0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: A photo illustration taken in Nicosia on May 4, 2026, shows a person in front of a large screen displaying vessel movements in the Strait of Hormuz on a ship-tracking website. Iran's navy fired 'warning shots' at US warships in the Strait of Hormuz on May 4, state media said, after the American military sent cruisers into the Gulf as part of a plan to help trapped commercial vessels leave. Earlier, US President Donald Trump had announced a plan to guide ships from neutral countries out of the Gulf, saying it was a humanitarian effort to help their stranded crews. (Photo by AFP)A photo illustration...

USA i Izrael szykują się do potencjalnego wznowienia wojny w Iranie. Uderzenie miałoby się skupić na infrastrukturze energetycznej, a także na zamachach na życie kluczowych irańskich przywódców.

„Intencją jest to, by przy pomocy szybkiej kampanii przymusić Iran do ustępstw przy stole negocjacyjnym” – powiedział CNN anonimowy izraelski urzędnik.

Ostatecznie decyzja o uderzeniu należy do Donalda Trumpa. A ten ma być coraz bardziej sfrustrowany patem w negocjacjach.

Tak mógłby brzmieć początek tekstu z 25 lutego, na kilka dni przed rozpoczęciem wojny Izraela i USA z Iranem. Wówczas także oba kraje miały gotowe plany ataku, chciały krótkiej kampanii militarnej, a Donald Trump był sfrustrowany brakiem postępu w rozmowach z Iranem. Ale jest 5 maja i tekst dotyczy dzisiejszej sytuacji.

Jeśli, drodzy czytelnicy, macie wrażenie, że w sprawie konfrontacji USA z Iranem kręcimy się w kółko, to nie jesteście w tym poczuciu osamotnieni.

Czy Amerykanie oczekują, że te same metody tym razem przyniosą inne rezultaty? I jak znaleźliśmy się w obecnej sytuacji?

Projekt Wolność

Jak to często w tym wypadku bywa, wszystko zaczyna się od wpisu Donalda Trumpa w mediach społecznościowych.

W niedzielę 3 maja Trump napisał, że kraje z całego świata poprosiły USA, by Amerykanie uwolnili ich statki z cieśniny Ormuz. Nie wymienił żadnych krajów, nikt też się publicznie do takiej prośby nie przyznał. Według amerykańskiego admirała Brada Coopera, w cieśninie utknęły obecnie statki z 87 państw. To ponad 1500 statków i ponad 22 tys. marynarzy.

Nie wiemy, czy Trump faktycznie otrzymał takie prośby, czy jedynie blefował. W swoim wpisie ogłosił jednak „Projekt Wolność”. W jego ramach Amerykanie mieliby „wykorzystać wszystkie możliwości”, by pomóc wyprowadzić statki uwięzione w cieśninie na dalsze wody. Zdaniem Trumpa miałby to być gest humanitarny.

Przeczytaj także:

Trump nie zaproponował żadnych szczegółów, a specjaliści nie wiedzą, jak dokładnie miałyby wyglądać działania w ramach Projektu Wolność. Irańczycy wystosowali ostrzeżenie do operatorów statków, by nie próbowali korzystać z amerykańskiej propozycji. A Amerykanom – że zaatakują ich siły, jeśli będą próbowali wpłynąć na teren cieśniny.

Jednak kilka godzin po tym, jak Projekt miał się rozpocząć, doszło do najpoważniejszej od początku zawieszenia broni wymiany ognia. I zaprzeczeń.

Ataki w cieśninie

Irańczycy ogłosili, że uderzyli w amerykańskie statki. Amerykanie zaprzeczyli, by ich niszczyciele zostały trafione. Amerykanie twierdzą za to, że użyli helikopterów bojowych, by zatopić sześć niedużych irańskich łodzi bojowych. Iran odwdzięczył się zaprzeczeniem.

Dodatkowo jednak Zjednoczone Emiraty Arabskie ogłosiły, że Iran uderzył w statek państwowej firmy paliwowej Adnoc. Zniszczenia zgłosiła też załoga koreańskiego statku komercyjnego, na wodach w okolicy Emiratów. Dodatkowo Emiratczycy twierdzą, że w wyniku irańskiego ataku wybuchł pożar w porcie w Fudżajrze. Łącznie Emiratczycy naliczyli 12 dronów. Ich zdaniem – irańskich.

Jak łatwo się już domyślić, Irańczycy zaprzeczyli, by chcieli zaatakować emiracki port. Za incydenty obwinili Amerykanów.

Niemożliwe jest dziś odtworzenie dokładnego przebiegu wydarzeń z 4 maja w cieśninie Ormuz. Doszło jednak z pewnością do najpoważniejszej wymiany ognia od 8 kwietnia. To, co wiemy, można podsumować tak: mieliśmy do czynienia z eskalacją. Ta z kolei jest wynikiem niemal miesiąca nieudanych wysiłków dyplomatycznych. Strony kolejny raz testują swoją wytrzymałość. I na razie nie przekraczają pewnej granicy. Ale tak blisko powrotu wojny od zawieszenia broni jeszcze nie byliśmy.

Amerykanie twierdzą, że by uniknąć eskalacji, poinformowali Iran kanałami dyplomatycznymi o swoich planach z operacją eskortowania statków w cieśninie. Trudno jednak spodziewać się, by to wystarczyło, by Iran nie interweniował. Amerykańskie działania uderzają bowiem w irańską doktrynę dotyczącą cieśniny. Dlatego działania USA można też interpretować jako prowokację, która ma wymusić reakcję, która z kolei da Amerykanom pretekst do dalszego działania.

We wtorek rano wydawało się, że sytuacja w cieśninie jest chwilowo opanowana. Wieczorem jednak Emiratczycy ponownie poinformowali, że Irańczycy atakują ich kraj. Na briefingu prasowym w Waszyngtonie sekretarz wojny USA Pete Hegseth twierdził, że zawieszenie broni się utrzymuje. Ale obecne wydarzenia z pewnością nie są dla ZEA zawieszeniem broni. Wojna ma dziś inną formę niż w pierwszych dniach marca, ale de facto trwa.

Emiraty w centrum wydarzeń

Nie bez powodu w centrum wydarzeń z 4 maja są Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Często skrótowo mówimy o „arabskich krajach Zatoki Perskiej”, tak, jakby były spójnym politycznym blokiem. A tak nie jest. Wojna w Iranie uwypukliła różnice polityczne między niektórymi z nich, a w szczególności pomiędzy Arabią Saudyjską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

28 kwietnia Emiratczycy ogłosili, że opuszczają OPEC (Organization of the Petroleum Exporting Countries, Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową) oraz poszerzony OPEC+. To Arabia Saudyjska jest największym eksporterem ropy na świecie i głównym rozgrywającym kartelu. ZEA nie chciały grać w grę Saudyjczyków, były sfrustrowane limitami produkcji OPEC.

Co jednak istotne w kontekście wojny irańskiej, Emiratczycy w kwestiach bezpieczeństwa od dłuższego czasu blisko współpracują z Izraelem. W 2020 roku ZEA w ramach wynegocjowanych za pośrednictwem USA tzw. Porozumień Abrahamowych nawiązały oficjalne relacje dyplomatyczne z Izraelem. Saudyjczycy rozważali normalizację stosunków z Izraelem, ale wszelki postęp zniweczyła izraelska inwazja na Strefę Gazy po październiku 2023 roku. Podczas wojny 12-dniowej z czerwca 2025 Saudyjczycy potępili izraelskie ataki na swojego kluczowego rywala regionalnego – Iran.

Tymczasem w trakcie obecnej wojny Izraelczycy bezpośrednio wsparli Emiraty własnymi systemami ochrony przeciwlotniczej.

W tym kontekście nie ma co się dziwić, że wśród krajów zatoki to Emiraty najbardziej ucierpiały na irańskich atakach.

Dla Iranu to szansa, by rozgrywać różnice między swoimi sąsiadami, a przez to utrudniać wspólną odpowiedź na irańskie działania w Zatoce.

Fudżajra, która ucierpiała we wczorajszych atakach to końcowa stacja rurociągu Habszan-Fudżajra. Łączy ona lądowe pola naftowe w emiracie Abu Dabi z Fudżajrą w Zatoce Omańskiej. Czyli – już za cieśniną Ormuz. Otwarty w 2012 roku rurociąg został zbudowany właśnie po to, by zmniejszyć zależność od Ormuzu. Iran pokazuje więc, że to on rozdaje karty w cieśninie i nie podoba mu się niezależność.

Co z dyplomacją?

Dyplomacja dalej jest w grze. Do Pekinu udał się dziś minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Arakczi. To ważny sygnał przed przyszłotygodniowym spotkaniem Trumpa z Xi Jinpingiem, również w Pekinie. Arakczi przekazał też publicznie, że jego zdaniem dyplomacja to jedyna droga, bo obecny kryzys nie ma rozwiązania militarnego. Iran przez ostatnie dwa miesiące pokazał, że ma argumenty na poparcie tej tezy – irański system władzy nie załamał się pod izraelskimi i irańskimi bombami.

Pytanie więc – czy Amerykanie faktycznie liczą na to, że kolejne naloty faktycznie zmuszą Iran do ustępstw? Jeśli tak – amerykańska armia musiałaby zaproponować coś nowego. Trudno bowiem liczyć na to, że te same środki przyniosą tym razem inne wyniki. Amerykanie grożą uderzeniem w infrastrukturę energetyczną. Ale dzisiejsze komunikaty na ten temat dalekie są od apokaliptycznych zapowiedzi Trumpa o „wymazaniu całej cywilizacji” sprzed zawieszenia broni.

Dzisiaj retoryka Trumpa jest zupełnie inna: namawia Iran, by ulegli, bo nie ma ochoty zabijać Irańczykow.

„Powinni zachować się mądrze, bo nie chcemy tam wchodzić i zabijać, naprawdę nie chcemy, ja nie chcę, to zbyt trudne. Wspaniali ludzie, znam tych ludzi, mam tak wielu Irańskich znajomych z Nowego Jorku i z innych miejsc, to wspaniali ludzie, nie chcę zabijać tych ludzi” – mówił dziś amerykański prezydent w rozmowie z mediami.

Mało możliwe, by apel ten poruszył sumienia rządzących Iranem.

Amerykanie nie potrafią dziś rozwiązać kryzysu w cieśninie Ormuz – który sami sprowokowali. Cena ropy od początku maja rośnie, a baryłka Brentu ponownie przekroczyła dziś 110 dolarów. Mają dodatkowe opcje militarne, ale nie ma gwarancji, że przyniosą one oczekiwane efekty. A opcja agresywna – ataki na infrastrukturę energetyczną – to potencjalnie zbrodnie wojenne. Dalsza degradacja irańskiej gospodarki może w długim terminie przynieść zmianę polityczną. Albo upadek państwa i szereg niespodziewanych konsekwencji jak np. w Syrii po 2011 roku.

Na dzisiejszy kryzys nie ma więc łatwych odpowiedzi. Ale ponownie siedzimy na beczce prochu.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze