Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by AFPPhoto by AFP

W XVI i XVII w. Hiszpania i Portugalia zdominowały żeglugę morską, zajmując znaczną część Ameryki Południowej i Środkowej. W XVIII i XIX w. nacisk na rozwój floty wojennej i rewolucja przemysłowa przyniosły globalną dominację Wielkiej Brytanii. Po II wojnie światowej prężnie rozwijająca się gospodarka, napływ utalentowanych ludzi zza oceanu i hojne finansowanie przez instytucje publiczne uczyniło z USA niekwestionowanego lidera w branży nowoczesnych technologii.

Jeden z najważniejszych wyścigów w XXI w. bezapelacyjnie wygrywają zaś Chiny. To wyścig o czyste technologie, które – prędzej czy później – zastąpią paliwa kopalne. Bardzo możliwe, że w przypadku Chin nadejdzie to znacznie szybciej, niż wielu osobom mogłoby się wydawać.

Chiny napędza „nowa trójka”

Przez lata podstawę eksportu w Chinach stanowiły odzież, meble i sprzęt AGD. Dziś rządzi już „nowa trójka”, czyli panele fotowoltaiczne, baterie litowo-jonowe i pojazdy elektryczne. Co prawda sukcesy chińskich platform sprzedażowych pokazują, że zapotrzebowanie na m.in. tanie ubrania wciąż jest ogromne, ale to właśnie czyste technologie napędzają gospodarkę. I nie ma w tym cienia przesady.

Z analizy opublikowanej na portalu Carbon Brief wynika, że czyste technologie z sektora energetycznego rozwijają się w Chinach znacznie szybciej niż cała gospodarka. O ile PKB Chin wzrosło w 2025 roku o 5 proc., tak czyste technologie – aż o 18 proc. (czyli o 6 pkt proc. więcej niż rok wcześniej). Dzięki temu odpowiadały one za 37 proc. wzrostu gospodarczego w poprzednim roku. Najwięcej ze wszystkich sektorów.

Błyskawicznie rosną też inwestycje w rozwój mocy produkcyjnych. W 2025 roku uległy one niemal podwojeniu (wzrost o 90 proc.) i sięgnęły już 1 biliona dolarów. Dla porównania inwestycje w paliwa kopalne, choć wciąż pokaźne, były niemal czterokrotnie mniejsze (260 miliardów dolarów).

Przeczytaj także:

Ósma gospodarka świata

Być może najlepiej skalę rozwoju sektora czystych technologii oddaje jednak inna oszałamiająca statystyka. Gdyby chiński przemysł czystych technologii był krajem, byłby… ósmą największą gospodarką świata.

„Inwestycje w produkcję czystej energii pokazują, jak mocno Chiny stawiają na transformację energetyczną u siebie i za granicą” – komentuje Lauri Myllyvirta, autor opracowania na Carbon Brief i główny analityk w Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA).

Myllyvirta zwraca przy tym uwagę, że dalsza ekspansja nie jest gwarantowana. „Czynniki niepewności” pochodzą zaś zarówno z samych Chin, jak i ogólnej sytuacji geopolitycznej na świecie, w tym nasilających się wojen handlowych. Największy rynek zbytu i największy potencjał wzrostu wciąż mają jednak same Chiny. Tylko to może więc wystarczyć, by „boom” na fotowoltaikę, wiatraki czy pojazdy elektryczne trwał w najlepsze.

W interesie Chin

Jak zauważa Marcin Popkiewicz, badacz megatrendów i czołowy ekspert ds. transformacji energetycznej, inwestycje Chin to nie zewnętrzny przymus, lecz własny wybór. „Azjatycki gigant działa w swoim własnym interesie” – podkreśla Popkiewicz w analizie na portalu „Ziemia na Rozdrożu”.

Z jednej strony Chiny to jedno z państw, które szczególnie silnie odczuwa i będzie odczuwać skutki zmiany klimatu (a do tego węgiel przyczynia się do powstania smogu). Z drugiej strony Chiny nie posiadają znaczących złóż ropy i gazu, przez co są zależne od importu. „W sytuacji potencjalnego konfliktu z kontrolującymi szlaki żeglugowe Stanami Zjednoczonymi stawia je to w bardzo trudnej sytuacji” – wyjaśnia Popkiewicz.

Niemniej ważne jest jednak to, że dla Pekinu czyste technologia to po prostu dobry biznes. „Oparcie się na własnych, odnawialnych, źródłach energii, a do tego elektryfikacja transportu oraz przemysłu i inne działania ukierunkowane na odejście od paliw kopalnych, to dla Chin okazja. Okazja do zdominowania tych przyszłościowych sektorów i wzmocnienia konkurencyjności swojej gospodarki” – komentuje ekspert.

Węgla coraz więcej…

Ta dominacja Pekinu już teraz jest niepodważalna. I faktycznie wszystko wskazuje, że będzie coraz większa.

Niezależna organizacja pozarządowa Global Energy Monitor przyjrzała się planowanym i realizowanym projektom wiatrowym i słonecznym na skalę przemysłową. Opublikowana na początku lutego analiza wykazała, że pod względem mocy Chiny odpowiadają za połowę takich projektów na świecie. Dla porównania kraje G7 zaledwie za 11 proc., mimo że kontrolują około połowy globalnego bogactwa.

Mimo to w mediach, z wypowiedzi polityków i w komentarzach w sieci regularnie wychodzi przekaz, że Chiny wcale tak od tego węgla nie odchodzą. Taka narracja jest zarówno skrajnie niesprawiedliwa, jak i… uzasadniona.

Zacznijmy od tego drugiego.

Dowodem na prowęglową politykę Chin ma być przede wszystkim to, że budowa nowych elektrowni węglowych przeżywa renesans. I rzeczywiście – w 2025 roku liczba nowych i reaktywowanych projektów tego typu wzrosła do rekordowego poziomu (161 GW), a liczba przyłączonych mocy osiągnęła najwyższy poziom od dekady (78 GW). Dla porównania to więcej niż Indie, czyli kraj z drugą co do wielkości flotą elektrowni węglowych na świecie, oddały w całej dekadzie 2015-2024.

Dlaczego jednak nie jest to tak dramatyczna (z perspektywy ochrony klimatu) informacja, jak mogłoby się wydawać? I tu dochodzimy do „niesprawiedliwego” elementu narracji: o wiele ważniejsze niż to, ile elektrowni się buduje, jest to, w jaki sposób się z nich korzysta.

A Chiny korzystają z nich coraz mniej chętnie.

…węgla coraz mniej

Chiny, doświadczone kryzysem energetycznym, pandemią i długotrwałą suszą utrudniającą prace elektrowni wodnych, wolą dmuchać na zimne. Ogromne inwestycje w elektrownie węglowe mają być gwarantem, że problemy z generacją prądu już się nie powtórzą, a gospodarka będzie gotowa na wszelkie geopolityczne wstrząsy.

Ogromne moce w węglu powstają więc jako plan awaryjny, „na wszelki wypadek”.

Jednak absolutny plan nr 1 to ekspansja czystych technologii, na które przeznaczane jest 90 proc. wydatków na inwestycje w wytwarzanie energii.

Dlatego, choć w 2025 roku oddano niewidzianą od dekady ilość mocy w elektrowniach węglowych, to jednocześnie… produkcja prądu z tych instalacji zmalała o 1,9 proc.

„Bez wątpienia w najbliższych latach moc elektrowni węglowych w Chinach wciąż będzie rosnąć. Trzeba mieć jednak na uwadze, że coraz częściej instalacje te stanowią rezerwę, która jest uruchamiana tylko wtedy, gdy nie ma dość energii ze źródeł bezemisyjnych. Jeszcze niedawno współczynnik wykorzystania mocy elektrowni węglowych wynosił 50 proc. Wszystko wskazuje, że w 2030 będzie to już ok. 30 proc.” – wyjaśnia OKO.press Popkiewicz.

Warto przy tym odnotować, że 2025 rok przyniósł kolejną bardzo ważną zmianę: pod koniec zeszłego roku chińskie źródła bezemisyjne osiągnęły już większą zainstalowaną moc niż paliwa kopalne. „Kwestią czasu pozostaje, gdy energetyka wiatrowa i słoneczna nie tylko staną się najważniejszymi źródłami energii, ale i zdeklasują całą resztę. Patrząc na gigantyczną skalę wdrażania tych technologii, dojdzie do tego zapewne za nie więcej niż kilkanaście lat” – dodaje Popkiewicz.

Emisje Chin spadają

W 2025 roku źródła inne niż paliwa kopalne wygenerowały już 42 proc. energii w Chinach. To o 3 pkt proc. więcej niż rok wcześniej.

W tym momencie osoby wytykające Pekin palcami za rzekomą bezczynność chętnie podnoszą też inny argument. 10 proc. ze 100 to więcej niż 80 proc. z 10. Nie chodzi więc o to, jak zmienia się udział procentowy paliw kopalnych, lecz jak zmienia się zapotrzebowanie. A że Chiny generują coraz więcej prądu, to i potrzebują więcej źródeł do ich wytwarzania. Wszystkich źródeł.

I także w tym przypadku argument ten można już uznać za nietrafiony. W 2025 roku nowe zapotrzebowanie na energię elektryczną w Chinach zostało pokryte całkowicie przez nowe przyłączone moce w energetyce słonecznej, wiatrowej i jądrowej. Do tego wzrosła też produkcja z elektrowni wodnych i bioenergii.

Dzięki temu elektrownie węglowe mogły pracować rzadziej. To z kolei przełożyło się na spadek emisji CO2 w ciągu całego roku o 0,3 proc. i o 1 proc. w ostatnim kwartale 2025 roku. Jedynym ważnym sektorem, który w tym czasie odnotował wzrost emisji CO2, był przemysł chemiczny. Z kolei spadki miały miejsce m.in. w transporcie (o 3 proc.), energetyce (1,5 proc.) i produkcji materiałach budowlanych (7 proc.).

Co więcej, emisje dwutlenku węgla spadają lub utrzymują się na podobnym poziomie już od marca 2024 roku, a więc przez blisko dwa lata.

Transformacja po chińsku

„Skoro Chiny nic nie robią, to czemu robić ma Unia Europejska i Polska?” – pytają sceptycy. „Inni rozwijają gospodarkę, a my ją zadeptujemy dla zielonej ideologii” – dodają.

Te i inne tego typu argumenty mają stanowić podstawę do uzasadnienia, dlaczego warto odrzucać polityki klimatyczne. O tym, kto za nimi stoi i jaki ma w tym interes, można by napisać nie tylko osobny artykuł, ale i całe książki (które zresztą powstają).

O tym, ile w tych argumentach jest prawdy, mówią zaś konkretne dane.

;
Na zdjęciu Szymon Bujalski
Szymon Bujalski

Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.

Komentarze