19 listopada 2022

Białoruska organizacja "Bronimy polskich patriotów” - to operacja dezinformacyjna [UJAWNIAMY]

Na Białorusi od kilkunastu miesięcy trwa operacja dezinformacyjna, wymierzona w Polskę. Stowarzyszenie byłego funkcjonariusza KGB zamierza chronić polskich patriotów przed prześladowaniami w Polsce. Za operacją prawdopodobnie stoją rosyjskie służby

Akcja realizowana jest pod płaszczykiem „ochrony praw człowieka”. Prawa te mają być naruszane w Polsce, za to chronione na reżimowej Białorusi, co jest oczywistą nieprawdą.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Niestety, w operacji uczestniczą Polacy. Wykorzystywany jest nawet nieżyjący Emil Czeczko – były polski żołnierz, który zdezerterował i uciekł na Białoruś. Był pierwszą osobą przedstawianą w ramach tej operacji jako prześladowany Polak. Najnowszym „bohaterem” jest kontrowersyjny prorosyjski aktywista Wojciech Olszański, który 1 listopada trafił do więzienia. Ma odsiedzieć półroczny wyrok za nawoływanie do popełnienia zbrodni.

Demonstracja przed ambasadą

11 listopada przed ambasadą Polski w białoruskim Mińsku odbyła się niewielka demonstracja. Kilkanaście osób stanęło ze zdjęciami Wojciecha Olszańskiego. „Uwolnić więźnia politycznego!” – można było przeczytać na trzymanych przez nich plakatach.

Olszański to jeden z liderów tak zwanego ruchu kamrackiego, który gromadzi osoby o poglądach antysystemowych. Ostatnio ogłosił, że zakłada partię. Kiedy na początku listopada został zatrzymany, członkowie ruchu kamrackiego natychmiast zaczęli domagać się jego uwolnienia. Twierdzili, że jest więźniem politycznym. To hasło powtórzyli Białorusini, protestujący przed polską ambasadą w Mińsku.

Demonstracja przed polską ambasadą w Mińsku 11 listopada. Na pierwszym planie Dmitrij Bielakow.

Demonstracją kierował Dmitrij Bieliakow, Białorusin, szef organizacji Centrum Sistemnaja Prawozaszczyta (Centrum Systemowej Obrony Praw Człowieka). Powstała ona jesienią 2021 roku, gdy nasilił się kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Bieliakow zajmował się na początku sytuacją uchodźców.

O kryzysie informował wyłącznie w sposób zgodny z oficjalną białoruską propagandą. A gdy temat przycichł, kontynuował działalność, choć w nieco zmienionej formie. Trafiło do niego trzech Polaków, którzy w ostatnim roku zdecydowali się wyjechać na reżimową Białoruś i wystąpić o azyl polityczny z powodu „prześladowań w Polsce”.

Propaganda z udziałem Emila Czeczko

Pierwszym był Emil Czeczko, żołnierz służący w 11. Mazurskim Pułku Artylerii. Został wysłany na służbę na granicy z Białorusią. 16 grudnia 2021 roku zdezerterował. Przeszedł na stronę białoruską i zwrócił się do lokalnych władz o udzielenie mu azylu politycznego. Twierdził, że powodem jego dezercji był brak zgody na zły sposób traktowania uchodźców na granicy przez polskie służby.

Później okazało się, że Emil Czeczko miał na koncie wyrok za znęcanie się nad matką, a kilka dni przed dezercją został zatrzymany za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu i narkotyków.

Na Białorusi natychmiast wykorzystano go do działań propagandowych. Udzielił wywiadu białoruskiej telewizji. Stwierdził, że polscy funkcjonariusze strzelają do uchodźców. W kolejnych wywiadach opowiadał coraz bardziej kontrowersyjne rzeczy: że żołnierzy upijano, a dopiero gdy byli pod wpływem alkoholu, wręczano im broń i kazano strzelać do migrantów; że na granicy polsko-białoruskiej doszło do ludobójstwa; że zabijał 20 osób dziennie.

Regularnie pojawiał się też na Telegramowym kanale @legal_system, należącym do organizacji Dmitrija Bieliakowa. To zresztą właśnie Bieliakow „opiekował się” Czeczko: wynajął mu mieszkanie, opowiadał o jego losach w białoruskich i rosyjskich mediach, zorganizował mu konferencję prasową.

Emil Czeczko podczas nagrania w biurze białoruskiego Centrum Bieliakowa. Zrzut ekranu z kanału YouTube

Niewyjaśniona śmierć

Nagle 17 marca 2022 roku białoruskie służby śledcze poinformowały, że Emil Czeczko nie żyje. Znaleziono go powieszonego w mieszkaniu. Chociaż wszczęto śledztwo, okoliczności jego śmierci nie zostały wyjaśnione do dziś.

Martwego mężczyznę w wynajmowanym mieszkaniu znalazł jako pierwszy nie kto inny tylko Bieliakow. Jak później wyjaśniał, miał zapasowe klucze do lokalu. Gdy Polak nie pojawił się rano w biurze, po kilku godzinach poszedł sprawdzić, czy wszystko w porządku. I znalazł go nieżywego. Czeczkę pochowano dopiero dwa miesiące później na polskim cmentarzu wojennym z okresu wojny polsko-bolszewickiej w 1919 roku.

Relacja z pogrzebu Emila Czeczko

Mogłoby się wydawać, że propagandowy incydent Emila Czeczko zakończy się wraz z jego śmiercią. Ale tak się nie stało. W ostatnich dniach lipca niedaleko jednego z polsko-białoruskich przejść granicznych pojawił się duży billboard ze zdjęciem Czeczki i napisem: „Mam czyste sumienie, a Ty?”. Billboard kierował do kanału na platformie Telegram @legal_system, należącego do Centrum Bieliakowa.

Metamorfozy Bieliakowa

Przyjrzyjmy się bliżej temu aktywiście. Prowadzi on obecnie kilka kanałów informacyjnych:

- wspominany już @legal_system - oficjalne konto organizacji Centrum Sistemnaja Prawozaszczyta na Telegramie, istniejący od 28 września 2021 roku (1,7 tys. obserwujących),

- Sistemnaja Prawozaszczyta na YouTube (16 tys. obserwujących), wcześniej funkcjonujący pod nazwą InfoSpecNaz,

- kanał na Tik Toku @system_prawo (14,3 tys. obserwujących),

- #Bieliakow (2,6 tys. obserwujących), czyli własny, autorski, który ma zaskakującą nazwę użytkownika @chinablogs. Wcześniej nazywał się tak jak kanał na YouTube: InfoSpecNaz.

Ta zmiana nazw to nie przypadek – zmieniają się wtedy, gdy Bieliakow przechodzi zawodową metamorfozę, a miał ich już kilka. Wiemy o tym dzięki dziennikarskiemu śledztwu, jakie w 2020 roku przeprowadził portal reform.by.

Okazało się, że Dmitrij Bieliakow to absolwent państwowej białoruskiej Akademii Wojskowej, przeszkolony w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Według reform.by był on również oficerem służby specjalnej. Mężczyzna zresztą wcale tego nie ukrywał, w sierpniu 2020 roku w propagandowym talk-show na rosyjskim kanale Zvezda został oficjalnie przedstawiony jako „emerytowany podpułkownik KGB” (białoruskiej służby specjalnej).

Po odejściu z KGB Bieliakow pracował w Ministerstwie Gospodarki, a w 2016 roku trafił do Białorusko-Chińskiego Centrum Analitycznego Rozwoju. Kilka razy podróżował do Chin i właśnie wtedy zaczął specjalizować się w tej tematyce. Ale w 2017 roku zniknął z białoruskich instytucji.

Współpracował za to z rosyjskim portalem Sonar2050 jako ekspert ds. Chin i Wschodu, i próbował swoich sił w rozmaitych przedsięwzięciach. W końcu założył własną organizację – Ośrodek Badań nad Perspektywami Integracji Państw Członkowskich EAUG – oraz kanał na Telegramie @chinablogs.

Nowa marka: InfoSpecNaz

Sporo podróżował. Był na Krymie i w Doniecku, już po zajęciu tych ukraińskich terytoriów przez Rosję. Dwukrotnie odwiedził rosyjski propagandowy obóz wojskowo-patriotyczny niedaleko krymskiej Eupatorii. Współpracował z Rosyjskim Centrum Kulturalno-Oświatowym w Ługańsku. Wielokrotnie uczestniczył w konferencjach w Rosji lub organizowanych przez prorosyjskie organizacje.

W 2020 roku Bieliakow stworzył własny projekt – InfoSpecNaz. Uruchomił go zaraz po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi, w okresie masowych protestów. Zamierzał prowadzić działalność informacyjno-edukacyjną, walczyć z fake newsami i przekazywać rzetelne (czytaj: zgodne z przekazem łukaszenkowskiej administracji) informacje na temat sytuacji na Białorusi.

Dosłownie z dnia na dzień ten ekspert od stosunków międzynarodowych stał się specjalistą od „zachodnich kolorowych rewolucji” i komentował działania białoruskiej opozycji oraz służb specjalnych. Stał się częstym gościem najważniejszych kanałów telewizji… rosyjskiej.

Wtedy przemianował swój kanał na Telegramie @chinablogs na InfoSpecNaz, założył też dwa kanały lokalne – InfoSpecNaz Grodno i InfoSpecNaz Mozyrz oraz kanał na YouTube. Rozpowszechniał tam państwową propagandę. Udzielał wsparcia białoruskim funkcjonariuszom, którzy na ulicach brutalnie rozprawiali się z protestującymi. Uczestniczył też w wiecach poparcia dla Łukaszenki.

Uruchomił nawet sklep internetowy z gadżetami, na których nadrukowano prorządowe hasła. Naprawdę mocno angażował się budowanie marki InfoSpecNaz – gromadził wokół siebie zwolenników, żołnierzom rozdawał firmowe bransoletki. Co ciekawe – mimo tak propaństwowej działalności białoruskie władze nie pozwoliły mu w 2020 roku zarejestrować prorosyjskiej organizacji „Zjednoczona Ojczyzna”.

Zirytowało to Bieliakowa. „Oni po prostu duszą patriotów, pozbawiając ich możliwości legalnej obrony swoich interesów. Dzieje się to wbrew instrukcjom głowy państwa i jego ekipy” – pisał na swoim koncie na Facebooku.

Bieliakow w kolejnej roli

We wrześniu 2021 roku Bieliakow przeszedł kolejną metamorfozę: zlikwidował markę InfoSpecNaz. Jego kanały informacyjne znów zmieniły nazwy. Emerytowany (choć zaledwie czterdziestokilkuletni) funkcjonariusz KGB zarejestrował stowarzyszenie Centrum Sistemnaja Prawozaszczyta i nagle stał się obrońcą praw człowieka.

Na nowym kanale na Telegramie - @legal_system – atakował Polskę. Zarzucał naszemu państwu nieludzkie traktowanie migrantów, łamanie praw międzynarodowych, nie wspominając przy tym ani słowem o tym, w jaki sposób reżim białoruski narusza prawa człowieka. Raz pojechał nawet do obozu migrantów na Białorusi i rozdawał im dary z pomocy charytatywnej.

Na swoich kanałach internetowych rozpowszechniał głównie przekazy z mediów rosyjskich. Był też do nich często zapraszany. Od wybuchu wojny w Ukrainie Bieliakow donosi o sytuacji na froncie, stale cytując rosyjskie przekazy. Informacje białoruskie na jego kanałach pojawiają się znacznie rzadziej.

Kilkukrotnie pisał, że Polska przygotowuje się do rozbioru Ukrainy – to fałszywa narracja, którą od kilku miesięcy rozpowszechnia rosyjska propaganda. Udostępniał też rosyjskie fałszywki – podrabiane oficjalne dokumenty polskie i ukraińskie.

W sierpniu zaś w Smoleńsku uczestniczył w posiedzeniu Międzynarodowego Okrągłego Stołu, podczas którego rosyjscy i białoruscy historycy debatowali na temat: „Armia Krajowa – bohaterowie współczesnej Polski czy międzynarodowi zbrodniarze?”.

Bieliakow poinformował tam o realizacji międzynarodowego projektu, zajmującego się ujawnianiem fałszerstw historycznych. „Jednym z nich będzie studium historii Armii Krajowej, zaangażowanej w ludobójstwo ludności białoruskiej” – podał portal smoldaily.ru.

Tu trafiają „prześladowani”

Właśnie do Bieliakowa trafili uciekający z Polski Polacy - nie tylko Emil Czeczko, ale też dwaj kolejni: Marcin Mikołajek i Michał Miśtal. Ten ostatni prezentowany był na kanałach Bieliakowa zaraz po przybyciu na Białoruś, potem zniknął. Natomiast Mikołajek przez jakiś czas był jednym z głównych bohaterów kanału @legal_system – zastąpił w tej roli nieżyjącego Emila Czeczko.

Gdy Mikołajek wyjechał na Białoruś i poprosił o azyl polityczny, głos zabrał Stanisław Żaryn, zastępca ministra koordynatora ds. służb specjalnych. Napisał na Twitterze, że Mikołajek to „prorosyjski aktywista, który od lat prowadził działalność zbieżną z propagandą Kremla. Szczególnie mocno angażował się w publikowanie treści przeciwko Ukrainie. Rozpowszechniał materiały, które fałszowały prawdę o rosyjskiej okupacji Krymu i wschodniej Ukrainy. Popierał działania rosyjskie przeciwko Ukrainie. W 2022 roku Ukraina wydała wobec niego zakaz wjazdu - za przekroczenie granicy UA na przejściu kontrolowanym przez Rosję”.

ABW skierowało w jego sprawie wniosek do prokuratury, dotyczący możliwości popełnienia przestępstwa pochwalania wojny napastniczej. Żaryn dodawał: „Marcin M. zarzuty usłyszał 31 maja. Przyznał się do zamieszczania treści, które były podstawą do działań ABW i Prokuratury. Po tym wydarzeniu M. zaczął się pojawiać w propagandowych materiałach białoruskich mediów, gdzie atakuje Polskę i rzuca insynuacje”.

Zrzut ekranu tweeta Stanisława Żaryna
mikolajek_zaryn

Mikołajek zaprzeczył tym informacjom. W nagraniach udostępnianych przez Centrum mówił, że wyjechał z Polski, ponieważ „nie zgadza się z polityką zagraniczną, którą prowadzi polski rząd”. Podkreślał, że „nigdy nie został skazany”, nie ma na swoim koncie żadnego wyroku i nie zrobił niczego wbrew polskiemu prawu.

Uchodźca polityczny? Tak, ale w Rosji

W ostatnich dniach października Mikołajek oficjalnie otrzymał azyl polityczny. Co ważne, status uchodźcy przyznano mu w Rosji, nie na Białorusi. Mikołajek pozował do zdjęć z nowym dokumentem w rosyjskim Jekaterynburgu, w towarzystwie znanego rosyjskiego propagandzisty Andrieja Guselnikova i rosyjskiej działaczki Jekateriny Ipatowej z Kompanii Ochotniczej Bractwa Bojowego.

Marcin Mikołajek w towarzystwie Rosjan chwali się rosyjskim dokumentem azylowym.

Do Jekaterynburga trafił zresztą już w sierpniu, o czym sam poinformował w specjalnie nagranym wideo. A potem przekonywał na kanale Bieliakowa, że w Rosji nie widać żadnych negatywnych skutków zachodnich sankcji.

„Polska elita twierdzi, że w Rosji niczego nie ma z powodu sankcji – mówił, przechadzając się po rosyjskim sklepie. – A ja znam takie miejsce, gdzie nawet cukier jest, w odróżnieniu od Polski. Jak ktoś chce, mogę wysłać parę kilo”.

Nowi „bohaterowie”: Olszański i Osadowski

W sierpniu na kanale Bieliakowa pojawił się, poza Mikołajkiem, również rozpoznawalny w Polsce duet polskich działaczy prorosyjskich: Wojciech Olszański i Marcin Osadowski. W wywiadzie Olszański tak przemawiał do Białorusinów:

„Obserwuję prezydenta Łukaszenkę od ponad 20 lat. I powiem Wam ja, Polak: jeśli w Boga wierzycie, to powinniście w cerkwiach i kościołach codziennie modlić się, żeby wasz prezydent był zdrowy, długo żył i długo trzymał władzę. Módlcie się za to. Ponieważ on pokazał, że jest człowiekiem niezłomnym, jest mężem stanu. (…) Jesteście białymi ludźmi. A biały człowiek jest dla globalisty języczkiem u wagi, bo jest przeważnie chrześcijaninem, ma chrześcijański system wartości”.

A Osadowski dodał: „Jest piękną, czystą rasą!”

Screen z kanału @legal_system. Na zdjęciu Marcin Osadowski i Wojciech Olszański
Marcin Osadowski i Wojciech Olszański w materiale wideo, opublikowanym przez kanał Bieliakowa na Telegramie.

Od tego momentu Olszański z Osadowskim co jakiś czas byli pokazywani na @legal_system. A gdy w Polsce aresztowano Olszańskiego (aby odbył zasądzony mu wcześniej wyrok), Bieliakow i jego współpracownicy w ramach akcji „Uwolnić Wojtka Olszańskiego” zorganizowali opisaną wcześniej demonstrację pod polską ambasadą w Mińsku.

„Wspierajmy polskich patriotów! Za demokrację i wolność słowa! Za pokój między narodami!” – tak na kanale @legal_system namawiano do udziału w proteście.

Fundacja im. Czeczko już zarejestrowana

Odrobinę wcześniej Bieliakow poinformował, że zarejestrował w Mińsku nową organizację – Fundację im. Emilia Czeczko. „Celem tej fundacji jest prowadzenie działalności charytatywnej, wspieranie inicjatyw i programów społecznych, kulturalnych, edukacyjnych, dobroczynnych i innych społecznie użytecznych” – napisano w komunikacie.

Bieliakow pochwalił się też pomysłem, by ufundować nagrodę im. Emila Czeczko i przyznawać ją osobom zasłużonym w walce o prawa człowieka. A wolontariuszka Swietłana namawiała „polskich patriotów” do przyjazdu na Białoruś: „Jeśli macie jakieś problemy w Polsce, z radością przywitamy was na Białorusi. A nasze Centrum udzieli Wam pomocy” – przekonywała.

Rozgrywający się tu absurd przekazowy trzeba wyraźnie zobaczyć. Oto do przyjazdu na Białoruś namawiają Polaków działacze z organizacji funkcjonującej w autorytarnym państwie, rządzonym przez reżim Łukaszenki. To w tym państwie w 2020 roku doszło do masowych aresztowań. Protestujących zabijano, torturowano i bezprawnie przetrzymywano. Dziesiątki osób, skazanych w politycznych procesach, wciąż odsiadują kary więzienia. W aresztach i łagrach znajdują się także dziennikarze współpracujący z polską stacją TV Biełsat i innymi mediami, a nawet działacze polskiej mniejszości narodowej.

W ostatnich latach administracja Łukaszenki zlikwidowała wszystkie niezależne organizacje praw człowieka, ich aktywistów nękano i więziono. A teraz założone przez byłego wojskowego KGB stowarzyszenie przekonuje, że Białoruś będzie chronić polskich patriotów przed prześladowaniami w Polsce! Polskie władze w ostatnich latach wielokrotnie naruszały prawa człowieka, jednak skala tych naruszeń jest nieporównywalna do nielegalnych działań reżimu Łukaszenki.

Bieliakow chce być widoczny w Polsce

To typowe dla rosyjskiej lub białoruskiej propagandy stawianie rzeczywistości na głowie jest celowym zabiegiem: agresorzy stają się ofiarami, a ofiary – agresorami. Dochodzi do odwrócenia podstawowych wartości. Świat staje się chaotyczny i łatwo się w nim pogubić. I o to chodzi – wśród pogubionych ludzi służby specjalne mogą łatwiej realizować swoje cele.

Tego rodzaju działania służb krajów wschodnich są obserwowane od lat. Operacja Bieliakowa zwraca jednak szczególną uwagę z kilku powodów. Po pierwsze: stanowi jakiś ciąg dalszy kryzysu granicznego między Polską a Białorusią, choć rozgrywa się głównie w przestrzeni informacyjnej.

Po drugie: choć jest realizowana na Białorusi, historia Bieliakowa oraz losy Marcina Mikołajka wskazują, że za całą akcją stoją rosyjskie służby. A to oznacza, że rosyjski wywiad może dziś w państwie Łukaszenki bez problemu realizować własne działania operacyjne.

Po trzecie wreszcie: działania Bieliakowa i jego organizacji są przygotowywane w taki sposób, by były widoczne i docierały do Polski. Billboard na przejściu granicznym, protest przed ambasadą, promowanie Olszańskiego i Osadowskiego, wykorzystywanie Polaków do celów propagandowych – w ten sposób Centrum Bieliakowa zwraca na siebie uwagę.

Operacja wciąż się rozwija

Na tym etapie nie wiemy, czemu rosyjskim służbom zależy, by przyciągać uwagę polskich mediów i służb do Bieliakowa. Ale podobnie jest ze słynną aferą mailową. W jej przypadku także nie w pełni orientujemy się, jaki cel przyświeca realizującym ją funkcjonariuszom z Białorusi i Rosji. Nie ma natomiast wątpliwości, że o Bieliakowie jeszcze usłyszymy, w kontekście Polski oczywiście. Najnowsze działania w ramach opisywanej operacji dowodzą, że wciąż się ona rozwija.

Chyba że znów coś się zmieni, a emerytowanemu funkcjonariuszowi KGB przyjdzie wcielić się w eksperta w jakiejś innej dziedzinie. Wtedy może się okazać, że jego „prawnoczłowiecze” organizacje w krótkim czasie znikną bez śladu. A Polska przestanie być dla niego ważna równie szybko, jak poprzednio Chiny.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne