0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 12.01.2024 Warszawa , aleja Roz 2 . Ministerstwo Sprawiedliwosci . Minister sprawiedliwosci Adam Bodnar podczas konferencji prasowej w sprawie Krajowej Rady Sadownictwa i rozpoczetej przez prezydenta RP Andrzeja Dude procedury ulaskawieniowej wobec bylych poslow Macieja Wasika i Mariusza Kaminskiego . Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl12.01.2024 Warszawa ...

i uczciwie przeprowadzone konkursy na stanowiska są zawsze najlepszym rozwiązaniem. Każdy może w nich wziąć udział i zaprezentować swoje kompetencje. Zarówno ci najbardziej zasłużeni dla przywracania praworządności, jak i ci, którzy mniej się w walkę z zakusami Zbigniewa Ziobro angażowali.

Najważniejszy jest efekt. Wybór najlepszej osoby do sprawowania określonej funkcji.

Przeczytaj także:

Tekst Mariusza Jałoszewskiego „Pułapka konkursów ministra Bodnara. Czy bohaterowie walki o sądy mają teraz odejść?”, w którym opisał on wątpliwości wokół konkursu na dyrektora Krajowej Szkoły Sędziów i Prokuratorów, wywołał we mnie wiele refleksji. Nie tyle w kontekście konkretnych kandydatur, co w ogóle konkursów na różne wysokie stanowiska.

Nie wiem, czy było to intencją autora, ale wydźwięk artykułu jest jasny: należy tak dokonywać wyborów osobowych, by docenić w pierwszym rzędzie tych, którzy mogą wykazać się praworządnościowym „kombatanctwem”.

Na zdjęciu głównym: Adam Bodnar na konferencji prasowej w ministerstwie sprawiedliwości, styczeń 2024 r.

„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Z tekstem Mariusza Jałoszewskiego polemizowała już Anna Wójcik z Archiwum Osiatyńskiego i OKO.press. Teraz wypowiada się Krzysztof Izdebski, główny specjalista ds. rzecznictwa Fundacji im. Stefana Batorego, członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego.

Ile waży bohater?

Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że wyrażałem i wyrażam ogromny szacunek dla tych wszystkich osób, które przez ostatnie osiem lat stały na straży niezależności sądów, często poświęcając swoje kariery. Ich wysiłek i zaangażowanie powinny zostać powszechnie docenione. Ale od tego są medale, ordery, odznaczenia, czy po prostu publicznie wygłaszane wyrazy wdzięczności.

Czym innym jest jednak to, czy takie osoby – ze względu na ich dokonania w czasach rządów PiS – będą zawsze najlepszymi kandydatami do piastowania funkcji, które wymagają wielu różnych i specyficznych kompetencji.

Jestem jednocześnie przekonany, że

naprawa szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości, musi m.in. polegać na zamianie ludzi skompromitowanych na ludzi szlachetnych.

Ta ostatnia cecha jest niezbędnym atrybutem każdego dobrego kandydata czy kandydatki, ale nie może być jedynym, czy nawet głównym czynnikiem branym pod uwagę przez komisje konkursowe.

Zresztą – odwołując się do konkursu na dyrektora KSSiP – wybranemu kandydatowi nie można zarzucić, że w czasie ośmiu lat rządów Zbigniewa Ziobro się skompromitował. Zarzut, wyłaniający się z tekstu Mariusza Jałoszewskiego, można raczej sprowadzić do stwierdzenia, że nie był tak aktywny w stawianiu oporu, jak część pozostałych kandydatów.

Pytanie jednak, kto i na jakich zasadach miałby oceniać, na ile kandydat się w walce o wolne sądy zasłużył. Czy jak opuścił jedną demonstrację, to jeszcze może liczyć się w grze? Czy brak podpisu pod jednym z listów protestu powinien już go eliminować?

Abstrahując od tego, że nie ma to dzisiaj większego znaczenia, to stawianie sprawy w ten sposób powodowałoby, że kryteria konkursowe stałyby się zupełnie niejasne.

O co bohaterowie walczyli?

Nie chcę sam oceniać wybranego kandydata, brak mi wiedzy, nic mnie nie łączy z którymkolwiek z kandydatów. Ale przede wszystkim ufam ustaleniom komisji konkursowej, której niektórzy członkowie byli przecież aktywnymi obrońcami niezależności sądów.

Odnoszę się bardziej do pewnego zjawiska i to je mogę oceniać.

Otwarte i uczciwe konkursy to jest właśnie takie zjawisko, z którym chcę mieć w Polsce jak najwięcej do czynienia. To według mnie

najlepsza odpowiedź na skrytą, uzależnioną od relacji partyjnych, rodzinnych czy towarzyskich politykę kadrową minionego rządu.

Nie wybieram się na żadne stanowiska państwowe, ale nieśmiało przypominam, że byłem jedną z kilku osób, które jako pierwsze protestowały w listopadzie 2015 roku przeciwko demolowaniu Trybunału Konstytucyjnego. I zapewniam, że moją intencją nie było ani przez moment, żeby ktokolwiek z nas, stojących wtedy na ulicy, wykorzystał to jako kartę przetargową do objęcia ważnych stanowisk.

Wręcz przeciwnie,

chcę wierzyć, że staliśmy tam po to, by państwo działało przejrzyście,

a pierwszym kryterium wyboru były odpowiednie kompetencje, a nie – najbardziej nawet odważne – wystąpienia uliczne i inne formy protestu.

Państwo efektów, a nie symboli

To, co konsekwentnie robi Adam Bodnar uruchamiając procedurę wyboru osoby do pełnienia funkcji dyrektora KSSiP czy wcześniej Prokuratora Krajowego, powinno być modelowym rozwiązaniem, stosowanym również w innych resortach.

Chcemy bowiem i powinniśmy tego jako obywatele oczekiwać, że instytucje publiczne będą dobrze działać, a nie, że będą formą zadośćuczynienia za zasługi bohaterów walki o sprawiedliwość.

Niewykluczone, że i wśród tych ostatnich są osoby, które mają wiele umiejętności przydatnych w „czasie pokoju”. Zresztą niektórzy z bohaterów, jak np. Krystian Markiewicz czy Dariusz Mazur, ważne funkcje objęli. Nie jest więc tak, że w tym konkretnym konkursie, i w innych postępowaniach rekrutacyjnych bohaterowie są dyskryminowani.

Niestety, wydźwięk artykułu red. Jałoszewskiego jest również w stosunku do nich niesprawiedliwy. Bo opinia publiczna może sobie pomyśleć, że otrzymali te funkcji właśnie za kombatanckie zasługi, a nie dlatego, że skutecznie potrafią przewodniczyć pracom zespołów legislacyjnych czy ministerialnych.

Każdy konkurs ma to do siebie, że ktoś go wygrywa, a ktoś przegrywa. Nawet jeśli wszyscy kandydaci byli (porównywalnie) świetni. Ministerstwo naprawdę zrobiło wiele, poczynając od wyboru członków komisji konkursowej, opisaniu kryteriów i na komunikowaniu poszczególnych etapów procedowania kończąc, by przedstawić wybór dyrektora KSSiP jako obiektywny i oparty na przesłankach merytorycznych.

Rozumiem rozgoryczenie tych, których kandydat przegrał, ale

szczególnie sędziowie powinni zdawać sobie, że to podobna dynamika, co w przypadku wydawania wyroków.

Zawsze ktoś będzie niezadowolony w przypadku przegranej, ale powinien ten wyrok uszanować.

O takie, cieszące się autorytetem sądy, walczyliśmy i takiej też chcemy administracji publicznej.

Wolne sądy najlepszą nagrodą

I na koniec odpowiedź na tytułowe pytanie tekstu Mariusza Jałoszewskiego, „czy bohaterowie walki o sądy mają teraz odejść?”. Mam nadzieję, że oni i one nigdzie się nie wybierają, nie słyszałem też, by ktoś ich do odejścia zmuszał czy namawiał.

Swoją postawą w trudnych czasach udowodnili, jak bliska jest im niezależność sądownictwa i takimi właśnie sędziami, którzy będą chronić prawa obywateli, niech pozostaną jak najdłużej. Tym razem – co też jest możliwe dzięki ich bohaterstwu – skupiając się przede wszystkim na działalności orzeczniczej i budując zaufanie do sądów w Polsce.

;
Krzysztof Izdebski

Ekspert prawny w Fundacji im. Stefana Batorego, lead w Open Spending EU Coalition, członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego.

Komentarze