0:00
Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Na zdjęciu: Prezydent USA Joe Biden przemawia na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce, 26 marca 2022 roku.

Po tym, jak Marek Wałkuski, korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie, zapytał prezydenta Bidena, dlaczego wybrał Polskę na miejsce wizyty tuż przed rocznicą wybuchu wojny w Ukrainie, kończący konferencję prasową Biden tylko się uśmiechnął i wyszedł. Pytanie tymczasem jest jak najbardziej zasadne.

Ameryka wróciła

Okoliczności wizyty prezydenta Bidena w Polsce są bez wątpienia niecodzienne – rocznica wybuchu największego konfliktu zbrojnego w Europie od czasów drugiej wojny światowej. Konfliktu, przed którym administracja Bidena głośno ostrzegała z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. I – mimo sceptycyzmu wielu europejskich sojuszników, w tym podobno władz ukraińskich – okazało się, że to Waszyngton miał rację.

Fakt, że rok później zapowiadana na kilka dni „specjalna operacja” Putina nie tylko nie jest bliższa powodzenia, ale przyniosła Rosjanom ogromne straty jest dowodem nie tylko bohaterstwa Ukraińców, ale także determinacji i politycznej zręczności prezydenta Bidena.

Bez potężnego wsparcia militarnego, jakie Amerykanie stale wysyłają przez polsko-ukraińską granicę, Rosjanie zapewne już dawno świętowaliby sukces na ulicach Kijowa.

Stanowczość Bidena była też kluczowa dla utworzenia i podtrzymania szerokiej koalicji państw zachodnich wspierających Kijów i uderzających w Rosję środkami gospodarczymi. Tu raz jeszcze pochwalić należy decyzję Białego Domu o hojnym podzieleniu się z sojusznikami swoimi danymi wywiadowczymi na temat rosyjskich planów. Wiemy, że pierwsze informacje przekazano części sojuszników już w październiku 2021 roku. A kilka tygodni później stan wiedzy Waszyngtonu przedstawiała na forum NATO dyrektorka National Intelligence, czyli Wywiadu Narodowego Avril Haines.

Dane przekazane przez Amerykanów i ofensywa dyplomatyczna zmierzająca jednocześnie do zatrzymania konfliktu – dyrektor CIA William Burns pojechał w tym celu do Moskwy – oraz przygotowania partnerów na jego ewentualny wybuch – wspomniana wizyta Haines w kwaterze głównej NATO – pomogła odbudować wiarygodność Waszyngtonu. Wszystkie te wydarzenia miały bowiem miejsce krótko po nieudolnie przeprowadzanej ewakuacji Amerykanów z Afganistanu, kiedy to w ciągu zaledwie kilku dni władzę w kraju przejęli Talibowie.

Biden co prawda zaraz po objęciu urzędu ogłosił, że po czterech latach Donalda Trumpa „Ameryka wróciła”, ale nie miał specjalnych argumentów na poparcie tej tezy. Praca, jaką wykonała administracja nie tylko poza granicami, ale i w samych Stanach Zjednoczonych, wyjaśniając, dlaczego pomoc Ukrainie leży w interesie całego demokratycznego świata, zasługuje na najwyższe uznanie.

Demokraci za wsparciem dla Ukrainy

Według styczniowego sondażu Gallupa 65 procent Amerykanów uważa, że należy pomóc Ukraińcom w odzyskaniu utraconego terytorium, nawet jeśli oznaczałoby to przedłużenie konfliktu. Jedna trzecia sądzi, że należy wojnę zakończyć jak najszybciej, nawet jeśli to Rosjanie mieliby uzyskać zdobycze terytorialne.

Wsparcie dla Ukrainy nie spadło od sierpnia zeszłego roku, mimo że Amerykanie zainwestowali w tym czasie w pomoc Ukrainie dziesiątki miliardów dolarów.

Zaś inflacja, po części spowodowana skutkami wojny, daje się wszystkim we znaki.

A przecież nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której te proporcje byłyby odwrotne. Już dziś nie brakuje w USA mediów i polityków powtarzających rosyjską opowieść o tym, że Ukraińcy to skorumpowani naziści i jednocześnie mniejsi Rosjanie, którzy marzą o zbliżeniu z Moskwą. Fakt, że jak na razie takie opinie nie mają wpływu na politykę Waszyngtonu jest niewątpliwie sukcesem Bidena.

Nie zmienia to faktu, że podziały partyjne w Stanach Zjednoczonych są bardzo silne i widać je także w postawach wobec wojny. O ile tylko 16 proc. Demokratów chciałoby jak najszybszego zakończenia konfliktu kosztem ustępstw wobec Kremla, to takiego zdania jest aż 41 proc. zwolenników Partii Republikańskiej. Chociaż 90 proc. Demokratów uważa, że Stany Zjednoczone robią to dla Ukrainy tyle ile trzeba lub powinny robić więcej, to niemal połowa Republikanów (47 proc.) sądzi, że Waszyngton robi zbyt dużo! Na razie nie przekłada się to na postawy liderów Partii Republikańskiej w Kongresie, ale przecież na dłuższą metę nie mogą ignorować nastrojów swojego elektoratu.

Niepokojący jest również fakt, że grupa tzw. wyborców niezależnych ma w tej sprawie poglądy bliższe Republikanom, nie Demokratom. Można przewidywać, że słowa Bidena wypowiedziane podczas pobytu w Polsce będą skierowane między innymi do tych Amerykanów, nawet jeśli oficjalnie nikt tego nie przyzna.

Dla kogo ta wizyta?

Rzeczniczka Białego Domu oraz ambasador Stanów Zjednoczonych w Warszawie, a za nimi wiele mediów przekonują, że celem podróży jest przede wszystkim spotkanie z liderami krajów wschodniej flanki NATO, podziękowanie Polakom za pomoc udzieloną Ukraińcom oraz potwierdzenie gwarancji bezpieczeństwa dla naszego regionu.

Bardzo możliwe, że tak jest. Ale trudno uwierzyć, by były to jedyne powody. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie wybiera się w podróż na drugą stronę Atlantyku wyłącznie po to, żeby powiedzieć coś Polakom.

Tym bardziej że takie przemówienie wygłosił całkiem niedawno. Jak przypomniał w „Faktach po faktach” ambasador Mark Brzeziński, będzie to pierwszy przypadek w historii naszych relacji, kiedy amerykański prezydent odwiedzi Polskę dwukrotnie w ciągu niespełna 12 miesięcy.

Joe Biden odwiedza nasz kraj znacznie częściej niż wiele amerykańskich stanów. Na przykład w Dakocie Północnej i Południowej, Minnesocie, Utah, Nebrasce, Missisipi, Arkansas czy Wyoming nie był jeszcze ani razu po objęciu urzędu. Do kilku innych pojechał tylko raz.

Wizyta z pewnością podkreśli znaczenie Polski dla organizacji procesu przekazywania pomocy Ukrainie.

Polskie władze z kolei będą chciały ją wykorzystać do przekonania wyborców, że kraj pod ich rządami nie tylko nie jest izolowany na scenie międzynarodowej, ale awansował do roli kluczowego sojusznika Stanów Zjednoczonych w regionie i jednego z najważniejszych w ogóle.

Dobrej próbki tej narracji dostarczył na antenie TV Republika rzecznik MSZ Łukasz Jasina, kiedy przekonywał, że wizyta Bidena „świadczy to o tym, że jesteśmy najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w sensie logistycznym, ideologicznym (!)”.

Zapewnienia o pokrewieństwie ideologicznym wydają się szczególnie ciekawe, jeśli wziąć pod uwagę, że liczni przedstawiciele obozu rządzącego dwa lata temu otwarcie kibicowali w wyborach przeciwnikowi Bidena. A sam prezydent realizuje w polityce wewnętrznej agendę ekologiczną. Na przykład poprzez potężne inwestycje w energię odnawialną, które dla Zjednoczonej Prawicy byłyby nie do zaakceptowania.

O tym, jak prezydent Duda zwlekał z gratulacjami po wyborze Bidena na prezydenta USA pisaliśmy tu:

Nie zmienia to faktu, że jeśli w harmonogramie Bidena nie znajdzie się miejsce na przykład na spotkanie z partiami opozycyjnymi, czy mocne słowa na temat fundamentalnych dla demokracji wartości liberalnych, to wizyta z łatwością będzie wykorzystana dla poprawy wizerunku ekipy rządzącej w Polsce.

Doraźne skutki dla polityki wewnętrznej w naszym kraju to jednak efekt uboczny, a nie cel sam w sobie.

Wracamy więc do zasadniczego pytania, dlaczego akurat nasz kraj wybrał prezydent Biden? I dlaczego odwiedzi tylko Polskę?

Nic przecież nie stało na przeszkodzie, by podróż do Europy objęła także inne państwa – na przykład Wielką Brytanię, Francję czy Niemcy. W dniach bezpośrednio poprzedzających podróż Bidena odbyła się w Monachium prestiżowa Konferencja Bezpieczeństwa, gdzie Stany Zjednoczone reprezentował m.in. sekretarz stanu Antony Blinken, który odwiedzi także Grecję i Turcję oraz wiceprezydentka Kamala Harris, która powtórzyła obietnicę wsparcia dla Ukrainy „tak długo, jak to będzie potrzebne”.

Prezydent jednak tym razem pojawi się wyłącznie nad Wisłą. Te okoliczności każą przypuszczać, że Amerykanie planują coś więcej.

Zełenski w Warszawie? Biden w Ukrainie?

W przestrzeni publicznej pojawiły się pogłoski, jakoby w czasie wizyty miało dojść do spotkania z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim lub podróży Bidena do Ukrainy. Ale i tym przewidywaniom wyraźnie zaprzeczył ambasador Brzeziński.

„Nie spodziewam się obecności w Warszawie prezydenta Zełenskiego” – powiedział na antenie TVN24.

Pytany o to, czy prezydent Biden przy okazji wizyty w Polsce odwiedzi także Ukrainę odparł, że to podróż tylko do Warszawy i z powrotem do Waszyngtonu.

Oczywiście taki przekaz może wynikać ze względów bezpieczeństwa i ostatecznie do programu zostaną dołączone zaskakujące wszystkich punkty. Obok niezapowiedzianych spotkań należałoby się spodziewać ogłoszenia nowych form wsparcia dla Ukrainy – czy to w postaci zwiększenia dostaw broni czy przekazania nowych typów sprzętu.

Do takich przewidywań prowokują powtarzane od dawna zapowiedzi rosyjskiej ofensywy. A także liczne ostatnio wizyty wysokich przedstawicieli amerykańskiej administracji u naszych wschodnich sąsiadów. W Kijowie w ostatnim czasie byli m.in. zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, zastępczyni sekretarza stanu, podsekretarz obrony oraz dyrektor CIA. Ten ostatni – jak donosi „Washington Post” – miał poinformować Zełenskiego o amerykańskich ustaleniach na temat rosyjskich planów ataku.

Jeśli do niczego takiego podczas pobytu prezydenta Bidena w Polsce nie dojdzie, jeśli skończy się wyłącznie na spotkaniach i przemówieniu, to wizyta będzie sprawiała wrażenie niekompletnej, czy – mówiąc mniej dyplomatycznie – nie w pełni udanej.

Udostępnij:

Lukasz Pawłowski

Publicysta, doktor socjologii, doradca polityczny. Wspólnie z Piotrem Tarczyńskim prowadzi „Podkast amerykański” [https://www.facebook.com/podkastamerykanski]. Autor książki „Druga fala prywatyzacji. Niezamierzone skutki rządów PiS” [2020]. Dawniej sekretarz redakcji tygodnika „Kultura Liberalna”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne