Prawa autorskie: Marcin Kucewicz / Agencja Wyborcza.plMarcin Kucewicz / Ag...
31 lipca 2022

Czy „libki” w ogóle istnieją? Anna Mierzyńska szuka i nie może znaleźć

W debacie publicznej od kilku lat funkcjonuje „libek”, obraźliwa etykieta, podobnie jak „prawak” czy „lewak”, która polaryzuje, obraża i uniemożliwia dyskusję. Na dodatek stereotyp "libka" ma niewiele wspólnego z rzeczywistością liberalnego czy centrowego elektoratu

Hasło „libek” zostało już odnotowane w internetowych słownikach. Według Obserwatorium Językowego Uniwersytetu Warszawskiego jest to lekceważące określenie liberała, używane przede wszystkim przez osoby ze środowisk lewicowych.

Internetowy Słownik Slangu dodaje do tej podstawowej definicji cechy stereotypowego "libka": „wysokie zarobki, pogarda dla biednych, bezgraniczne uwielbienie dla Leszka Balcerowicza i Donalda Tuska. Typowy »libek« pracuje w korporacji w dużym mieście, mieszka na grodzonym, podmiejskim osiedlu, ogląda TVN, czyta GW i głosuje na PO”.

"Libki" sklejane z wyborcami PO

Określenie to jest często sklejane z całą grupą polityczek i polityków a nawet wyborców i wyborczyń PO, czy szerzej - Koalicji Obywatelskiej. Widać to choćby we wpisach Włodzimierza Czarzastego, przewodniczącego Nowej Lewicy. Przykłady:

„Przepchnęli (ustawę – przyp. red.) razem z PSL i Polską 2050. Dzięki temu będą środki finansowe. A PO razem z Ziobro najpierw wygłupiło się w Sejmie a potem w Senacie. Libki płaczą”;

„Ustawa ratyfikacyjna przyjęta bez poprawki. Senatorowie PO się pomylili. Pytano mnie wielokrotnie, jak będzie głosowała Lewica w Senacie. Na szczęście znów głosowała inaczej niż Czarnobaj i Pociej. (…) Silni razem i libki zrobią PO jazdę. Jak żyć?”.

Galopujący Major, lewicowy bloger, wielokrotnie pisał o „libkach PO”, zarówno na Twitterze, jak i w „Krytyce Politycznej”.

Adam Boch, sekretarz zarządu Nowej Lewicy, tweetował: „Mam nadzieję, że PO w następnej kadencji nie wejdzie do Sejmu. Libki, które nie wiedzą, co bredzą.”

A poseł PiS Bartłomiej Wróblewski pisał „Wczoraj libki i lewica śmiali się z mojego spotkania z klubami Gazety Polskiej w Poznaniu. Bo niby niemłodzi. A ja byłem dumny, bo to inteligenckie środowisko, ważne i oddane Polsce”.

Ten podział na trzy grupy polityczne: prawaki, lewaki, libki w języku codziennym coraz częściej zastępuje tradycyjny - na prawicę, centrum i lewicę. Być może dlatego, że zawiera więcej emocji i upraszcza ich wyrażanie: wystarczy nazwać kogoś lewakiem czy libkiem, by było wiadomo, że się o nim myśli źle, z pogardą lub lekceważeniem.

Jednak stosowanie etykiet wyklucza zarówno dalszą rozmowę, jak i porozumienie.

Awokado i Malediwy, czyli jak żyje "libek"?

Część użytkowników mediów społecznościowych używa hasła "libek" nie tylko do nazwania poglądów politycznych czy wyrażenia swojej niechęci, ale też do określenia specyficznego stylu życia.

W efekcie powstał semantyczny worek, w którym "libków" i "libki" najpierw zapisano hurtem do Koalicji Obywatelskiej (dziś raczej do Platformy Obywatelskiej, ponieważ KO istnieje jedynie w parlamencie), a potem nadano im stereotypowe cechy, twórczo rozwijane przez internautów.

"Libki" więc „głównie się po kawiarniach wałkonią”, chodzą do Lidla (nie do Biedronki), nie korzystają z komunikacji publicznej, tylko jeżdżą wypasionymi samochodami (np. porsche), które zmieniają co dwa lata, zarabiają przynajmniej 15 tysięcy zł miesięcznie, a więc „co do zasady – nie mają problemów z budżetami domowymi”.

Mieszkają w domach jednorodzinnych, a wokół nich „sadzą mini tuje i je równiutko przycinają na wysokość ogrodzenia”. Jeżdżą zimą na Malediwy, a przez cały rok na Zanzibar.

„Ochoczo i mocno bronią banków, martwiąc się o ich zyski”, „gardzą prawami pracowniczymi”. „Lubią sobie wyobrażać, że wszystko można kupić i załatwić”, a „w swoim mniemaniu są klasą wyższą i solą tej ziemi.”

"Libkowa" jest klimatyzacja, chleb z piekarni rzemieślniczej za 20 zł, jagodzianki za 16 zł, bo dla nich „jak coś jest drogie, to jest dobre”.

Standardem żywnościowym "libka" jest – jak czytam na Twitterze - codzienna kanapka z awokado.

Są nawet "libkowe" (ewentualnie skrajnie prawicowe) kierunki studiów. Twitterowicze wymieniają: prawo, ekonomię i (uwaga!) medycynę.

„Większość lekarzy to korwiniści/libki, do kosztów działalności wrzucający nawet domowy tv, oburzeni propozycjami podnoszenia składki dla przedsiębiorców i śliniący się do systemu z USA” – pisze jeden z użytkowników Twittera.

„Libki żyją w bańce” i nie mają empatii

Z reguły "libki", według nielubiących ich internautów, żyją „w jakiejś bańce i zderzenie z rzeczywistością jest dla nich tak straszne, że muszą się tym dzielić w mediach społecznościowych”, są zagubione i zagubieni w świecie, a pieniądze wydają jedynie na przyjemności.

Do tego oczywiście są „klasistowskie i nie umieją nie obrażać sporej części swoich wyborców”, gardzą ludźmi, a w zasadzie to marzą o feudalizmie, żeby im „te »głupie wieśniaki z dziur i ciemnogrodów« nie podskakiwały”.

Natrafiam również na przemyślenia użytkowników portalu Wykop na ten sam temat. Można się z nich dowiedzieć, że "libki" to „osoby nieodpowiedzialne, które nie widzą potrzeby opodatkowania najbogatszych stawką procentową 75 procent”.

Libek mieści w sobie najgorsze cechy „lewactwa i prawactwa”, do tego

„żal mu gejów i kobiet, ale zarazem nie żal mu bezdomnych, bo to przecież bezdomność z wyboru, poza tym wolny rynek ureguluje.

Nienawidzi konserw (osób o poglądach konserwatywnych – przyp. aut.), ale też nie lubi jak się coś z konserwami robi i nie lubią efektywnej działalności.”Libki" są też (według użytkowników Wykopu) „ślepe emocjonalnie” i nie mają empatii.

Widać wyraźnie, że hasło „libek” stało się pojemnym konceptem, do którego wrzucane jest to, co używającym tego określenia nie odpowiada u ludzi, których ocenia jako bogatych, uprzywilejowanych i okazujących innym wyższość.

Ilu jest takich "libków-bogaczy"?

Zderzmy tę wizję z danymi, by sprawdzić, czy stereotypowe "libki" rzeczywiście istnieją, a jeśli tak, ile ich jest w Polsce. Zostawmy na boku kwestie poglądów polityczno-emocjonalnych (np. kwestię uwielbienia dla jakiegoś polityka), skupiając się na tych elementach konceptu libkowości, które dotyczą kwestii ekonomicznych.

I tu zastrzeżenie: w dostępnych danych sondażowych nie ma oczywiście hasła „libki”. Aby doprecyzować grupę społeczną, do której to słowo się odnosi, musiałam przyjąć, że w ten sposób określani są wyborcy Koalicji Obywatelskiej, o poglądach oficjalnie nazywanych liberalnymi lub centrowymi.

Punktem wyjścia niech będą dane wyborcze. W ostatnich wyborach parlamentarnych w 2019 roku na „najbardziej libkowy” komitet wyborczy Koalicji Obywatelskiej (Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Zieloni i Inicjatywa Polska) zagłosowało 5,06 milionów Polaków. Jaka część tej grupy wypełnia opisywany stereotyp? Jak się okazuje – niewielka.

Podstawową cechą "libka" (poza poglądami politycznymi) ma być zamożność. Według raportu KMPG z 2022 roku osoby zamożne i bogate w Polsce to te, których dochody brutto przekraczają odpowiednio 20 tys. zł i 50 tys. zł.

W 2020 roku w Polsce mieszkały 284 tysiące osób zamożnych i 77,1 tys. bogatych. W sumie 361,1 tysiąca Polaków.

Mało. Nawet gdyby uznać, że oni wszyscy głosowali na KO, i tak stanowiliby zaledwie 7 procent popierających ten komitet.

Przy czym takie założenie byłoby błędne – w 2020 roku Bianka Mikołajewska wyliczyła w OKOI.press, że przynajmniej 84 polskich milionerów (na ogólną liczbę 35 tys., wg KPMG) to ludzie związani z rządzącą Zjednoczoną Prawicą i zarabiający miliony dzięki politycznym nominacjom. Oni na pewno nie głosowali na Koalicję Obywatelską.

Zamożność według cytowanego raportu zaczyna się od 20 tysięcy złotych – to dużo, dlatego sprawdzam też dane dotyczące osób, które zarabiały dobrze, ale niekoniecznie aż tyle.

Z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego o strukturze wynagrodzeń w Polsce (za październik 2020 roku) wynika, że przynajmniej dwukrotność średniego wynagrodzenia (ok. 11,5 tys. zł brutto) zarabiało 12 procent pracujących Polaków. To niewiele ponad 2 miliony.

Natomiast emerytów i rencistów, pobierających świadczenia w wysokości 10 tysięcy zł i więcej, jest 7,5 tysiąca. Czyli w sumie, w 2020 roku tych zamożniejszych wśród zatrudnionych na umowy o pracę oraz pobierających emerytury było w Polsce 2 071 500.

Być może dokładniejsze są informacje Ministerstwa Finansów dotyczące rozliczenia podatku dochodowego, cytowane przez KPMG: w 2020 roku w Polsce ok. 1,8 mln osób osiągnęło dochody wyższe niż średnie wynagrodzenie miesięczne (7,1 tys. zł).

Tak czy inaczej: nawet gdyby wszystkie te osoby były światopoglądowymi „libkami” (a wiemy choćby z danych o milionerach, że nie są), nie stanowiłyby nawet połowy głosujących na KO.

Różnice majątkowe występują, co daje nośność narracji o "libkach"

Nie zmienia to faktu, że w Polsce występują wyraźne różnice majątkowe w elektoratach partii: PiS w ogromnym stopniu zmajoryzował poparcie osób najuboższych, a KO jest silniej popierana przez najlepiej sytuowanych.

40 procent osób z grupy najzamożniejszych (ponad 7 tys. zł dochodu na osobę w rodzinie) deklaruje, że opowiada się właśnie za Koalicją Obywatelską. Ale ponad połowa tej grupy głosuje na kogoś innego lub nie wie jeszcze na kogo. Po drugie: KO zdobywa głosy we wszystkich grupach dochodowych, dlatego nie można jej elektoratu utożsamiać jedynie z bogatymi wyborcami.

Z wykresu wynika, że zwłaszcza politycy Lewicy powinni szczególnie ostrożnie używać epitetu "libków",

bo profil jej elektoratu jest podobny do profilu KO, choć "mniej stromy" i na poziomie mniej więcej trzy razy niższym. Odsetek najzamożniejszych (ponad 7 tys. na osobę w rodzinie) jest wśród wyborców Lewicy dwa razy większy niż najuboższych (1501-2500 zł), a wśród wyborców KO - 2,7 raza.

Bardziej wyrównany pod względem zamożności jest profil wyborców Polski 2050, a także Konfederacji.

Mit: jeżdżą wypasionymi samochodami

Kolejna kwestia dotyczy „wypasionych” samochodów, którymi mają jeździć "libki", bo (podobno) nie korzystają transportu zbiorowego. Tu internauci wkraczają w krainę czystej fantazji.

Według cytowanego już raportu KPMG w 2021 roku w Polsce zarejestrowano 91,4 tys. nowych aut, należących do takich marek. Sprzedano między innymi: 73 sztuki Maserati, 65 Bentleyów, 45 Ferrari, 42 Lamborghini i 13 Rolls-Royce`ów.

Schodząc na nieco niższy poziom, czyli analizując sprzedaż marek premium, do których zaliczane są: BMW, Mercedes, Audi, Volvo, Lexus, Porsche, Land Rover, Jaguar, DS, Mini i Tesla – w 2021 roku wszystkich nowych rejestracji samochodów tych marek odnotowano 87 tysięcy.

Czyli mniej niż 200 tysięcy nowych, „wypasionych” aut. Zaledwie! Wniosek jest prosty: nawet gdyby wszyscy ich właściciele byli "libkami" stanowiliby margines wyborców KO.

Dodajmy do tego samochody sprowadzone z zagranicy - w 2021 roku zarejestrowano: 75 tysięcy używanych Audi, 54 tysiące używanych BMW i 43 tysiące używanych Mercedesów. Trudno jednak zbiorczo zaliczyć je do „wypasionych samochodów”, skoro w tym okresie wśród najczęściej ubezpieczanych modeli samochodów w Polsce były zarówno Audi, jak i BMW, tyle że… z 2002 roku, czyli niemal dwudziestoletnie.

Zaś BMW najczęściej ubezpieczali młodzi kierowcy, w wieku 18-25 lat, a z sondaży realizowanych m.in. przez Ipsos dla OKO.press wiadomo, że w tej grupie wiekowej spory odsetek mężczyzn to zwolennicy Konfederacji. Przynajmniej część kierowców używanych BMW na pewno nie należy do grupy „libków z PO”.

Mit: nie mają problemów z budżetami domowymi

Szukając danych korzystam również z badań CBOS-u. To sondażownia, która szeroko bada konteksty społeczne w Polsce oraz regularnie przedstawia wyniki sondaży, różnicując je na osoby o poglądach lewicowych, prawicowych i centrowych.

Czy "libek" i "libka" to osoby o poglądach centrowych? To mocne uproszczenie, biorąc jednak pod uwagę, że nawet politycy i publicyści w codziennym dyskursie coraz częściej dzielą scenę polityczną na: prawaków, lewaków i "libki", zaś wszystkie te pojęcia są definicyjnie nieostre, przyjmuję takie założenie.

Jest to uproszczenie, co widać z sondaży Ipsos dla OKO.press, gdzie również pada pytanie o poglądy, ale opisujemy je na pięciostopniowej skali. W majowym sondażu profile największych partii wyglądały tak:

Z wykresu wynika, że wśród osób o poglądach prawicowych i w znacznym stopniu centroprawicowych dominują wyborcy PiS i tutaj sprawa jest jednoznaczna. Profil wyborców KO jest na pewno "nieprawicowy", ale obok sympatii "centrowych" pojawia się też duża grupa osób o poglądach centrolewicowych, a nawet lewicowych. Z KO sympatyzuje więc znacznie szersze spectrum Polaków niż stereotypowe "libki", co zapewne oznacza, że liberalizm tego elektoratu jest w znacznym stopniu połączony z wrażliwością społeczną (zgodnie zresztą z etosem inteligencji).

Mając świadomość, że podział na trzy grupy upraszcza cały obraz, przyjrzyjmy się jednak wynikom sondaży CBOS, który kilka miesięcy temu sprawdzał, jak wygląda sytuacja finansowa Polaków. Pytano, ile gospodarstw domowych ma oszczędności, a ile długi.

Sondaż wykazał, że w najlepszej kondycji finansowej są osoby o poglądach… lewicowych.

Aż 68 proc. z nich zadeklarowało, że ma oszczędności, tak samo odpowiedziało 61 proc. badanych o poglądach prawicowych i tylko 56 proc. – o poglądach centrowych.

26 proc. lewicowców i 25 proc. prawicowców byłoby w stanie żyć za te oszczędności dłużej niż 6 miesięcy, nie zmieniając dotychczasowego poziomu życia, gdy wśród zwolenników centrum mogłoby tak funkcjonować tylko 15 procent.

Pytano także o długi: miało je 2 proc. lewicowców i 3 proc. prawicowców oraz 5 proc. centrystów. Posiadanie oszczędności i brak jakichkolwiek długów, czyli najlepszą sytuację finansową, zadeklarowało: 42 proc. badanych o poglądach lewicowych, 35 proc. o poglądach prawicowych i 31 proc. o poglądach centrowych. Według tego badania sytuacja finansowa centrystów była słabsza niż reszty.

Mit: urlopują w egzotycznych krajach

Nie utrzymuje się także mit o "libkach" wypoczywających w egzotycznych krajach. Wyjazdy na Zanzibar czy Malediwy (wskazywane we wpisach twitterowiczów jako kojarzące się z "libkami") realizuje w Polsce tak mało osób, że w grupie badanych przez CBOS zimą 2022 roku nie było nikogo, kto by te kraje wskazał.

Wśród wymienianych miejsc wypoczynku najbardziej egzotyczna były: Dominikana, którą wskazało zaledwie 1 procent ankietowanych, oraz Meksyk (także 1 proc.). Za granicą wypoczywało wówczas 4 proc. badanych, a zarówno w kraju, jak i zagranicą – 7 procent. W sumie – 11 procent. To znacznie mniej niż poziom poparcia Platformy Obywatelskiej w sondażach opinii.

Co ciekawe, wśród tych, którzy w ogóle wyjeżdżali na urlop (przynajmniej na dwa dni) w 2021 roku i planują to zrobić w 2022 roku, najwięcej było osób o poglądach lewicowych – odpowiednio: 61 i 66 procent, gdy wśród ankietowanych centrystów: 53 i 59 procent.

W analizowanym kontekście być może najciekawsze są jednak wyniki sondażu CBOS, z końca 2021 roku, na temat ogólnego zadowolenia z życia. Okazuje się, że z warunków materialnych lewicowcy, prawicowcy i centryści są zadowoleni niemal tak samo (61-62 proc. zadowolonych, 7-8 proc. niezadowolonych, reszta nie mogła się zdecydować).

Mit "libka" jako tryskającego szczęściem aroganta wylegującego się w cieniu palmy leży w gruzach.

Prawicowcy minimalnie bardziej odczuwają satysfakcję ze swoich stałych związków oraz z miejsca zamieszkania, za to mniej (niż lewicowcy i centryści) cieszą się z przyjaciół. Osobom o poglądach lewicowych mniej powodów do radości przynoszą dzieci.

Badania wskazują, że choć wszystkie te grupy różnią się poglądami, ich styl życia jest do siebie podobny. A kiedy pojawiają się istotne różnice w codziennym funkcjonowaniu, to nie z powodu polityki lecz miejsca zamieszkania i zarobków, bo to one najsilniej wpływają choćby na korzystanie z transportu publicznego, sposób spędzania wakacji czy miejsce robienia zakupów.

W Polsce niewiele jest osób, odpowiadających stereotypowi "libka": zamożnego, używającego luksusowych aut i wypoczywającego w egzotycznych krajach. Znaleźlibyśmy je z pewnością wśród głosujących na PO, ale osoby pasujące do tego stereotypu popierają także inne partie polityczne, w tym partię władzy, której wiele Polek i Polaków zawdzięcza materialną prosperity.

Hasło "libek", podobnie jak prawak i lewak, jest więc semantycznie pustą etykietą. Co prawda upraszcza wyrażanie emocji, ale utrudnia porozumiewanie się. W polaryzującym się społeczeństwie używanie tego typu określeń niczego nie rozwiązuje – za to zniechęca do podejmowania partnerskiej dyskusji, na przykład między zwolennikami różnych sił opozycyjnych.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne