0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
10 lipca 2022

Gaz Putina i atom Ukrainy - czyli co jest zieloną energią w czasie wojny

6 lipca Parlament Europejski przyjął tzw. zieloną taksonomię - wytyczne, jakie muszą spełnić inwestycje, by wpisać się w proklimatyczne ambicje UE. Głosowanie dotyczyło energetyki gazowej i atomowej, odległych od siebie technologii pod względem emisji. Zwolennicy atomu protestują

Wydrukuj

Przyjęcie takiego tzw. aktu delegowanego (czyli po prostu dokumentu wydzielonego do osobnych negocjacji, by nie blokował całości legislacji) oznacza, że zarówno źródła gazowe jak i atomowe, formalnie są uznane przez UE za „zielone” i inwestycje w nie będą mogły być finansowane ze środków unijnych.

Czy to dobrze? – wokół tego pytania trwa gorący spór przeciwników jednej i drugiej technologii z wojną na Ukrainie w tle.

To wynik gry politycznej

Według Antoniego Goldsteina z Fota4Climate, polskiej fundacji zajmującej się m.in. propagowaniem energii atomowej jako wydajnego, niezawodnego i niskoemisyjnego źródła energii, wpisanie gazu i energii atomowej do jednego dokumentu to wynik politycznych gier przeciwników atomu.

„Nie podoba nam się uwzględnienie w taksonomii gazu, paliwa kopalnego i emisyjnego. Ma to wymiar symboliczny i rozumiemy tych, którzy widzą w tym naruszenie wiarygodności całej taksonomii. To wynik gier politycznych przeciwników atomu: wpisanie gazu w pakiet miało prowadzić do odrzucenia całości, a więc także energii atomowej. To smutne świadectwo polityki ważniejszej od klimatu” – mówi Goldstein.

Rzeczywiście, wspólne głosowanie nad „zazielenieniem” gazu i energii atomowej może budzić zdziwienie.

Gaz to paliwo kopalne o emisyjności rzędu ok. 500 g dwutlenku węgla na każdą kilowatogodzinę wyprodukowanej energii elektrycznej. To nieco więcej niż połowa emisji z węgla oraz kilkudziesięciokrotnie więcej niż w przypadku produkcji prądu z wiatru i atomu.

Ostre warunki na gaz

Jednak instalacje gazowe będą musiały spełnić ostre wymogi narzucone w dokumencie przegłosowanym właśnie przez Parlament Europejski, co w praktyce ograniczy inwestycje w tę technologię.

Zgodnie z nowymi zasadami nowe elektrownie gazowe - wybudowane do 2030 roku - będą uznawane za tzw. przejściowe źródło energii, o ile zastąpią moce węglowe lub na olej opałowy i do 2035 roku przestawią się na gaz niskoemisyjny, np. wodór, a emisje z nich utrzymają się poniżej maksymalnego pułapu przez 20 lat.

“»Zwycięstwo« gazu nie ma wymiaru praktycznego. Narzucono na takie inwestycje bardzo ostre ograniczenia. W grę wchodzą tylko instalacje, które wychwytują CO2, takie, które w większości spalają wodór lub takie, które pracują mniej niż 2 miesiące w roku. Żadne istniejące elektrownie gazowe nie spełniłyby tych zasad, a te, które spełnią, będą emitować mniej CO2 od biomasy. Dopuszczenie ma też limit czasowy” – mówi Goldstein.

Rosja utrzyma narzędzie szantażu?

Z oczywistych względów – przez wojnę Władimira Putina w Ukrainie – gaz nie ma ostatnio najlepszej prasy. Rosja ogranicza dostawy do Unii Europejskiej, wywierając presję ekonomiczną przede wszystkim na Niemcy, co ma – i może – przynieść skutek w postaci niepokojów społecznych i spadku poparcia dla walczącej Ukrainy. Uzależnienie od rosyjskiego gazu, które rzekomo nigdy nie miało stać się narzędziem brutalnej gry geopolitycznej Kremla – stało się właśnie tym.

Przed wojną gaz był pożądanym elementem w miksie energetycznym tych państw, które inwestowały w rozwój odnawialnych źródeł energii. Gdy farmy wiatrowe i fotowoltaiczne stały bezczynnie w czasie flauty bądź nocą, system stabilizowały gazówki. W Niemczech ich rola rosła w miarę wyłączania kolejnych elektrowni atomowych.

Mimo wojny i rosyjskiego szantażu Berlin nadal upiera się przy wyłączeniu trzech ostatnich w pełni sprawnych elektrowni atomowych do końca tego roku.

Przed głosowaniem w PE pojawiły się głosy, że odrzucenie taksonomii w zakresie dotyczącym gazu i atomu będzie porażką Putina, bo uniemożliwi Moskwie dalsze utrzymywanie UE na gazowej smyczy. Podnoszono też kwestię Rosatomu, jednego ze znaczących dostawców paliwa dla unijnego sektora energii atomowej.

Wielogłos Lewicy

„Nie dla taksonomii! Gaz i atom nie są „zrównoważonymi źródłami energii”! Niestety, podczas dzisiejszego głosowania [Parlament Europejski] tego nie zrozumiał. Putin otwiera szampana...” – napisał na Twitterze Robert Biedroń, europoseł Nowej Lewicy z grupy Socjalistów i Demokratów.

„Wręcz przeciwnie, zamyka” – odparowała Biedroniowi Anna-Maria Żukowska z Zarządu Krajowego Lewicy.

Nie da się ukryć, że splątanie gazu i atomu w jednym strategicznym dokumencie postawiło zwolenników tej drugiej technologii w kłopotliwej sytuacji – broniąc niskoemisyjnego atomu chcąc nie chcąc wspierali inwestycje w wysokoemisyjny i politycznie wątpliwy gaz. I o ile gaz może być znów „nasz” – w znaczeniu pochodzenia z zaprzyjaźnionych krajów – o tyle paliwem kopalnym pozostanie na zawsze.

Według najzagorzalszych przeciwników, taksonomia „to brudny, lobbingowy deal, w który Rosja jest zamieszana” – tak określiła dokument przewodnicząca Zielonych (i koalicjantka Platformy Obywatelskiej) Urszula Zielińska w rozmowie z “Biznes Alertem”.

“Rosyjskie koncerny energetyczne Gazprom, Łukoil i Rosatom wykorzystywały swoje powiązania lobbingowe w Brukseli. Firmy te od marca 2018 roku odbyły 18 spotkań z przedstawicielami Komisji Europejskiej w sprawie taksonomii i otwarcia możliwości finansowania gazu oraz atomu” – powiedziała Zielińska, powołując się na ustalenia francuskiego Greenpeace.

“Zgodnie z raportem, Rosja mogłaby zarobić dodatkowe cztery miliardy euro rocznie, jeśli Europa uzna gaz za “zielone” paliwo. W sumie to 32 mld euro do 2030 roku. Z kolei Rosatom, który jest silnie powiązany handlowo z europejskim przemysłem jądrowym, dzięki nowym inwestycjom w atom może zyskać nawet 500 mld euro” – dodała Zielińska.

Ukraina za gazem i atomem

“Kalkulacje sugerujące miliardy euro dla Rosji dzięki taksonomii są bez związku z rzeczywistością. Rosja nie jest nawet w pierwszej piątce na świecie producentów uranu, czołowe państwa to Kazachstan, Kanada i Australia. Dywersyfikacja źródeł jest tu banalna. Natomiast instalacje gazowe z tak silnymi ograniczeniami nie wpłyną na zużycie tego paliwa, chyba że redukując je: nowe instalacje musiałyby tego gazu zużywać istotnie mniej” – odpiera zarzuty posłanki Zielonych Goldstein z Fota4Climate.

„Parlament Europejski zgodził się z rekomendacją komitetu naukowego UE, mimo innej agendy politycznej niektórych państw członkowskich. Nauka i fakty zwyciężyły. Energia jądrowa produkuje energię dokładnie wtedy, kiedy jest na nią zapotrzebowanie. To wielokrotnie zmniejsza potrzebę budowy bardzo drogich magazynów [chodzi o backup dla odnawialnych źródeł energii – red.]. Międzynarodowa Agencja Energii ocenia, że dla neutralności klimatycznej musimy co najmniej podwoić światowe moce EJ do 2050” – dodaje aktywista.

Nawet walcząca z Putinem Ukraina - świeżo upieczona kandydatka do członkostwa w UE - opowiedziała się jasno za gazem i atomem w taksonomii. „Głęboko wierzę, że uwzględnienie gazu i energii atomowej w taksonomii będzie ważnym elementem europejskiego bezpieczeństwa energetycznego, zwłaszcza w kontekście rezygnacji z gazu z Rosji” – napisał w oświadczeniu skierowanym do europosłów minister energetyki Ukrainy Herman Hałuszczenko.

Nie oznacza to, że inwestycje w energetykę jądrową nie będą podlegały ograniczeniom. Do 2025 należy w takiej inwestycji przejść na paliwo o zwiększonej odporności na wypadki (ang. accident-tolerant fuel, ATF), trzeba też zapewnić plan, który do 2050 zapewni miejsce ostatecznego składowania odpadów.

Według ruchu proatomowego, te obostrzenia nie powinny zahamować rozwoju energetyki jądrowej, aktualnie najistotniejszego źródła energii w UE z udziałem w unijnym miksie rzędu 25 proc.

“Potrzebne technologie są dostępne, a terminy rozsądne. Bezpieczne powłoki dla paliwa już są testowane, a bezpieczne składowisko zaczyna właśnie działać w Finlandii, jego budowa trwała około 6 lat. Inne kraje mogą użyć fińskiego doświadczenia w tej kwestii. Opory przed budową takich składowisk są głównie polityczne, taksonomia pomoże je zwalczyć” – twierdzi Goldstein.

Będą procesy sądowe?

Głosowanie w europarlamencie nie kończy walki o to, co będzie można nazywać zieloną energią w UE. Szereg organizacji ekologicznych opowiadających się zarówno przeciw gazowi, jak i atomowi zapowiada walkę sądową przeciw taksonomii, którą określają jako pozorowanie „zieloności”.

„Gaz i energia jądrowa nie są ekologiczne, a oznaczanie ich jako takich jest rażącym greenwashingiem – szkodzi to klimatowi, a także przyszłym pokoleniom! Dzisiaj lobby wspierające gaz kopalny i energię jądrową odniosło sukces, doprowadzając do przesunięcia miliardów z inwestycji, które są tak bardzo potrzebne, aby zapewnić transformację klimatyczną” – napisała w oświadczeniu Ester Asin, dyrektor w WWF European Policy Office.

„Przegraliśmy tę bitwę, ale nie zrezygnujemy z walki. Uważamy, że ten akt jest niezgodny z rozporządzeniem dotyczącym Taksonomii, więc wraz z innymi organizacjami, takimi jak ClientEarth, WWF zbada wszystkie potencjalne możliwości dalszych działań, aby powstrzymać ten greenwashing i chronić wiarygodność całej taksonomii UE. Wzywamy państwa członkowskie i europosłów do tego samego” – dodała Asin.

Udostępnij:

Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne