, czytamy na rządowym billboardzie. Sąd w Świdnicy wydał oświadczenie:

 

W artykule „Wszystkie kłamstwa o sądach na billboardach. 5 przykładów manipulacji” dziennikarki „GW” sprawdziły inne hasła z kampanii.


Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym