Dwieście kilometrów na południe od Krakowa w fotelu marszałka słowackiego województwa bańskobystrzyckiego zasiada neo-faszysta Marian Kotleba. Polityk cenzuruje spektakle teatralne, a słowacka policja ściga go za promowanie nazistowskiej symboliki. Kotleba i jego współpracownicy to faworyci sobotnich wyborów samorządowych na Słowacji

40-letni Marian Kotleba, były nauczyciel, karierę polityczną rozpoczął w 2003 roku w  Slovenská pospolitosť (Wspólnota Słowacka), ultranacjonalistycznej organizacji, potem partii politycznej, która została zdelegalizowana w 2006 roku przez słowacki Sąd Najwyższy.

Od początku swojej politycznej aktywności Kotleba za całe zło świata obwiniał NATO, Romów i Żydów.

Szybko został szefem partii, ale przez lata uchodził w kraju naszych południowych sąsiadów za niegroźnego wariata na marginesie życia politycznego. Do czasu.

W wyborach na marszałka województwa (słowacki kraj) bańskobystrzyckiego (Słowacy marszałków wybierają w głosowaniu bezpośrednim) w 2009 roku uzyskał 10 proc. głosów i zajął czwarte miejsce. W 2010 założył nacjonalistyczną partię Ľudová strana Naše Slovensko (Partia Ludowa Nasza Słowacja), która uważa się za kontynuatora tradycji faszystowskiej Pierwszej Republiki Słowackiej z okresu II wojny światowej. W 2013 został wybrany marszałkiem w drugiej turze głosowania. W wyborach w 2016 roku do jednoizbowego słowackiego parlamentu kierowana przez niego ĽSNS uzyskała 8 proc. głosów (ponad 200 tys. głosujących) i 14 mandatów w 150 osobowej Radzie Narodowej, z których jeden przypadł Marianowi Kotlebie.

Według sondażu firmy Focus partia Kotleby w październiku 2017 roku cieszyła się poparciem ok. 10 proc. wszystkich Słowaków i jest trzecią najpopularniejszą partią w kraju. Politolodzy zwracają uwagę, że poparcie dla kontrowersyjnego polityka może być niedoszacowane. Przed nami wybory, w których 337 kandydatów Partii Ludowej Nasza Słowacja walczy o miejsca w sejmikach wojewódzkich, ale najbardziej prestiżowy bój stoczy Marian Kotleba, który chce pozostać w fotelu marszałka województwa bańskobystrzyckiego. W nitrzańskim może wygrać Milan Uhrík, słowacki poseł ĽSNS i bliski współpracownik Kotleby z Bańskiej Bystrzycy.

Dekadencji wspierał nie będę

Kotleba województwem bańskobystrzyckim rządzi już 4 lata. Jedną z jego ofiar stała się wolność artystyczna. Marszałek wykorzystał fakt, że podlegają mu niektóre teatry.

W sierpniu 2015 roku Kotleba wstrzymał dotację w wysokości 20 tys. euro, jakie słowackie ministerstwo kultury przekazało międzynarodowemu festiwalowi Dni tanca pre vás (Dni Tańca dla Was) w Bańskiej Bystrzycy. Polityk przekonywał, że nie będzie wspierał dekadenckiej kultury. W konsekwencji odwołano 11. edycję imprezy organizowaną przez Divadlo Štúdio tanca (Teatr Studia Tańca) w Bańskiej Bystrzycy, którym zarządza województwo.

Ofiarą cenzury zostało także Bábkové divadlo na Rázcestí (BDNR), które zaplanowało projekt „Stop Extremism” (Zatrzymaj ekstremizm). Uczniowie szkół w województwie bańskobystrzyckim mieli obejrzeć spektakl przygotowany na podstawie tekstu „List čiernemu synovi” (Listu do czarnego syna) Ireny Brežnej, urodzonej w Czechosłowacji pisarki, dziennikarki i działaczki społecznej, która w wieku 18 lat w 1968 roku wyemigrowała do Szwajcarii. Po przedstawieniu zaplanowano dyskusję uczniów z przedstawicielami Amnesty International na temat ksenofobii i rasizmu. Projekt otrzymał od słowackiego ministerstwa spraw zagranicznych wsparcie w wysokości 7 tys. euro. We wrześniu 2015 roku Kotleba wstrzymał tę dotację. Współpracownik Kotleby Milan Uhrík nazwał cały projekt prowokacją i przypomniał, że Amnesty International kilkakrotnie – jego zdaniem niesłusznie – oskarżyła Słowaków o rasizm i ksenofobię za dyskryminację Romów.

Bywa też, że Kotleba przerywa spektakle, które mu się nie podobają. Do takiej sytuacji doszło w marcu 2016 roku w miejscowości Brezno podczas uroczystości z okazji wręczenia nagrody nauczycielom. Podległa mu urzędniczka na jego polecenie przerwała przedstawienie „Kováči” (Kowale). Marszałkowi nie spodobały się wulgaryzmy padające ze sceny.

Nazistowskie symbole na czekach od marszałka

Działaniom Kotleby przesiąkniętym nazistowską symboliką przygląda się słowacki dziennikarz Daniel Vražda w książce „Kotleba. Odkiaľ prišiel a ako je možné, že sedí v parlamente” (Kotleba. Skąd przyszedł i jak to możliwe, że zasiada w parlamencie).

14 marca, w rocznicę utworzenia w 1939 roku faszystowskiej i podporządkowanej Adolfowi Hitlerowi Pierwszej Republiki Słowackiej, Kotleba przekazał wielodzietnej rodzinie czek w wysokości 1488 euro. To jeden z datków, którymi wspiera różne osoby i organizacje.

Hokejowy klub z miejscowości Veľký Krtíš prosił marszałka o wsparcie 1500 euro, a otrzymał 1488,88 – to skrót od Heil Hitler („h” to ósma litera alfabetu).

W Polsce jeden z najpopularniejszych zespołów sceny neonazistowskiej nazywał się Konkwista 88. 14 – to często używany przez neonazistów skrót, którego rozwinięcie brzmi: „We must secure the existence of our people and a future for white children” (Musimy zabezpieczyć byt naszego ludu i przyszłość dla białych dzieci). Słowacka policja oskarżyła Kotlebę o promowanie nazistowskiej symboliki – przez ten czek grożą mu trzy lata więzienia.

1488 to nie jedyny zaszyfrowany przekaz Kotleby.

Przynajmniej siedem razy przekazał 2028 euro. Akronim 28 w nazistowskiej symbolice oznacza „Blood and Honour” (Krew i honor). To motto Hitlerjugend, czyli młodzieżowej organizacji NSDAP.

Kotleba trzy razy przekazał 777 euro. Jak pisze Daniel Vražda, nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by ułożyć z nich swastykę. Trzy siódemki to rodzaj triskelionu używanego przez Afrykanerski Ruch Oporu – neonazistowską grupę polityczną i paramilitarną z RPA.

Faszystowskie pozdrowienie i praca dla swoich

Kiedy przed czterema laty Marian Kotleba zasiadł na fotelu marszałka województwa bańskobystrzyckiego z budynku urzędu zniknęła flaga UE. W urzędzie przyjęło się pozdrowienie „Na stráž!” (Na straży!). W ten sposób pozdrawiano się w Pierwszej Republice Słowackiej księdza Józefa Tisy, faszystowskim marionetkowym uzależnionym od Hitlera państwie słowackim. To Tiso odpowiedzialny jest za atak słowackich wojsk na Polskę we wrześniu 1939 roku oraz deportację 58 tysięcy słowackich Żydów, później wymordowanych w obozach. Władze w Bratysławie zgodziły się zapłacić Niemcom po 500 marek za każdego wysłanego do Generalnego Gubernatorstwa Żyda. W zeszłym roku słowacki Sąd Najwyższy uznał, że pozdrowienie „Na stráž!” jest związane z reżimem totalitarnym.

Kotleba odciął podległe mu instytucje jak np. szkoły czy domy opieki społecznej od dotacji unijnych.

Przed eurowyborami w 2014 roku wydawaną za pieniądze publiczne gazetę „Náš kraj” (Nasze województwo) zamienił w antyeuropejski biuletyn. Na jego łamach chwalił także Słowację księdza Tisy.

Z urzędu marszałkowskiego szybko zrobił swój prywatny folwark. Pracuje tam jego brat Martin, żona, a także wielu działaczy partii. W grudniu 2014 roku Słowacją wstrząsnęła wiadomość, że niektórzy urzędnicy przekazują na prywatne konto Kotleby 20 proc. swojej wypłaty. Marszałek przyznał, że to prawda. Przekonywał, że robią to dobrowolnie, a pieniądze są przeznaczane na działalność partii.

Wolimy hipstera niż Hitlera

W województwie bańskobystrzyckim mieszka ponad 650 tys. mieszkańców. 77,3 proc. to Słowacy, 10,5 proc. Węgrzy, 2,3 proc. to Romowie. Dziennikarka „Pravdy” Dagmar Teliščáková sytuację w tym regionie porównuje do Unii Europejskiej dwóch prędkości. Ogromnym problemem są dysproporcje między bogatszą północną częścią województwa a biednym południem. Bezrobocie w całym województwie wynosi 9,17 proc (dla całej Słowacji bezrobocie na koniec września było to 6,42 proc.). W mieście Bańska Bystrzyca bez pracy jest 4,41 proc. osób, za to na południu, przy granicy z Węgrami, w miejscowości Rymowska Sobota pracy nie ma co piąty mieszkaniec.



Obecne władze bańskobystrzyckiego chwalą się, że udało im się zmniejszyć zadłużenie województwa o 39 mln euro, odnowili 300 km dróg lokalnych i przekazali 3 mln euro dotacji dla mieszkańców, stowarzyszeń, zespołów folklorystycznych czy klubów sportowych. Mimo czteroletnich rządów Kotleba nadal jawi się jako antysystemowa twarz partii protestu.

Marian Kotleba i jego partia byli w zasadzie jednymi bohaterami tej nudnej słowackiej kampanii wyborczej. Prodemokratyczne słowackie elity polityczne, media i organizacje występują przeciw Kotlebie. Niedawno bohaterką mediów społecznościowych stała się menadżerka Hotel Bratysława, która nie zgodziła się na zorganizowanie w jednej z sal konferencyjnych przedwyborczego spotkania Partii Ludowej Nasza Słowacja z udziałem kontrowersyjnego marszałka. „We prefer hipster style, not Hitler style” (Wolimy styl hipstera, nie Hitlera) – takie uzasadnienie pojawiło się na oficjalnym profilu hotelu na Facebooku. Zwolennicy Kotleby do ostatniej chwili mieli nadzieję, że spotkanie się odbędzie. Odmowę odebrali jako zamach na demokrację i wolność słowa.

Wybory na Słowacji odbędą się 4 listopada 2017. Cztery lata temu do pierwszej tury wyborów poszło 20,11 proc. wyborców. W listopadowych wyborach obowiązuje nowa ordynacja wyborcza – Słowacy marszałków wybiorą w jednej turze głosowania. Aż 7 kandydatów, którzy mieli ubiegać się o fotel marszałka województwa bańskobystrzyckiego zrezygnowało z kandydowania, większość z nich przeniosło swoje poparcie na słowackiego przedsiębiorcę z Bańskiej Bystrzycy Jána Luntera (popiera go też rządząca Słowacją koalicja na czele z premierem Robertem Fico), który – jak pokazują sondaże – jako jedyny kandydat może pokonać Kotlebę.

OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Masz cynk?