Bojówkarze w czarnych kominiarkach poturbowali trzy aktywistki, które 11/11 próbowały rozwinąć baner "Kobiety przeciw faszyzmowi". Jedną karetka zabrała do szpitala. Współorganizator Marszu Niepodległości Krzysztof Bosak chwali się zdobyciem baneru, jak kibolskim trofeum. I twierdzi, że "problem rozwiązała Straż Marszu Niepodległości". To była Straż?!

Wieczorem 11 listopada Krzysztof Bosak, współorganizator Marszu Niepodległości i wiceprezes partii Ruch Narodowy triumfował na twitterze:

Bosak wychwala atak na trzy aktywistki Warszawskiego Strajku Kobiet, które próbowały zaprotestować przeciwko Marszowi Niepodległości i triumfuje, że kilkunastu facetów zdobyło „trofeum”, jakby to były kibolskie porachunki. Scenę ataku można obejrzeć na tym filmie.

Relacja pobitych kobiet

O ataku opowiada OKO.press Klementyna Suchanow, jedna z uczestniczek zdarzenia (na filmie – w żółtej czapce). „To było po 16.00 przed Mostem Poniatowskiego, przy parkingu stacji Powiśle. Szłyśmy z Margot Szutowicz i trzecią dziewczyną z Warszawskiego Strajku Kobiet, nazwijmy ją C, wmieszane w tłum narodowców, razem z ONR i Forza Nuova, wśród biało-czerwonych flag i faszystowskich symboli. Gdy marsz na moment stanął, by wyrównać szyki, spróbowałyśmy rozwinąć transparent, który niosłam w plecaku KOBIETY PRZECIW FASZYZMOWI.

Natychmiast dopadli do nas mężczyźni w czarnych kominiarkach, zaczęli wyrywać baner, w sumie otoczyło nas pewnie kilkanaście osób. Nadbiegli sprzed czoła marszu, jak jakaś bojówka. Nie powiedzieli, kim są.

Mnie odepchnęli na bok, trzymali za kurtkę, mówiłam, żeby przestali szarpać.  „Ty też tam byłaś” – usłyszałam, ale przestali. Widziałam, jak zaciągają Margot i C. przed szereg ONR, gdzie stoi straż w jaskrawych kamizelkach. Ci w kominiarkach rzucali Margot i C. między sobą. C została powalona na ziemię, dostała kopniaka w twarz. Margot też była kopana, dostała też z pięści. Potem je odciągali ją na bok, żeby marsz mógł ruszyć. I ktoś dźgnął ją kijem biało-czerwonej flagi.

Margot Szutowicz: Najpierw podbiegli do mnie ludzie w kamizelkach. Byli spokojniejsi, chcieli nam tylko wyrwać transparent. Ale ci kolesie w czarnych kominiarkach nas po prostu bili. Wyprowadzali takie jakby ukrywane ciosy, dostałam kopniakiem w udo, z piąchy w twarz. Gdy upadłam, paru mnie unieruchomiło, inni kopali. Ale w sumie poza jednym wielkim krwiakiem, nic wielkiego mi nie zrobili.

Doskoczył jakiś facet w brązowej kurtce, obiecał, że mnie wyprowadzi, bo mnie tu zabiją. Kolesie nie wiedzieli, kim jest, ale trochę się uspokoili.

Straż w kamizelkach odciągnęła mnie do karetki. Mówili, że mam stąd spadać. Jak nie pójdę, to dostanę w ryj. Od kogo dostanę, od was? – zapytałam. Tak, ode mnie dostaniesz w ryj. Mam to zarejestrowane.

u

Przy karetce czekaliśmy na C.”.

Suchanow: C. wyciągnęła z opresji inna aktywistka. Już w ambulansie lekarze zawołali karetkę, bo C. wyglądała nieszczególnie. Karetka zabrała ją na SOR do szpitala na Orłowskiego. Lekarze mówili, że 10 karetek obsługujących marsz jest cały czas w ruchu, wożą pijanych i poturbowanych.

Margot Szutowicz jest autorką plakatu, który wywołał lawinę gróźb w prawicowych mediach społecznościowych (zamierza złożyć zawiadomienie o przestępstwie).

Szutowicz: „Już po całym zamieszaniu, zobaczyłyśmy jednego z uczestników marszu, który doskoczył do mnie podczas szarpaniny, jak idzie z żoną i dzieckiem. Wiemy, że nazywa się Borys. Długo trzymał nad wózkiem płonącą racę. To wyglądało jakby mimowolnie przedrzeźniał mój plakat”.

 

Kim byli napastnicy w kominiarkach?

Suchanow: Nie wiem. Młodzi mężczyźni, cali na czarno. Teraz widzę na filmie, że niektórzy mają na szyi identyfikatory. Komunikowali się z ochroną marszu w jaskrawych kamizelkach tak jakby współpracowali. Ochrona nie zwracała im uwagi.

Szutowicz: Miałam wrażenie, że kolesie w kominiarkach, to jakaś inna formacja niż straż w kamizelkach, działali  na innych prawach.

Suchanow: Dopiero wieczorem zobaczyłam na twitterze pana Krzysztofa Bosaka, co się stało z naszym banerem.

Na swoim FB Warszawski Strajk Kobiet pisze: „Prezydent Duda deklarował, że przejęcie marszu oznacza także wzięcie za niego odpowiedzialności”. WSK prosi „Kancelarię Prezydenta RP, jako organizatora marszu, o stanowisko w sprawie i

wyjaśnienie, kim byli panowie w czarnych kominiarkach, którzy pobili nasze koleżanki? I jakie wyciągną wobec nich konsekwencje?

Żądamy wyjaśnienia od Joachima Brudzińskiego, dlaczego policja nie zapewniła bezpieczeństwa ponad 200-tysięcznego marszu?
Od dawna zwracamy uwagę na faszyzację życia publicznego, tym bardziej nie puścimy płazem pobicia naszych koleżanek. Sprawę kierujemy na drogę sądową”.
Suchanow: „Jutro składamy pismo o podejrzeniu popełnienia przestępstwa karnego”.

W dużej mierze pokojowy, nie licząc kilku zdarzeń

Na konferencji 12 listopada Komendant Główny Policji gen. Jarosław Szymczyk wymienił  „sześć różnego rodzaju zdarzeń”, jakie zakłóciły „w dużej mierze pokojowy” warszawski Marsz Niepodległości:

  • uszkodzenie lusterek w 8 pojazdach na bocznej ulicy;
  • drobne zniszczenie elewacji jednego ze sklepów;
  • pobicie;
  • uszkodzenie telefonu komórkowego;
  • atak na kamerzystę;
  • atak petardami i racami na kontrdemonstrację (pisaliśy o tym tutaj).

Potem opisał  jeszcze dwa:

  • podpalenie flagi UE;
  • znieważenie reporterki [Gazety Wyborczej – zobacz].

Pobicia trzech kobiet nie ma na liście, podobnie jak dziesiątek innych zdarzeń, opisanych w mediach (też na OKO.press).

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym