Antoni Macierewicz zarzuca „Gazecie Wyborczej” oraz niektórym fałszywym — jego zdaniem — narodowcom prorosyjskość. Broni też Romana Dmowskiego przed zarzutem o sprzyjanie Rosji. My sprawdziliśmy, zapytaliśmy eksperta i odpowiadamy: polska prawica bywała prorosyjska w kluczowych momentach naszej historii

W środę 20 marca Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS i b. minister obrony, w Telewizji Republika zarzucił  „Gazecie Wyborczej” antyamerykańskość i sprzyjanie Rosji — podobną do tej, którą wyznaje część prawicy.

Macierewicz miał do „Wyborczej” pretensje o wiele rzeczy — m.in. o tym, że pisze o fiasku planów PiS próbującego wynegocjować z USA budowę w Polsce stałej bazy wojsk amerykańskich (nazwanej przez prezydenta Dudę wojowniczo „Fort Trump”). 

Macierewicz mówił też: „Takie formacje prorosyjskie, które mówią, że są narodowe, co jest w ogóle absurdalne, bo nigdy nie było prawicowych, narodowych formacji prorosyjskich, przynajmniej od czasów Targowicy, która przypisywała sobie prawicowość. Były w ruchu narodowym silne formacje antyniemieckie i z tego względu idące na pewien kompromis z Rosją, z tego względu, że zagrożenie niemieckie uznawano za większe (…)

I dodał:


Przypisywanie prorosyjskości jednemu z największych polskich Europejczyków, Romanowi Dmowskiemu, , dla którego azjatycka kultura była czymś tak obcym, oznacza, że trzeba nic nie wiedzieć o historii Polski, o historii Narodowej Demokracji

Antoni Macierewicz, Wypowiedź w TV Republika - 22/03/2019

fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. Roman Dmowski prowadził politykę prorosyjską.


Macierewicz wrócił jeszcze do sprawy w wideo felietonie „Głos Polski” dla Radia Maryja i TV Trwam. Doprecyzował w nim, że Dmowski współpracował z Rosją z powodów „taktycznych”.

OKO.press wielokrotnie sprawdzało wypowiedzi ministra Macierewicza na temat historii — zwykle dochodząc do wniosku, że fantazjował. Tym razem nie chodzi jednak o powstanie styczniowe (1863), które — jak mówił w 2017 r. — wzbudza w Polsce „wielki posiew”.

Chodzi o coś znacznie ważniejszego: o prorosyjskość jednego z najważniejszych polityków polskich XX w., Romana Dmowskiego, oraz nurtu politycznego, który współtworzył. 

Jak było naprawdę z Dmowskim i Rosją?

„Przynajmniej od rewolucji 1905 r. do 1915 r. z pewnością był politykiem prorosyjskim i cała prawica była prorosyjska. Wynikało to głównie z politycznej kalkulacji, chociaż można znaleźć u Dmowskiego także ślady fascynacji Rosją jako wielką potęgą”

— mówi dr hab. Grzegorz Krzywiec, historyk z Instytutu Historii PAN, specjalista od myśli politycznej Dmowskiego i autor książki „Szowinizm po polsku. Przypadek Romana Dmowskiego 1886-1905” (wydawnictwo Neriton, 2009 r.). 

Nie oznaczało to jednak wcale — i tu ma Macierewicz nieco racji — podziwu Dmowskiego dla rosyjskiej kultury. Przeciwnie, miał o rosyjskim państwie złe zdanie i często pisał o jego bezprawiu i korupcji.

Żeby tę sprawę wyjaśnić, trzeba sięgnąć do źródeł najważniejszego konfliktu politycznego w Polsce w XX w. — sporu pomiędzy Romanem Dmowskim, założycielem Narodowej Demokracji i ojcem polskiego nacjonalizmu, oraz Józefem Piłsudskim, jednym z założycieli Polskiej Partii Socjalistycznej, a później naczelnikiem Legionów i najważniejszą polityczną figurą II RP.

W 1905 r. w Rosji wybuchła rewolucja. Dla socjalistów różnych odcieni — w tym PPS Piłsudskiego — była to szansa obalenia caratu i budowy niepodległej (ale także demokratycznej i sprawiedliwej społecznie) Polski.

Dla Dmowskiego i jego zwolenników rewolucja oznaczała tylko chaos i bezsensowny przelew polskiej krwi. Dmowski przeciwdziałał planom Piłsudskiego na każdym kroku. Kiedy przywódca PPS wybrał się do Japonii, prosić o broń i wsparcie dla polskich rewolucjonistów, Dmowski pojechał tam także — tłumaczyć Japończykom, że rewolucja musi upaść.

To Dmowski skierował nienawiść swojego stronnictwa z Rosjan na polską lewicę i Żydów. 

Przez pierwsze kilka miesięcy rewolucji konflikt miał przede wszystkim polityczny charakter. Potem przeniósł się do fabryk i na ulice. Narodowcy organizowali własne związki zawodowe, mające przeciwdziałać „agitacji” socjalistycznej.

Bojówki endeckie walczyły na ulicach z robotnikami z PPS. Zginęło wówczas w bratobójczych walkach kilkaset osób. 

„Górę nad tym ruchem [rewolucyjnym] bierze ruch narodowy polski, oparty o główną masę ludności, o włościan, o większość robotników i skupiający wszystkie warstwy inteligentne. Ruch ten, będąc prześladowanym przez rząd, jednocześnie walczy z anarchją. Wywiesza on hasło politycznej autonomji kraju” — pisał Dmowski w 1907 r.

Po rewolucji 1905 r. Dmowski konsekwentnie wybrał politykę współpracy z władzami carskimi. W nagrodę otrzymał miejsce w rosyjskiej Dumie, namiastce parlamentu. W 1912 r. przegrał jednak w wyborach z kandydatem popieranym przez mniejszość żydowską, co wzmogło jego antysemickie obsesje. Endecja zorganizowała wówczas bojkot sklepów żydowskich w Warszawie. 

Kluczowy moment w historii — Dmowski wybiera Rosję

Lata 1905-1915 miały ogromne znaczenie w polskiej historii — najpierw doszło do rewolucji, która podzieliła Polaków, potem wybuchła pierwsza wojna światowa, która po czterech latach przyniosła Polsce niepodległość.

Po wybuchu wojny w 1914 r. Dmowski znów wybrał politykę sojuszu z Rosją carską (i wspierającymi ją państwami Zachodu). Uważał, że Polacy powinni oszczędzać krew narodową i działać przede wszystkim metodami dyplomatycznymi.

Znów była to strategia przeciwna Piłsudskiemu, który wówczas organizował u boku Austro-Węgier Legiony, i który sądził, że niepodległość Polacy mogą wywalczyć sobie wyłącznie z bronią w ręku.

„Co zrozumiałe, żołnierze walczący w Legionach przeciwko Rosji uważali rusofilię przywódców Narodowej Demokracji za zdradę sprawy narodowej” — pisał historyk dr Paweł Brykczyński, autor książki „Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce”.

„Rusofilia” Dmowskiego i jego stronnictwa nie wynikała, powtórzmy, z sympatii do Rosji, tylko z przekonania, że naród polski ma dwóch wielkich wrogów — Niemcy i Rosję — i z nich pierwszy jest znacznie groźniejszy, ponieważ Niemcy stoją na „wyższym poziomie cywilizacji” od Polaków.

Narody Dmowski postrzegał w biologiczny sposób: jak dwa gatunki walczące w darwinowskim starciu o przetrwanie.

Dr Krzywiec: „Dmowski był traktowany na Zachodzie jako poważny polski polityk w dużej mierze dlatego, że uważano go za człowieka zdolnego rozmawiać z Rosją. Sam ten obraz bardzo pielęgnował”.

W książce „Niemcy, Rosja i sprawa polska” (1908) Dmowski pisał, że germanizacja była „naturalnym procesem asymilacji ludu z niższą kulturą przez kulturę wyższą” i dlatego była tak groźna. Niemcy próbowały zniszczyć naród polski; Rosja (oraz Austro-Węgry, najsłabszy z zaborców) mogły Polaków ciemiężyć, ale musiały się pogodzić z ich istnieniem, bo nie były w stanie ich wchłonąć. 

O Polsce pod rosyjskim zaborem pisał: „Kraj ten jest w najdziwniejszem, jakie można sobie wyobrazić, położeniu; państwo, które go posiada, nie wie, co z nim zrobić. Nie widzi ono możności przerobienia go na rosyjski, a nie chce mu pozwolić być polskim” — mówił o Królestwie Polskim, czyli centralnej części Polski pod zaborem rosyjskim. Marzył o autonomii, chociaż — jak przyznał już w II RP — nie dało się o niej rozmawiać z Rosjanami.

Chybione kalkulacje, fascynacja potęgą

W czasie I wojny kalkulacja Dmowskiego wyglądała następująco: zwycięstwo Niemiec będzie zawsze polską klęską; zwycięstwo Rosji nad Niemcami — doprowadzi co najmniej do połączenia ziem polskich.

Stojąca na niskim poziomie cywilizacji Rosja nie będzie w stanie poradzić sobie z taką liczbą Polaków. Ta prorosyjska polityka budziła opór w samym obozie Dmowskiego. W książce „Polityka polska i odbudowanie państwa” (1925) pisał: „Wiedziałem z góry, co nas będzie kosztowało wejście na tę drogę. Wiedziałem, z czym trzeba będzie walczyć, jaki ciężar bierzemy na swe barki, postanawiając politykę polską na tych jedynych rozumnych podstawach zorganizować. Tyle było przeszkód i w Polsce, i w Rosji. 

Cała tradycja porozbiorowa, święcona stale w obchodach listopadowych i styczniowych, była przeciw tej polityce. Była to, co prawda, tradycja klęsk, tradycja stopniowego likwidowania sprawy polskiej, myśmy wszakże tak odbiegli od innych narodów, że święcimy klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa. Gorsza, że autorowie klęsk umieją przemawiać jak mistrze”.

„Prorosyjskość Dmowskiego była jednak nieskuteczna” — mówi dr Krzywiec. – „Robił różne gesty w stronę Rosjan i nic za to nie dostawał”.

Logika Dmowskiego — zgodnie z którą prawdziwym zagrożeniem dla Polski są Niemcy i trzeba „oprzeć się o Rosję” — powraca w niektórych kręgach polskiej prawicy do dziś. W latach 80. wyznawał ją Maciej Giertych (ojciec Romana, przewodniczącego LPR i adwokata), w 2005 r. eurodeputowany Ligi Polskich Rodzin oraz kandydat LPR na prezydenta RP.

Jak Maciej Giertych kochał ZSRR

Pod koniec lat 80. Maciej Giertych należał w PRL-u do Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa (którym był wówczas gen. Wojciech Jaruzelski). Było to ciało, które miało zapewniać poparcie dla reżimu Jaruzelskiego — bojkotowane przez większą część opozycji.

W 2005 r. Wojciech Czuchnowski opublikował w „Gazecie Wyborczej” fragmenty stenogramów wypowiedzi Macieja Giertycha, w których bronił sojuszu z ZSRR i mówił, że Zachód „nie będzie umierał za Gdańsk” (a więc bronił Polski przed Niemcami).

Oto cytat: „Obserwujemy proces przechodzenia z opierania się o Wschód do opierania się o Zachód. Politycznie nie wolno nam rezygnować z oparcia o Rosję. Zachód o polski Gdańsk bić się nie będzie. Natomiast Związek Radziecki nas militarnie ochrania, jest też wypróbowanym partnerem gospodarczym.

[Zwraca się do gen. Jaruzelskiego] Potrzebny nam u steru ktoś, kto zapewni trwałość sojuszu ze wschodnim sąsiadem. Rolą prezydenta będzie pilnować, by nie przejść z deszczu pod rynnę, byśmy nie stracili tych pozytywów, które daje nam oparcie o Związek Radziecki. Tylko Pan, Panie Przewodniczący, może nam to zagwarantować”.

Zarzut o prorosyjskość nie może więc się odkleić od polskiej prawicy do dziś, chociaż — przyznajmy to Macierewiczowi — krytykował Giertycha za to stanowisko. Rozumiemy, dlaczego Macierewicz może być tak wrażliwy na punkcie Rosji: niedawno ukazały się książki dziennikarza i pisarza Tomasza Piątka o rosyjskich wpływach w otoczeniu samego Macierewicza.

Rosja jest wielkim krajem i może to naszych prawicowców fascynować — szkoda tylko, że tak się tego wypierają.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press