0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 11.02.2026 Warszawa , Krakowskie Przedmiescie , Palac Prezydencki . Prezydent RP Karol Nawrocki (c), szef KPRP Zbigniew Bogucki (l) i szef BBN Slawomir Cenckiewicz (p) podczas posiedzenia Rady Bezpieczenstwa Narodowego . Posiedzenie RBN dot. m.in. pozyczki z programu SAFE i Rady Pokoju, czyli inicjatywy prezydenta USA Donalda Trumpa . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl11.02.2026 Warszawa ...

To był bardzo długi polityczny dzień. Zwołana przez prezydenta Karola Nawrockiego Rada Bezpieczeństwa Narodowego rozpoczęła się o godz. 14, a zakończyła – przed 20. Z powodu przedłużających się obrad politycy odwoływali wywiady w telewizjach i stacjach radiowych, a do mediów trafiały przecieki: „Po dwóch godzinach są wciąż w pierwszym punkcie programu”.

Ponad trzy z tych sześciu godzin miała zająć dyskusja na temat SAFE, czyli unijnego programu dofinansowania inwestycji w obronność. Był to jeden z trzech narzuconych przez Nawrockiego punktów spotkania z udziałem najważniejszych ministrów odpowiadających za sprawy bezpieczeństwa oraz przedstawicieli wszystkich parlamentarnych sił politycznych.

Pozostałe dwa tematy to kwestia przystąpienia Polski do Rady Pokoju powołanej przez Donalda Trumpa oraz „Podjęte przez organy państwa działania, mające na celu wyjaśnienie wszelkich okoliczności wschodnich kontaktów towarzysko-biznesowych Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego”.

Przeczytaj także:

Prezydent nie popełnił tego błędu, co podczas pierwszej (i jak dotąd jedynej) Rady Gabinetowej (sierpień 2026), gdy pozwolił zabrać głos przed kamerami Donaldowi Tuskowi. Premier skradł wtedy show, prezydent tylko nieporadnie i nerwowo reagował.

Tym razem do kamer wypowiedział się wyłącznie Nawrocki. Potem dziennikarzy wyproszono. Dzięki temu każdy z uczestników może opowiedzieć swoją wersję tego, co działo się podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

A czy uczestnicy spotkania u prezydenta ustalili coś konkretnego przez te sześć godzin?

Z wypowiedzi prezydenckich ministrów można wnioskować, że Karol Nawrocki nie jest już tak sceptyczny wobec programu SAFE, jak wcześniej deklarował. Będzie za to dalej domagał się wyjaśnień w sprawie Włodzimierza Czarzastego. Ten polityczny front nie jest zatem zamknięty.

W optyce Pałacu Prezydenckiego wciąż otwarta pozostaje też sprawa przystąpienia Polski do Rady Pokoju powołanej przez Donalda Trumpa. Prezydenccy ministrowie upierają się, że rząd nie wydał oficjalnego stanowiska. I to mimo tego, że przed posiedzeniem Rady premier Donald Tusk oświadczył, że Polska do Rady nie przystąpi.

Po posiedzeniu Rady doradca prezydenta Marcin Przydacz, mimo że wciąż twierdził, że oficjalnego stanowiska rządu nie ma, komentował słowa premiera: „Jak rozumiem, pan premier Donald Tusk tak kategorycznie stwierdzając swoje stanowisko bierze pełnię odpowiedzialności za potencjalne reperkusje tej decyzji, za potencjalne decyzje wpływające na polskie bezpieczeństwo, na sytuację ekonomiczną, na współpracę w zakresie energetyki”.

Nie udało się podzielić koalicji

Jedną z politycznych motywacji stojących za zwołaniem Rady było poróżnienie członków koalicji rządzącej. Świadczy o tym nie tylko frontalny atak na Włodzimierza Czarzastego, ale również wypowiedzi takie jak ta:

„Czy Polskie Stronnictwo Ludowe zgadza się ze stanowiskiem pana premiera, że należy Amerykanom odmówić w tej sprawie? Proszę zapytać pana Kosiniaka-Kamysza. Czy pan marszałek Hołownia, wicemarszałek, czy pani Pełczyńska-Nałęcz byli w tej sprawie rzeczywiście konsultowani?” – pytał minister Przydacz, odnosząc się do wypowiedzi premiera o Radzie Pokoju.

Na razie koalicja przeszła ten test jedności.

Tusk wyszedł

Około godz. 18 Pałac Prezydencki opuścił premier Donald Tusk. Towarzyszył mu rzecznik rządu Adam Szłapka, który odwołał zaplanowaną konferencję prasową.

Według pierwszych przecieków premier nie chciał uczestniczyć w dyskusji na temat Włodzimierza Czarzastego. Jednak wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski z PSL powiedział w TVN24: „Premier miał swoje obowiązki, zaznaczył, że wcześniej wyjedzie. (...) Myślę, że uznał, że punkt trzeci jest polityczny, a nie merytoryczny. Ja też tak uważam. Z pewnością jednak nie opuścił RBN, bo nie chciał uczestniczyć w tym punkcie”.

Rano Tusk leci na konferencję bezpieczeństwa w Monachium i konieczność przygotowanie do niej to oficjalny powód jego wcześniejszego wyjścia.

SAFE raczej bezpieczne

Wydaje się, że oddaliła się groźba weta prezydenta do ustawy wprowadzającej SAFE. Co prawda szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki pytany przez dziennikarzy, czy prezydent ustawę podpisze, kluczył. Stwierdził wymijająco, że ostatecznej ustawy jeszcze nie ma, zaznaczył, że „to nie są darmowe pieniądze”. Jednak później podczas tej samej konferencji prasowej Sławomi Cenckiewicz, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego prezydenta, powiedział: „Jakiś konsensus się zarysował”.

Weto do tej ustawy mogłoby zaszkodzić wizerunkowi, który Karol Nawrocki próbuje budować: prezydenta wspierającego innowacje i rozwój Rzeczpospolitej. Miliardów euro z SAFE nie można w tym kontekście zlekceważyć, mają one bowiem wesprzeć innowacyjne sektory gospodarki. Przy czym trzeba tu zaznaczyć, że część ekspertów ma wątpliwości, jak silny jest związek nakładów na obronność z innowacyjnością i ogólną poprawą kondycji gospodarki. A jest on silny tylko wówczas, gdy wspieranie obronności łączy się ze znacznymi nakładami na badania i rozwój.

Jednak to nie takimi argumentami posługuje się prezydent i jego ministrowie. W krytyce programu skupiają się na tym, że jest on „europocentryczny”. Ośrodek prezydencki występuje tu wyraźnie jako obrońca amerykańskich interesów w Polsce.

Marcin Przydacz, prezydencki minister odpowiedzialny za sprawy międzynarodowe, mówił: „Rząd patrzy przede wszystkim na świat przez pryzmat Europy, europejskich sojuszników i ogląda się na to, co, jak to zostało ujęte, poważne państwa europejskie będą robiły w danej sprawie. Nie zawsze mam wrażenie, że interes Rzeczypospolitej jest tym kompasem, który podpowiada stronie rządowej. Raczej, cytując poetę, przyświeca rządowi taka idea papugi narodów. Powtarzania stanowiska innych państw zachodnioeuropejskich aniżeli wyznaczania własnego działania”.

Natomiast sam Karol Nawrocki ostrzegał przed posiedzeniem Rady, że SAFE nie może być podobne do KPO, „który de facto okazał się instrumentem politycznym, instrumentem arbitralnym”. Wyraźnie chodzi tu o odwołania do powiązania wypłaty środków z KPO z uporządkowaniem systemu sądownictwa.

Ustawę o wdrożeniu SAFE Rada Ministrów przyjęła w środę 11 lutego 2026, ma ona trafić pod obrady Sejmu jeszcze na trwającym posiedzeniu. A prezydenccy ministrowie zapowiedzieli, że prezydent będzie aktywnie uczestniczył w pracach nad ustawą. On sam zapowiedział, że zaproponuje konkretne propozycje zapisów do projektu ustawy, które będą wychodzić naprzeciw zabezpieczeniu interesu i bezpieczeństwa Polski.

Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz przed posiedzeniem RBN nazwał bzdurą wszelkie sugestie, że SAFE ma preferować firmy niemieckie, i że może być zagrożona współpraca wojskowa z Koreą Płd. i USA. 80 proc. środków SAFE będzie inwestowane w polskie firmy, a dotychczasowe kontrakty z Koreą i USA będą realizowane bez przeszkód.

Co z Czarzastym?

Najwięcej emocji przed posiedzeniem Rady budził ostatni punkt programu dotyczący relacji marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego z Rosjanką Swietłaną Czestnych. Według ośrodka prezydenckiego to z obawy przed prześwietleniem tych relacji Czarzasty nie poddał się sprawdzeniu w ramach tzw. wirówki i nie starał się o dostęp do informacji tajnych, gdy był członkiem sejmowej komisji ds. slużb specjalnych.

Dziś Czarzasty taki dostęp ma z urzędu – jako marszałek Sejmu.

Przed Radą Nawrocki w emocjonalnym tonie mówił: „Spoglądam na pana marszałka, który kiwa głową, więc tak, wolałbym spędzać czas w innym towarzystwie i z tego, co rozumiem pan marszałek także. Natomiast interes bezpieczeństwa państwa polskiego wymaga tego, abyśmy razem siedzieli”.

I jeszcze bardziej „od serca”: „Marszałek Sejmu jest o jedno uderzenie serca od prezydentury. Gdyby Pan Bóg zdecydował się odwołać z tego świata prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej dzisiaj, to jutro obowiązki prezydenta sprawowałby Pan Marszałek Włodzimierz Czarzasty. Dlatego sprawa jest tak ważna i dlatego jest państwowa. I właśnie dlatego wątpliwości wobec marszałka muszą być przedmiotem naszego dzisiejszego spotkania”.

Na spotkanie Czarzasty przyjął jednak strategię milczenia i nie odnoszenia się do tematu. Zapowiadał za to dziennikarzom, że będzie pytał o przeszłość prezydenta. Ministrowie prezydenccy mówili później, że takie pytania nie padły. Byli jednak wyraźnie rozczarowani milczeniem Czarzastego. Nawrocki zamierza więc w trybie artykułu 18 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu domagać się informacji na temat działania służb w sprawie Czarzastego.

Czy Nawrocki pojedzie do Trumpa na Radę Pokoju

Kolejnym tematem była kwestia przystąpienia Polski do Rady Pokoju. Takie zaproszenie otrzymał od prezydenta Donalda Trumpa Karol Nawrocki. Jednak w Polsce o przystąpieniu do organizacji międzynarodowych decyduje większość sejmowa na wniosek Rady Ministrów. Przyłączenie się do inicjatywy prezydenta USA od początku było kwestią niewygodną i dwuznaczną. Organizacja według jej Karty jest właściwie jednowładczo, a co więcej – dożywotnio zarządzana przez Donalda Trumpa, jej cele i metody działania niejasne. Wreszcie – zaproszenia wystosowano do reżimów Białorusi (która dołączyła oficjalnie) oraz putinowskiej Rosji (wciąż się waha).

Na 22 stycznia, gdy Radę oficjalnie powołano do życia w Davos, stanowisko środowiska prezydenta odwoływało się do stanowiska rządu, który to wskazywał, że przyłączanie się do takiej organizacji wymaga dłuższego namysłu oraz procesu parlamentarnego. Karol Nawrocki zdawał się być zadowolony z takiego stanu rzeczy, bo z rzadkim u siebie upodobaniem wskazywał, że rzeczywiście jego możliwości są w tej materii ograniczone. W ostatnich tygodniach jednak z jego Kancelarii padały deklaracje, że Polska powinna jednak rozważyć przystąpienie do Rady. Stąd zamieszczenie tej kwestii w agendzie RBN.

Radosław Sikorski powtarzał od tygodnia, że jego resort szykuje dla prezydenta dokument z oceną szans i zagrożeń związanych z udziałem Polski w takim gremium. Ale argumenty, które przytaczał minister jasno wskazywały przede wszystkim na zagrożenia polityczne wynikające z osobliwego statusu prawnego nowo powołanej instytucji.

Spekulacje postanowił przeciąć jeszcze przed posiedzeniem RBN Donald Tusk.

„To jest chyba ten moment, żeby dość jednoznacznie i wyraźnie powiedzieć, że w obecnych okolicznościach, jeśli chodzi o zasady, status tej rady, bezpośrednie cele głównie związane z odbudową Gazy, pewne wątpliwości o charakterze ustrojowym, powodują, że w tych okolicznościach Polska nie przystąpi do prac Rady Pokoju” – zadeklarował premier. I zastrzegł, że relacje z USA wciąż są dla Polski priorytetem, a cała sprawa będzie nadal analizowana.

Wobec tego stanowiska osobliwie brzmiały wygłoszone dwie godziny później słowa prezydenta, który otwierając RBN, mówił, że jego celem jest uzyskanie od rządu “jasnej deklaracji, jakie jest stanowisko polskiego rządu w kwestii przystąpienia Polski do Rady Pokoju”.

Nawrocki postanowił we wstępnych słowach odnieść się do dwóch często przewijających się argumentów za tym, by Polska do RP nie przystępowała. Zapewnił, że zasiądzie w każdym gremium, nawet obok Putina, jeśli będzie wymagał tego interes Polski. I posłużył się przykładem G20, czy Rady Bezpieczeństwa, w których Rosja również zasiada.

Prezydent zarzucił także rządzącym, że wprowadzają w błąd opinię publiczną, twierdząc, że udział w Radzie Pokoju wymaga wpłacenia takiej sumy. Rzeczywiście, zgodnie z Kartą organizacji przyłączył się można za darmo. Członkostwo wygasa jednak po trzech latach, chyba że w ciągu pierwszego roku od przystąpienia państwo-strona uiści opłatę w wysokości miliarda dolarów, co daje mu stałe członkostwo.

Strona rządowa przypominała jednak w ostatnich dniach słowa Jarosława Kaczyńskiego, który nie tylko wzywał do przystąpienia Polski do Rady Pokoju, ale też zaznaczał, że “rząd musi wyasygnować miliard dolarów, bo nie ma sensu, żeby Polska wchodziła tam jako państwo biedne”.

Na razie żaden z krajów, które pozytywnie odpowiedziały na zaproszenie Trumpa, nie pochwaliło się, by uiściło taką kwotę. Trudno się dziwić. Po pierwsze, to ogromna suma. A wśród członków są kraje takie jak Kosowo, którego budżet na rok 2025 wynosił 3,6 mld euro; czy kraje mierzące się z ogromnym kryzysem gospodarczym, jak Argentyna, której w ostatnim roku to Stany Zjednoczone udzielały różnego rodzaju pożyczek i gwarancji opiewających na miliardy dolarów. Nie bez znaczenia jest też oczywiście fakt, że Karta Rady bardzo ogólnikowo odnosi się do kwestii finansowych. Nie wiadomo, jak konkretnie pieniądze te mają być wydatkowane, ani co się z nimi stanie w przypadku wyrzucenia z organizacji. Jak wskazuje w swojej analizie prof. Jan Barcz, miliard dolarów może też nie być wcale jedyną opłatą, jakiej władze Rady Pokoju będą oczekiwać od członków.

A to nie są nawet najpoważniejsze wątpliwości. „Wiele wskazuje na to, że ustanowiona na podstawie Karty organizacja – Rada Pokoju – nie spełnia podstawowych, utrwalonych w prawie międzynarodowym i praktyce międzynarodowej reguł, właściwych dla współczesnych organizacji międzynarodowych działających na podstawie przejrzystych reguł, szanujących zasadę suwerennej równości państw” – czytamy w podsumowaniu analizy.

Podniesienie kwestii udziału Polski w Radzie Pokoju na RBN mogło być gestem wobec Amerykanów. Zaproszenie na inauguracyjne posiedzenie ciała zarówno dla prezydenta jak i charge d’affaires w USA Bogdana Klicha jest potwierdzeniem, że administracja Donalda Trumpa nie rezygnuje z pomysłu i najwyraźniej liczy na to, że uda się przekonać do tego państwa sojusznicze o silniejszej pozycji międzynarodowej niż Węgry i Bułgaria (jedyne kraje UE w zestawieniu), czy nawet Turcja. To trzy z 32 państw NATO, które przystąpiły do Rady (Kanadzie wycofano zaproszenie). Oficjalnie odmówiły: Francja, Wielka Brytania, Włochy.

„Skoro jest zapytanie ze strony prezydenta Rzeczypospolitej, to powinna być odpowiedź ze strony rządu Rzeczypospolitej. Dzisiaj formalnego, oficjalnego stanowiska rządu, popartego analizami za, przeciw, nie ma” – mówił po Radzie minister Przydacz.

Wypowiedzi doradców prezydenta sprawiają czasami wrażenie zabawy w głuchy telefon. Kilka godzin wcześniej premier Donald Tusk mówił bowiem podczas posiedzenia rządu: „Jeśli pan prezydent jako świadek zdecyduje się uczestniczyć w spotkaniu w USA 19 lutego, to oczywiście otrzyma od rządu pełne dossier na temat tego, jak postępować. Mamy dobre doświadczenia w tej kwestii, jeśli chodzi o konferencję w Davos”.

;
Na zdjęciu Agata Szczęśniak
Agata Szczęśniak

Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.

Na zdjęciu Dominika Sitnicka
Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze