Rządowy program Czyste Powietrze ma zmodernizować ogrzewanie w 4 mln budynków w 10 lat. To oznacza 400 tysięcy rocznie. Po pierwszym półroczu zaakceptowano zaledwie tysiąc wniosków z przyjętych 35 tysięcy. W dodatku UE odmawia dotowania ogrzewania domów przez piece węglowe, nawet te zmodernizowane

„Mam nadzieję, że nastąpi kolejne przyspieszenie programu Czyste Powietrze” – powiedział 18 marca minister środowiska Henryk Kowalczyk. Trudno powiedzieć, o jakim „kolejnym przyspieszeniu” mówił, bo dotąd nie było nawet „pierwszego”.

W wystąpieniu podczas sesji inaugurującej obrady XXVI Forum Gospodarczego Welconomy Forum in Toruń szef resortu środowiska podkreślił, że do smogu najbardziej przykładają się mieszkańcy budynków jednorodzinnych, którzy palą w nich złej jakości węglem.

Trafnie, bo w ponad 50 proc. za zanieczyszczenia powietrza w Polsce jest odpowiedzialna tzw. niska emisja — dym z kotłów i pieców zasilanych stałym paliwem w gospodarstwach domowych.

W likwidacji tego problemu ma pomóc rządowy program Czyste Powietrze zakładający dofinansowanie (nawet do 90 proc. dla najuboższych mieszkańców) docieplenia budynków i wymiany „kopciuchów” na bardziej ekologiczne piece i kotły, także na paliwa stałe i gazowe.

Program będzie realizowany do 2029 r. – jego całkowity deklarowany koszt to 103 mld zł. Wnioski przyjmują i dofinansowanie rozdzielają Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska

Od startu programu we wrześniu 2018 r. minęło już pół roku, ale wyniki nie są imponujące. Jak podał 19 marca wiceminister infrastruktury Piotr Woźny, który z ramienia rządu nadzoruje program, do końca lutego podpisano ponad 1 tys. umów z beneficjantami ze złożonych aż 35 tys. wniosków. To niewiele, jeśli program ma zmodernizować 4 mln budynków w ciągu 10 lat. By spełnić ten cel należałoby termomodernizować rocznie 400 tys. domów.

Kondycja programu Czyste Powietrze jest więc bardzo słaba, potyka się o własną biurokrację, a na dodatek jego przyszłe finansowanie ze środków unijnych stoi pod znakiem zapytania.

Unia nie chce bowiem finansować czegokolwiek, co związane jest ze spalaniem węgla.


 


KE nie chce dawać na paliwa kopalne

„Otrzymaliśmy jasną informację z Komisji Europejskiej, że w przyszłej perspektywie finansowej Unia Europejska nie zamierza finansować i dotować wymian domowych kotłów na takie, które korzystać będą z paliw kopalnych, to znaczy zarówno z węgla, jak i z gazu” – mówił na początku stycznia 2019 r. w rozmowie z „Wyborczą” wiceminister Piotr Woźny.

Unia Europejska planuje całkowicie odejść od paliw kopalnych — do 2050 r. żaden dom nie powinien czerpać z nich energii. Dlatego w perspektywie finansowej 2021-2027 nie zamierza łożyć na takie inwestycje.

Tymczasem większość środków, z jakich ma być realizowany program, pochodzi właśnie z funduszy unijnych. Reszta z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, przychodów z handlu emisjami i opłaty paliwowej.

Minister Henryk Kowalczyk na początku marca przekonywał, że program nie jest zagrożony. „Jesteśmy w stałym dialogu z KE i jaki będzie stopień i warunki dofinansowania kotłów na paliwo stałe, to negocjacje są jeszcze przed nami” – mówi w Sejmie.

Dodał, że obecnie „priorytetem są kotły na paliwo gazowe i elektryczne”, ale jeśli „nie ma innej możliwości, to również kotły na paliwo stałe”. Jednak — niezależnie od zapewnień szefa resortu — pewności nie ma, jakie ostatecznie będzie stanowisko KE.

„Deklaracja bez realnego pokrycia finansowego”

Rafał Chabasiński w portalu „Bezprawnik” rozważał dwie ścieżki, którymi mógłby pójść rząd, gdyby decyzja Komisji nie była po jego myśli. Pierwsza to zmodyfikowanie zasad programu i  rezygnację z (do)finansowania ogrzewania węglowego i gazowego.

Opcja druga to utrzymanie aktualnego kształtu Czystego Powietrza i pokrycie kosztów programu tylko z rodzimych środków finansowych. Można jednak mieć wątpliwości, czy tak duże pieniądze znalazłyby się w państwowej kasie. Tym bardziej że urzędnicy nieoficjalnie mówili „Wyborczej” w styczniu, że te „103 mld zł to była bardziej forma deklaracji politycznej” wygłoszona bez „realnego pokrycia finansowego”.



Biurokratyczny tor przeszkód

Słabością programu Czyste Powietrze są też kwestie biurokratyczne, o czym pisał Bartłomiej Sawicki na portalu biznesalert.pl.

Na decyzję od momentu złożenia wniosku w lokalnym wojewódzkim funduszu ochrony środowiska trzeba czekać 90 dni. „Jednak doliczyć do tego należy uzupełnienie wniosków formalnych, takich jak audyt energetyczny, specyfikację budynków i cały szereg dokumentów, nad którymi konieczna jest praca z doradcami z NFOŚiGW” – pisze dziennikarz.

A problemem jest przy tym zrozumienie oraz spełnienie całej masy kryteriów, np. dotyczących określenia wielkości współczynnika przenikalności okien czy drzwi, co jest wymagane we wniosku.

„W efekcie spiętrzenia takiej ilości wymagań, potencjalny beneficjent często nie jest w stanie sam przebrnąć przez wniosek i dokumentację. Biurokracja pozwoliła zatem na wytworzenie się nowej przestrzeni na rynku, jaką jest odpłatna pomoc przy wypełnianiu wniosków i audycie energetycznym” – pisze Sawicki.

Dodaje też, że przy składaniu wniosku nietrudno o błąd, bo — łącznie z wszystkimi załącznikami — jest on obszerny. A potem pojawiają się żądanie korekty, których wprowadzenie także zajmuje czas. To też sprawia, że zainteresowania składaniem wniosków jest mniejsze niż mogłoby być.

Co prawda obowiązujące od 2019 r. przepisy pozwalają na łączenie udziału w programie z ulgą termomodernizacyjną (pozwalającą na odliczenie od dochodu kosztów związanych z termomodernizacją), ale to wciąż niewystarczające narzędzie, by można było mówić o „przyspieszeniu programu”.

Pełnomocnik jest „za”, ale co dalej?

„Praktyka realizacji programu Czyste Powietrze pokazuje, że zbyt długi czas oczekiwania na decyzję, przy relatywnie wciąż niedużej liczbie złożonych wniosków, wymaga zatrudnienia większej ilości personelu obsługującego wnioski, lub jak postuluje Polski Alarm Smogowy, przeniesienia realizacji programu na poziom gminy” – pisze Sawicki.

Zastrzega jednak, że to powinno pociągać za sobą zwiększenie finansowania dla jednostek samorządu terytorialnego, bo doszłyby im nowe obowiązki w związku z programem.

Pytany przez PAP wiceminister Woźny mówił dziennikarzom 19 marca, że jest zwolennikiem tego rodzaju rozwiązań, wskazując na powiat jako miejsce obsługi wszystkich zainteresowanych Czystym Powietrzem.

„Myślę, że dobrze byłoby przetestować rozszerzenie sieci dystrybucji najpierw w powiatach, a potem możliwie najszybciej schodzić z tą siecią dystrybucji do gmin” – powiedział pełnomocnik.

Czas pokaże, czy nie będą to tylko puste deklaracje.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press