W sobotę ulicami Warszawy przeszedł ONR. Problem ze skrajną prawicą ma jednak nie tylko Polska. W całej Europie od wielkiego kryzysu 2007-2008 rosną mniej lub bardziej ekstremalne prawicowe partie, odwołujące się do dziedzictwa dwudziestowiecznych faszyzmów. Od węgierskiego Jobbiku, przez Partię Prawdziwych Finów po Front Narodowy we Francji

Skrajną prawicę w Europie podzielić możemy na trzy grupy:

  • partie otwarcie odwołujące się do faszyzmu – politycznych idei i form organizacyjnych faszyzmu (umundurowanie, towarzyszące partii organizacje paramilitarne), wprost sięgające po rasistowskie hasła i kontestujące liberalną demokrację (jeśli nie demokrację w ogóle);
  • przechowalnie faszystów – partie, które same nie identyfikują się jako faszystowskie, ale były infiltrowane przez takie środowiska i do dziś stanowią pomost między ekstremalnymi środowiskami a normalną, wyborczą polityką demokracji liberalnej;
  • antyimigranckie, populistyczne partie, które wcześniej nie miały organizacyjnie nic wspólnego ze skrajną prawicą typu faszystowskiego, dziś jednak przesuwają się w swojej retoryce na podobne do niej pozycje.

Panowie w mundurkach

W pierwszej grupie są dziś w Europie trzy partie: węgierski Jobbik, grecki Złoty Świt i Partia Ludowa Nasza Słowacja.

Złoty Świt odwołuje się do politycznej tradycji wojskowej dyktatury Ioannisa Metaxasa (1936-41), PLNS do klerofaszystowskiego Państwa Słowackiego księdza Tiso. Jobbik straszy pozwami tych, którzy nazywają go „partią faszystowską”. W 2014 roku przegrał jednak w tej sprawie proces przed węgierskim sądem z historykiem Laszlo Karsaiem. Jak głosi raport Counter Extremist Project, Jobbik łączy kult faszystowskiego dyktatora Węgier Miklósa Horthy’ego, nostalgię za Wielkimi Węgrami sprzed traktatu z Trianon, z antysemicką i antyromską retoryką.

Niechęć do obcych łączy wszystkie trzy siły. Złoty Świt atakuje uchodźców, słowiańskie i tureckie mniejszości na terenie Grecji. Partia opowiada się za ich wysiedleniem z Grecji i rozszerzeniem granic obecnego państwa greckiego o Macedonię, część Albanii, a nawet Stambuł – który jako Konstantynopol wrócić powinien do greckiej macierzy. PLNS posługuje się silną anty-romską i anty-uchodźczą retoryką. Łączy się z niechęcią do Unii Europejskiej, NATO i globalizacji.

Wszystkie trzy ugrupowania miały też problemy z prawem.

Liderzy PLNS, z wodzem partii Marianem Kotlebą na czele, wywodzą się z faszyzującej organizacji Bractwo Słowackie. W 2006 roku Kotleba próbował przekształcić Bractwo w partię polityczną – w ten sposób powstała Słowacka Jedność – Partia Narodowa. Partia opowiadała się m.in. za ograniczeniem powszechnego prawa głosu w wyborach i zastąpieniem reprezentacji politycznej narodu „stanową”. Z tego powodu została zdelegalizowana przez słowacki sąd najwyższy – był to jedyny taki przypadek w historii niepodległej Słowacji. Nauczony doświadczeniem Kotleba złagodził trochę retorykę nowej partii. Zrezygnował też z paradowania w mundurach nawiązujących do faszystowskiej Słowacji ks. Tiso – w których wcześniej często występował publicznie.

W mundurach nawiązujących do strojów węgierskich faszystów paradowała na ulicach także Gwardia Węgierska – paramilitarne skrzydło Jobbiku, zdelegalizowane przez węgierski sąd w 2009 roku. Gwardia została uznana za organizację zagrażającą prawom mniejszości etnicznych – głównie romskich, wiele jej przemarszów i publicznych aktywności miało na celu sterroryzowanie romskich społeczności.



Także Złoty Świt znany był z aktów przemocy wobec mniejszości i środowisk lewicowych. Jak stwierdziła w raporcie Amnesty International, działaczom partii zapewniała ochronę liczna obecność jej sympatyków w szeregach greckiej policji. Miarka przebrała się w 2013 roku, gdy sympatycy partii zamordowali znanego, antyfaszystowskiego rapera Pavlosa Syssasa. Czołowi działacze partii, w tym posłowie, zostali wtedy aresztowani pod zarzutami kierowania organizacją przestępczą.

Proces utknął jednak w sądzie, a w wyborach w 2014 roku Złoty Świt zdobył prawie 7 proc. głosów i 17 mandatów. Jobbik w wyborach parlamentarnych 2014 roku zdobył jedną piątą głosów i jest trzecią siłą w węgierskim parlamencie. Partia Kotleby ma 14 deputowanych w Radzie Narodowej Słowacji, a sam Kotleba jest gubernatorem regionu Bańska Bystrzyca.

Przechowalnie faszystów

Druga grupa to prawicowe partie, które bardzo dbają, by wprost nie sprawiać wrażenia faszystowskich. A jednak tworzą je działacze o faszystowskiej przeszłości. Poziom takiej infiltracji jest różny. Czterech (z 38.) posłów populistycznej, antyimigranckiej Partii Prawdziwych Finów związanych miało być z otwarcie faszyzującą organizacją Soumen Sisu. Jednego z nich wyrzucono z partii, po tym, gdy zrobiono mu zdjęcie, jak wykonuje faszystowskie pozdrowienie przed fińskim parlamentem.

Z kolei partię Interes Flamandzki, dysponującą trzema (z 87.) mandatami w belgijskim parlamencie,  założyli działacze znani z bratania się z belgijskimi weteranami SS. Działacze ci wcześniej aktywni byli w partii Blok Flamandzki – ta jednak musiała zostać rozwiązana, gdy jej wiceprzewodniczący, Roeland Raess, w wywiadzie dla holenderskiej telewizji w 2001 roku zakwestionował liczbę żydowskich ofiar Zagłady i podał w wątpliwość autentyczność dziennika Anny Frank.

IF unika tego typu wypowiedzi, skupia się na flamandzkim nacjonalizmie, neoliberalnych postulatach ekonomicznych, opozycji wobec migracji i multikulturalizmu.



Podobną historię ma Austriacka Partia Wolności (FPÖ). Założona w 1956 roku stanowiła przystań dla dawnych austriackich nazistów. Jej program zawsze był nacjonalistyczny, ale łączył się z wolnorynkowym, liberalnym populizmem. Faszyzacja partii następuje pod kierownictwem Jörga Haidera – pozytywnie wypowiadającego się o różnych aspektach polityki Hitlera i zaostrzającego antyimigrancką, antyeuropejską retorykę. Obecny szef partii, Heinz-Heinrich Strache, jest uważany za ucznia Haidera. Znany jest z antysemickich wyskoków. W 2012 roku na swój profil na Facebooku wrzucił karykaturę przedstawiającą żydowskiego bankiera ze spinkami do mankietów z gwiazdami Dawida.

Partia jednak walczy o centrum austriackiej sceny i oficjalnie od antysemityzmu się odcina. Sam Strache w zeszłym roku odwiedził pomnik ofiar Zagłady w Yad Vashem i zapewnił, że „w jego partii nie ma miejsca dla antysemitów”. FPÖ walczyła wtedy o austriacką prezydenturę, jej kandydat Norbert Hofer zmierzył się w drugiej turze z kandydatem Zielonych.

Marine i jej uczniowie

Jeszcze bardziej w centrum pozycjonować próbuje się Front Narodowy, którego liderka, Marine Le Pen, będzie w niedzielę walczyła o Pałac Elizejski. Założony w 1972 roku Front łączył różne nurty francuskiej skrajnej prawicy: monarchistów, weteranów wojny w Algierii, nacjonalistów i jawnie faszyzujące organizacje (Ordre Noveau). Choć początkowo głównym tematem FN była nie migracja, ale radykalny antykomunizm i sprzeciw wobec lewicy w imię francuskiej tradycji, prawa i porządku, to od lat 80. Front jest przede wszystkim antyimigrancką, nacjonalistyczną, antyeuropejską partią.

Pierwszy lider Frontu Narodowego, Jean-Marie Le Pen, powiązany był ze skrajną prawicą (zwłaszcza środowiskami algierskich weteranów). Zdarzały się mu też wystąpienia o charakterze antysemickim czy banalizującym Zagładę („komory gazowe to szczegół historii II wojny światowej”). Jego córka starannie unika takich kontrowersji. Włożyła wiele wysiłku, by zdjąć z Frontu łatkę skrajnej, faszyzującej, „toksycznej” partii. W jej FN jest miejsce dla otwartych gejów, Marine usunęła ojca z partii.

W drugiej turze wyborów przedstawia się jako kandydatka, która przywróci Francję Francuzom, odbierając kontrolę nad krajem oderwanym od rzeczywistości, zaślepionym polityczną poprawnością elitom.

Front Narodowy pod przywództwem Marine Le Pen stał się wzorem dla wielu nowych, antyeuropejskich, antyimigranckich populistycznych, antyestablishmentowych partii: holenderskiej Partii Wolności, Alternatywy dla Niemiec czy czeskiej partii Świt – Narodowa Koalicja (lokalną, czeską specyfiką jest jej bardzo silnie antyromska retoryka).

Partie te nie miały początkowo wiele wspólnego z faszystowskimi organizacjami ekstremalnej prawicy. Jednak kiedy rosły, zaczęły się stawać atrakcyjne dla sympatyków podobnych poglądów, którzy włączając się w takie formacje mogą przenosić swoje idee do głównego nurtu polityki.

Wnioski dla Polski?

Wszystkie te skrajne siły zdobywały popularność wraz z politycznymi i gospodarczymi załamaniami. Jobbik pozostawał marginalną organizacją młodzieży akademickiej do czasu zapaści centrolewicowego rządu, odchodzącego w środku kryzysu ekonomicznego i oskarżanego o korupcję. Grecki kryzys dodał politycznego wiatru w żagle Złotemu Świtowi. Ciągłe problemy Francji z bezrobociem młodych i w zasadzie zerowym wzrostem gospodarczym wzmacniają partię Marine Le Pen i jej szanse na prezydenturę.

Widać też, że skrajna prawica rośnie w siłę najbardziej tam, gdzie nie ma populistycznej, radykalnej lewicy zdolnej inaczej zagospodarować niezadowolone głosy. Najlepiej widać to na przykładzie węgierskim. Nie wiadomo, jakie poparcie miałby Złoty Świt, gdyby nie Syriza. W Hiszpanii niezadowolone głosy zagospodarować była w stanie lewicowo-populistyczna Podemos, być może blokując przestrzeń dla prawicowego populizmu. Dynamiczna kampania lewicowego populisty Mélenchona pozbawiła zapewne Marine Le Pen zwycięstwa w pierwszej turze.

OKO pilnuje, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) “Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press