0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

„Aborcja nie jest przestępstwem, a policja reaguje histerycznie, łamiąc prawo i zastraszając kobiety. To pokazuje, jak trudna jest walka o prywatność i godność w Polsce. Kary finansowe nie cofają wyrządzonych krzywd, ale pokazują, że państwo nie jest całkowicie bezkarne" – komentuje pani Joanna z Krakowa.

Polskie Gilead. „To była obława na hasło aborcja”

Kobieta w 2023 roku zażyła tabletki wczesnoporonne – i szybko pojawiła się na celowniku służb. Po tym, jak wyznała swojej lekarce, że kilka dni wcześniej dokonała aborcji, ta poinformowała ratowników na 112, łącząc zakończoną ciążę ze złym stanem psychofizycznym Joanny. Wyjaśnijmy: zgodnie z prawem, w sytuacji podejrzenia próby samobójczej – a tak, wbrew intencjom Joanny, historię odebrała lekarka, wezwanie funkcjonariuszy i medyków jest obowiązkowe. Policja ma pomóc, gdy osoba w kryzysie nie będzie chciała otworzyć drzwi, zabarykaduje się lub będzie chciała zrobić sobie krzywdę.

Przebieg tamtej interwencji nagłośniła Renata Kijowska na łamach „Faktów” TVN. Policja pojawiła się w domu kobiety, zarekwirowała laptopa i komórkę, asystowała pogotowiu w przewiezieniu Joanny na SOR. „To był moment, w którym uruchomił się we mnie instynkt przetrwania. Gdzie mam uciec? Co robić? Przecież nikt mi nie pomoże. Policjantki cały czas pytały, gdzie jest mój telefon. Rozebrałam się. Ze strachu. Zostałam w majtkach, bo nadal krwawiłam. Nie byłam w stanie ich zdjąć. To byłoby zbyt upokarzające” – opowiadała Julii Theus z OKO.press.

Przeczytaj także:

Medycy ze Szpitala Wojskowego, do którego przewieziono Joannę, mówili wprost: policja utrudniała im pracę, otoczyła kobietę kordonem, potem wylegitymowała samych pracowników szpitala. I asystowała przy przewiezieniu pacjentki do szpitala im. Narutowicza w Krakowie.

Sprawa na tym się nie zakończyła. Joanna dziennikarzom mówiła: „To była obława na hasło aborcja. Tylko to interesowało policjantów”. Policjanci w kółko pytali ją o to, skąd wzięła tabletki, kto jej pomagał. Ani razu nie poruszyli kwestii jej zdrowia i potencjalnej próby samobójczej, którą, wbrew temu, co mówi Joanna, podejrzewała lekarka.

Dokonana przez Joannę legalna aborcja stała się przedmiotem postępowania prokuratorskiego. Sprawę badano z artykułów 151 oraz 152 par. 2 kodeksu karnego. Pierwszy z nich mówi, że „Kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”, art. 15 par 2 kk. mówi natomiast, że kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Sprawa toczy się do dziś, choć pani Joanna od początku powtarzała, że decyzję podjęła świadomie i samodzielnie, sama też pozyskała niezbędne leki.

Publicznie dyskredytowali Joannę, żeby umniejszyć swoim błędom

Decyzja prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosława Wróblewskiego dotyczy postawy policjantów z lipca 2023 roku, a więc trzech miesięcy po interwencji. To wtedy sprawę nagłośniły „Fakty”, a dziennikarze dopytywali o szczegóły tamtych zdarzeń. Krakowska komenda policji szybko wydała oświadczenie w sprawie. Najpierw otrzymali je dziennikarze, na maila. Potem komunikat pojawił się na oficjalnej stronie internetowej krakowskiej komendy policji.

Pismo to było wstrząsające. Rzecznik prasowy Piotr Szpiech bezprawnie zdradził w nim bowiem, że służby powiadomiła psychiatrka Joanny i że miała twierdzić, że „chce odebrać sobie życie”. Policja ujawniła też, że kobieta od lat jest pod opieką lekarską.

Rzecznik próbował tłumaczyć interwencję policjantów tym, że Joanna była niestabilna emocjonalnie i pod wpływem alkoholu. „Patrol policji na miejscu zastał zapłakaną kobietę, która krzyczała, odpowiadała na pytania w sposób chaotyczny i wyczuwalna była od niej woń alkoholu” – pisał rzecznik w komunikacie. W komunikacie podano też, że kobieta nie chciała współpracować z policją.

Joanna w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” tłumaczyła: „Celowo nie podawałam specjalizacji lekarza, do którego się zgłosiłam po pomoc. Nie wstydzę się tego, ale uważam, że to jest moja sprawa, że to jest moje zdrowie, a policja ujawniła moje prywatne informacje zdrowotne, które w całej historii nie mają znaczenia. Nie mam wątpliwości, że gdyby to był kardiolog czy laryngolog, to pewnie policja nie ujawniłaby specjalizacji lekarza. W przypadku psychiatry robi to, bo wybrała znany od setek lat, najprostszy wariant narracji, czyli narrację o kobiecej histerii. Jak najprościej zdyskredytować słowa kobiety? Powiedzieć, że jest wariatką. I policja próbuje to właśnie zrobić. Z jednej strony jestem więc oburzona, a z drugiej nie jestem specjalnie zaskoczona, bo nie ma łatwiejszego sposobu na podważenie racji kobiety niż zasugerowanie jej niestabilności emocjonalnej” – komentowała.

78 tysięcy złotych kary. Policja błędu nie widzi

Oświadczenie po godzinie zostało podmienione, usunięto z niego najbardziej wrażliwe dane Joanny. Policja poinformowała UODO, wszczęła też postępowanie wyjaśniające. Ale szybko, po niespełna miesiącu, orzekła, że policjanci odpowiedzialni za sformułowanie i opublikowanie komunikatu nie dopuścili się naruszenia dyscypliny służbowej.

„Jednocześnie zauważono, że doszło do pewnych nieprawidłowości przy opracowaniu treści komunikatu” – przekazywała we wrześniu 2023 Katarzyna Cisło, rzeczniczka wojewódzkiej komendy policji w Krakowie. Ale konsekwencji z tego tytułu nie poniósł nikt. „Postępowanie wyjaśniające zakończono, formułując wnioski w zakresie instruktażowo-szkoleniowym, mające na celu przeciwdziałanie podobnym incydentom w przyszłości” – dodała wtedy Katarzyna Cisło.

Innego zdania jest jednak Urząd Ochrony Danych Osobowych, który po przeszło dwóch latach uznał, że krakowska policja bezprawnie ujawniła wrażliwe informacje o zdrowiu Joanny, które powinny mieć najwyższy poziom ochrony.

UODO jasno podkreśla: nie było podstawy prawnej do upublicznienia tych informacji, a zakres danych był rażąco nieproporcjonalny.

Komendant Miejski Policji w Krakowie, Paweł Jastrząb, został ukarany grzywną w wysokości 78 tysięcy złotych. Policja już ogłosiła, że od tej decyzji będzie się odwoływać. Jastrząb (powołany na stanowisko przez premiera Donalda Tuska, za rządów PiS odsunięty od kierowniczych funkcji z uwagi na sprzeciw wobec politycznych rozkazów) twierdzi bowiem, że to nie on kierował wtedy komendą.

UODO karze policję ws. pani Joanny. Nie pierwszy raz

„Obecna polityka medialna, nadzorowana przez Komendanta Miejskiego Policji w Krakowie opiera się na szczególnej trosce o przestrzeganie zasad, dotyczących ochrony danych osobowych. Komenda Miejska Policji w Krakowie będzie się odwoływać od tej decyzji” – czytamy w oświadczeniu komendanta. Nie krytykuje jednak poprzedniej polityki medialnej. W komunikacie czytamy, że tamto oświadczenie było efektem chęci „jak najbardziej rzetelnego sposobu poinformowania opinii publicznej o przebiegu zdarzenia”.

W Sądzie Okręgowym w Krakowie nadal toczy się sprawa o zadośćuczynienie dla Joanny ze strony policji.

A UODO karze policjantów w jej sprawie już po raz drugi – w marcu 2025 roku 75 tysięcy złotych kary otrzymał gen. Jarosław Szymczyk, który był komendantem głównym Policji. Szymczyka ukarano za konferencję prasową w sprawie Joanny, na której odtworzono zarejestrowaną rozmowę kobiety z psychiatrką, nie pytając jej o zgodę. Szymczyk odtworzył też nagranie rozmowy lekarki z dyżurnym policjantem. Cała Polska usłyszała wtedy o prywatnych relacjach Joanny z partnerem, jej złym samopoczuciu, rozmowach z lekarzem, usuniętej ciąży. Gen. Szymczyk twierdził, że robi to po to, by obronić policjantów, gdyż ci, w jego mniemaniu, tylko udaremniali możliwą próbę samobójczą.

;
Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze