Czego możemy nauczyć się z sukcesu antyfaszystowskiej blokady 1 maja 2018? Jak skutecznie blokować faszyzm na ulicach? Dlaczego tym razem aktywistom z Obywateli RP, Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, Antify, Warszawskiego Strajku Kobiet, Obywateli Solidarnie w Akcji i Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego udało się zatrzymać marsz neonazistów?

We wtorek naprzeciw marszu neonazistów wyszła grupa osób zdeterminowana, by nie dopuścić do przemarszu faszystów przez centrum Warszawy. Policjanci próbowali z początku torować neonazistom drogę, przepychając blokujących, ale w obliczu determinacji antyfaszystów w końcu odpuścili i marsz ugrzązł i sam się rozwiązał.

Neonaziści nie przeszli przez stolicę, choć mieli zgodę na przejście pod Kancelarię Premiera.

Tyle było w ostatnich latach nieudanych blokad faszystowskich marszy, że gdy 1 maja blokada się udała można było odnieść wrażenie, że sami antyfaszyści nie spodziewali się sukcesu. Gdy śpiewali „Bella Ciao” (hymn włoskich antyfaszystów) w stronę neonazistów, którzy zwinęli flagi i pod ochroną policji rozchodzili się do domów, na ich twarzach było widać nie tylko radość, ale i niedowierzanie.

W Polsce często powtarza się, że z porażek trzeba nauczyć się wyciągać wnioski na przyszłość. Ze zwycięstw można nauczyć się jeszcze więcej. 

Jakie czynniki zadecydowały o sukcesie?

1. Blokujący mieli nad faszystami przewagę liczebną

Banalne, ale kluczowe. Neonazistów było ok. 50 osób, blokujących ponad stu, przy czym ich liczba rosła.

Nie da się zablokować marszu, będąc w mniejszości. Pomijając sytuacje skrajne, ostatecznie skuteczność blokady polega na tym, że policja w obliczu przewagi blokujących decyduje o rozwiązaniu marszu, gdyż po prostu fizycznie nie da się go kontynuować.

Dlatego grupa ponad 100 osób może zablokować marsz 40-50 osobowy, ale by zablokować 500 osób kontrdemonstrantów musi być ponad tysiąc, a by zablokować parę tysięcy, potrzeba jeszcze więcej.

13 kobiet (Obywatelek RP i z Warszawskiego Strajku Kobiet) stając 11 listopada 2017 na trasie kilkudziesięciotysięcznego Marszu Niepodległości było w stanie tylko (i aż) symbolicznie zaakcentować swoją obecność.

2. Atak z zaskoczenia z użyciem pirotechniki

W bitwie ulicznej liczy się nie tylko liczba i siła, ale też taktyka i uzbrojenie. Skuteczna blokada nie może biernie czekać na faszystów – wtedy policja może ją po prostu otoczyć i przepuścić faszystów bokiem. Musi pojawiać się znienacka i elastycznie reagować na sytuację na polu bitwy.

We wtorek neonaziści spokojnie maszerowali sobie ul. Nowy Świat, skandując „Młodzi, aktywni, radykalni”, gdy nagle – dosłownie  znikąd – wyleciały świece dymne. Cała ulica zasnuła się gęstym, czarnym, dymem, policjanci biegali w kółko w chaosie, nie wiedząc, co się dzieje. Gdy dym się rozwiał, okazało się, że na ziemi siedzi już blokada antyfaszystów. Okrzyki policjantów „nie ma, nie ma, proszę się cofnąć” nie mogły już pomóc.

Co więcej, blokada w sprytny sposób wykorzystała również ustawione na ulicy betonowe zapory.

Całą sytuację widać dokładnie na poniższym filmie (to fragment prowadzonej przez OKO.press relacji dosłownie na żywo, stabilizacja obrazu odbiega od ideału):

Relacja na żywo OKO.press.

Dobra taktyka, szybkie przegrupowanie i odpowiedni sprzęt zwiększają szanse na sukces.

Obok dobrego planu równie ważna jest jednak improwizacja. Gdy policjanci zmienili trasę marszu neonazistów z Traktu Królewskiego (ul. Krakowskie Przedmieście, ul. Nowy Świat) na ul. Świętokrzyską, prawdopodobnie aby uniknąć konfrontacji, antyfaszyści byli w stanie błyskawicznie się przegrupować i ustawić blokadę na nowej trasie.

3. Determinacja antyfaszystów i kaskadowe blokady

Od czasów bitwy w wąwozie Termopile wiadomo, że w ciasnych przestrzeniach od głębokości armii ważniejsza jest determinacja pierwszego szeregu. Policja może rozbić jeden sitting, wynieść i zatrzymać parę osób i utorować faszystom drogę bokiem, ale gdy pięć metrów dalej wyrasta kolejna blokada, i potem kolejna, i kolejna, to dalsze kontynuowanie marszu robi się niemożliwe. 

Przy naprawdę zdeterminowanych antyfaszystach stosujących kaskadowe blokady, jedynym, co może zrobić policja, by umożliwić przejście marszu, jest zaaresztowanie wszystkich protestujących. A to jest trudne, długotrwałe i męczące przedsięwzięcie, do którego potrzeba dużych sił. Co więcej, aresztowanie setek osób, które w dodatku demonstrują wobec marszu posługującego się symboliką faszystowską, to dla policji decyzja ryzykowna wizerunkowo.

W dodatku podczas szarpaniny zawsze komuś może stać się krzywda. Policja wolała odpuścić.

Determinacja oparta na pewności własnych racji była kluczem do sukcesu blokady.

4. Bierny opór, czyli stanowczość bez agresji

Idea biernego oporu łączy w sobie dwa sprzeczne elementy. Antyfaszyści z jednej strony muszą być zdecydowani – w mgnieniu oka zajmować i za wszelką cenę bronić strategicznych pozycji. Z drugiej jednak strony, nie mogą pozwolić sobie na odrobinę agresji – gdyby bowiem wdali się w bezpośrednią bójkę z policją czy faszystami, to wiadomo, że policja zmieni podejście do blokady, stanie się brutalna, zatrzyma wiele osób lub użyje gazu łzawiącego i cały plan skutecznej blokady spali na panewce.

Z tego względu znamienne było, że sami blokujący mitygowali się nawzajem, gdy padały hasła wymierzone w policję. „To nie jest ta okazja” – tłumaczył jeden z bardziej doświadczonych aktywistów.

Doświadczenie pokazuje też, że skutecznie użyty bierny opór może wywołać furię wśród przyblokowanych faszystów i sprowokować ich do agresji – w stosunku do policjantów, którzy odgradzają ich od blokady, lub w stosunku do samych blokujących. Wywołanie agresji wśród faszystów jest zaś blokującym na rękę, może bowiem skłonić policję do interwencji, zatrzymania lub nawet rozwiązania faszystowskiego marszu.

Ale tylko pod warunkiem, że agresja będzie jednostronna. Jeśli dojdzie do otwartej, obustronnej bijatyki, to blokada zamieni się w chaotyczną i niebezpieczną ustawkę. A to już będzie całkowita porażka – media przedstawią bowiem blokadę jako starcie ekstremistów, a walka z faszyzmem zejdzie na dalszy plan.

5. W jedności siła: sojusz Obywateli RP, Antify, SKA, OSK, WSK, OSA…

Wielką siłą blokady 1 maja była różnorodność – obok siebie stanęły/usiadły osoby w różnym wieku, kobiety i mężczyźni (chyba więcej kobiet). Gdyby naprzeciwko faszystów stanęła wyłącznie młoda gwardia z Antify, policja na pewno potraktowałaby ich brutalniej. Samym aktywistkom z Obywateli RP, trudniej byłoby odpowiednio szybko reagować. 

Z punktu widzenia policji fakt, że wśród skandujących „Warszawa wolna od faszyzmu” były osoby w różnym wieku, w tym tyle kobiet, a jedna nawet na wózku, musiał być znaczący. Nie mogli po prostu potraktować blokujących jako chuliganów, poczuli, że mają do czynienia – symbolicznie, bo grupa była nieliczna – z reprezentacją mieszkańców Warszawy. 

Wrażenie to – dodajmy – było jak najbardziej słuszne. Naprzeciw neonazistom stanęli bowiem ludzie z różnych środowisk i o różnych poglądach politycznych, których połączył sprzeciw wobec obecności faszystów na ulicach Warszawy.

Tym razem – dzięki wymienionym wyżej czynnikom – opór był skuteczny. 


Przeczytaj też relację Klementyny Suchanow, czyli spojrzenie aktywistki:


Dziennikarz, filozof, kulturoznawca, doktorant na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książki "Fluks. Wspólnota płynów ustrojowych" (PWN 2017). Zajmuje się współczesną filozofią polityczną.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym