Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto dzięki Fundacji Narges Mohammadi/ AFPFoto dzięki Fundacji...

Na zdjęciu u góry: Narges Mohammadi. Zdjęcie przekazane AFP przez Fundację Narges Mohammadi 2 października 2023 r. Nieznane są data zrobienia zdjęcia ani miejsce.

W 2023 roku Pokojową Nagrodę Nobla Komitet Noblowski przyznał Narges Mohammadi, irańskiej aktywistce na rzecz praw człowieka. W uzasadnieniu komitet pisze, że nagroda została przyznana za „walkę z prześladowaniem kobiet w Iranie i za wspieranie praw człowieka oraz wolności dla wszystkich”.

Mohammadi spędziła wiele lat w więzieniu, a w grudniu 2025 roku została zaaresztowana ponownie. W lutym została skazana na 7,5 roku więzienia.

W ostatnich dniach media na świecie obiegła informacja o pogarszającym się stanie jej zdrowia. O jej sytuacji rozmawiamy z mieszkającym w Norwegii bratem noblistki, Hamidrezą Mohammadim.

Hanna Zielińska: Minęły dwa i pół roku od przyznania Narges Mohammadi Pokojowej Nagrody Nobla. Była wtedy w więzieniu w Teheranie. Jaką ochronę przyniosła jej ta nagroda?

Hamidreza Mohammadi: Narges była znana już wcześniej, ale to po Noblu pozwolono jej w 2024 roku opuścić więzienie na leczenie. Wezwana z powrotem, odmówiła. Ogłosiła obywatelskie nieposłuszeństwo swoim sposobem kontynuowania walki. Poinformowała władze, że jeśli chcą ją znów uwięzić, muszą ją najpierw aresztować. I rzeczywiście widzieliśmy, że podjęcie tej decyzji zajęło im trochę czasu.

Narges pozostawała poza więzieniem ponad rok. Jaki to był dla niej czas?

Pierwszą rzeczą było odbudowanie więzi z rodziną. W więzieniu nie mogła rozmawiać ze swoimi dziećmi. To była jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogły im się przydarzyć. Miały tak wiele pytań.

Kiedy w 2016 roku wysłała je do Paryża, nie były w stanie jeszcze zrozumieć, dlaczego ich matka musi zostać w więzieniu, a ojciec nie może pozostać w Iranie.

Choć nawet jako osiemnastolatkowie nie do końca godzili się z tym, że nie mogą mieć matki przy sobie. Dopiero później zaakceptowali tę ofiarę. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak trudne musiało być przez te lata życie w niepewności i strachu, zanim osiągnęły wiek, w którym mogły zrozumieć jej perspektywę.

Czy rozważała wtedy wyjazd z kraju?

Narges mówi jasno, walka spoza Iranu nie jest możliwa. Tylko na miejscu, w centrum wydarzeń, z ludźmi, można naprawdę rozumieć, co się dzieje. Jestem głęboko przekonany, że wybrała słusznie.

Ten rok spędziła na ulicach. Stawała pod więzieniami i skandowała w obronie osadzonych. Kiedy zabijano protestujących, była z ich rodzinami, w żałobie. Nie płakała, nie okazywała słabości. Przemawiała silnym głosem.

Większość ludzi wyobraża sobie wieloletniego więźnia politycznego jako kogoś smutnego i zaniedbanego. Narges jest przeciwieństwem tego obrazu. A islamski reżim zawsze był przeciwko dobrostanowi ludzi.

Zawsze lubiła kolory. Już w szkole ubierała się wyraziście.

Tak, nic się nie zmieniło. Lubi żywe kolory i tańczy nawet w najtrudniejszych chwilach. Śpiewa dzieciom ludowe pieśni o tęsknocie i wolności.

Podczas ostatnich protestów ludzie, którzy tracą dzieci, odmawiają przeżywania żałoby w tradycyjny sposób. W kraju islamskim smutek wyraża się w bardzo określony sposób. A rodziny odmawiają noszenia czerni i płaczu. Narges i wiele innych osób odrzuciło tę normę. Proszę sobie wyobrazić rodziców, którzy stracili córkę i tańczą.

Czy nazwałbyś ten sposób oddawania hołdu ofiarom reżimu nową formą oporu?

Dokładnie tym jest. Reżim oczekuje, że rodziny złamane pozostaną przy grobach, że ulice opustoszeją. Ludzie odwrócili tę logikę. Nawet najgorsze sytuacje zamieniają w akt publicznego oporu.

Coś zmieniło się w grudniu 2025 roku, podczas uroczystości upamiętniającej aktywistę.

Przedtem Narges była zastraszana. Otrzymywała groźby. I anonimowe, i od funkcjonariuszy irańskiego Ministerstwa Wywiadu.

Jakiego rodzaju?

Jak ten sms: „Nie myśl, że jesteś bezpieczna. Tym razem cię wyeliminujemy”.

Przestraszyliśmy się. W latach 90. Iran doświadczył fali zabójstw i zaginięć intelektualistów, pisarzy i opozycjonistów. Władze przedstawiały je jako odosobnione przypadki, ale ludzie nazywali „seryjnymi zabójstwami”. Baliśmy się, że agenci będą robić to samo.

Przeczytaj także:

Ale najpierw Narges straciła wolność.

Na uroczystości upamiętniającej Chosrowa Alikordiego, prawnika i obrońcę praw człowieka. Znaleziono go martwego w podejrzanych okolicznościach, choć wcześniej był całkowicie zdrowy.

Jego brat zaprosił Narges i innych aktywistów na zgromadzenie w Meszhedzie. Moja rodzina mówi, że sądząc po liczbie obecnych funkcjonariuszy, władze spodziewały się czegoś dużego.

Policja, w mundurach i w cywilu, otoczyła ludzi. Kiedy Narges stanęła na samochodzie i zaczęła przemawiać, część osób obrzuciła ją kamieniami, krzycząc, że „nie jest z ludu”. To grupa, która ostatnio stała się szczególnie głośna. I twierdzi, że każdy, kto chce pokojowej transformacji, jest zdrajcą.

Czy naprawdę istnieje przekonanie, że Narges nie jest wystarczająco rewolucyjna?

Są przesłanki, że zostało to zainscenizowane. Moja rodzina ich obserwowała. Ci ludzie przyszli, skandowali, rzucali kamieniami, a potem powiedzieli: „Zrobiliśmy swoje, wychodzimy”.

Funkcjonariusze mieli pretekst do interwencji. Wyciągnęli Narges na oczach tłumu i bili ją po głowie, szyi i klatce piersiowej. Bili ją dalej w samochodzie, a potem przewieźli do siedziby służb wywiadowczych w Meszhedzie.

I zaczęły dochodzić coraz bardziej niepokojące wiadomości.

Po aresztowaniu spędziła dwa miesiące w Meszhedzie, w pomieszczeniu budynku służb wywiadowczych. Przetrzymywano tam tylko kilka kobiet zatrzymanych razem z nią.

Po kilku dniach udało jej się zadzwonić do naszego brata. Kiedy wspomniała o złożeniu skargi, rozmowę przerwano.

Mój brat widział, jak była bita podczas aresztowania. Domagał się widzenia, ale władze odmówiły. Wiedzieliśmy więc, że coś jest nie tak. Nikt miał nie zobaczyć, w jakim jest stanie.

Dopiero kiedy część pozostałych kobiet zwolniono, skontaktowały się z moją rodziną i powiedziały, że Narges jest w bardzo trudnej sytuacji.

Co widziały?

Została pobita tak dotkliwie, że trzeba było dwukrotnie przewieźć ją do szpitala. Miała silne bóle głowy i problemy ze wzrokiem. Miała wysokie ciśnienie i ból w klatce piersiowej.

Po dwóch miesiącach mogła zadzwonić do prawnika i powiedzieć, że wszczęto przeciwko niej nową sprawę. Zamierzali ją ponownie skazać.

Na podstawie typowych zarzutów: zagrożenia bezpieczeństwu narodowemu i propagandy przeciwko państwu.

Zwykle, kiedy nie mają nic innego, sięgają właśnie po te dwa sformułowania. Skazano ją na siedem i pół roku więzienia oraz dwa lata wewnętrznego zesłania. Powinna była trafić z powrotem do więzienia Evin w Teheranie, gdzie odbywała już długi wyrok. Zamiast tego przewieziono ją na prowincję, do Zandżanu.

Wysłano ją tam już dwukrotnie. Tak się dzieje, kiedy chcą wywrzeć na Narges jeszcze większą presję. Nie ma żadnego prawnego powodu, żeby wysyłać ją do tego więzienia.

Bo to zwykłe więzienie kryminalne, na prowincji.

Tak. Trzymają Narges na oddziale z więźniarkami skazanymi za poważne przestępstwa, za zabójstwa i brutalną przemoc. To sposób, żeby ukarać ją jeszcze bardziej.

Jak jest tam traktowana?

Moja rodzina zobaczyła ją dopiero w lutym. Miała siniaki na twarzy i szyi. Nie czuła się dobrze. To był dopiero początek.

Kilka tygodni temu znaleziono ją nieprzytomną w łóżku. Tam nie ma więźniów politycznych, którzy opiekują się sobą nawzajem, dlatego zareagowano dopiero po godzinie i piętnastu minutach. Tak długo leżała bez życia. Przeniesiono ją na kocu do więziennej izby chorych. To był zawał serca.

Próbujemy z prawnikami zapewnić jej dostęp do lekarzy, którzy znają jej historię choroby. Narges cierpi na kilka poważnych schorzeń. W 2024 roku przeszła operację nogi. Później planowano operację serca, ale lekarze musieli czekać ze względu na niejasności wokół guza w nodze. Jest też skrzep w płucach. To bardzo skomplikowana sytuacja.

Nawet specjaliści z cywilnego szpitala w Zandżanie mówią, że nie mają ani możliwości, ani sprzętu, żeby jej pomóc.

Kto odmówił jej leczenia szpitalnego?

Władze celowo to komplikują. Lokalne więzienie twierdzi, że nie ma żadnej decyzyjności, bo decyzje kontrolują służby wywiadowcze i wymiar sprawiedliwości.

Po zawale zbadało Narges sześciu lekarzy z ramienia sądownictwa. W piśmie stwierdzili, że jej stan jest bardzo zagrażający i powinna zostać zwolniona co najmniej na miesiąc leczenia. Zastępca prokuratora z Teheranu również ją odwiedził i potwierdził tę ocenę.

Ostateczną decyzję przekazano prokuratorowi w Zandżanie, a on twierdzi, że Narges nie wymaga przeniesienia. W praktyce Teheran i Zandżan przerzucają się odpowiedzialnością.

W ramach publicznej presji na pozostałych więźniów politycznych?

Rzeczywistość się bardzo zmieniła się po tej wojnie i po masowych protestach w styczniu. Wszystko wskazuje na to, że Strażnicy Rewolucji chcą oczyścić kraj z każdego zagrożenia. Obawiam się, że zdecydowali, iż Narges nie powinna przeżyć.

Nie chodzi tylko o nią. Zaczęli już wykonywać egzekucje na osobach niedawno aresztowanych.

W Iranie nie można liczyć na rzetelny sąd, ale teraz zniknęły nawet pozory dotychczasowych procedur. Ludzi wysyła się do cel śmierci bez żadnego procesu.

Czy to ostatnia wojna pozwoliła reżimowi posunąć się tak daleko?

Tak. Podobne doświadczenie mieliśmy w latach 80., podczas wojny z Irakiem. Władze używały tych samych pretekstów do egzekucji tysięcy ludzi. Nie było mediów, nie było internetu. Rodziny, które straciły bliskich, do dziś często nie wiedzą, gdzie ich pochowano.

Władze czują, że mogą zrobić to znowu. Dziś zainteresowanie mediów jest znacznie większe, ale wojna zasiała chaos w przekazie.

W jakim sensie?

Kraje europejskie nie były bezpośrednio zaangażowane w tę wojnę. Są więc w lepszej pozycji niż Stany Zjednoczone, by wywierać presję na Iran. Ale tego nie robią.

Irański reżim wziął społeczność międzynarodową jako zakładnika, szantażując widmem zamknięcia Cieśniny Ormuz. Obawiam się, że kraje europejskie myślą przede wszystkim o gospodarce. Nikt nie mówi już o więźniach.

Ludzie w Iranie protestują, są zabijani, a teraz są karani zarówno przez reżim, jak i przez społeczność międzynarodową. Wszystkie wiadomości o Iranie koncentrują się na tym, kto jest przywódcą i czy będzie negocjował z USA. Ludzie w Iranie zostali zapomniani.

A co z opozycją?

Reżim jest zjednoczony. Opozycja nie. Jest podzielona i zamknięta w bańce poza krajem.

Mam jednak nadzieję, że politycy zrozumieją, iż zmiana musi przyjść z wnętrza Iranu. Żeby to było możliwe, musimy chronić ludzi, mających odwagę wychodzić na ulice i stawiać opór.

Opozycja nie może dalej układać planów za granicą na podstawie myślenia życzeniowego. Ostatnia wojna pokazała, że każda operacja militarna prowadzi tylko do kolejnych komplikacji. Nie można po prostu zabić przywódców reżimu i liczyć, że system się rozpadnie.

Prezydent Trump nazwał to „wyprawą”. Dla Irańczyków to była eksterminacja.

Można by pomyśleć, że prowadzisz spokojne życie w Oslo. Ale każdego dnia żyjesz z najgorszymi wiadomościami z Teheranu.

To rodzaj podwójnego życia.

Kiedy zaproszono mnie na ceremonię wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla, byłem bardzo szczęśliwy, ale jednocześnie wszystkie moje myśli były przy Narges w więzieniu. Musiałem skrywać wewnętrzny strach i gorycz wiedzy, że wciąż będą się działy straszne rzeczy.

Co jakiś czas ludzie wychodzą na ulice irańskich miast. I znowu są zabijani.

Co potwierdziły doniesienia z ostatniej wojny. Dla Ciebie nie będą one nigdy tylko polityczne.

Analitykom łatwo jest zachować neutralność i po prostu przedstawiać fakty. Ale dla kogoś w mojej sytuacji, z ojcem, matką, bratem i siostrą w więzieniu, mówienie o sytuacji w Iranie jest bolesne. To jest mówienie o naszych rodzinach.

Bardzo trudno być z dala od bliskich i żyć w oczekiwaniu na wiadomości, że coś im się stało. Na tym polega to podwójne życie: jest się poza Iranem, ma się nadzieję, że sprawy pójdą ku lepszemu, a jednocześnie człowieka torturują te myśli.

I świadomość, że droga do wolności w Iranie będzie kosztowała jeszcze wiele istnień.

Czy Narges wciąż może liczyć na międzynarodową ochronę?

Robimy wszystko, żeby świat się dowiedział, że Narges znajduje się w sytuacji granicznej. Nawet tydzień zwłoki to może być już za późno. Zwykle, kiedy ją aresztowano, miałem nadzieję, że presja międzynarodowa pozwoli przynajmniej na jej leczenie. Teraz myślę, że władze już podjęły decyzję.

Jej prawnik, Mostafa Nili, wciąż dobija się do drzwi więzienia. Ale z Narges nie ma już kontaktu.

Narges cierpi na tyle różnych chorób, że każdego dnia budzę się i czekam na wiadomość, że nie żyje.

Jakie są najnowsze wieści?

Wczoraj rano Narges została pilnie przewieziona do szpitala w Zandżanie. Po dwóch kolejnych zasłabnięciach i kryzysie kardiologicznym. Lekarze próbują ustabilizować jej ciśnienie. Obawiamy się, że pomoc mogła przyjść za późno. Jeśli nie trafi do specjalistów w Teheranie, nie będzie miała szans na przeżycie. Co tylko pokazuje tylko, że władze chcą jej śmierci.

Na zdjęciu Hanna Zielińska
Hanna Zielińska

Dziennikarka, zajmująca się kwestiami społecznymi i kulturą. Przez szesnaście lat prowadziła audycje w Radiu TOK FM. Była też redaktor naczelną polsko-angielskiego miesięcznika Warsaw Point. Publikowała w Newsweek Psychologia i magazynie Więź. W 2010 roku otrzymała tytuł „Popularyzatora Nauki” od Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Polskiej Agencji Prasowej. W 2019 roku została laureatką Nagrody Aureliusza za przeciwdziałanie wykluczeniu osób w kryzysie zdrowia psychicznego. Wiosną 2020 roku, wyemigrowała z rodziną do Norwegii, skąd nadaje korespondencje dla polskich mediów.

Komentarze