Mowa prezesa PiS pod pomnikiem smoleńskim była podwójnie fałszywa. Deklarował, że chce "jedności", ale całe "dobro" przypisał własnej formacji: Janowi Olszewskiemu, Lechowi Kaczyńskiemu i samemu sobie. Rzucił też populistyczne hasło, że ofiary katastrof zasługują na uhonorowanie bez względu na zasługi i tytuły. I natychmiast mu zaprzeczył

Z przemówieniami Jarosława Kaczyńskiego jest jak z (przysłowiowym) szydłem: zawsze wyjdzie z worka. Nawet gdy prezes PiS mówi bez zacietrzewienia, gdy używa miłych słów, szybko okazuje się, że prawdziwy przekaz jest inny, treści dwuznaczne, intencje fałszywe.

Dobro było trzy razy, a poza tym? Zło

Głównym, na pozór przesłaniem przemówienia Kaczyńskiego po odsłonięciu Pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej na Placu Piłsudskiego w Warszawie, było ogłoszenie „jedności Polaków”. Ktoś mógłby nawet pomyśleć, że prezes chce się przy pomniku, o który tak długo walczył, pogodzić ze swymi przeciwnikami.

Ale już następne zdanie zdemaskowało intencje polityka, a dalszy wywód sprecyzował, kogo ma objąć ta „jedność”.


Chcemy jedności Polaków. Ale jedności wokół dobra, nie wokół zła. Chcemy silnej Polski, sprawiedliwej i godnej. Temu też, te wszystkie wysiłki, miały służyć oraz służą nadal.

Jarosław Kaczyński, Przemówienie podczas odsłonięcia pomnika smoleńskiego - 10/04/2018


Prezes mówi o jedności, ale opisuje ostry podział polityczno-etyczny


Słowo „jedność” było słowem-kluczem rocznicowych wystąpień polityków obozu rządzącego, czy to w formie apelu (jak w mowie prezydenta Dudy, który przemawiał – co znamienne – po Kaczyńskim), czy to głębokiego żalu, jak w słowach Kornela Morawieckiego, który w TVN24 martwił się, że opozycja nie przyszła na otwarcie pomnika. „I nie pokazaliśmy tej jedności, tego zbratania, a to bardzo osłabia Polskę”.

Wychodząc od „jedności” Jarosław Kaczyński szybko doprecyzował, kto buduje „Polskę silną, sprawiedliwą i godną” i kogo można utożsamić z „dobrem”, wokół którego należy się jednoczyć.

Tej eksplikacji posłużyła postać Lecha Kaczyńskiego. „Budował on nurt, który już trzykrotnie podejmował próby wielkiej, dobrej zmiany”: za rządów Jana Olszewskiego, rządów PiS w latach 2005-2007 i obecnie.

„Był człowiekiem, którego pamięć budowała naszą jedność. Siłę PiS, wielkiej koalicji prawicy, sił patriotycznych” – Kaczyński wprost powiedział, jaką jedność ma na myśli. To jedność jego obozu politycznego.

„Nikt nie odegrał w ciągu ostatnich 10 lat tak wielkiej roli jak on. I dlatego ten pomnik tutaj stanie. Będzie to nasze kolejne zwycięstwo” – mówił Kaczyński. W tej sytuacji deklaracja, że pomniki „nie są przeciwko nikomu” zabrzmiała nieprzekonywająco.

Demagogia populistyczna – ofiary nie mają tytułów i funkcji

Kaczyński, którego partia ma kłopoty po ujawnianiu w lutym 2018 wysokich nagród, jakie premier Szydło przyznała w 2017 roku samej sobie i swoim ministrom, próbuje odbudować wizerunek PiS jako siły bliskiej ludziom, dążącej do zasypania podziałów na lepszych i gorszych, partii prawdziwie egalitarnej.

Tworzeniu takiego wizerunku miał  w przemówieniu służyć fragment:

„Spójrzmy na napis na tym pomniku. Tam jest 96 nazwisk, bez żadnych tytułów, funkcji. Po prostu 96 osób, Polek i Polaków. Osób, które wspólnie wybrały się do Katynia właśnie po to, by podtrzymać pamięć. I już to jest wystarczającym powodem, by ten pomnik tutaj stanął”. I dalej:


Gdyby to była wycieczka z miasta i wsi, jakichś ludzi, którzy nie pełnią funkcji, to i tak ten pomnik powinien tutaj stanąć.

Jarosław Kaczyński, Przemówienie podczas odsłonięcia pomnika smoleńskiego - 10/04/2018

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


Demagogia. Chodzi przecież o uhonorowanie przedstawicieli elit, głównie PiS


Trudno poważnie traktować wypowiedź Kaczyńskiego, zwłaszcza, że w dalszej części podkreśla on że „w Smoleńsku zginęła część polskiej elity”, a następnie wychwala postać swego prezydenckiego brata.

Dodatkowo prezes wpisuje się w martyrologiczno-spiskową teorię smoleńską podkreślając:

„związek z tym, co wydarzyło się w 1940 roku w Katyniu. Tam też mordowano polską elitę. Nie można tego z naszej pamięci wypierać. Musimy mówić nie tylko o pamięci, ale i o godności”.

Teza Kaczyńskiego o równości wszystkich ofiar zostaje zatem podwójnie zakwestionowana przez niego samego. Te ofiary są nierówne zwykłym ofiarom wypadków, bo są elitą, a sam prezydent był postacią niezwykle wręcz wybitną („Nikt nie odegrał w ciągu ostatnich 10 lat tak wielkiej roli jak on” – chodzi chyba o dekadę 2000-2010?). Poza tym to nie był to zwykły wypadek tylko męczeńska śmierć w wyniku – to pozostaje w domyśle – rosyjskiego zamachu.

W styczniu 2006 roku podczas wystawy gołębi pocztowych w Katowicach pod ciężarem śniegu zawalił się źle wykonany dach. W budynku było ok. 700 osób. Zginęło 65, a ponad 170 zostało rannych. Prezydent Lech Kaczyński ogłosił trzydniową żałobę narodową i przeznaczył z budżetu kancelarii milion złotych na pomoc rodzinom. Ale pamięć ofiar uczczono skromnym pomnikiem, który wygląda tak:

Na Las Kabacki pod Warszawą w 1987 roku runął Ił 62 lecący do Nowego Jorku. Zginęło dwa razy więcej osób niż w Smoleńsku – 183 osoby. Uhonorowani są krzyżem i tablicą przy leśnej alejce.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym