Do Senatu trafił projekt ustawy przyznającej świadczenie 500 plus dla osób z niepełnosprawnością. Nie wiadomo tylko, których. Bo PiS przez przypadek przegłosował poprawkę PO, która radykalnie rozszerza grupę świadczeniobiorców - w rządowym zamyśle miała być tak wąska, jak się tylko da. Sasin zapowiada poprawkę poprawki kłamiąc, że nic tym nikomu nie odbiera

Sejm uchwalił w piątek 19 lipca 2019 ustawę przyznającą 500 zł miesięcznie świadczenia uzupełniającego osobom z niepełnosprawnością „niezdolnym do samodzielnej egzystencji” (szkodliwy termin, niezgodny z ratyfikowaną przez Polskę Konwencją ONZ o Prawach Osób Niepełnosprawnych, powinno się używać terminu – osoby wymagające wsparcia by samodzielnie egzystować).

Poprawka przez pomyłkę

Nadal nie wiadomo jednak, kto pieniądze dostanie. Rządowy projekt zakładał bardzo rygorystyczne kryterium dochodowe – orzymywane od państwa świadczenia nie mogą przekraczać 1100 zł (wysokość najniższej renty socjalnej). Nikt, kto przekracza to kryterium, nie dostanie 500 zł.

Przegłosowana wersja ustawy zawiera jednak poprawkę PO, za którą posłowie PiS zagłosowali prawdopodobnie przez pomyłkę.

Wicepremier Jacek Sasin zapowiedział, że Senat tę poprawkę poprawi, bo „po analizie okazuje się, że nikomu nic nie dała”. Jest dokładnie odwrotnie, znacznie – choć dyskusyjnie – rozszerzyła grono uprawnionych do świadczenia. Pierwotna wersja projektu jest za to zbyt okrojona.

„Renciści zwracają uwagę, że 1100 zł to bardzo niskie kryterium, a koszty utrzymania są wysokie. Jest też duża grupa osób, które z uwagi na niepełnosprawność od dzieciństwa otrzymywały rentę socjalną, a potem jednak zdołały się wykształcić, podjąć zatrudnienie i wypracować rentę ZUS, która jest wyższa niż socjalna, choćby minimalnie. Te osoby też były w projekcie PiS wykluczone. Tak samo jest z rencistami wypadkowymi” – wylicza Katarzyna Roszewska, prawniczka i ekspertka z zakresu zabezpieczenia społecznego.

„Premier i rząd wciąż powtarzają, że osoby z niepełnosprawnościami wymagają szczególnego wsparcia. Ta ustawa na pewno tego szczególnego wsparcia nie zapewnia” – mówi OKO.press Roszewska.

Walka o 500 zł świadczenia trwa, a osoby z niepełnosprawnością wciąż żyją w niepewności i, jak pokazują nowe dane GUS, coraz gorszej sytuacji ekonomicznej.

Rygorystyczne kryteria

Pierwotny rządowy projekt był bardzo skąpy. Prawo do świadczenia przyznawał dorosłym osobom z niepełnosprawnością niezdolnym do samodzielnej egzystencji, których łączne otrzymywane świadczenia nie przekraczają 1100 zł, czyli najniższej renty z tytułu niezdolności do pracy lub renty socjalnej.

Według danych GUS liczba osób niepełnosprawnych w wieku powyżej 15 lat w 2018 roku wynosiła ok. 3 mln.

Osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności (definiuje się ją również przez „niezdolność do samodzielnej egzystencji”) stanowią 21 proc. tej grupy, czyli około 633 tys.

Rentę socjalną pobiera ok. 280 tys. osób, a ok. 70 tys. rentę z tytułu niezdolności do pracy i samodzielnej egzystencji – nie wiadomo jednak, jak wiele z nich spełnia kryterium nowej ustawy: przyjmuje wyłącznie najniższą rentę.

Te szacunki pokazują, że rządowy program dotyczy jedynie małego ułamka wszystkich osób z niepełnosprawnością i tylko około połowy z tych wymagających największego wsparcia.

Łącznie to maksymalnie 350 tys. osób – czyli wydatek 2,1 miliarda rocznie. Mniej więcej, pokrywa się to z deklaracjami rządu z maja, chociaż premier Morawiecki umiejętnie zaokrąglał koszt do 3 mld zł.

Katarzyna Roszewska, prawniczka i ekspertka z zakresu zabezpieczenia społecznego, zajmująca się statusem osób niepełnosprawnych i ich opiekunów, zwraca uwagę, że zaproponowane przez rząd warunki są bardziej rygorystyczne niż pierwsza wersja programu 500 plus na pierwsze dziecko, kiedy obowiązywało jeszcze kryterium dochodowe (1200 zł w przypadku dziecka z niepełnosprawnością).

Od tamtej pory program zliberalizowano. 500 zł przysługuje na każde dziecko, bez względu na sytuację ekonomiczną rodziców.

„Dlaczego dorosłych zależnych od długotrwałej opieki, niezdolnych do samodzielnej egzystencji rząd PiS traktuje gorzej?” – pytał dr Rafał Bakalarczyk w artykule dla OKO.press.

Przegłosowano co innego, Sasin kręci

Do projektu zgłoszono w Sejmie wiele poprawek. Komisja polityki społecznej i rodziny zarekomendowała dwie, złożone przez PiS. Jak informuje „Dziennik. Gazeta Prawna”: „W trzecim czytaniu nieoczekiwanie przegłosowano poprawkę Sławomira Piechoty, posła PO, która właśnie wyłącza spod limitu dochodu rentę rodzinną, emerytury i renty, ale wypłacane z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (obsługiwany przez ZUS)”.

Co to oznacza? Radykalne rozszerzenie grupy osób, którym przysługiwałoby świadczenie – także o emerytów „niezdolnych do samodzielnej egzystencji”. Za poprawką w takiej wersji zagłosowało 40 posłów PiS. Dlaczego? Wyglądało to tak, jakby zagłosowali przez pomyłkę” – komentuje Roszewska.

Rząd idzie teraz w zaparte, udając, że wszystko było celowe, ale po przegłosowaniu ustawy przyszedł czas refleksji. Ani słowa o tym, że przyjęta ustawa uprawnia o wiele szersze grono osób z niepełnosprawnościami do świadczeń.

Wicepremier Jacek Sasin twierdził w czwartek w radiowej jedynce, że „poprawka przyjęta na ostatnim Sejmie, poprawka Platformy Obywatelskiej, jest całkowicie nieskuteczna. Przeanalizowaliśmy tę sprawę. Ona nikomu nic nie daje, więc nie ma komu czegokolwiek w tej chwili odbierać, ponieważ ta poprawka nikomu nic dodatkowego nie dała”.

Ale tłumacząc niespodziewane poparcie posłów PiS dla poprawki mówił coś przeciwnego: „Pod wpływem dyskusji rzeczywiście uznaliśmy, że być może warto więcej osób wspomóc, ale to była decyzja podjęta na gorąco na sali sejmowej. Natomiast po analizie okazuje się, że ta poprawka nikomu nic nie dała. Wprowadziła tylko nierówność pomiędzy emerytów z ZUS i z KRUS. Jednym chciała coś dać, innym nie”.

Poprawka nie do utrzymania

Nierówność to akurat prawda. Poprawka jest nie do utrzymania, bo jest niekonstytucyjna: spod limitu 1100 zł wyłączono wszystkie świadczenia emerytalno-rentowe, ale tylko z systemu powszechnego, nie obejmując mundurowych, rolników czy rencistów wypadkowych, którzy mają świadczenia z innej ustawy.

Posłowie PiS głosując za poprawką PO myśleli prawdopodobnie, że głosują za inną – łatwiejszą i zgodną z postulatem rodziców. Chodziło o wyłączenie spod limitu renty rodzinnej, która przysługuje osobie z niepełnosprawnością po śmierci rodzica. Koszt byłby niewielki, bo rentę rodzinną dostaje dziś bardzo niewiele osób wymagających stałego wsparcia.

„Typowy przypadek to śmierć ojca, kiedy z głęboko niepełnosprawnym dzieckiem zostaje niedołężna matka, która w pojedynkę nie jest w stanie dać dziecku wsparcia, jakie miało wcześniej, więc ta mała renta rodzinna i tak jest drobną pomocą. A kiedy przez nią odbierane będzie 500 plus, stanie się przeszkodą, a nie wsparciem” – tłumaczy Roszewska.

Aktualna wersja ustawy włącza do grona świadczeniobiorców również wszystkich rencistów i emerytów z orzeczeniem o niezdolności do samodzielnej egzystencji. „To częste w przypadku osób powyżej 80. roku życia, co oznaczałoby półtora miliona świadczeniobiorców więcej” – mówi Roszewska.

Mniej, a nie więcej

Wicepremier Sasin zapowiada kolejne zmiany w projekcie, które „znacząco rozszerzą liczbę osób, które to świadczenie dostaną”.

Zapowiada wyłączenie z kryterium dochodowego renty rodzinnej. W porównaniu z obecną wersją, to zawężenie grupy, a nie rozszerzenie. Sasin doskonale o tym wie, więc zapowiedział dodatkowo bliżej niesprecyzowane „inne rozwiązania, które znacząco zwiększa liczbę osób mogących skorzystać z tego świadczenia”.

A grup, które domagają się zliberalizowania pierwotnej wersji ustawy jest wiele (emeryci akurat do nich nie należą).

„Renciści zwracają uwagę, że 1100 zł to bardzo niskie kryterium, a koszty utrzymania są wysokie. Jest też duża grupa osób, które z uwagi na niepełnosprawność od dzieciństwa otrzymywały rentę socjalną, a potem jednak zdołały się wykształcić, podjąć zatrudnienie i wypracować rentę ZUS, która jest wyższa niż socjalna, choćby minimalnie. Te osoby też były w projekcie wykluczone. Tak samo jest z rencistami wypadkowymi” – wylicza Roszewska.

Co stanie się teraz z ustawą? „Los poprawki nie jest znany. Mało prawdopodobne, że pozostanie ona w obecnym kształcie” – komentuje Roszewska.

Osoby z niepełnosprawnościami zagrożone ubóstwem

Według ostatniego raportu Głównego Urzędu Statystycznego na temat ubóstwa odsetek gospodarstw z osobami niepełnosprawnymi zagrożonych skrajną biedą wzrósł z 6,7 proc. w 2017 do 7,8 proc. w 2018. Ten sam wskaźnik dla gospodarstw, w którym nie ma osób z niepełnosprawnościami, też wzrósł, ale z 3,7 do 4,8.

„Wniosek jest prosty” – komentuje Bakalarczyk. „Pojawienie się niepełnosprawności w rodzinie jest czynnikiem ryzyka, zwiększa zagrożenie biedą, także skrajną”.

W przypadku rodzin z dziećmi z niepełnosprawnościami, ryzyko biedy łagodzi:

  • program 500 plus, który nawet gdy był obwarowany progiem dochodowym, dzieci z niepełnosprawnościami traktował na korzystniejszych zasadach (próg wynosił 1200 złotych na osobę, a nie 800 złotych);
  • świadczenie pielęgnacyjne (obecnie na poziomie 1583 zł netto), z którego korzystają najczęściej właśnie opiekunowie niepełnoletnich osób z niepełnosprawnościami. Uzyskują je jednak wyłącznie osoby, które zrezygnowały z pracy zarobkowej.

Najgorsza jest sytuacja dorosłych osób z niepełnosprawnościami. Według danych GUS, spośród gospodarstw z osobami niepełnosprawnymi najbardziej zagrożone ubóstwem są te, w których osoba niepełnosprawna jest głową gospodarstwa domowego (wzrost z 6,3 proc. w 2017 do 8 proc. w 2018 roku).

„Myśląc o trudnej sytuacji osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin oraz ich potrzebie dodatkowego wsparcia, należy brać pod uwagę nie tylko uzyskiwane dochody, ale i poziom wydatków” – zwraca uwagę dr. Bakalarczyk.

Osoby ze znaczną niepełnosprawnością potrzebują rehabilitacji, leków i zabiegów medycznych. Jedna z matek osób z niepełnosprawnościami protestujących w Sejmie wyliczała, że same koszty podstawowej rehabilitacji jej dziecka to ok. 2 000 zł miesięcznie.

Według raportu NIK niskie nakłady publiczne na zdrowie w Polsce przekładają się na większe wydatki z portfela samych pacjentów. „W Polsce udział tych wydatków w 2016 roku wyniósł 23,5 proc., podczas gdy we Francji 10,5 proc., w Czechach i Szwecji – 15 proc., a na Słowacji 18 proc. Dane te pokazują, że w Polsce dostęp do usług medycznych jest daleko bardziej niż w innych krajach uzależniony od sytuacji ekonomicznej pacjenta”.


OKO pilnuje praw mniejszości.
Wesprzyj nas, byśmy mogli sprawnie działać dalej.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

Masz cynk?