Prokuratura prowadzi śledztwo, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska sprawdza, czy inwestor trzymał się wytycznych. W zbiorniku Pilchowickim na rzece Bóbr nie widać już martwych ryb, ale mnożą się znaki zapytania. A główni zainteresowani – Tauron i Ministerstwo Infrastruktury- uparcie milczą.
„Tam dalej płynie brudna, brązowa woda, która bardziej przypomina płukankę ze żwirowni niż wodę w rzece” – relacjonuje Jacek Engel, prezes Fundacji Greenmind, który w weekend (11.07) protestował nad Bobrem. Towarzystwo Przyrodnicze Rojsty zorganizowało na miejscu pikietę, domagając się wyjaśnień, co tak naprawdę stało się nad jeziorem Pilchowickim. Pod koniec czerwca 2026 r. spółka Tauron Ekoenergia dokończyła spuszczanie wody ze zbiornika Pilchowickiego na rzece Bóbr – planuje naprawę tamtejszej zapory, a do rozpoczęcia prac konieczne było opróżnienie zbiornika.
W spuszczanej wodzie zginęły tysiące ryb. Służby podają, że wyłowiono 23 tony rybich ciał. „Nie chodzi tylko o ryby, ale też o bezkręgowce, płazy, gady, ptactwo wodne, które zniknęło momentalnie z tego odcinka rzeki. Znajdujemy się w obszarze Natura 2000, w Parku Krajobrazowym Doliny Bobru, gdzie żyje wiele zwierząt, które korzystają z tej rzeki, piją tę wodę. Rzeka przepływa przez tereny rolne. Wszystkie okoliczne wsie mają połączenia wód gruntowych z Bobrem. Nie wiemy, jakie będą konsekwencje” – mówił nam Igor Glinda, wędkarz, właściciel agroturystyki w dolinie rzeki Bóbr.
W połowie lipca wciąż obowiązuje zakaz korzystania z wody w Bobrze. Martwych ryb już nie widać – większość została wyłowiona. Tauron podniósł poziom wody w zbiorniku, żeby poprawić parametry na dalszym odcinku Bobru i rozrzedzić zanieczyszczenia, które dostały się do rzeki.
Zapytaliśmy Ministerstwo Infrastruktury, które odpowiada za rzeki w Polsce i Ministerstwo Klimatu i Środowiska o konsekwencje katastrofy na Bobrze, podjęte działania i to, kto zawinił. Resorty od czwartku 9 lipca nie były w stanie odpowiedzieć na nasze pytania. Tauron Ekoenergia nie odpowiada od 30 czerwca – mimo kilku maili oraz telefonów. „Mamy poczucie, że jest to gra na przeczekanie medialnej burzy” – mówi w imieniu mieszkańców Igor Glinda.
Proces opróżniania jeziora Pilchowickiego zaczął się w lutym. Remont tutejszej zapory jest konieczny – ledwo wytrzymała falę powodziową w 2024 roku, chroniąc okolicę przed zalaniem. Ostatnie prace naprawcze, które wymagały spuszczenia wody, prowadzono prawie 50 lat temu. Kiedy wiosną stopniowo wypuszczano wodę, na dnie pojawiły się stare zatopione samochody, broń i amunicja. Ostatni etap przypadł na koniec czerwca, moment rekordowych upałów, sięgających 40 stopni Celsjusza. W opadającej, nagrzanej wodzie pojawiły się tysiące martwych ryb. Spółka Tauron Ekoenergia oświadczyła, że śmierć ryb była spodziewana. Szczegółowo opisywaliśmy to tutaj:
„Wiedzieliśmy, że wiele zwierząt poniesie śmierć w związku z remontem. Natomiast mówimy o skali. To wszystko można było przeprowadzić tak, żeby była zupełnie inna” — oceniał w rozmowie z OKO.press Glinda.
Potwierdza to Jacek Engel z Greenmid, przedstawiciel Koalicji Ratujmy Rzeki.
„Nie rozumiem, dlaczego nie odłowiono tych ryb wcześniej. Z relacji wiem, że Tauron miał jedną łódkę, która pływała po zbiorniku, żeby wyłowić ryby – ale to przecież o wiele za mało, jak na tak duże jezioro i taką inwestycję. Bardzo możliwe, że tempo spuszczania wody było zbyt duże, przez co ryby, małże czy ślimaki nie miały szans na ucieczkę” – mówi. W wyławianiu ryb spontanicznie zaczęli pomagać wędkarze, kiedy zobaczyli, jakie rozmiary przybiera katastrofa ekologiczna.
„Drugim błędem był moment spuszczenia tej wody. Zaczęto cały proces w lutym, potem przerwano ze względu na tarło ryb. Pozwolono więc się rybom wytrzeć – co spowodowało, że w jeziorze było ich więcej i więcej zginęło. Zamiast opróżnić ten zbiornik jesienią czy wczesną wiosną, kiedy stan wody jest wyższy, a temperatury niższe (a im zimniejsza woda, tym więcej tlenu może absorbować), Tauron zrobił to w najgorszym momencie. Nagrzana woda, niski stan, ruszenie materii organicznej z dna – to był prosty przepis na przyduchę. Nic dziwnego, że życie tam padło” – komentuje Jacek Engel.
Kiedy media społecznościowe zalały zdjęcia tysięcy martwych ryb, w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim zwołano sztab kryzysowy. Zakazano korzystania z wody w Bobrze – i ten zakaz obowiązuje do dziś (stan na 14 lipca). Nie wolno wchodzić do rzeki, pływać po niej łódkami i kajakami, poić zwierząt czy wykorzystywać jej do celów gospodarczych.
Urząd oświadczył też, że na miejscu będą wykorzystywane areatory, służące do napowietrzania, a Tauron ma zamontować barierę, która ograniczy odpływ osadów do dalszych fragmentów rzeki Bóbr.
Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim wszczęła śledztwo w sprawie zbiornika Pilchowice – a dokładnie „w kierunku dokonania przestępstwa przeciw środowisku, z artykułu 182 Kk”.
„Chodzi o zanieczyszczenie wody w takiej skali, że może to zagrażać życiu lub zdrowiu człowieka lub spowodować istotne obniżenie jakości wody” – przekazała PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Ewa Węglarowicz-Makowska.
Interweniowała również ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.
„Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu prowadzi kontrolę wszczętą po katastrofie związanej z remontem zbiornika Pilchowice. [...] Wydane wcześniej postanowienie wskazywało m.in. na konieczność odłowienia wszystkich zwierząt i to pod nadzorem przyrodniczym. Postanowienie jasno określało także poziom ilości zawiesiny w spuszczanej wodzie w wysokości maksymalnie do 80 mg/l oraz konieczność przerwania prac przy przekroczeniu tego parametru. Według badań zleconych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu, 1 lipca ilość zawiesiny przekroczyła 10 tysięcy mg/l” – napisała ministra klimatu w mediach społecznościowych.
We wrocławskim RDOŚ dowiadujemy się, że Tauron Ekoenergia miał czas do 10 lipca na przedstawienie całej dokumentacji dotyczącej naprawy zapory w Pilchowicach. „Po analizie [dokumentów], z uwagi na dalsze wątpliwości oraz brak informacji niezbędnych do kompleksowej merytorycznej oceny zgromadzonego materiału dowodowego, Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska we Wrocławiu ponownie wezwał spółkę do złożenia wyjaśnień i przedstawienia niezbędnych dokumentów” – informuje w mailu do OKO.press rzeczniczka RDOŚ, Karolina Motyka.
Od Karoliny Motyki dowiadujemy się również, że Tauron nie miał decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach – to ważny dokument dla tego typu inwestycji, który ocenia ich wpływ na środowisko oraz określa warunki przeprowadzenia remontu czy naprawy. Z tym że Tauron Ekoenergia nie zrobiła niczego nielegalnego. To burmistrz miasta i gminy Wleń uznał, że akurat ta inwestycja takiego dokumentu nie wymaga. Zwolnił inwestora z obowiązku sporządzenia decyzji środowiskowej.
Mimo tego RDOŚ określił, co powinien zrobić Tauron, żeby ograniczyć negatywne skutki osuszania zbiornika:
„Chcemy upewnić się, że inwestorzy wiedzą, co i jak mają robić, i zrozumieli wydane decyzje w tej sprawie. Mam wrażenie, że one nie zostały w pełni zrealizowane. Jeżeli ostateczne wyniki kontroli to potwierdzą, będziemy wyciągać konsekwencje” – tak 13 lipca mówiła ministra Hennig-Kloska.
Tauron ogłosił powołanie rady społecznej. Miała być „platformą do merytorycznej współpracy pomiędzy przedstawicielami samorządów, przedsiębiorców, instytucji oraz lokalnych społeczności”. Pierwsze spotkanie odbyło się 9 lipca.
„W radzie społecznej wzięło udział kilkanaście podmiotów, przede wszystkim związanych ze spływami na Bobrze. Do tego kilku właścicieli agroturystyk, samorządowcy i cała wierchuszka związana z Tauronem, łącznie z prezesem głównym” – relacjonuje Igor Glinda. „Prezes pokazał nam, gdzie jest nasze miejsce w szeregu. Usłyszeliśmy, że Tauron chętnie pomoże w odbudowaniu atrakcyjności turystycznej regionu, ale w tym momencie nic nie zrobią. Spływy kajakowe będą mogły powrócić na rzekę, jak wojewoda na to zezwoli. A cała reszta, przedsiębiorcy, właściciele agroturystyk, jakoś muszą sobie poradzić” – dodaje.
Dwa dni po spotkaniu rady nad zbiornikiem w Pilchowicach odbył się protest. „Byli przedstawiciele kilku organizacji, mieszkańcy, lokalne media” – relacjonuje Jacek Engel. „Zadawaliśmy pytania, na które wciąż nikt nie odpowiedział. Domagamy się jasnego wykazania, kto zawinił” – mówi. Jak podkreśla, nie można dać sobie wmówić, że katastrofa już przeszła – woda w Bobrze nadal ma brudny, brązowy kolor. Potwierdzają to również komunikaty Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.
„Woda w rzece na odcinku od Zapory Pilchowickiej poprzez Nielestno, m. Marczów i m. Lwówek Śląski była mętna, barwy od brązowej do jasnobrązowej” – czytamy w raporcie z wizji terenowej z 13 lipca. WIOŚ dodaje jednak, że w monitorowanych punktach nie stwierdzono występowania martwych ryb.
Jednym z haseł na plakatach, które przynieśli ze sobą protestujący, było „Bóbr, horror, trucizna”. „Bóbr umiera i umrze na kilka lat” – mówiła podczas pikiety jedna z mieszkanek, cytowana przez Nowiny Jeleniogórskie.
Towarzystwo Przyrodnicze Rojst, które zorganizowało manifestację, stworzyło też petycję do władz centralnych po katastrofie w jeziorze Pilchowickim. „Jesteśmy przekonani, że obecna sytuacja powinna stać się impulsem do zmian systemowych. Nawet jeżeli wszystkie obowiązujące procedury zostały formalnie dochowane, ich skuteczność powinna zostać ponownie oceniona. Ochrona polskich rzek wymaga nie tylko reagowania na skutki takich zdarzeń, lecz przede wszystkim stworzenia takich standardów prowadzenia prac hydrotechnicznych, które będą skutecznie zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości” – czytamy w niej.
Głos zabrała również Koalicja Ratujmy Rzeki. Zwróciła uwagę na to, że rzeki wciąż podlegają pod Ministerstwo Infrastruktury, a nie, jak dawniej, pod Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
„Kontrolujący sam się kontroluje, a nacisk instytucjonalny skupia się jedynie na budowlach, ich konstruowaniu i remontowaniu, zamiast w co najmniej równym stopniu na środowisku naturalnym. Od lat apelujemy – »Rzeki to Natura nie infrastruktura« – o przywrócenie nadzoru Ministerstwa Klimatu i Środowiska nad gospodarką wodną”. Pełną treść oświadczenia można znaleźć tutaj:
Koalicja zauważa, że Ministerstwo Infrastruktury – a więc to, które odpowiada za sytuację na Bobrze – uparcie milczy. 14 lipca – ponad dwa tygodnie po początku katastrofy – na stronie resortu nie znajdziemy ani jednej informacji o jeziorze Pilchowickim. Widać za to doniesienia o regulacji rynku hulajnóg elektrycznych czy budowie nowego portu. Minister Dariusz Klimczak na X chwali się dobrymi wynikami przewozowymi PKP Intercity i oddaniem do ruchu 88,9 km dróg.
Zadaliśmy Ministerstwu Infrastruktury cztery proste pytania. Zapytaliśmy, czy:
Od 9 lipca nie dostaliśmy odpowiedzi.
Do spółki Tauron Ekoenergia zwróciliśmy się 30 czerwca, ponawiając pytania 9, 13 i 14 lipca. Odpowiedzi się nie doczekaliśmy. Publikujemy poniżej listę pytań do inwestora:
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze