11 października 2020

Szwedzki sen: czy jest sens walczyć z koronawirusem tak, jak robiła to Szwecja? A raczej – czy był?

Szwecja to mityczna kraina, której mieszkańcom udało się przejść epidemię bez zamknięcia się w domach, uciążliwych maseczek, jeszcze bardziej uciążliwych kwarantann. Kraina, gdzie nie przepełniły się szpitale, mimo że Szwedzi przesiadywali w knajpach. No to sprawdźmy to na danych

„Model szwedzki": na początek kilka podstawowych faktów

  • Szwecja nie wprowadziła na wiosnę ścisłego lockdownu, jak wszystkie inne kraje europejskie oprócz Białorusi. Otwarte były zakłady pracy, restauracje i bary, otwarte były także szkoły dla dzieci i młodzieży do 16. roku życia. Cały czas swobodnie można było przebywać na świeżym powietrzu. O maseczkach nie ma nawet mowy. Zakazane są tylko imprezy i zgromadzenia powyżej 50 osób;
  • eksperci zalecają, by osoby w podeszłym wieku lub z grupy ryzyka zachowały ostrożność i unikały w miarę możliwości kontaktów z innymi;
  • reszta Szwedów także została poproszona, aby zachowywać zasady społecznego dystansowania się i unikać niepotrzebnych podróży, a przed wakacjami także o to, by nie rozszerzać swojego kręgu znajomych;
  • Szwecja ma 10 mln ludności, prawie cztery razy mniej niż Polska;
  • gęstość zaludnienia w Szwecji to 23 osoby na km² (oczywiście inna jest w Sztokholmie, a inna na dalekiej Północy), w Polsce – 123;
  • Szwedzi w światowych rankingach poziomu zaufania – do innych ludzi, do władz – nieodmiennie utrzymują się na bardzo wysokiej pozycji.

A teraz kilka mitów, jakie krążą na temat „modelu szwedzkiego":

  • w Szwecji wszyscy chodzą gdzie chcą i robią, co chcą, jakby nie było żadnej epidemii (mit popularny poza Szwecją).

Nie do końca prawda. Szwedzi są bardzo dumni z tego, że nikt im nie nakazuje, żeby się dystansować i stosują się do tego sami, jako przykładni obywatele, dbający o swoją wspólnotę. Według danych z Google Mobility Trends w marcu o jedną trzecią zmniejszył się ruch na stacjach przesiadkowych, o prawie jedną czwartą ruch w sklepach. Wielu Szwedów pracowało również z domu. Za to znacznie zwiększył się ruch w parkach i na świeżym powietrzu.

Jednak szwedzkie władze miały kłopot z dotarciem z tym przesłaniem do społeczności imigranckich. Z danych Szwedzkiej Agencji Zdrowia publicznego wynikało, że imigranci, szczególnie z Somalii, Iraku i Syrii, trafiali do szpitali z COVID-19 częściej niż rodowici Szwedzi – w kwietniu było to 5 proc. hospitalizowanych, mimo że imigranci z Somalii stanowią 0,5 proc. mieszkańców kraju.

W odróżnieniu od reszty Europy Szwecja nie zniosła ograniczenia zgromadzeń do 50 osób nawet latem, kiedy liczba przypadków znacznie spadła. A obecnie w stworzonym przez oksfordzki Blavatnik School of Government rankingu restrykcji obowiązujących w związku z epidemią jest wyżej niż Polska. My należymy zresztą do najbardziej liberalnych pod tym względem państw świata, a przynajmniej było tak do soboty 10 października, kiedy cała Polska trafiła do „żółtej strefy".

Europa indeks restrykcji
  • w Szwecji z powodu koronawirusa nie wzrosła znacząco śmiertelność

Nieprawda. Może teraz już mało kto w to wierzy, ale jeszcze na początku maja wielu Szwedów i sympatyków Szwecji, których w naszym kraju nie brakuje, było przekonanych, że nie ma mowy o jakimś znaczącym wzroście zgonów z powodu COVID-19. Padały argumenty, że w odpowiedzialnym szwedzkim społeczeństwie seniorzy się samoizolują, a reszta przechodzi infekcję w sposób łagodny, co pozwoli na uzyskanie odporności zbiorowej.

Niestety, nie można się było bardziej mylić.

Od początku epidemii zmarło w Szwecji prawie 6 tys. osób, co stanowi 583 osoby na milion mieszkańców. To piąty wynik w Europie (jeśli nie weźmiemy pod uwagę mikroskopijnych państw) – po Belgii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Włoszech, czyli najbardziej dotkniętych krajów europejskich. Szwecja cały czas „goni" Włochy, które mają 598 zgonów na milion. W innych krajach skandynawskich, które wprowadziły lockdown, zmarło o wiele mniej ludzi: w Danii 115 na milion, w Norwegii 51.

A w kwietniu liczba zgonów w Szwecji była o ponad 40 proc. wyższa od średniej. Na tym wykresie z EUROMOMO, europejskiego projektu badającego nadmierną śmiertelność, widać, jak bardzo wzrosła ona wiosną tego roku (wskaźnik Z pokazuje odchylenie od normalnego zakresu umieralności).

koronawirus w Szwecji, wykres zgonów

Głośnym echem odbiły się również dane szwedzkiego urzędu statystycznego za pierwsze półrocze 2020 roku. Wynika z nich, że zmarło tam najwięcej osób od 150 lat – 51 405 osób. Wcześniej, podczas głodu w 1869 roku odeszło 55 431 mieszkańców Szwecji. To jednak bardziej symbol niż argument, bo liczba ludności Szwecji zwiększyła się od 1869 roku dwukrotnie.

Szczególnie boleśnie zostały dotknięte szwedzkie domy opieki – 16 kwietnia Agencja Zdrowia Publicznego podała, że jedna trzecia zgonów dotyczyła właśnie ich. Pod koniec kwietnia połowa zmarłych Szwedów w wieku 70+ była ich pensjonariuszami.

W Sztokholmie zmarło 7 proc. z 14 tys. mieszkańców domów opieki.

Według analizy Imperial College London nawet ograniczone kroki podjęte w Szwecji pomogły przeżyć 26 tys. osób. Jednak w krajach, gdzie wprowadzono lockdowny, uratowano ich według brytyjskich badaczy o dziesiątki tysięcy więcej.

Zewnętrzne źródło
Szwedzki sen: czy jest sens walczyć z koronawirusem tak, jak robiła to Szwecja? A raczej – czy był?

Więcej infografik na stronie Statista

  • Szwecja osiągnęła odporność zbiorową; tj. tyle ludzi przechorowało koronawirusa i ma przeciwciała przeciwko niemu, że przestanie on być niebezpieczny dla populacji.

Nieprawda. Krytycy twierdzą, że odporność zbiorowa była jednym z celów szwedzkiej strategii radzenia sobie z epidemią. Jej architekt, epidemiolog Anders Tegnell [na zdjęciu ilustrującym artykuł] temu zaprzecza. Musiał jednak ujawnić maile, w których wyraża nadzieję, że otwarte szkoły przyczynią się do szybkiego osiągnięcia odporności zbiorowej. Jak pisze w obszernym artykule o szwedzkiej strategii magazyn „Science", orędownikiem tej idei jest poprzednik Tegnela na stanowisku szefa Folkhälsomyndigheten, narodowej agencji zdrowia publicznego i obecnie jego doradca, Johan Giesecke.

Tegnell przewidywał, że do końca maja 40 proc. mieszkańców najgęściej zaludnionego Sztokholmu będzie miało przeciwciała przeciwko koronawirusowi. Jednak jak pisze „Science", pod koniec maja przeciwciała miało 6 proc. badanych Szwedów. Ostatecznie w we wrześniu FoHM ogłosił, że przeciwciała w czerwcu miało 11,5 proc. mieszkańców Sztokholmu i 6-8 proc. Szwedów mieszkających w pozostałych regionach.

Tymczasem zdaniem epidemiologów i wirusologów od 40 do 70 proc. populacji powinno być odporne, żeby mówić o odporności zbiorowej i w najbliższym czasie nie da się tego osiągnąć bez szczepionki.

Okazuje się bowiem, że koronawirusem, mimo że jest tak groźny, wcale nie jest się tak łatwo zarazić. Trzeba mieć pecha, żeby trafić na super-roznosiciela, czyli osobę, która przekazuje szczególną ilość wirusa, albo na super-roznosicielskie wydarzenie – próbę chóru, nabożeństwo w kościele, źle wentylowaną i zatłoczoną restaurację albo bar, wesele czy urodziny.

No i w ostatnich tygodniach liczba zakażeń w Szwecji rośnie, podobnie jak w innych państwach europejskich, co również wskazuje, że do odporności zbiorowej jeszcze daleko.

Szwecja nowe przypadki SARS-CoV-2

W dodatku wciąż jeszcze do końca nie rozpoznane przez naukę skutki infekcji mogą być bardzo groźne dla ludzi, niezależnie od ich wieku. U pacjentów diagnozowano już zwłóknienie płuc, udary, zatory płucne, obrzęki, czy zapalenie mózgu.

  • lockdown jest niszczący dla gospodarki i dla ludzkiej psychiki, będzie miał także skutki we wzroście zgonów z innych niż COVID-19 powodów.

Prawda. To główny argument Tegnella, który zajmował się walką z epidemiami takimi jak ebola w Afryce. Tam rzeczywiście skutki lockdownu są tragiczne – widać to również przy tej pandemii. Na przykład restrykcyjny lockdown, jaki nakazał w kwietniu indyjski premier Narendra Modi, okazał się tragedią dla milionów pracujących na dniówkę, którzy stracili nie tylko źródło utrzymania, ale często i dach nad głową. Według Banku Światowego po raz pierwszy od 20 lat wzrośnie w tym roku liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie – nawet o 115 mln.

Na pewno Szwedzi, którzy zwłaszcza na początku pokładali szczególne zaufanie w strategii szwedzkich epidemiologów, przeszli wiosnę bez stresów, które przypadły nam – zamkniętym w domach. Jednak gospodarka szwedzka, która opiera się w dużej mierze na eksporcie, również poważnie ucierpiała z powodu lockdownu w pozostałych krajach europejskich. Mimo to wygląda nieco lepiej na tle swoich sąsiadów. Według najnowszych danych szwedzkie PKB skurczy się w 2020 roku o 3,3 proc., podczas gdy Norwegii o 3,6 proc., Danii o 3,5 proc., a Finlandii o 4,5 proc.

  • „szwedzka strategia" to zaprzeczenie tego, co robią inne kraje Europy

Już nieprawda. Nie chwaląc się tym zbytnio, Szwecja wprowadza te same rozwiązania, co Polska i inne państwa. Od 1 października obowiązuje kwarantanna dla domowników zakażonej osoby (z wyjątkiem dzieci). Przeprowadza się również wywiad epidemiologiczny, ustalając kontakty nosicieli. W przypadku zakażeń wśród uczniów klasy przechodzą na nauczanie zdalne, pracownicy są proszeni o pracę z domu. Znacznie zwiększono również liczbę testów – w tej chwili Szwecja zrobiła ich już 176 tys. na milion mieszkańców, Polska – 95 tys.

Od reszty Europy różni Szwecję w tej chwili przede wszystkim opór wobec obowiązkowych maseczek.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne