0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot, Michal Cizek / AFPFot, Michal Cizek / ...

“Nie, na pewno nie! Ja chcę pokoju, ja nie chcę wojny. I w żadnym wypadku bym nie wysyłał naszych dzieci i dzieci naszych kobiet na wojnę” - tak Andrej Babiš odpowiedział na pytanie, czy zgodziłby się na wysłanie czeskiej armii na pomoc w razie napaści Rosji na Polskę albo kraje nadbałtyckie.

Pytanie padło w niedzielnej debacie telewizyjnej między obiema kandydatami na najwyższy urząd w państwie. Babiš według ostatnich sondaży przegrywa o kilka procent ze swoim konkurentem, byłym szefem Komitetu Wojskowego NATO generałem Petrem Pavlem.

Przeczytaj także:

Druga, rozstrzygająca tura wyborów już w najbliższy piątek i sobotę

Temperatura w kraju jest mocno podgrzana. Babiš wie dobrze, że przeciwko niemu staje niemal zjednoczony wokół generała Pavla prozachodni obóz demokratów. Jednoczy ich głównie strach przed Babišem — oligarchą i populistą, który kierował krajem w latach 2017-2021 na czele mniejszościowego rządu, wspieranego przez komunistów i prawicowych ekstremistów. Rządy te były jednym niekończącym się pasmem skandali i kolejnych prób przejęcia mediów publicznych. Na ulice wyszły wtedy milionowe demonstracje w obronie demokracji, największe od czasów upadku komunizmu w 1989 r.

Babiš ostatnie wybory parlamentarne przegrał, ale teraz chce wrócić jako prezydent

Atakuje swojego konkurenta generała Pavla licząc na dezorientację swoich wyborców, głównie emerytów i ludzi spoza wielkich miast. Już tydzień temu oblepił kraj plakatami z obietnicą “Ja kraju w wojnę nie wciągnę” - co odebrano jako sugestię, że właśnie tak chce zrobić jego przeciwnik oraz że w wojnie w Ukrainie agresorem jest NATO, a nie Rosja.

Zapytany wprost, oczywiście zaprzeczył i podobnie jest teraz, po jego wyskoku w debacie telewizyjnej: kiedy po programie przypomniano mu, że artykuł 5 Paktu Północnoatlantyckiego zakłada solidarność członków wobec ataku zbrojnego, zapewnił, że on te zapisy szanuje i na pewno by ich przestrzegał. Zaklina się też, że chodziło o czysto hipotetyczne pytanie, bo przecież najważniejszy jest pokój.

Babiš wyraźnie się miota, bo z analiz powyborczych wynika, że wybory prawdopodobnie przegra

Nie bardzo ma komu odbierać głosy.

Nawet katolicy są dobrzy

Zdecydowana większość kontrkandydatów szła do wyborów pod hasłami powstrzymania populizmu i teraz jednoznacznie wspiera generała Pavla. Babiš w desperacji spróbował nawet kokietować wyborców katolickiej mniejszości w kraju, którzy w I turze głosowali głównie na senatora Pavla Fischera, polityka z najbliższego otoczenia Vaclava Havla. Babiš zatem, zadeklarowany agnostyk niezwiązany z żadnych Kościołem, nagle oznajmił, że jedzie się pomodlić do słynnego, praskiego sanktuarium Dzieciątka Jezus. W reakcji zarządzający nim karmelitanie oznajmili, że świątynia zostaje zamknięta dla odwiedzających z powodu próby wciągnięcia jej w kampanię wyborczą.

Generał Pavel w reakcji na wypowiedź Babiša odpowiedział jasno:

Czechy są członkiem NATO

artykuł piąty obowiązuje wszystkich, a wzajemna solidarność jest fundamentem NATO. Po czym zapowiedział, że na znak wsparcia dla “przyjaciół z Polski” właśnie do tego kraju poprowadzi jego druga wizyta państwowa — jeśli tylko zostanie wybrany prezydentem Czech.

Udostępnij:

Tomasz Maćkowiak

Wieloletni korespondent polskich mediów w Czechach

Przeczytaj także:

Komentarze