„Boże Ciało” Jana Komasy znalazło się w piątce filmów zagranicznych nominowanej do Oscara 2020. "W USA, gdzie trwa podobna do polskiej wojna kultur, film zyskał uznanie, bo przekracza pęknięcie kraju na pół - scenarzysta Mateusz Pacewicz opowiada OKO.press o wyprawie twórców filmu do Hollywood, która mogła zdecydować o sukcesie

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej ogłosiła w poniedziałek 13 stycznia 2020 listę nominowanych do Nagród Akademii, czyli Oscarów. W kategorii „najlepszy pełnometrażowy film międzynarodowy” nominację otrzymała polska fabuła „Boże Ciało”  w reżyserii Jana Komasy. Czy dostanie statuetkę, dowiemy się w niedzielę 9 lutego podczas gali w Los Angeles.

Dotychczas polskie filmy były nominowane do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny (dawna nazwa kategorii) 11 razy. Komasa dołącza do grona nominowanych w tej kategorii polskich reżyserów – Jerzego Kawalerowicza, Romana Polańskiego, Andrzeja Wajdy, Pawła Pawlikowskiego i Agnieszki Holland.

Polski film otrzymał statuetkę tylko raz – była to „Ida” Pawlikowskiego w 2014 roku.

„Chciałem, by »Boże ciało« mówiło o potrzebie duchowości i cenie, jaką płacimy za prawdę. Dziś, gdy kwestionowane są autorytety, także Kościoła, ludzie potrzebują kogokolwiek, kto ma czyste intencje, nawet jeśli tym kimś jest oszust” – mówił OKO.press Komasa.

Wyprawa do Hollywood. Opowiada scenarzysta Mateusz Pacewicz

Jan Komasa jest jeszcze w USA, gdzie razem ze scenarzystą filmu Mateuszem Pacewiczem i Bartoszem Bielenią, odtwórcą głównej roli, brali udział w 10-dniowej promocji filmu. W tych ostatnich dniach członkowie Akademii Filmowej zdecydowali, by z tzw. szortlisty 10 nominowanych filmów zagranicznych, ogłoszonej 16 grudnia 2019, wybrać ostatecznie:

  • „Boże ciało” (reż. Jan Komasa);
  • francuskich „Nędzników” (reż. Ladj Ly),
  • macedońską „Krainę miodu” (reż. Tamara Kotevska i Ljubo Stefanov),
  • południowokoreański „Parasite” (reż. Bong Joon-ho) – przez wielu uważany za faworyta,
  • hiszpański „Ból i blask” (reż. Pedro Almodóvar).

O tej wyprawie do Hollywood opowiada OKO.press 27-letni scenarzysta Mateusz Pacewicz:

„Promocja w Stanach mogła zdecydować, że ostatecznie znaleźliśmy się w oscarowej piątce. Janek [Komasa] miał 50 spotkań, nie wiem, jak on to wytrzymał, ja miałem »tylko« osiem. Doskonale przyjęto pokazy »Bożego ciała« na festiwalu w Palm Springs (Palm Springs International Festival, 2-13 stycznia – red.), gdzie dostaliśmy dwie nagrody – dla Bartka [Bieleni], którego uduchowiona kreacja wszędzie budzi zachwyty i dla najlepszego filmu przyznane przez jury młodych. Duże zainteresowanie budziły nasze Q&A, czyli wywiady, gdzie pytano o wszystko: duchowość, Kościół, politykę, polską prawicę, homofobię, wiarę i oczywiście o sprawy warsztatowe.

Przed Hollywood myślałem, że szortlista 10 nominowanych filmów to będzie koniec naszych sukcesów, ale w USA zaczęliśmy mieć nieśmiałą nadzieję. Najważniejsze były rozmowy z członkiniami i  członkami Akademii Filmowej, podczas specjalnych spotkań i przyjęć. Byliśmy też zapraszani do domów – taki high life, egzotyczne doświadczenie, jak z filmu. Wszędzie słyszeliśmy, że »Boże ciało« się im podoba, więcej – że jest dla nich ważne, mówi o czymś istotnym.

Kluczowe jest to, że Stany są – tak jak Polska –  podzielone na dwa »plemiona«, które żyją w stanie wojny kulturowej, równie drastycznej jak nasza. Toczą ją ze sobą »coastal states« (stany na obu wybrzeżach) i – pogardliwie nazywane przez liberałów – »flight over states« (czyli środek USA, nad którym przelatuje się lecąc z Nowego Jorku do Los Angeles). Te stany środka – konserwatywne, silnie religijne – stanowią zaplecze Trumpa.

Kilka największych studiów filmowych Hollywood chce produkować serialową wersję „Bożego Ciała”, jak mi mówili, właśnie dlatego, że nasz film nie ma w sobie żadnej pogardy, ani nie jest protekcjonalny, tylko na serio pokazuje wartości, jakie mogą narodzić się we wspólnocie, w tej Ameryce środka, czy Polsce środka, jeśli tak ją nazwać.

W Stanach odbierali nasz film jako optymistyczne wskazanie, że możliwe jest przekroczenie narracyjnego pęknięcia, jakie mamy też w Polsce. W Europie Zachodniej religia jest mniej obecna, ta »herezja«, jaką tworzy bohater »Bożego ciała« jest odbierana bardziej jako postawa duchowa czy odrzucenie Kościoła.

Dla Amerykanów – nawet niewierzących jak ja – film rezonuje, bo przywraca »dobrą nowinę«, pokazuje religię, jaka mogłaby być – choć nie jest – otwartą, dobrą. Okazuje się, że można tak opowiadać o doświadczeniu ludzi wierzących, bez bałwochwalstwa, ale też bez politycznej krytyki.

Poza tym »Boże ciało« jest jednak filmem (śmiech). Bardzo się podobał Bartek, inne aktorki i aktorzy, prowadzenie aktorów i w ogóle wspaniała robota reżyserska Janka [Komasy], ikonograficzne zdjęcia Piotra [Sobocińskiego], a także fakt, że scenariusz jest klasyczny, po Bożemu, co w kinie europejskim nie jest częste. Klasycznie opowiedziana historia.

Jeszcze słowo o moim scenariuszu. Wszyscy mnie pytają, jak się czuję z takim debiutem. Oczywiście jeszcze się nie oswoiłem z tym wszystkim, co się wydarzyło od Festiwalu w Wenecji (we wrześniu 2019 – red.), jest to wspaniałe, ale też momentami trudne, taka zmiana roli. Z drugiej strony, pracuję nad tym pomysłem od wielu lat, to była moja prywatna szkoła filmowa, kilka pierwszych wersji scenariusza było bardzo złych, parę spaliłem, wykasowałem z dysków, obecna wersja była trzecią już mniej więcej dobrą. Poza tym miałem niesamowite szczęście do ludzi, żeby wymienić tylko Krzysztofa Raka i Janka Komasę i w ogóle całą ekipą »Bożego ciała«.

Nie odbieram sukcesu scenariusza jako indywidualnego, dużo się musiało wydarzyć między nami, że opowieść jest taka, jaka jest.

To także sukces promocji mimo bez porównania mniejszych środków niż wielu rywali. Ogromne zasługi ma tu Ania Kot z Aurum Film, a także amerykańska Accolade PR i nasz agent sprzedaży New Europe Film Sales Jan Naszewski” – mówi Mateusz Pacewicz.

Daniel, który udawał księdza

„Boże ciało” to opowieść o 20-letnim Danielu, chłopaku z przestępczą przeszłością, który udaje księdza. Film obnaża grzechy Kościoła instytucjonalnego (ksiądz, którego zastępuje Daniel, jest alkoholikiem), pokazuje hipokryzję i nietolerancję parafialnej społeczności, ale ukazuje też drogę do Boga, jaką podąża podający się za księdza chłopak.

Scenariusz filmu w luźny sposób nawiązuje do autentycznej historii, którą autor opisał w 2014 roku w reportażu „Kamil, który księdza udawał” („Duży Format”, reporterski dodatek „Wyborczej”), a potem w książce reporterskiej „Kazanie na dole”.

19-letni Kamil (imię zmienione) pojawił się w 2011 roku w Dobrzycach (nazwa zmieniona), przedstawił jako 26-latek świeżo po seminarium i przez kilka miesięcy w zastępstwie proboszcza prowadził parafię, odprawiał nabożeństwa, spowiadał.

Gdy sprawa wyszła na jaw, w lipcu 2011 roku sąd skazał go jedynie z art. 61 Kodeksu wykroczeń na grzywnę 300 zł. Zdecydowały zeznania parafian, którzy początkowo oburzeni, znajdywali coraz więcej pozytywów w pracy Kamila.

Doceniony w Polsce i zagranicą

Historia, którą opowiedział Komasa, trafiła do międzynarodowej publiczności i krytyków. Na prestiżowym festiwalu filmowym w Wenecji w konkursie „Giornate degli autori” „Boże Ciało” zdobyło dwie nagrody: Label Europa Cinemas oraz Inclusive Award Edipo Re dla „filmów, które niosą humanistyczne wartości”.

Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni film otrzymał nagrody za reżyserię i scenariusz. Teraz powalczy o najgłośniejszą nagrodę filmową na świecie.

W Polsce film zobaczyło prawie 1,5 miliona widzów. Prawa do dystrybucji sprzedano do ponad 50 krajów.

„Chciałem, by »Boże ciało« było filmem o potrzebie duchowości i cenie, jaką płacimy za prawdę. I o tej zniewalającej potrzebie odrzucania Innego, która jednych wywyższa, a innych poniża” – mówił OKO.press Jan Komasa, wcześniej reżyser „Miasta 1944” (2014) i „Sali samobójców” (2011).

„Różne struktury i instytucje, w tym Kościół katolicki, cieszyły się niegdyś społecznym zaufaniem i ludzie odwoływali się do ich autorytetu. Dziś jednak autorytety zostały zakwestionowane, więc ludzie rozpaczliwie potrzebują kogokolwiek, kto ma czyste intencje, nawet jeśli tym kimś jest oszust”.

Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.

Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Komentarze

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!