0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Wlodek / ...

Policja przyjechała do mieszkania pani Joanny, a następnie odeskortowała ją do krakowskiego szpitala na oddział ratunkowy. Na miejscu funkcjonariusze otaczali panią Joannę kordonem. Wypytywali o tabletki, o aborcję, pomimo jej zapewnień, że kobieta przyjęła pigułki samodzielnie zakupione w internecie i pomimo faktu, że przerwanie własnej ciąży nie jest przestępstwem.

W drugim szpitalu w trakcie badania ginekologicznego funkcjonariusze kazali jej się rozebrać, robić przysiady, kaszleć. Odebrano jej telefon i laptopa.

Historię kobiety ujawnił we wtorek 18 lipca TVN24.

O sprawie pisaliśmy w tekstach:

Przeczytaj także:

Analizujemy działania policji w tej sprawie.

Policja chciała ratować życie?

W czwartek 20 lipca podczas specjalnej konferencji Komendanta Głównego Policji Jarosława Szymczyka przedstawiono nagranie rozmowy, którą lekarka psychiatrka pani Joanny odbyła z dyspozytorem numeru alarmowego 112, informując, że jej pacjentka jest w złym stanie psychicznym i że istnieje obawa, że może podjąć próbę samobójczą.

Generał Szymczyk stwierdził, że jedynym celem policji w tamtym przypadku było ratowanie życia kobiety. Oznacza to, że panią Joannę, w ramach „ratowania jej przed samobójstwem”, zatrzymano, zmuszono do rozebrania się, kucania, zabrano telefon, laptopa.

Wersję mówiącą o tym, że funkcjonariusze podejmowali działania jedynie w kontekście próby samobójczej, wspierają politycy PiS.

„Policja działa zawsze, gdy zagrożone jest ludzkie życie lub zdrowie. Tak było w tym przypadku, gdy istniało wysokie ryzyko próby samobójczej. W świetle konferencji Komendanta polskim Policjantom należą się przeprosiny ze strony osób próbujących politycznie wykorzystać tę sytuację” – napisał na Twitterze szef MSWiA Mariusz Kamiński zaraz po czwartkowej konferencji.

„Pojawiły się spekulacje, że było wiele niewłaściwych działań, ze strony służb, pani doktor. Teraz prokuratura bada przedmioty tych zawiadomień. Policja, 112, pani doktor – wszyscy zadziałali prawidłowo – ratowali życie kobiety będącej w procesie leczenia. Nie zostawili jej samej” – komentował sprawę minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Debunking

Działania policji były związane z zawiadomieniem o zamiarze podjęcia próby samobójczej. Funkcjonariusze ratowali życie i zdrowie pani Joanny.
Zgodnie z procedurą i praktyką funkcjonariusze powinni byli się wycofać po odeskortowaniu pani Joanny na SOR. Ich dalsze działania miały związek z postępowaniem w sprawie pomocnictwa w aborcji.

Czy lekarka miała obowiązek zgłosić sprawę policji?

Podstawowe pytanie brzmi: czy policja musiała w ogóle uczestniczyć w interwencji wobec pani Joanny?

W komunikacie potrzebę zawiadomienia odpowiednich służb podkreślała Naczelna Izba Lekarska:

"Wedle uzyskanych przez nas informacji służby zostały zawiadomione ws. podejrzenia próby samobójczej. Lekarz, który podejrzewa taką próbę, ma obowiązek powiadomić odpowiednie służby, by ratować zagrożone życie.

Rozmowy z dyspozytorem 112 są nagrywane, stąd jest to do zweryfikowania (treść zawiadomienia). W przypadku naruszenia tajemnicy lekarskiej odpowiedni Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej rozpocznie postępowanie w sprawie".

Lekarka pani Joanny zadzwoniła pod numer 112. Tam dyspozytorka poinformowała ją, że zamierza zgłosić sprawę policji, na co lekarka przystała. Kolejną rozmowę telefoniczną odbyła już z policjantem z krakowskiego komisariatu.

Niezależnie od tej konkretnej sprawy nie każda sytuacja, w której pacjent zgłasza myśli samobójcze, jest podstawą do wezwania policji. To lekarz musi ocenić, gdzie na spektrum zachowań samobójczych znajduje się jego pacjent.

„Wszystko zależy od kontekstu, od sytuacji, od tego, na co pacjent choruje i w jaki sposób zgłasza myśli samobójcze – wyjaśnia Dominika Dudek, lekarka, psychiatra, profesor nauk medycznych, kierownik Katedry Psychiatrii i Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum UJ, cytowana przez portal prawo.pl. ”Od myśli rezygnacyjnych typu »nie warto żyć«, po konkretne planowanie samobójstwa. Należy także wziąć pod uwagę psychopatologię pacjenta, który może być w głębokiej depresji lub mieć psychozę – wówczas ryzyko jest inne, niż gdy pacjent jest w kryzysie adaptacyjnym. W każdej sytuacji, w rozmowie z pacjentem należy oszacować ryzyko zachowań samobójczych. Natomiast absolutnie nie jest tak, że gdy pacjent mówi, że ma myśli samobójcze, to lekarz dzwoni na policję. Byłby to absurd".

W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” lekarka pani Joanny kilkukrotnie podkreśla, że miała prawo uznać sytuację za zagrażającą życiu pacjentki.

„Informacje, które mi przekazała o swoim stanie zdrowia, szersza wiedza o jej stanie oraz moje doświadczenie zawodowe, spowodowały, że uznałam, że istnieje zagrożenie dla jej zdrowia i bezpieczeństwa” – mówi lekarka.

Tej wersji pani Joanna zaprzecza, twierdząc, że nie mówiła, że zamierza się zabić. Taki wniosek wyciągnęła z rozmowy w pacjentką lekarka.

Większe wątpliwości wokół zachowania lekarki dotyczą jednak przekazania służbom informacji o jej stanie zdrowia, przede wszystkim o przeprowadzeniu aborcji. To właśnie informacja dotycząca aborcji uruchomiła policyjne polowanie.

W sprawie ewentualnego naruszenia tajemnicy lekarskiej toczą się postępowania.

Kładoczny: Policja powinna była zakończyć interwencję po wizycie w mieszkaniu

Kolejne pytanie to: jakie zadanie ma do wykonania policja, gdy jest wzywana do próby samobójczej?

„Udział policji w takim przypadku regulują przepisy ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Jeśli osoba, do której przyjeżdżają medycy, nie chce otworzyć drzwi, jest agresywna, nie chce oddać się pod opiekę medyczną, to policja jest na miejscu, by przemówić takiej osobie do rozsądku. Lub by podjąć wobec takiej osoby działania, zastosować środki przymusu bezpośredniego. Policjanci nie mają żadnych dodatkowych narzędzi, czy uprawnień, które w magiczny sposób miałyby kogokolwiek odwodzić od samobójstwa” – wyjaśnia dr Piotr Kładoczny, karnista z UW i członek Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

„Wiemy, że do mieszkania pani Joanny przyjechała grupa lekarska w towarzystwie funkcjonariuszy policji. Z jej relacji wynika, że sama chciała pojechać do szpitala. Nikt jej do tego nie przymuszał. Nie słyszałem też, by policja twierdziła, że pani Joanna stawiała jakikolwiek opór. W takim przypadku policja powinna była odwieźć lekarzy i panią Joannę pod szpital. Spytać, czy wszystko w porządku. I wrócić na komisariat, zająć się swoją pracą. To kwestia zdrowia psychicznego, ich jedynym zadaniem było oddać ją pod opiekę lekarzy”.

Według Kładocznego tak wyglądałoby działanie policji, jeżeli rzeczywiście jej zadaniem było interweniowanie w przypadku próby samobójczej, a nie prowadzenie jakiegoś śledztwa.

„Jest rzeczą oczywistą, że było odwrotnie. Informacja o domniemanej chęci odebrania sobie życia przez panią Joannę jest tylko pretekstem wykorzystywanym przez policję. W jaki sposób rewizja osobista miałaby powstrzymać panią Joannę od podjęcia próby samobójczej?” – pyta karnista.

Lekarka potwierdza, że interwencja była chybiona

O tym, jak powinna była wyglądać interwencja policji, mówiła też lekarka, która zgłosiła sprawę pani Joanny na 112:

"Wielokrotnie uczestniczyłam w takich interwencjach, wiele razy wzywałam na pomoc służby i zawsze polegało to na tym, że policja pomagała ratownikom, wspierała nas w działaniach, a w momencie, gdy lekarze mówili, że dadzą sobie radę, policja się wycofywała (...)

Policja powinna się wycofać w sytuacji, gdy lekarze stwierdzą, że pacjentka nie stwarza zagrożenia, że nie ma potrzeby asysty. Z mojego doświadczenia tak zawsze było, a dlaczego teraz nie...

GW: Bo zadziałało hasło „aborcja”?

Dziś myślę, że tak. Czuję przez to złość, bo mam poczucie, że zupełnie źle zrozumiano cel interwencji".

Policja naruszyła obowiązek respektowania godności ludzkiej

Wiemy, że działania podejmowane przez policję nie miały nic wspólnego z interwencją w przypadku próby samobójczej. Czy w takim razie mieściły się w dozwolonych ramach czynności, jakie mogli podejmować funkcjonariusze w związku ze sprawą dotyczącą podejrzenia pomocnictwa w aborcji?

„Policja co do zasady ma prawo podejmować działania, które uważa za słuszne. To nie jest tak, że istnieje jakiś regulamin, w którym punkt po punkcie wymieniono wszystkie kroki, które należy wykonać. To funkcjonariusze oceniają sytuację i podejmują adekwatne środki, zgodnie z art. 14 ust. 3 ustawy o policji, który mówi o tym, że ”w toku wykonywania czynności służbowych mają obowiązek respektowania godności ludzkiej oraz przestrzegania i ochrony praw człowieka".

Działania policji wobec pani Joanny były zaprzeczeniem tej zasady. Przyjęto na oddział osobę w kryzysie nerwowym, a czynności podejmowane wobec niej w oczywisty sposób mogły doprowadzić do jeszcze większego rozstroju nerwowego" – ocenia Piotr Kładoczny.

Prof. Łętowska: Policja chciała ją podgrillować

Zachowanie policji w sprawie pani Joanny komentowała także na antenie TVN24 prof. Ewa Łętowska, zwracając uwagę, że działania służb powinny być każdorazowo proporcjonalne, efektywne i adekwatne.

„W tym przypadku nie było proporcjonalne. Powiedział to już sąd. Policja z kolei starannie omija fakt, że jej zachowanie zostało przez sąd ocenione” – stwierdziła profesor.

Chodzi o postanowienie Sądu Rejonowego dla Krakowa-Krowodrzy z dnia 12 czerwca 2023 r. (sygn. akt II Kp589/23/K), w którym sąd orzekł, że zatrzymanie telefonu pani Joanny było niezgodne z prawem. W uzasadnieniu potwierdzono, że działania policji wobec Pani Joanny były nakierowane na kwestie związane z aborcją, a do tego nieprawidłowe.

„I właśnie istota niniejszej sprawy zasadza się na tym, że Joanna […] nie była podejrzaną (ani nawet nie było widoków na stawianie jej zarzutów). De lege lata w Polsce nie odpowiada się za wywołanie u siebie aborcji. […] Takim bowiem postąpieniem ze strony funkcjonariuszy Policji Pani Joanna […] została de facto ukarana za czyn, który w świetle treści art. 152 k.k. nie może zostać jej przypisany. […] Zarazem – zważywszy na wykazaną powyżej jednostronność w pochodzącym od funkcjonariuszy Policji opisie sytuacji zaistniałej w szpitalu – pożądana byłaby na przyszłość ich większa wstrzemięźliwość przy dokonywaniu w warunkach szpitalnych czynności wobec osoby, której nie można postawić zarzutu” – czytamy w uzasadnieniu.

Zdaniem profesor Łętowskiej to działanie policji nie było jednak przypadkowe. I nie wynikało z nieznajomości procedur.

„Policja uzurpacyjnie szuka u kobiety jakichś zachowań, które uznaje za usprawiedliwienie aktywnego poszukiwania dowodów w sprawie pomocnictwa w aborcji. Kreuje sytuację, jakby ona była aktywnie zaangażowana w pomocnictwo w aborcji, pomimo tego, że pani Joanna mówiła, że sama zrobiła aborcję" – oceniła prof. Łętowska.

„Policja chciała ją podgrillować. Liczyła na to, że kobieta zmięknie, skruszeje i przypadkowo coś palnie w tej sprawie”.

Ferenc: Policja nie powinna była podejmować czynności

Pełnomocniczka pani Joanny Kamila Ferenc informowała, że w związku ze sprawą podjęto szereg działań. Chodzi m.in. o skargi na policjantów, a także zawiadomienie do prokuratury z art. 231 kodeksu karnego, mówiącego o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych. Chodzi oczywiście o to, w jaki sposób potraktowano panią Joannę oraz ujawnienie jej danych wrażliwych.

Nie mniej istotnym wątkiem jest jednak to, czy policja w ogóle miała prawo podejmować wobec pani Joanny czynności w kontekście ścigania „pomocnictwa w aborcji”, skoro kobieta jasno deklarowała, że tabletki kupiła i przyjęła samodzielnie.

W środę 26 lipca Kamila Ferenc mówiła o tym podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu Praw Kobiet.

"Informacja o tym, że ktoś przerwał swoją ciążę, jest dla organów ścigania irrelewantna, neutralna procesowo. To znaczy, że

nie ma mowy o tym, żeby policja, czy prokuratura z automatu wszczynała śledztwo w kierunku pomocy w aborcji.

Ta pomoc jest obarczona zagrożeniem odpowiedzialnością karną według polskiego kodeksu karnego. Tę regulację oceniamy jako niekonstytucyjną, niezgodną z prawami człowieka, ale też niesłuszną, niesprawiedliwą, nieprzyzwoitą. Nie oznacza to, że policja musi ulegać obsesji ścigania aborcji.

Dopóki do policji nie wpłynie zawiadomienie z konkretnym dowodem, że osoba trzecia brała udział w takiej aborcji, nie ma prawa wszczynać żadnych czynności wyjaśniających.

Nie ma prawa nękać kobiet, przepytując je o sprawach dotyczących prywatności, czy intymności. Tak się dzisiaj w Polsce dzieje i jest to pośredni sposób karania osób, które mają aborcje i decydują o swoim zdrowiu, przyszłości i życiu".

;

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze