Prawa autorskie: Marcin Stepien / Agencja GazetaMarcin Stepien / Age...
28 października 2020

Czy protesty przyczynią się do rozprzestrzenienia epidemii? Sprawdzamy oskarżenia Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński ma już kozła ofiarnego, a właściwie setki tysięcy kozłów ofiarnych winnych temu, co dzieje się w szpitalach. To młodzież, którą opozycja "wzywa do demonstracji". Ale z międzynarodowych badań wynika, że manifestacje mogą mieć co najwyżej nikły wpływ na epidemię

Jarosław Kaczyński już wie, i w TVP Info już wiedzą, że masowe protesty przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego zaostrzającemu ustawę antyaborcyjną przyczynią się do śmierci wielu ludzi na COVID-19. Prezes Prawa i Sprawiedliwości wygłosił taką opinię w słynnym już przemówieniu do członków i zwolenników PiS, podczas którego wzywał ich do obrony kościołów za wszelką cenę.

Mamy ciężkie stadium epidemii COVID-u, mamy stan, w którym wszelkiego rodzaju zgromadzenia powyżej pięciu osób są zakazane, mamy stan, w którym te demonstracje będą z całą pewnością kosztowały życie wielu ludzi.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Wiemy już o wirusie SARS-CoV-2 co nieco. Na przykład, że najchętniej rozprzestrzenia się w zamkniętych, niewietrzonych pomieszczeniach. Stąd też w lecie np. tak dużo było zakażeń na weselach, a w czerwcu potężne ogniska w kopalniach na Górnym Śląsku.

Lubi też, kiedy ludzie nie noszą maseczek i nie zachowują dystansu. W przypadku demonstracji zagrożeniem jest to ostatnie.

Natomiast pod względem noszenia maseczek ich uczestnicy są bardzo subordynowani i noszą maseczki. Można nawet powiedzieć – to dowód anegdotyczny na podstawie „spacerów", w których osoby z redakcji uczestniczyły – że nie ma tam osób, które by nie zakrywały nosa i ust. Tymczasem wciąż można takie osoby spotkać w komunikacji publicznej czy w sklepie, czy po prostu na ulicy.

Badania brytyjskie i amerykańskie: wpływ żaden lub maksymalnie 2 proc.

Jak pisze na swoim blogu Slwstr, według SAGE, czyli grupy brytyjskich ekspertów doradzających rządowi, zgromadzenia na świeżym powietrzu mają niewielki wpływ na rozprzestrzenianie się zakażeń.

Ich zdaniem zakazanie takich zgromadzeń zmniejsza współczynnik reprodukcji wirusa R (czyli średnią liczbę osób, które zaraża jedna zakażona osoba) o mniej niż 0,05. A zakażenia wywoływane przez takie wydarzenia odpowiadają za około 2 proc. wszystkich.

Badania po amerykańskich protestach Black Lives Matter, gwałtowniejszych i liczniejszych niż te polskie, nie udowodniły żadnego wzrostu zakażeń związanego z nimi.

W USA mógł jednak zadziałać odwrotny czynnik: wiele osób, aby uniknąć ryzyka zamieszek, zostało w domach, redukując w ten sposób ryzyko dla całej populacji.

Nie bez znaczenia jest również to, jak pisał portal „healthline", że w odróżnieniu od imprez sportowych i koncertów na świeżym powietrzu protestujący nie tłoczą się w kolejkach do ubikacji, ani nie oblewają potem zwycięstwa lub przegranej w barach i restauracjach. Zwłaszcza teraz w Polsce, bo te są zamknięte.

Reasumując, protesty to mniej więcej taki sam poziom zagrożenia, jak wizyta na grobach 1 listopada, która wciąż nie została przez rząd zakazana. Z tym, że w tamtym przypadku niebezpieczny byłby ewentualny tłok w autobusach dowożących do i z cmentarza; miasta starają się podstawić jak najwięcej autobusów, żeby zminimalizować zagrożenie.

Zanim padną oskarżenia o hipokryzję – nasze zarzuty wobec premiera Morawieckiego i prezydenta Dudy, którzy przed wyborami zachęcali seniorów do głosowania przekonując, że „wirus jest w odwrocie" nie wynikały z obawy, że wyborcom zaszkodzi spacer do lokalu wyborczego. Chodziło o dłuższe przebywanie w tym zamkniętym pomieszczeniu, bo nie każdy senior daje sobie radę z głosowaniem szybko. No i o stworzenie wrażenia, jakby już nie trzeba było uważać. Jak widać, trzeba było i wtedy, i teraz.

Państwowa telewizja też już znalazła winnych, m.in. w Hiszpanii

TVP Info karnie przedstawiało narrację o morderczych skutkach protestów jeszcze przed wystąpieniem Jarosława Kaczyńskiego, pisząc o masowych demonstracjach „feministek" w Hiszpanii z okazji 8 marca 2020.

„Hiszpański rząd znalazł się w ogniu krytyki za to, że zezwolił na masowe imprezy i manifestacje, gdy już po tygodniu zaobserwowano geometryczny przyrost zakażeń – 8 marca odnotowano 433 nowe przypadki Covid-19, w kolejną niedzielę, 15 marca – 1 729, a po kolejnych dziesięciu dniach – 9 159 zakażeń" – pisał portal tej państwowej stacji.

„W ciągu trzech tygodni od protestów dzienna liczba ofiar śmiertelnych patogenu wzrosła 33-krotnie – do 929 zgonów potwierdzonych pod koniec marca".

Co tu się zgadza? Niewiele.

Po pierwsze, według portalu Worldometer już 8 marca 2020 odnotowano nie 433 lecz 2 221 nowych zakażeń. Dwa dni później, 10 marca aż 4 688. Nie mógł to jeszcze być wpływ demonstracji, bo ewentualni nosiciele zaczynają zakażać innych najwcześniej po dwóch, trzech dniach, a jednak wykryte zakażenia wzrosły dwukrotnie w ciągu trzech dni! Hiszpania była już w samym środku gwałtownego wykładniczego wzrostu, w obliczu którego obchody 8 marca były prawdopodobnie tylko kroplą w morzu.

Polskie protesty również zaczęły się w okresie ostrego wzrostu zakażeń w Polsce. Ich ewentualny efekt będziemy mogli zaobserwować w ciągu kilku najbliższych dni (objawy zakażenia występują zwykle po czterech, pięciu dniach).

Ale o tym, czy rzeczywiście będzie on miał miejsce i w jakim stopniu, będą się umieli kompetentnie wypowiedzieć eksperci od modelowania matematycznego epidemii, a nie politycy.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne