Amerykanie zapowiadają rozmowy pokojowe, Izraelczycy twierdzą, że chcą dogadać się z Libanem. Cieśnina Ormuz nadal jest jednak zablokowana, a rynek ropy — w kryzysie, który widać również w rolnictwie.
Nie jedna, a już dwie blokady Cieśniny Ormuz przekładają się na utrzymujące się wysokie ceny ropy, a co za tym idzie, również paliwa. Co tydzień staramy się podsumować dotychczasową sytuację i prognozy, które dotyczą sytuacji na rynku naftowym i dalszych zagrożeń. Jak zwykle musimy przy tej okazji zastrzec, że sytuacja jest dynamiczna. Na ceny przekłada się każda informacja o możliwych rozmowach pokojowych, jak i każda o możliwej eskalacji.
W czwartek (16.04) rosną nadzieję na rozejm w konflikcie pomiędzy Hezbollahem a Izraelem, zaciekle atakującym Liban, gdzie mieszczą się główne kwatery organizacji. Zatrzymanie ataków na Liban było główną przyczyną zerwania poprzedniego rozejmu przez Iran. Otwiera się więc perspektywa na możliwe zawieszenie broni i odblokowanie Ormuzu, co dopuszczać mają Irańczycy. Mimo to warto przyjrzeć się, na czym stoimy w połowie kwietnia.
Coraz głośniej mówi się o tym, że Irańczycy przepuszczają niektóre statki, ale „na bramkach” biorą od każdego po dwa miliony dolarów. Amerykanie zablokowali irańską blokadę 10 swoimi jednostkami. Twierdzą, że nie będą przepuszczać irańskich statków — mimo że przecisnął się tamtędy już co najmniej jeden z nich. Przez bramki trzeba więc przepłynąć dwukrotnie. Przeprawa pomiędzy Zatoką Perską a Morzem Arabskim coraz bardziej przypomina więc autostradę A4 na odcinku Kraków-Katowice.
Jakie są najważniejsze wiadomości z rynku ropy i gotowych paliw?
Znów podkreślmy: sytuacja jest dynamiczna, kolejne dni, a nawet godziny mogą przynieść zarówno rozejm, jak i eskalację wojennych działań. Niezależnie od tego można powiedzieć, że irański konflikt pociągnie za sobą długofalowe konsekwencje. Ekonomiści są zgodni, że powrót do normalności potrwa wiele miesięcy.
Kryzys dotyka nie tylko transportu. Coraz więcej mówi się o trudnej sytuacji w branży produkcji żywności. Rolnicy są narażeni nie tylko przez rosnące koszty paliw – a zdrożał przede wszystkim diesel, używany do napędzania maszyn rolniczych i ciągników. Jeszcze większym zagrożeniem jest niestabilność rynku nawozów.
Dla ich producentów — w Polsce to między innymi grupa Azoty — to kolejne turbulencje w ciągu kilku lat. W 2022 roku rykoszetem uderzyły w nich problemy z dostawami potrzebnego do produkcji nawozów mineralnych gazu ziemnego, wcześniej sprowadzanego z Rosji. Tym razem dostawy do Polski są niezagrożone. Jednak rośnie koszt jego zakupu, który stanowi o 60 do 80 proc. końcowej ceny nawozów. Konflikt uderzył też w światowy rynek wykorzystywanych do nawożenia mocznika i amoniaku. Przez Cieśninę Ormuz do tej pory przechodziło niemal 20 proc. wszystkich transportów mocznika i ok. 30 proc. transportów amoniaku. Ceny tego pierwszego wzrosły o 85 proc. w stosunku do początku roku. Kosz zakupu gazu na europejskim rynku- o niemal 90 proc. Efekt widać już w stawkach za tonę nawozów azotowych, które podrożały średnio o około 30 proc.
„W efekcie część rolników ogranicza dawki nawozów, a inni rzeczywiście zaczynają kalkulować, czy produkcja przy obecnych kosztach pozostaje opłacalna” – mówi nam Paulina Sobiesiak-Penszko, prezeska Instytutu Strategii Żywnościowych „Grunt”. - „Co do zasady mniejsze gospodarstwa mają mniejszą zdolność do amortyzowania takich wahań, bo dysponują słabszym zapleczem finansowym i mniejszą elastycznością”
Zdaniem ekspertki po blokadzie Cieśniny Ormuz w najtrudniejszej sytuacji są gospodarstwa stosujące intensywną uprawę, zużywający w ten sposób potężne ilości nawozów sztucznych
„Tam, gdzie nie stosuje się strategii hybrydowych, łączenia nawożenia konwencjonalnego z rozwiązaniami biologicznymi, poprawą żyzności gleby czy precyzyjnym zarządzaniem składnikami, pole manewru jest bardzo ograniczone” – ocenia Sobiesiak-Penszko.
Nad interwencją zastanawia się Komisja Europejska. Na unijnym forum pojawiła się propozycja zawieszenia ceł na nawozy spoza Wspólnoty. Plan Działań na Rzecz Nawozów ma zostać przedstawiony w maju, jednak przedstawiciele zakładów chemicznych przestrzegają przed wpuszczeniem szerszego strumienia tych materiałów na unijny rynek. Między innymi Grupa Azoty obawia się, że pozaunijni producenci umoszczą się na europejskim rynku i będą stanowić tańszą konkurencję, oferującej towar niższej jakości. Obniżenie obciążeń dla importu to zrozumiała reakcja na kryzys – ocenia Sobiesiak-Penszko. W dłuższej perspektywie może jednak osłabić europejskich producentów. A ci, szczególnie w czasie wstrząsów geopolitycznych, powinni być silni.
„Dlatego kluczowe jest, by takie działania miały charakter wyraźnie tymczasowy i były dobrze obudowane np. monitoringiem rynku. Równolegle potrzebne są jednak działania bardziej strukturalne. Mówimy tu przede wszystkim o ograniczaniu uzależnienia rolnictwa od nawozów mineralnych jako głównego czynnika produkcji. To oznacza inwestycje w rozwiązania, które zwiększają odporność rolnictwa: poprawę żyzności gleb, rozwój rolnictwa precyzyjnego, stosowanie preparatów biologicznych, mikrobiologicznych czy wreszcie strategie hybrydowe łączące różne podejścia do nawożenia” – mówi nam ekspertka. – „Bez takiej zmiany modelu produkcji będziemy wracać do tego samego problemu przy każdym kolejnym kryzysie. I będziemy reagować doraźnie, zamiast realnie zmniejszać wrażliwość sektora rolnego na wahania cen nawozów.”
Na stole pojawiła się również propozycja sprzedaży bezpośredniej nawozów z Grupy Azoty – a zatem z pominięciem pośredników i ich marż. „Skala oddziaływania będzie ograniczona, bo system dystrybucji nawozów opiera się na rozbudowanej sieci logistycznej. Dlatego to działanie można traktować raczej jako uzupełnienie i sygnał polityczny niż rozwiązanie systemowe. Kluczowe wyzwania pozostają gdzie indziej, tj. w kosztach energii, wysokim uzależnieniu całego sektora rolniczego od nawozów i czynników zewnętrznych” – mówi nam Sobiesiak-Penszko.
Niektórzy rolnicy sugerują wręcz, że obecnie bardziej opłaca się sprzedać zgromadzony nawóz i ograniczyć siew. Mimo to na razie, w krótkim terminie, nie grozi nam rolniczy kryzys, który znacząco wpłynąłby na dostępność żywności na sklepowych półkach — przekonuje ekspertka. Sytuacja po ataku USA i Izraela na Iran pokazuje jednak, że branża potrzebuje zmian i stabilizacji. Na nią wpłynąć może między innymi zmniejszenie zależności od nawozów mineralnych czy poprawa żyzności gleb.
„Równolegle ważne jest wzmacnianie krótkich łańcuchów dostaw, inwestowanie w lokalne przetwórstwo i zwiększanie udziału wartości dodanej pozostającej w kraju. To zarówno kwestia efektywności ekonomicznej, jak i odporności. Im krótsze i bardziej zróżnicowane łańcuchy, tym mniejsza podatność na zakłócenia” – twierdzi prezeska Instytutu „Grunt” – „Musimy więc działać dwutorowo: zarządzać kryzysami, ale też budować realne bezpieczeństwo żywnościowe poprzez zwiększanie odporności systemu. Bez takiej zmiany podejścia będziemy wciąż reagować na kolejne wstrząsy, ale nie uda nam się im zapobiegać” – podsumowuje Sobiesiak-Penszko.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze