"Niesiemy Pawła, ale każdy z nas mógł być tam w środku" - tak Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, wyraża zagrożenie samorządności za rządów PiS. Ostatni list Pawła Adamowicza wzywał prezydentów na drogę polskiej wolności. Odpowiadają: "Polska stoi samorządem", "Wykonać Jego polityczny testament". Gdyby to miasta rządziły światem... - marzył Benjamin Barber

Pogrzeb Pawła Adamowicza (19 stycznia 2019) stał się manifestacją nie tylko gdańskiej dumy i wolności, ale także kształtującej się tożsamości i solidarności polskich samorządowców w obliczu zagrożenia ze strony rządzącej prawicy stawiającej na centralizację państwa.

Adamowicz może być ikoną i bohaterem tego zalążka buntu miast. Postponowany przez władze PiS, jest zarazem przykładem skutecznej polityki miejskiej i ogromnej popularności, budowanej na mieszance tradycji i nowoczesności. Na dodatek startował w ostatnich wyborach jako kandydat niezależny, wbrew duopolowi PiS i PO i wygrał z obiema partiami.

Prezydenci kontra PiS

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak w Polsat News opowiadał o arogancji i wrogości, z jaką traktują go władze PiS. Skarżył się na okazywaną mu pogardę, wyrażająca się niepodawaniem ręki podczas spotkań, których nie da się uniknąć.

Podobnie o stosunku władzy do Pawła Adamowicza mówił OKO.press Basil Kerski, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności:

„Dla aktualnie rządzących [Adamowicz] był symbolem czegoś, co było dla nich nie do zaakceptowania. Potrafili z nim »polemizować« jedynie za pomocą języka poniżania, odgrodzenia, nie mówiąc o gestach na Westerplatte, kiedy nie podawano mu ręki.

To był atak za to, że Adamowicz, odwołując się do wartości i programu »Solidarności«, wytykał centralizację państwa, ograniczenie trójpodziału władz i hipokryzję partii, które się powołują na chrześcijaństwo, a działają antychrześcijańsko. Już nie mówiąc o niszczeniu ładu europejskiego, który powstał dzięki »Solidarności«” – mówił Kerski.

Jaśkowiak opowiedział o swoich odczuciach, gdy – razem z pięcioma innymi prezydentami – niósł trumnę z ciałem zamordowanego Pawła Adamowicza:

„To był hołd, który złożyłem przyjacielowi. A jednocześnie każdy z nas – czy to Krzysiu Żuk, czy w szczególności Jacek Karnowski, który doznał podobnych działań ze strony TVP czy organów państwa – wiedzieliśmy, że mogliśmy być tymi, których koledzy będą nieśli. Każdy z nas mógł być tam w środku”.

Poza Jaśkowiakiem trumnę do Bazyliki Mariackiej wnieśli: prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, Sopotu – Jacek Karnowski, Gliwic – Zygmunt Frankiewicz, Lublina – Krzysztof Żuk oraz były prezydent Wrocławia – Rafał Dutkiewicz.

Rafał Trzaskowski w TVN 24 odwołał się do gdańskiej dewizy Adamowicza „Bez strachu, ale bez zuchwałości”, która „powinna nam przyświecać, być bezkompromisowymi w obronie swoich przekonań”.

Staliście się trochę taką drużyną, drugim obiegiem polityki? – zapytał dziennikarz.

Trzaskowski: „Niektórzy twierdzą, że pierwszym. Jesteśmy bliżej obywateli. Czujemy tę konsolidację, jesteśmy razem. Będziemy w stanie lepiej współpracować na rzecz naszych wspólnot, ale także dla Polski”.

Hanna Zdanowska w wp.pl: „Trzeba się opamiętać i spojrzeć w przyszłość naszego kraju. Chcę wierzyć, nastąpi przełom. Inaczej wstyd by mi było przed Pawłem. Bo myślę, że gdzieś na nas patrzy i chce, żeby jego polityczny testament się dokonał”.

Samorządowcy w sali BHP, gdzie podpisano Porozumienie Sierpniowe ’80

Symboliczną wymowę miało spotkanie samorządowców w Sali BHP Stoczni Gdańskiej w piątek 18 stycznia, bo to tutaj 39 lat temu strajkujący wymusili na komunistycznych władzach zarejestrowanie „Solidarności”. Aleksandra Dulkiewicz – zastępczyni i następczyni Adamowicza – odczytała jego ostatni list z 11 stycznia. Zapraszał samorządowców z całej Polski na obchody 30-lecia wyborów 4 czerwca.

„Kiedy rząd PiS odwraca się ostentacyjnie plecami do tak ważnej rocznicy, odpowiedzialność za nadanie jej obchodom stosownej rangi spada na władze samorządowe”.

List zapowiada rehabilitację najnowszej historii i rysuje wartości, które samorządowcy mają przeciwstawić obozowi władzy:

„Nasza inicjatywa jest wyrazem głębokiego szacunku dla bohaterów niedawnej przeszłości, jak i płynącego z niej zobowiązania. Droga do wolności zaczęła się przecież w Gdańsku w 1980 roku. To tu narodziła się Solidarność na czele z Lechem Wałęsą, która doprowadziła do ostatecznego kresu komunizmu w Polsce w 1989 roku.

Ale nasza inicjatywa wynika nie tylko z przywiązania do tradycji, którą reprezentuje III Rzeczpospolita. Jestem przekonany, że uzna ją Pani/”Pan za dowód troski o teraźniejszość i przyszłość naszego kraju”.

Nienawiść przeciw Adamowiczowi. Polska stoi samorządem

W sali BHP głos zabrali prezydenci, marszałkowie i przedstawiciele samorządowych związków. Wszyscy mówili o mowie nienawiści. Rafał Dudkiewicz stwierdził, że Paweł Adamowicz „odszedł w gęstniejącej atmosferze debaty publicznej i politycznej, często plamionej nienawiścią”.

Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni, wygłosił apel:

„Czy jesteśmy w stanie to zmienić? Co możemy zrobić, żeby nienawiść ustąpiła roztropnej debacie i trosce nawet wtedy, kiedy się z kimś nie zgadzamy? Każdy, nawet w wymiarze samorządów, ma ważne wyznanie przed sobą. To kwestia edukacji, rozmowy z młodzieżą, kwestia akceptacji w tych naszych małych ojczyznach. W debatach, które się toczą wokół spraw lokalnych godzimy się – lub nie – na nienawiść.

Nie można poszukiwać sensu w tej śmierci. Ja tego nie umiem. Ale można sprawić, by ta śmierć przyniosła jakiś pozytywny owoc. Jeżeli jesteśmy w stanie nie mówić: niech oni coś zrobią, ale pytać: co każdy z nas jest w stanie z tym zrobić?„.

Przemowy nie ograniczały się jednak do ogólnego potępiania mowy nienawiści. Zwracano uwagę, że ataki kierowane były nie tylko personalnie na Pawła Adamowicza, ale na samorządy w ogóle. I że stała za tym głębsza polityczna kalkulacja.

Olgierd Geblewicz, marszałek województwa zachodniopomorskiego:

„Ostatni rok był dla polskiego samorządu szczególny. Rozpoczęła się recentralizacja, mówiono na nas »sitwa, klika«. Decydowano, że lepsza będzie dwukadencyjność wsteczna, założenie nam kagańca poprzez RIO [o ustawie o Regionalnych Izbach Obrachunkowych – OKO.press pisało tutaj].

Wtedy to Ty, Pawle miałeś odwagę, śmiałość, a nie zuchwałość, stać w pierwszym szeregu – jasno, klarownie bronić polskiego samorządu. Waleczny, ale nie zajadły. I to jest nasza rola – walczmy o samorządy, ale nigdy nie bądźmy zajadli”.

Marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk:

„Pamiętamy Pawła, kiedy wbrew wszystkim zapraszał do Gdańska na jubileusz Trybunału Konstytucyjnego. Pamiętamy Pawła, jak protestował, kiedy ograniczano kompetencje samorządów, bo Polska stoi samorządem. Wasza obecność oznacza, że chcemy kontynuować jego dzieło”.

[17 października 2016 ku oburzeniu władz PiS Paweł Adamowicz urządził w Gdańsku jubileusz 30-lecia TK. Tłumaczył, że „to nie jest prywatne spotkanie przy kawie. Samorząd jest administracją publiczną, a Trybunał Konstytucyjny jest organem państwowym. Kto tego nie rozumie, nie rozumie zasad demokratycznego państwa prawa”].

Rafał Trzaskowski: „Jesteśmy tu wszyscy razem, by posłuchać słów Pawła Adamowicza, który był dla nas wszystkich symbolem walki o silny samorząd. Nie byłoby silnej Polski, gdyby nie silny samorząd”.

Andrzej Morawski, w imieniu Związku Miast Polskich, przypomniał, że w programie Samorządna Rzeczpospolita, który przyjął I Zjazd Solidarności w październiku 1981 roku, izba wyższa Parlamentu miała reprezentować samorządy lokalne:

„Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby Senat nie był izbą refleksji służącą do poprawiania tego, co w pośpiechu uchwali Sejm, tylko był izbą samorządową”.

Samorządowcy o TVP: dość tego!

Padły mocne słowa o roli, jaką w politycznej nagonce na samorządy odegrały media publiczne. Prezydent Sopotu, Jacek Karnowski zacytował trzeci (z 21) postulatów sierpniowych o „przestrzeganiu wolności słowa”.

  • Zobacz 21 postulatów (zdziwisz się)

    21 Postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego

    Prezydium MKS tworzyli: Wałęsa, dwóch wiceprzewodniczących – Andrzej Kołodziej i Bogdan Lis – oraz Lech Bądkowski, Wojciech Gruszecki, Andrzej Gwiazda, Stefan Izdebski, Jerzy Kmiecik, Zdzisław Kobyliński, Henryka Krzywonos, Stefan Lewandowski, Alina Pieńkowska, Józef Przybylski, Jerzy Sikorski, Lech Sobieszek, Tadeusz Stanny, Anna Walentynowicz i Florian Wiśniewski.

    1. Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, wynikająca z ratyfikowanej przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowych.

    2. Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym.

    3. Przestrzegać zagwarantowaną w Konstytucji PRL wolność słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.

    4. a) przywrócić do poprzednich praw: – ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976, – studentów wydalonych z uczelni za przekonania,
    b) zwolnić wszystkich więźniów politycznych (w tym Edmunda Zadrożyńskiego, Jana Kozłowskiego, Marka Kozłowskiego),
    c) znieść represje za przekonania.

    5. Podać w środkach masowego przekazu informację o utworzeniu Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego oraz publikować jego żądania.

    6. Podjąć realne działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej poprzez:
    a) podawanie do publicznej wiadomości pełnej informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej,
    b) umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenie w dyskusji nad programem reform.

    7. Wypłacić wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy z funduszu CRZZ.

    8. Podnieść wynagrodzenie zasadnicze każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.

    9. Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.

    10. Realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportować tylko i wyłącznie nadwyżki.

    11. Wprowadzić na mięso i przetwory kartki – bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji na rynku).

    12. Znieść ceny komercyjne i sprzedaż za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.

    13. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.

    14. Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 50 lat, a dla mężczyzn do lat 55 lub [zaliczyć] przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn bez względu na wiek.

    15. Zrównać renty i emerytury starego portfela do poziomu aktualnie wypłacanych.

    16. Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym.

    17. Zapewnić odpowiednią liczbę miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących.

    18. Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres trzech lat na wychowanie dziecka.

    19. Skrócić czas oczekiwania na mieszkanie.

    20. Podnieść diety z 40 zł do 100 zł i dodatek za rozłąkę.

    21. Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i systemie 4-brygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy.

Mówił: „Na posiedzeniu Związku Miast Polskich postanowiliśmy przygotować rezolucję, by przywrócić prawdziwość mediom publicznym. Nie będę tłumaczył dlaczego, bo wszyscy wiemy. Wszyscy wiemy dlaczego ważne są dla nas niezależne sądy, niezależna prokuratura, wolne media.

Musimy mówić o wolnych, otwartych niezależnych miastach, o wolnej, otwartej niezależnej Polsce”.

Jacek Jaśkowiak tłumaczył w portalu gdansk.pl: „Widzę związek przyczynowy między [śmiercią Adamowicza] a tym, co robiły media publiczne – szczególnie TVP Gdańsk i TVP Info w ostatnim roku wyborczym. A także prokuratura. Przekroczono granice. To, co spotkało Pawła i kilku samorządowców jest absolutnie niedopuszczalne”.

Konkurencja polityczna? Tak jak chciał Benjamin Barber

Basil Kerski, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku: „Jest potrzeba zbudowania wspólnoty wokół pozytywnych wartości, bo to wydarzenie jest tragiczne. Nie wiem, czy to będzie miało wpływ na kulturę w Polsce. Wiem tylko, że jutro przyjadą wszyscy ważni samorządowcy z całej Polski. To jest niesamowite. To nie tylko poruszenie z powodu śmierci Pawła Adamowicza, to coś więcej.

My też mamy władzę, my też mamy odpowiedzialność, chcemy innej formy konkurencji politycznej”.

Prezydenci największych miast do tej pory nieczęsto występowali jako podmiot polityczny. Wyjątkowa była tu deklaracja z czerwca 2017  prezydentów 12 miast „O współdziałaniu Unii Metropolii Polskich w dziedzinie migracji”.  Dokument stwierdzał, że nieuchronna jest w Polsce „bezpieczna imigracja”, korzystna dla starzejącego się społeczeństwa, w którym brakuje rąk do pracy. Prezydenci chcieli współpracować z rządem w „odpowiedzialnym i bezpiecznym zarządzaniu migracjami na poziomie lokalnym tak, aby tworzyć miasta społecznie spójne, minimalizując zagrożenia związane z gettoizacją, separacją, biedą i wykluczeniem nowych mieszkańców”.

Deklaracja wywołała furię władz i stała się podstawą przepełnionego nienawiścią i ksenofobią klipu wyborczego PiS na wybory samorządowe.

Wyniki wyborów do 107 miast prezydenckich pokazały jednak na triumf kandydatów niezależnych, którzy wygrali w aż 64 miastach oraz porażkę PiS, który zdobył tylko pięć miast (największe to Zamość) tracąc prezydentury w Białej Podlaskiej, Łomży, Nowym Sączu, Siedlcach i Ostrołęce.

Sukcesy polskich miast – w tym Gdańska Pawła Adamowicza – wpisują się w szerszy kontekst globalny.

Słynny amerykański politolog Benjamin Barber (1939-2017) w wywiadzie dla „Polityki” rozwijał wizję polityczną, w której to „burmistrzowie rządzą światem”, bo państwa stały się dysfunkcyjne, a wiele miast rozkwita. Jego zdaniem demokrację w skali globalnej może uratować tylko stworzenie sieci metropolii.

„Skrzyknąłbym burmistrzów i oddał im rządy. Bo – w odróżnieniu od polityków rządzących państwami narodowymi – burmistrzowie są demokratami, działają efektywnie, muszą być pragmatyczni” – mówił Barber jakby miał na myśli Pawła Adamowicza. – Potrafiliby rozwiązywać problemy globalne tak, jak na co dzień rozwiązują problemy lokalne, które w coraz większym stopniu wynikają z rosnącej bezradności państw i systemu międzynarodowego”.

Zdaniem Barbera „to, czym się zajmują miasta, zwykle działa. A to, czym zajmują się rządy, zwykle nie działa.

Szkoły działają, szpitale działają, śmieci są wywożone. Nawet w sprawie nielegalnych imigrantów burmistrzowie radzą sobie lepiej niż premierzy.

Opinia publiczna jest wpatrzona w rządy, więc nie zauważa, jak burmistrzowie sami albo w porozumieniu rozwiązują problemy. Już działa wiele łączących miasta organizacji. Ja postuluję tylko stworzenie globalnego parlamentu miast jako następnego kroku”.

  • Zobacz, dlaczego według Barbera państwa sobie nie radzą

    Dlaczego sobie nie radzą?
    Bo są instytucjami minionej epoki.

    Wiele instytucji z poprzednich epok wciąż ma istotne znaczenie – sądy, kościoły, armie.
    Państwo też ma znaczenie, ale już nie wystarcza. W zbliżonym do obecnego kształcie powstało 400 lat temu. Przez 300 lat sprawdzało się doskonale. Utrzymywało porządek na swoim terytorium, kontrolując je suwerennie. To działało, póki zdrowie Brytyjczyków zależało od nich i ich rządu, a amerykańska gospodarka była amerykańskim problemem. W latach 50. General Motors sprzedawał 95 proc. swoich samochodów na amerykańskim rynku. Peugeot – 95 proc. sprzedawał na rynku francuskim, Mercedes na niemieckim. Wszystko było lokalne. A dziś wszystko jest globalne. Epokę niezależności gwałtownie zastąpiła epoka współzależności. Może pan jeździć francuskim samochodem z japońskim silnikiem, karoserią zaprojektowaną we Włoszech i zrobionym w Indiach z części wyprodukowanych w kilkunastu krajach. Nie ma ocieplenia polskiego czy chińskiego. Jest ocieplenie globalne. Nie ma warszawskiej czy paryskiej sieci – jest sieć globalna, czyli internet. Choroby też są globalne. AIDS, ptasia grypa, ebola zagrażają wszystkim. I firmy są globalne. A państwa, podatki, parlamenty wciąż są tylko lokalne. Biedne, terytorialne państwa narodowe nie są w stanie się z tym uporać.

    Dlatego tworzą ONZ, Unię Europejską i setki innych organizacji.
    Unia to może być trochę co innego, ale w ONZ każdy myśli tylko o swoim interesie. Od kryzysu koreańskiego Rada Bezpieczeństwa nie była w stanie zrobić niczego, by przywrócić gdzieś pokój, bo zawsze któreś mocarstwo użyło prawa weta. To pokazuje, że w epoce globalnej trzeba myśleć o władzy globalnej kierującej się globalną perspektywą.

    A pan wierzy, że jeśli w XXI w. miasta się wyemancypują, to uporządkują świat?
    Nie muszą się emancypować. Pierwotny tytuł mojej książki brzmiał: „Gdyby burmistrzowie rządzili światem. Dlaczego powinni i jak już to robią”. Bo to się w dużym stopniu dzieje. Opinia publiczna jest wpatrzona w rządy, więc nie zauważa, jak burmistrzowie sami albo w porozumieniu rozwiązują problemy. Już działa wiele łączących miasta organizacji. Ja postuluję tylko stworzenie globalnego parlamentu miast jako następnego kroku na tej drodze. Żeby rozwiązywać problemy, z którymi nie radzą sobie państwa ani cały system ONZ.

    Jak burmistrzowie mieliby sobie poradzić z tym, z czym nie radzą sobie premierzy i prezydenci?
    Oni już sobie radzą. To, czym się zajmują, zwykle działa. A to, czym zajmują się rządy, zwykle nie działa. Szkoły działają, szpitale działają, śmieci są wywożone. Nawet w sprawie nielegalnych imigrantów burmistrzowie radzą sobie lepiej niż premierzy. Bo dla rządów to jest sprawa polityczna, kwestia wielkich liczb, anonimowości, abstrakcji. A dla miast to konkret. Ci ludzie w nich są, mieszkają, używają infrastruktury, spotykają innych mieszkańców, leczą się, posyłają dzieci do szkoły, pracują, chodzą po ulicach. Dlatego państwa walczą z problemem nielegalnych imigrantów, a miasta muszą go rozwiązywać. I rozwiązują. Choćby przez program wizy miejskiej w Hamburgu, Wiedniu, Nowym Jorku wydawanej faktycznym mieszkańcom, którzy nie mają dokumentów. Problem polega na tym, że gdy miejską wizę wydaje tylko Nowy Jork, to jadą tam nielegalni imigranci z Bostonu, Chicago, Los Angeles. Dlatego burmistrzowie muszą działać wspólnie, żeby rozwiązywać lokalne problemy miast.

    To oznacza otwarty konflikt z zazdrosnymi o swoje kompetencje państwami.
    A co by pan wybrał: konflikt z rządem czy sytuację, w której dzieci nielegalnych mieszkańców nie są szczepione, leczone, nie chodzą do szkoły? W interesie legalnych mieszkańców jest, żeby nielegalni mieszkańcy byli włączeni w różne mechanizmy społeczne. A państwa mogą sądzić, że w ich interesie jest, żeby nielegalnych wyłapać i wywieźć. Państwo nie umie tego zrobić, ale zwykle nie godzi się też, żeby miasta robiły, co uważają. Gdyby miasta mogły wspólnie ustalić swoją globalną praktykę, łatwiej by im było przełamać opór narodowych rządów.

    Imigranci to wyjątkowy problem.
    Nie tak bardzo. Podobnie jest z ekologią. 10 lat temu kalifornijskie miasta zrozumiały, że nie wystarczają im tworzone w Waszyngtonie standardy emisji spalin. Zmusiły władze Kalifornii do podniesienia standardów. To nie zmieniło amerykańskiego prawa, ale zmieniło sytuację w całej Ameryce i w dużym stopniu na świecie. Bo kalifornijskie miasta kupują kilkanaście procent samochodów sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych. Detroit (czytaj też o nim ramkę na s. 109 – przyp. red.) i Chicago stanęły więc przed wyborem: produkować bardziej ekologiczne auta na rynek kalifornijski, a dla innych stanów takie jak do tej pory czy dostosować całą produkcję do wymagań Kalifornijczyków. Tańsze było drugie rozwiązanie i na nim stanęło. Mercedes, Honda, GM, Toyota zmieniły swoje samochody. To pokazuje, jaki wpływ mogą mieć miasta na świat nawet wtedy, gdy rządy są bezczynne. Nie promuję jakichś utopijnych idei. Tylko odkrywam mechanizm, który już funkcjonuje, ale mógłby działać w dużo większej skali.


Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Dominika Sitnicka
Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym