0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Wladyslaw Czulak / Agencja Wyborcza.plFot. Wladyslaw Czula...

Wznowienie wojny USA przeciwko Iranowi i tropikalny sztorm, który utrudnia działalność platform wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej. To główne przyczyny wzrostów na rynku ropy, której najważniejsze gatunki osiągają ceny powyżej 90 dolarów za baryłkę. To znaczny wzrost w porównaniu z poprzednimi tygodniami. Przypomnijmy, że po podpisaniu memorandum porozumienia pokojowego pomiędzy USA a Iranem ceny ropy spadły do około 70 dolarów.

Za wzrostem cen ropy na rynkach idą wzrosty cen na stacjach w Polsce. W środę 22 lipca wynosiły około 7,40 zł za litr standardowej benzyny i 7,80 za litr diesla.

Coraz głośniej mówi się o możliwości powrotu pakietu CPN (skrót od hasła Ceny Paliwa Niżej) — czyli obniżki stawki VAT i akcyzy na paliwo. O tym, że rząd nie wyklucza takiej możliwości, mówił 22 lipca rzecznik Rady Ministrów, Adam Szłapka.

A o to, czy można spodziewać się dalszych wzrostów oraz o ich przyczynach porozmawialiśmy z Rafałem Zywertem, dyrektorem Działu Prognoz i Analiz firmy konsultingowej rynku naftowego BM Reflex.

OKO.press: Znów mamy pochód stawek za baryłkę w kierunku stu dolarów?

Rafał Zywert: Mamy do czynienia z powrotem wzrostów cen. Rynek nie oczekiwał, że wojna na Bliskim Wschodzie powróci na stare tory. Prezydent USA sugerował taką możliwość, ale nie było pewności, jak traktować te wypowiedzi. Niestety mamy powrót działań zbrojnych i problemy z tranzytem przez Cieśninę Ormuz. Sytuacja jest jednak nieco lepsza w porównaniu do początku wojny — o tyle, że mamy zwiększony przepływ ropy naftowej i Ormuzem, i drogami alternatywnymi.

Blokada po dwóch stronach

Po ataku na Iran i blokadzie Cieśniny Ormuz z rynku zniknęło około 20 mln baryłek ropy naftowej i produktów naftowych dziennie, głównie przez blokadę eksportu z Arabii Saudyjskiej. Kraj ten jednak sukcesywnie zwiększał transport poprzez ropociąg w kierunku Morza Czerwonego, głównie do portu Jambu. To były spore ilości ropy — bo blisko 4 mln baryłek.

To akurat ważne dla Polski, ponieważ tamtą stroną ropa i paliwa docierają do Polski.

Wolumeny, które płynęły tamtędy statkami do Europy i Polski przez Kanał Sueski, opływając kontynent, a potem cieśniną Sund pozostały niezmienne. Większe znaczenie ma to w przypadku rynków azjatyckich i globalnego bilansu, bo ilość całego dostępnego surowca i paliw wpływa na ich ceny w światowym ujęciu. Dzięki wykorzystaniu tej drogi eksport do Azji, która w ok. 80 proc. zależy od ropy z regionu Zatoki Perskiej, nie był całkowicie sparaliżowany. To w Azji mamy największych importerów ropy na świecie — Chiny, Indie, Japonię, Koreę.

Niepokoi w tej sytuacji informacja o blokadzie na Morzu Czerwonym ze strony Ruchu Huti. To może uniemożliwić przepływ statków przez Cieśninę Bab al-Mandab – czyli południową stroną, gdzie transporty wypływały w stronę rynków azjatyckich. Huti ogłosili blokadę na znak wsparcia dla Iranu, znowu bombardowanego przez armię USA. Tak więc na rozwój sytuacji znów największy wpływ ma Donald Trump. Na nim też ciąży presja własnych obywateli, Amerykanie też są niezadowoleni ze wzrostów cen, choć w USA są one i tak dużo niższe niż w innych regionach.

Ropa droga, choć jeszcze nie najdroższa

A więc wracamy do blokad.

Na dziś można powiedzieć, że Iran twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest zablokowana. Stany Zjednoczone utrzymują z kolei, że umożliwiają przepływ sojuszniczych jednostek, ale i blokują irańskie porty. Na pewno wzrósł jednak transport, który tamtędy przepływa, rośnie liczba tankowców, które płyną z włączonymi lokalizatorami. One przepływają drogą południową, bliżej wybrzeży Omanu, przy wsparciu Stanów Zjednoczonych, co prowokuje pojedyncze ataki ze strony Iranu. Wciąż kością niezgody pomiędzy USA a Iranem jest sprawa kontroli nad Ormuzem. Iran zdecydowanie nie chce odpuścić tego tematu.

Przeczytaj także:

Poza tym wszystkim Zjednoczone Emiraty Arabskie opuściły OPEC, co pozwoliło im na zwiększenie produkcji i eksportu przez terminal Fudżajra, znajdujący się na otwartym akwenie Morza Arabskiego, za Cieśniną Ormuz. A zatem bilans jest lepszy niż niedługo po wybuchu konfliktu.

Mimo to ceny wzrosły do powyżej 90 dolarów za baryłkę najbardziej powszechnych gatunków ropy.

Po wybuchu wojny ropa Brent osiągała nawet 118-120 dolarów, a w kontraktach spotowych, czyli realizowanych fizycznie i od razu, osiągnęła rekordowe 140 dolarów, a na rynkach azjatyckich — nawet 170 dolarów. Widać więc, że jesteśmy na razie daleko od rekordów. Pytanie jednak, ile trwać będą obecne warunki. Im dłużej, tym będzie to mniej korzystne, szczególnie dla największych importerów.

Sztorm zakłóca pracę platform USA

Jest też kolejne wydarzenie, które wpływa na dostępność surowca na rynku, czyli sztorm tropikalny w Zatoce Meksykańskiej, u wybrzeży Stanów Zjednoczonych.

W związku z nim koncerny naftowe Chevron i BP ograniczają produkcję na największej platformie wiertniczej w regionie, trwa też ewakuacja niektórych załóg. W tym czasie Amerykanie utrzymują jednak rekordowy poziom eksportu ropy i produktów naftowych, kosztem spadku swoich rezerw. A one spadły do najniższych poziomów od 1983 roku. Stany Zjednoczone odpowiadają za 36 proc. całej światowej konsumpcji benzyn, a, jak wszędzie indziej, tam też trwa sezon urlopowy i wyjazdowy.

Kolejna sprawa to ograniczenie mocy rafineryjnych w Rosji. Niektóre państwa wciąż kupują diesla z tamtego kierunku, a spadek przerobu, który może sięgać połowy mocy, wpływa na globalną dostępność oleju napędowego wysłanego do Afryki czy Ameryki Południowej.

Czy rząd pospieszył się, zamykając program CPN, czyli obniżkę VAT na paliwo z 23 do 8 proc. i akcyzę na paliwa o 29 gr dla benzyny i 28 gr dla oleju napędowego?

Mamy jeszcze daleką drogę do rekordowego poziomu cen ropy, którym rząd uzasadniał wprowadzenie programu CPN. Wydawało się też, że podpisanie memorandum porozumienia pomiędzy USA a Iranem jest racjonalnym momentem na wycofanie się z obniżek, które obciążają budżet państwa. Spadki na rynkach były znaczne.

Rząd zapowiadał, że przy odwołaniu CPN ropa powinna kosztować około 80 dolarów za baryłkę — a ostatecznie zdecydował się na rezygnacji przy poziomie około 70 dolarów.

Musimy pamiętać, że pod koniec marca, kiedy rząd wprowadzał CPN, diesel kosztował 8,75 zł za litr. To był historyczny rekord. Benzyna była tańsza, ale też droga – 7,19 zł za litr. Program CPN uratował kierowców korzystających z diesla, obecnego przede wszystkim w sektorze transportowym, rozliczającego się w cenach netto, z odliczeniami podatków.

Firmy dysponujące dużymi flotami skorzystały więc głównie na zmniejszeniu podatku akcyzowego.

Ropa w górę, co zrobi rząd?

Czy jest sens znów wprowadzać podobne zmiany?

Dyskusja na pewno powróci. Opozycja zdecydowanie może użyć tematu wzrostu cen paliw w debacie politycznej, choć rząd nie ma na to wpływu. Mimo to patrząc na ceny hurtowe paliw w Orlenie, można dojść do wniosku, że osiem złotych za litr diesla jest na wyciągnięcie ręki. Presja polityczna więc się pojawi, a w pierwszej kolejności topnieć będą marże koncernów, co z kolei wpłynie na niezadowolenie branży.

Uważam, że ceny diesla okresowo mogą ustabilizować się na poziomie 7,90-7,99. Benzyna osiągnie pewnie około 7,40. Jest ryzyko, że ten poziom będzie rósł do niewidzianych wcześniej poziomów. Po pełnoskalowym ataku Rosji na Ukrainę padł rekord cen benzyn – 7,96. To ryzyko sprawi, że dyskusja o CPN wróci.

Z drugiej strony to duże obciążenie dla budżetu — według ministerstwa finansów około 1,6 mld złotych.

Presja polityczna pewnie będzie narastać, a opozycja będzie sięgać po prosty argument o drogich paliwach. Trzeba pamiętać, że konsumpcja benzyny i diesla przewyższa możliwości polskich rafinerii, więc musimy importować całą ropę naftową, i około 40 proc. wszystkich paliw gotowych. Nie mamy tak naprawdę wpływu na ceny ani jednych, ani drugich.

Nie ma dobrego momentu na rezygnację z ulg

8 złotych za diesla będzie psychologiczną granicą, za którą trudno będzie powstrzymać się od powrotu ulg?

Ceny diesla powyżej 8 złotych mogą być jak najbardziej uzasadnione. To jedno, ale gorzej, że rosnąć mogą ceny benzyn, których konsumpcja jest znacznie wyższa wśród klientów indywidualnych, którzy w lecie wyjeżdżają na urlopy i tankują do pełna. Wakacje to ponad 90 proc. udziału benzyny w ogólnej konsumpcji.

Niektórzy mogą więc stwierdzić, że rząd postąpił niewłaściwie, wygaszając ten pakiet w lecie, choć tak naprawdę nie było na to dobrego momentu. Jeśli podtrzymałby CPN do września, podniosłyby się głosy, że uderza w ludzi podwyżkami, kiedy ci muszą płacić za uczniowskie wyprawki. A pamiętajmy, że państwo zdecydowanie mocno zaangażowało się w zbijanie cen, które były najniższe w całej Unii Europejskiej, może nie licząc Malty.

Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze