Minister Gliński obraził się na dziennikarza za pytanie dlaczego obciął fundusze dla Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Może dlatego, że ujawniło to jego strategię - daje publiczne pieniądze swoim, placówki niezależne niszczy. Podsumowujemy dokonania ministra w polityce wobec instytucji kulturalnych

24 stycznia wicepremier i minister kultury Piotr Gliński wyszedł ze studia radia RMF w trakcie rozmowy z Robertem Mazurkiem. Nie spodobało mu się pytanie o drastyczne zmniejszenie dotacji dla Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku z 7 do 4 milionów złotych. Decyzję podjął po I turze wyborów samorządowych, kiedy było już jasne, że zwycięży w Gdańsku Paweł Adamowicz.

Gliński odmowę odpowiedzi uzasadniał tym, że to pytanie dotyczyło Pawła Adamowicza, a na to się przed programem miał nie godzić. Jest to oczywisty absurd – ta decyzja nie miała nic wspólnego ze śmiercią prezydenta Gdańska.

O tym, jak wicepremier Gliński obraził się na dziennikarza pisaliśmy dokładnie w dniu wywiadu.

Niezależni wylatują

Niechęć do rozmowy na temat finansowania ECS jednak nie dziwi. Gliński nie lubi krytyki, a wiedział, że za obcinanie budżetu ECS nie czekają go oklaski. Stąd, znalazł przykrywkę w postaci zmarłego prezydenta Adamowicza i żałoby – jest to szczególnie haniebne, bo Gliński wykorzystuje do swojego uniku postaci zmarłego prezydenta Gdańska.

Nie jest to pierwsza tego rodzaju decyzja, kiedy kierowane przez Glińskiego ministerstwo obcina budżet podległej instytucji, która zachowuje ideową niezależność wobec PiS.

Gdy jednak uda się już instytucję przejąć – ta albo podupada bądź jej poziom merytoryczny lub artystyczny spada. Nie wiemy, czy PiS ma zakusy na ECS w Gdańsku, wiemy, że nie podoba mu się otwarta formuła ECS. Wiemy też, jak wyglądają losy innych instytucji kulturalnych, które nie podobały się PiS.

Porno-teatr

Minister Gliński pokazał swoje niszczycielskie zapędy już na samym początku sprawowania funkcji. Cztery dni po zaprzysiężeniu próbował bezprawnie zablokować premierę przedstawienia „Śmierć i dziewczyna” we wrocławskim Teatrze Polskim ponieważ jego zdaniem przedstawienie miało być pornograficzne. Spektaklu jednak nie widział.

Teatr Polski był instytucją niewygodną – jej dyrektorem od 10 lat był Krzysztof Mieszkowski, który w 2015 roku został posłem Nowoczesnej. Teatr miał sukcesy – jego przedstawienia były pokazywane w teatrach na całym świecie, w repertuarze były „Dziady” – pierwszy raz wystawione bez skrótów.

W 2016 roku, w konkursie na nowego dyrektora wygrał popierany przez Glińskiego Cezary Morawski. Ważne przedstawienia zastąpiły chałtury, czasem kupowane z prywatnych teatrów i grane przez samego dyrektora. Frekwencja radykalnie spadła, a co do upadku poziomu artystycznego zgadzali się krytycy ponad ideologicznymi podziałami.

W 2018 roku Morawski został ostatecznie odwołany po doniesieniach raportu NIK, w którym znalazła się informacja o zarobkach dyrektora. Miał zainkasować łącznie obok wynagrodzenia ponad 180 tys. zł. Za jedno jego wyjście na scenę jako aktora teatr płacił 2,7 tys. zł.

Zespół aktorski teatru został rozbity, a we Wrocławiu trwa teraz oczekiwanie na nowe rozdanie.

Premier nie będzie

W krakowskim Starym Teatrze rządzi dyrektor z nadania PiS – Marek Mikos. Partii rządzącej nie podobał się poprzedni dyrektor Jan Klata. Nowy miał ambitne plany. Dostał na nie sporo pieniędzy – ministerstwo kultury podniosło w 2018 roku Staremu dotację – z 17,7 mln do 18,15 mln złotych.

Na sezon 2017/2018 Mikos planował 8 premier, zapowiedział też, że będzie chciał współpracować z licznymi reżyserami – na jego liście znajdowały się 32 nazwiska. Nie odbyła się żadna z planowanych premier, w teatrze nie pojawił się żaden z wymarzonych reżyserów nowego dyrektora. Udało się za to podnieść ceny biletów o 27 proc.

Głośna była również stworzona przez Glińskiego afera wokół festiwalu teatralnego Malta. W 2017 roku minister wycofał 300 tys. złotych dotacji dla festiwalu, na tydzień przed jego rozpoczęciem. Nie podobała mu się obecność chorwackiego reżysera Oliviera Frljicia oraz jego medialna aktywność. Opowiadając tygodnikowi „Sieci” o jego walce z „Klątwą”, przedstawieniem Frljicia, wyłożył przy okazji swój program artystyczny:

Wszędzie tam, gdzie mogłem, finansowanie publiczne na takie prowokacje wycofałem. Bo to nie jest sztuka.

Zdefiniował tym samym swój sposób zarządzania kulturą – to on decyduje co sztuką jest, a co nie. W wizji Glińskiego nie ma miejsca na dzieła prowokujące i wychodzące poza wąski horyzont patriotyczny. Jednak jego walka z publicznymi teatrami, które wystawiały odważne dzieła pokazuje, że rację w tym sporze ma środowisko artystyczne, a przypadek Teatru Polskiego we Wrocławiu, że widzowie wizji Glińskiego nie kupują.

Polski punkt widzenia

Podobną filozofią kieruje się Gliński w przypadku muzeów. Ma być patriotycznie. Choć minister od początku swoich rządów w kulturze sugerował, że koncepcja Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku mu się nie podoba, bo nie uwzględnia polskiego punktu widzenia, to batalia sądowa o zmiany w kierownictwie muzeum trwała długo.

Minister i jego recenzenci nie pojawili się na tworzonej wystawie. Dysponowali tylko 70-stronicowym wstępnym projektem. Mieli jednak o koncepcji wystawy jednoznacznie negatywne zdanie.

W kwietniu 2017 sztuczką prawną przez połączenie MIIWŚ z praktycznie nieistniejącym Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 udało mu się ominąć opór międzynarodowej rady muzeum i odwołać dyrekcję. Profesora Pawła Machcewicza zastąpił doktor Karol Nawrocki. Natychmiast zaczął wprowadzać zmiany w wystawie stałej. Nowe kierownictwo uważa, że pokazuje „polski punkt widzenia”, ale jednocześnie niszczy pierwotne, uniwersalne założenia wystawy.

Gliński chciałby również zmienić dyrekcję Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Na lutym 2018 roku napisał, że aby to zrobić, PiS musi wygrać wybory samorządowe w Warszawie. Tłumaczyliśmy wówczas ministrowi, że na szczęście dla muzeum, nawet przejęcie przez PiS samorządu Warszawy nie wystarczy.

„Dwutygodnik” niepotrzebny

W grudniu pisaliśmy też o wstrzymaniu finansowania internetowego pisma kulturalnego „Dwutygodnik”. Jego wydawcą był Narodowy Instytut Audiowizualny, a od 2017 roku Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny.

Ta instytucja powstała z połączenia wydawcy „Dwutygodnika” z Filmoteką Narodową. Oficjalnym powodem zatrzymania finansowania pisma jest to, że połączona instytucja zmienia swój profil na filmowy. Nie ma jednak wątpliwości, że ministerstwo Glińskiego nie jest zainteresowane wspomaganiem „Dwutygodnika” – nie było to medium, które promowało patriotyzm kulturalny w wersji PiS, zamiast tego proponowało przestrzeń dla pogłębionej dyskusji i kulturze. Ta przestrzeń właśnie znika.

Czasem Gliński nie potrzebuje nawet podstawy prawnej, aby zwolnić podległego ministerstwu urzędnika. Szef Instytutu Adama Mickiewicza Paweł Potoroczyn, został przez Glińskiego zwolniony we wrześniu 2016. Minister decyzję tłumaczył „utratą zaufania”. Potoroczyn wygrał następnie sprawę przed sądem, który uznał, że jego zwolnienie nastąpiło w sposób „niezgodny z przepisami prawa”.

Pod rządami Glińskiego przed końcem swojej kadencji odwołany został też Grzegorz Gauden – szef Instytutu Książki pracę stracił w kwietniu – i Magdalena Sroka, szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej – zwolniona w październiku 2017.

Z wszystkich tych przykładów wyłania się obraz ministra, który ma ambicję, aby polską kulturą sterować osobiście i autorytarnie. Wszystkie instytucje, na które ma wpływ, obsadzić wyznawcami kultury zachowawczej i hurrapatriotycznej.

W tej atmosferze nie dziwi obcięcie dotacji dla Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku – jest to instytucja niezależna, która promuje otwartość i wartości demokratyczne związane z historią ruchu Solidarności.

Sprawa zyskała jednak niespodziewany rozgłos, ponieważ minister wpisał ją w kontekst śmierci Pawła Adamowicza. Zapewne trudniej będzie mu teraz uciec od niewygodnych pytań.

OKO.press też chciałoby wiedzieć, dlaczego pan minister Gliński obciął prawie o połowę dotację dla ECS w roku 30-lecia obalenia komunizmu? Może dlatego, że Paweł Adamowicz zapraszał samorządowców z całej Polski na wspólne obchody tej rocznicy 4 czerwca? W kalendarzu nowej pseudohistorii pisanej przez PiS tej daty nie ma.


Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Masz cynk?