Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

„Wręczenie prezentu prezydentowi nie jest niczym niedozwolonym. Może jednak budzić kontrowersje, gdy obdarowującym jest wpływowy biznesmen, a opinia publiczna nie wie, czym jest ten prezent” – informują przedstawiciele Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

W sierpniu ubiegłego roku założyciel InPostu Rafał Brzoska wraz ze swoją żoną Omeną Mensah odwiedzili w Pałacu Prezydenckim. O sprawie informowała „Gazeta Wyborcza”. Z artykułu możemy się dowiedzieć, że małżeństwo osobnym samochodem przywiozło ponad 20 paczek z prezentami dla Nawrockiego, jego żony Marty i trójki ich dzieci (każda paczka była oznaczona imieniem obdarowanego).

Co się znajdowało w tych paczkach, pozostaje tajemnicą.

Pod koniec stycznia Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał wyrok, nakazujący Kancelarii Prezydenta, by jednoznacznie powiedziała, czy spotkanie miało charakter oficjalny. Jeśli tak, to informacje o nim (także o prezentach) powinny być jawne.

Sprawy w sądzie by nie było, gdyby nie działania Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. Rafał Brzoska należy do grona najbogatszych Polaków, a jego firma InPost działa na rynkach, które podlegają częstym regulacjom. Stąd też obawa, że jeśli na biurko prezydenta trafi jakaś ustawa dotycząca firm kurierskich, może być bardziej skłonny do jej podpisania. Samo wręczenie prezentów przez biznesmena może także wyglądać jak próba zyskania przychylności.

Sąd zobowiązuje kancelarię do udostępnienia informacji publicznej

„Przepisy są takie, że mamy prawo do jawności” – mówi w rozmowie z OKO.press Szymon Osowski z Watchdog Polska. „Konstytucja stanowi, że jako społeczeństwo mamy prawo wiedzieć, co robią osoby pełniące funkcje publiczne, zwłaszcza te najważniejsze w państwie. Wprost wskazuje też, że informacją publiczną są działania związane z wykonywaniem tych funkcji. Jeśli więc prezydent spotyka się z biznesmenem, to dotyczy to sposobu sprawowania przez niego urzędu”.

Prezydent dosyć często otrzymuje prezenty – te, które są wręczane oficjalnie, wpisywane są do odpowiednich rejestrów. „W naszej ocenie Brzoska odwiedził Nawrockiego jako urzędującego prezydenta. Gdyby nie pełnił tej funkcji, do takiego spotkania prawdopodobnie by nie doszło” – pisze w komunikacie Watchdog Polska i dodaje, że im więcej przejrzystości w takich sytuacjach, tym mniej miejsca na podejrzenia.

Dlatego we wrześniu 2025 roku organizacja skierowała pytania do Kancelarii Prezydenta. Pytała m.in. o:

  • charakter i cel spotkania prezydenta z Rafałem Brzoską i Omeną Mensah;
  • zapis w publicznym kalendarzu spotkań KPRP, jeśli było to spotkanie służbowe;
  • pełną listę uczestników spotkania;
  • prezenty, które w związku ze spotkaniem otrzymał prezydent.

Odpowiedź Kancelarii była zaskakująca. „Poinformowano nas, że kancelaria nie posiada informacji objętych zakresem naszego wniosku” – mówi Osowski. Na tym nie koniec. Kancelaria dodała, że dane o tym, z kim spotyka się prezydent, można ustalić z kalendarza. Jednak w wiadomości wskazano, że kalendarz ma charakter „dokumentu wewnętrznego” i nie podlega udostępnieniu.

Sieć Watchdog Polska złożyła zatem skargę na bezczynność szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego. Kancelaria w piśmie do sądu napisała, że „wbrew twierdzeniom skarżącego, organ zrealizował jego żądanie, bowiem poinformował w ustawowym terminie skarżącego o tym, że nie posiada żądanej informacji publicznej”.

Jednak sąd w tej sprawie miał inne zdanie. W uzasadnieniu wyroku możemy przeczytać: „nie budzi zatem wątpliwości Sądu rozpoznającego niniejszą sprawę, że Szef Kancelarii Prezydenta RP pozostaje bezczynny w rozpatrzeniu wniosku skarżącego”. Zdaniem sądu informacje o oficjalnych spotkaniach prezydenta powinny być jawne. Także te dotyczące prezentów.

Sprawę udało się wygrać, ale to nie wystarczy. Wyrok jest nieprawomocny, a Kancelaria może wnieść skargę kasacyjną – czyli odwołać się od wyroku do sądu wyższej instancji – czyli do Naczelnego Sądu Administracyjnego. „Stronom postępowania przysługuje możliwość zaskarżenia wyroku w terminie 30 dni od dnia doręczenia odpisu wyroku wraz z uzasadnieniem” – przekazał OKO.press Dominik Niewirowski, zastępca kierownika sekretariatu Wydziału Informacji Sądowej WSA w Warszawie.

"Cieszymy się, że sąd przyznał nam rację, ale mamy pewne obawy. Sąd jednocześnie wskazał, że informacja publiczna powinna zostać ujawniona tylko wtedy, gdy spotkanie miało charakter oficjalny. Obawiamy się, że Kancelaria Prezydenta może próbować tę interpretację wykorzystać” – wskazuje w rozmowie z OKO.press Osowski.

„To jest niebezpieczny wytrych. Tym bardziej że prezydent pełni swoją funkcję niemal przez całą dobę. Wyjątkiem są sytuacje prywatne, kiedy spędza czas z rodziną w miejscu zamieszkania” – wskazuje nasz rozmówca.

Czy kancelaria się od wyroku odwoła? I czy w ogóle do takiego spotkania doszło? A jeśli tak, to czy było w charakterze prywatnym czy oficjalnym? Spytaliśmy o to kancelarię prezydenta. Ta poprosiła nas o chwilę cierpliwości, wyznaczając termin na odpowiedź – do 2 maja 2026 roku. „Potrzeba przedłużenia terminu wynika z konieczności dokonania analizy wniosku pod kątem zasad i trybu udostępnienia informacji publicznej i stosownie do jej wyników, zgromadzenia i opracowania potrzebnych danych” – przekazano.

Zrzut ekranu emaila przesłanego do OKO.press przez kancelarię prezydenta.

Dziennikarze „Rzeczpospolitej” dotarli do współpracownicy Omeny Mensah – Justyny Komorek. Ta przekazała dziennikowi, że nie jest prawdą, to, że prezydentowi przekazano 20 paczek. Jak czytamy, „w rzeczywistości przekazane zostały trzy niewielkie paczki zawierające symboliczne upominki o charakterze pamiątkowym i sentymentalnym – między innymi puzzle oraz drobne przedmioty pochodzące z Ghany, kraju korzeni pani Omeny Mensah, w którym działa jej fundacja Omenaa Foundation, wspierająca dzieci uwalniane z niewolniczej pracy”.

Rafał Brzoska nie chciał nam udzielić komentarza.

Sieć Watchdog Polska podkreśla, że informacja o prezentach i korzyściach ma znaczenie publiczne. Nawet jeśli prezydent nie jest objęty ustawowym „Rejestrem korzyści”, to społeczeństwo i tak ma prawo wiedzieć, jakie prezenty przyjmują osoby sprawujące władzę. W tym przypadku nie ma większego znaczenia, czy podarunki wręczono prywatnie czy oficjalnie.

Brzoska w polityce?

Niedawno w mediach pojawiły się spekulacje, że Rafał Brzoska mógłby chcieć wejść do polityki. Według „Rzeczpospolitej” otoczenie milionera nie zaprzecza, że „w jego środowisku toczy się coraz gorętsza dyskusja nad tym, czy założyciel InPostu powinien się dziś zaangażować politycznie”.

Ale Brzoska już i tak jest blisko polityków. Rok temu został poproszony przez premiera Donalda Tuska o pomoc przy deregulacji. Szef InPostu był z tego względu nazywany „polskim Elonem Muskiem”, bo podobnie jak jego amerykański nieco bardziej zamożny odpowiednik miał pomóc w pracach rządu.

Jak pisał Witold Głowacki w OKO.press, Donald Tusk nie postawił przed miliarderem ani jednego konkretnego celu, choćby za pomocą pojedynczego przykładu wskazując, na czym oczekiwana przez niego „deregulacja” gospodarki miałaby polegać, ani też nie dał Brzosce żadnych realnych narzędzi. Powierzenie Brzosce deregulacyjnej misji nie zostało skonsultowane ani z koalicjantami, ani z własną partią. Nie zostało też w żaden przekonujący sposób wyjaśnione opinii publicznej.

Powstał natomiast zespół, który miał przygotować propozycje uproszczeń dla polskiego prawa. Wiosną zespół przedstawił pierwsze rozwiązania – m.in. zaproponowano wprowadzenie możliwości przekazywania przez firmy 1 proc. podatku CIT czy uproszczenie procedur dotyczących instalacji fotowoltaicznych o mocy do 1 MW na dachach budynków.

SprawdzaMY” – tak nazwała się inicjatywa miliardera, która miała wzmocnić pozycję Brzoski i środowiska przedsiębiorców w debacie publicznej. „Zbyt skomplikowane przepisy, nadmierna biurokracja i niejasne regulacje spowalniają rozwój gospodarczy i utrudniają życie milionom Polaków. SprawdzaMY to inicjatywa przedsiębiorców, ekspertów i obywateli, którzy chcą to zmienić” – czytamy na stronie inicjatywy.

Swoim projektem niedawno chwalił się we wpisie w mediach społecznościowych, w którym podziękował ministrowi Maciejowi Berkowi „za wyjątkowo profesjonalnie prowadzony projekt – bardziej jak w biznesie niż w polityce”. Przypomniał, że deregulacja nie jest jednorazowym wydarzeniem, tylko procesem.

Napisał też, że najbardziej cieszy go fakt, że projekt połączył wszystkie siły polityczne w Polsce, zarówno koalicję rządzącą, jak i partie prawicowe i lewicowe i zyskał wsparcie zarówno byłego, jak i obecnego prezydenta.

Tylko że powołanie zespołu ds. deregulacji miało przede wszystkim wymiar wizerunkowy, było to narzędzie służące rządowemu PR-owi, mające pokazać, że Tusk jest otwarty na bolączki przedsiębiorców.

Brzoska szybko zrezygnował z kierowania zespołem, ponieważ – jak pisał – jego firma InPost potrzebowała lidera. Potem w rozmowie z PAP krytycznie ocenił prawa UE. Jego zdaniem polskie przepisy są korzystniejsze dla zagranicznych korporacji niż dla rodzimych przedsiębiorstw. Uważa, że „jesteśmy tylko biorcami narzuconych przez Brukselę przepisów, które ograniczają naszą konkurencyjność”.

Ławy poselskie nie dla miliardera

„To chyba najdziwniejsza plotka ostatnich tygodni” – mówił.

„Najpierw wysyłali mnie na prezydenta. Teraz ci sami ludzie wysyłają mnie do Sejmu. Szczerze? Nie mam już siły zaprzeczać. [...] ktoś wypuszcza taką plotkę, a nawet poważni dziennikarze ją podchwytują. Moim celem jest stworzenie prawdziwego, globalnego biznesu rodem z Polski. I nie zamierzam spocząć, dopóki tego nie dowiozę. Nie porzucę projektu mojego życia, by siedzieć w ławach poselskich albo na komisji sejmowej”.

Jednak by mieć wpływ na politykę, nie trzeba zakładać własnej partii i chodzić na komisje sejmowe. Można po prostu od czasu do czasu spotykać się z politykami – jak to Brzoska robił dotychczas. Inną opcją jest też wskazanie kogoś, kto by mógł działać politycznie w jego imieniu.

Według niektórych mediów w Polsce potrzebna jest umiarkowana partia biznesu i małych przedsiębiorców, w której mogłyby się odnaleźć osoby szukające nowego otwarcia między duopolem KO i PiS.

W analizach coraz częściej pojawia się scenariusz powyborczego pata w 2027 roku. Nawet jeśli któraś z głównych sił wygra wybory, może nie mieć zdolności koalicyjnej pozwalającej na stworzenie rządu. Według analiz Onetu dziś w takiej sytuacji mogłaby znaleźć się Koalicja Obywatelska. Mimo dobrego wyniku i ewentualnego zwycięstwa mogłaby tak jak w 2023 roku PiS, zostać odsunięta od władzy ze względu na silne notowania ugrupowań prawicowych, w tym m.in. Konfederacji Mentzena i Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Z sondaży wynika też, że poniżej progu wyborczego znalazłyby się dziś Partia Razem z poparciem 3,7 proc., PSL z wynikiem 2,8 proc. oraz Polska 2050, która dziś ma 2,3 proc.

W miarę zbliżania się przyszłorocznych wyborów zapewne będą więc pojawiać się pomysły wspólnej listy wyborczej. Bo wiele głosów z ugrupowań koalicji rządowej znalazłoby się pod progiem wyborczym.

Poza tym koalicjanta bardzo potrzebuje PSL, który po rozpadzie Trzeciej Drugi szuka nowej formuły politycznej. Naturalnym ich partnerem mogłaby zostać jakaś partia stworzona przez samorządowców – oba ruchy dysponowałyby ludźmi i rozbudowanymi strukturami w regionach.

Na razie takie scenariusze pozostają w sferze politycznej fikcji. Do wyborów jeszcze daleko, a o wspólnej liście ugrupowań koalicyjnych nikt nie mówi na serio.

;
Na zdjęciu Natalia Sawka
Natalia Sawka

Dziennikarka zespołu politycznego OKO.press. Wcześniej pracowała dla najstarszej światowej agencji informacyjnej Agence France-Presse (2019-2024), gdzie pisała artykuły z zakresu dezinformacji. Przed dołączeniem do AFP pisała dla „Gazety Wyborczej”. Publikowała m.in. w "Dużym Formacie" i "Wysokich Obcasach". Współpracuje z brytyjskim "Financial Times". Prowadzi warsztaty dla uczniów, studentów, nauczycieli i dziennikarzy z weryfikacji treści. Doświadczenie uzyskała dzięki licznym szkoleniom m.in. Bellingcat. Uczestniczka wizyty studyjnej „Journalistic Challenges and Practices” organizowanej przez Fulbright Poland. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie pisała magisterkę z teorii konfliktu Carla Schmitta. Obroniła także licencjat na filologii angielskiej w warszawskim SWPS.

Komentarze