Prawa autorskie: Maciek Jaźwiecki / Agencja GazetaMaciek Jaźwiecki / A...
09 września 2020

Cichanouska: „Protesty się nie skończą, bo na Białorusi dziś każdy jest liderem" [WYKŁAD NA UW]

„Bałam się każdego dnia. Każdego dnia budziłam się i musiałam pokonać swoje lęki, iść naprzód. Wiedziałam jednak, że po prostu muszę to zrobić". Poruszający wykład Swiatłany Cichanouskiej wygłoszony 9 września 2020 roku na Uniwersytecie Warszawskim

Swiatłana Cichanouska, liderka białoruskiej opozycji i była kandydatka na prezydenta gościła po raz pierwszy w Warszawie.

Podczas wizyty w Polsce spotkała się m.in. z Mateuszem Morawieckim. Po godzinnej rozmowie premier wręczył opozycjonistce symboliczne klucze do nowej siedziby Domu Białoruskiego w Warszawie i zapewnił o poparciu Polski dla demokratycznej Białorusi.

Cichanouska została jedną z liderek białoruskiej opozycji po aresztowaniu przez władze jej męża Siargieja, znanego dysydenta. Po wyborach prezydenckich 9 sierpnia, w których oficjalnie zwyciężył po raz kolejny Aleksander Łukaszenka, schroniła się na Litwie. Białorusini, przekonani, że wybory zostały sfałszowane i że Cichanouska je wygrała, rozpoczęli masowe protesty, które trwają do dziś.

Oto treść wykładu Swiatłany Cichanouskiej:

Szanowni Państwo Profesorowie, Szanowny Panie Rektorze, Drodzy Studenci!

Dziękuję za to, że mogę przemawiać na Uniwersytecie Warszawskim, jednej z najlepszych uczelni w Polsce i Europie Wschodniej. Gdy weszłam na teren kampusu, przywitało mnie wielu polskich i białoruskich studentów. Jestem głęboko wzruszona tymi wyrazami solidarności.

Jestem wzruszona, ale także spięta, bo zawsze stresuje mnie przemawianie przed dużą publicznością. Mam więc ze sobą notatki, żeby się nie pogubić. Z góry przepraszam, bo wolałabym mówić bez ich pomocy.

Na Białorusi moja historia jest dziś dość powszechnie znana – ludzie wiedzą już, skąd się wzięłam, jak zostałam narodową liderką Białorusi. Ale myślę, że być może nie wszyscy z Was to wiedzą, dlatego pozwólcie, że od tego zacznę.

Kilka miesięcy temu nie przyszłoby mi do głowy, że znajdę się w takiej sytuacji i będę przemawiać w imieniu mojego narodu.

Jak wielu Białorusinów żyłam swoim życiem, we własnym świecie - z moim mężem i dziećmi. Wychowywałam potomstwo, dbałam, by mój dom był ciepły i bezpieczny. Przez wiele lat nie miałam pojęcia, co działo się poza nim. Kiedy wreszcie się dowiedziałam, przejrzałam na oczy. Wszystko zapoczątkował mój mąż Siargiej Cichanouski, gdy założył na YouTubie kanał „Country for life". Wraz z nim, poprzez jego filmy, zaczęłam odkrywać, jak żyją Białorusini. Podróżował po Białorusi i pozwalał zwykłym ludziom opowiedzieć swoje historie. Dzięki tym filmom poznałam prawdę o sytuacji w kraju. O biedzie, korupcji, nierównościach i niesprawiedliwości. Dotarło do nas, że „stabilność" Białorusi to tylko mit.

Przez wiele lat działania obecnej władzy Białorusini byli poniżani i zastraszani. Reżim traktował obywateli jak sługusów. Nie mieli władzy, nie mieli głosu. A najgorsze było to, że nikt nie wierzył, że ten status quo może się kiedykolwiek zmienić.

Podczas swoich wypraw mój mąż Siargiej przekazywał mikrofon ciemiężonym i obrażanym przez władzę. Ludzie podążali za nim, ufali mu, bo dał im coś, czego rządzący dać nie mogli. Dał im głos i poczucie godności.

Zdecydowałam się na kandydowanie z miłości

Wówczas to nie była jeszcze moja własna walka, ale wszystko zmieniło się, gdy Siargiej został aresztowany na początku kampanii wyborczej. Władze nie chciały, by startował na prezydenta, widziały w nim poważnego wroga. Gdy go zatrzymano, poszłam do Centralnej Komisji Wyborczej i zarejestrowałam mój własny komitet, by kandydować. To był dla mnie pierwszy krok i zrobiłam to z miłości. Dla mojego męża. Decyzja, by zostać prawdziwą liderką, przyszła później, bo z każdym dniem docierało do mnie, że ludzie, którzy wierzyli w mojego męża zaczęli wierzyć we mnie.

W ich oczach widziałam tak mocne pragnienie zmiany i budowania nowego, lepszego kraju dla nich samych i ich dzieci, że po prostu nie mogłam ich zawieść. Nie mogłam się wycofać.

To była bardzo trudna droga. Bałam się każdego dnia. Każdego dnia budziłam się i musiałam pokonać swoje lęki, iść naprzód. Wiedziałam jednak, że po prostu muszę to zrobić. Wspólnie z wszystkimi Białorusinami.

Moja rola zarazem była łatwa – oddać Białorusinom to, co zostało im zabrane. Ich głos i ich siłę. Wystartowałam, by wybory znowu były sprawiedliwe. Ale 9 sierpnia nasze głosy, głosy Białorusinów, zostały im skradzione. Moi rodacy nie mają wątpliwości, na kogo głosowali. Ja także wiem, że zostałam wybrana na prezydentkę Republiki Białorusi. Ale głosy skradziono, więc nie możemy tego udowodnić.

Dlatego Białorusini musieli wyjść na ulice, by bronić swojego wyboru. Walka trwa. Protestować zaczęliśmy jeszcze w maju i nie przestaniemy, bo nie ma już odwrotu. Przekroczyliśmy punkt krytyczny w momencie, gdy władza odpowiedziała pokojowo protestującym przemocą 9, 10 i 11 sierpnia. Gdy ludzie byli siłą zabierani z ulic, wtrącani do więzień i torturowani. Mam nadzieję, że widzieliście dowody – zdjęcia, które ludzie publikowali po wyjściu z aresztu.

Co najmniej sześć osób zginęło. Wiele jest zaginionych, wiele wciąż leży w szpitalach. Wiele zostało zgwałconych. Dla Białorusinów to był prawdziwy szok. Nikt nie spodziewał się w naszym kraju przemocy na taką skalę.

Obecnie reżim próbuje nas przestraszyć i zniechęcić. Ale może polegać jedynie na sile. My natomiast mamy naszą solidarność i wizję nowej Białorusi.

Kobiety na pierwszej linii frontu

Wytłumaczę teraz, dlaczego nasze protesty są tak wyjątkowe.

Po pierwsze dlatego, że przewodzą im kobiety. Nigdy wcześniej na Białorusi zaangażowanie kobiet-aktywistek na wszystkich poziomach nie było tak silne. Kobiety, jedna z najbardziej uciskanych grup, powstały. Zbierały podpisy pod kandydaturami na prezydenta. Występowały ze mną na scenie. Były na pierwszej linii frontu, łamały policyjne kordony, broniły mężczyzn przed funkcjonariuszami. Doceniam ich zaangażowanie w tę walkę, bo wiem, jakie to dla nich trudne. Mam nadzieję, że moją aktywnością udało mi się je zainspirować.

Naszych mężczyzn wtrącano do więzień, więc znalazłyśmy w sobie siłę, by wyjść na ulice w ich miejsce. Siłę, by iść naprzód. Wszystkie te kobiety, które dziś protestują, zrozumiały, że ich życiowa rola jest znacznie większa, niż sądziły. Że mogą być liderkami. Jesteśmy uprzejme i mężczyznom ciężko jest się nam, kobietom, przeciwstawić.

Po drugie sądzę, że białoruskie władze nie doceniły roli internetu. Są staroświeckie i chyba zapomniały, że świat idzie naprzód. Nowe technologie napędzają białoruskie protesty. YouTube pozwala Białorusinom opowiadać ich historie bez obaw i bez ograniczeń. Wiadomości na Telegramie pozwalają wymieniać poglądy bez cenzury. Władze utraciły kontrolę nad przestrzenią informacyjną.

W Białorusi wciąż silna jest propaganda wymierzona w osoby, które walczą o swoje prawa, wymierzona we mnie. Pokazują mnie jako złą osobę, która chce oddać kraj w obce ręce, np. Unii Europejskiej. Ale jedyne, co mają, to propaganda telewizyjna. A ludzie nie wierzą już telewizji. Dzięki tym alternatywnym źródłom informacji mogą dowiedzieć się prawdy o wydarzeniach na Białorusi, omijając propagandę. Wiemy, że część z tych źródeł ulokowana jest tu, w Polsce. Doceniam, że polskie władze wspierają je, by mogły otwarcie mówić prawdę, o tym co się dzieje w naszym kraju.

Nasze protesty powinny zostać pokojowe

Po trzecie w naszych protestach wyjątkowe jest to, że są całkowicie oddolne i pokojowe. Ich zdecentralizowany charakter i brak liderów rekompensuje ich powszechność i zdolność grup do samoorganizacji. Władze myślą, że jeśli pozbędą się z kraju liderów opinii, to protesty same ucichną. Nie rozumieją, że liderzy nie dyrygują protestami. Organizują je sami Białorusini. Władze nie zdołają pozbyć się nas wszystkich. Te protesty się nie skończą, bo na Białorusi dziś każdy jest liderem.

Jestem przekonana, że białoruskie protesty powinny pozostać pokojowe. Wierzę, że nie da się zwalczyć przemocy przemocą. Reżim pokazuje swoją słabość wysyłając żołnierzy przeciwko śpiewającym, nieuzbrojonym kobietom. W historii wiele było podobnych przykładów. Choćby w Armenii czy Tunezji pokojowy opór doprowadził do zmiany władzy.

Wielu Białorusinów porównuje obecne wydarzenia do polskiego ruchu „Solidarności". Rzecz jasna kontekst historyczny jest zupełnie inny. Ale są też podobieństwa – np. strajki pracownicze, różne formy politycznego sprzeciwu. Dla „Solidarności" droga była długa. Mam nadzieję, że dla Białorusinów będzie znacznie krótsza.

To oburzające, że katolickiemu arcybiskupowi Kondrusiewiczowi nie pozwala się na powrót do kraju. W ten sposób władze Białorusi próbują stworzyć napięcie pomiędzy białoruskim kościołem prawosławnym i katolickim. To im się nie uda. Historia Białorusi jest oczywiście bardzo skomplikowana. Zawsze byliśmy pomiędzy wielkimi mocarstwami, co nauczyło nas ostrożności. Dziś wszyscy zgadzamy się jednak, że Białoruś powinna pozostać neutralnym, ale niezależnym i suwerennym krajem.

Liczę, że Polska będzie z nami

Protesty obudziły zainteresowanie Białorusinów ich korzeniami, narodową historią. Na każdej demonstracji powiewają historyczne biało-czerwono-białe flagi. Wielu obywateli dopiero teraz poznaje swoją nieocenzurowaną historię i kulturę. Podobnie jak ja, wielu wcześniej nie zdawało sobie z nich sprawy. Teraz uczą się historii, teraz tworzy się nasz naród.

Chciałabym bardzo, żeby białoruskie uniwersytety były miejscami, w których Białorusini uczą się jak być aktywnymi i odpowiedzialnymi obywatelami. Podziwiam studentów i wykładowców, którzy codziennie wyrażają na Białorusi swój sprzeciw. Mam nadzieję, że władza nie postanowi usunąć ich z kraju, jak to miało miejsce w przeszłości. Z pewnością przyda im się solidarność ich kolegów i koleżanek z Polski. Przez wiele lat Polska przyjmowała u siebie naszych studentów, których władza pozbyła się z powodów politycznych. Jestem wdzięczna za program im. Konstantego Kalinowskiego. Dzięki niemu wielu białoruskich studentów ukończyło Uniwersytet Warszawski i inne polskie uczelnie. Potem wracali, by budować nowy, lepszy kraj. Część członków mojego zespołu jest absolwentami polskich uniwersytetów, wspominają je bardzo ciepło. Mam zarazem nadzieję, że w tym roku nie będziemy już musieli prosić o miejsca dla naszych studentów.

Gdyby stało się inaczej, liczę, że Polska będzie z nami. Na koniec pragnę jeszcze raz podkreślić, jak ważne są obecne wydarzenia na Białorusi. Jesteśmy świadkami historycznej zmiany. Naród, który przez 26 lat był ciemiężony, ma w końcu szansę na wolność i demokrację. Skorzystają na tym wszyscy nasi sąsiedzi, cała Europa, w tym Rosja.

Dziękuję za zaproszenie, to był dla mnie zaszczyt. Dziękuję za wsparcie w walce o nasze prawa.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne