„Siedzę na kolanach księdza Stanisława i czuję jego wzwód pod prawym udem. Czuję jego łapę, którą wkłada mi pod koszulkę. Za mną kilkanaście lat terapii, ale te obrazy mam w głowie do dziś. Watykan pisze, że sprawa się przedawniła. A on – że kłamię”
Pani Lilianna Kupaj mieszka na terenie diecezji tarnowskiej. W środę, 18 lutego 2026 roku, przyszła do Sądu Rejonowego w Tarnowie jako widz. Chciała na własne oczy zobaczyć biskupa, który zasiada na ławie oskarżonych w procesie o ukrywanie informacji o księżach pedofilach. To pierwsza taka sprawa w Polsce.
Jej oprawca nie stanie przed sądem. Choć złożyła doniesienie do kurii, a ta do prokuratury, sprawę uznano za przedawnioną. Stanęła więc przed kamerami i zgromadzonym w sądzie dziennikarzom wyznała swoją historię. Publikujemy ją poniżej.
To potężna tragedia dla wielu kobiet. Dla wielu dorosłych kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej i gwałtu jako małe dziewczynki. Niech świat je wreszcie usłyszy! Pozwalam sobie dzisiaj na tak silne emocje, bo nigdy nie mogłam ich wypowiedzieć. Nawet moi rodzice mówili: zapomnij. Ale świat nie może tego zapomnieć.
„Mój” ksiądz, Stanisław P. [nie ten, którego dotyczy proces bpa Andrzeja Jeża – przyp.red.] mieszka dziś kilometr ode mnie, w Domu Księży Emerytów. W latach 70. uczył mnie, był moim katechetą. To była podstawówka. Pierwsza, druga, a może trzecia albo czwarta klasa? Ten obraz wrócił do mnie po wielu latach psychoterapii, kiedy pisałam swoją pierwszą książkę [Kupaj zajmuje się coachingiem – przyp. red.]. Siedzę na kolanach księdza Stanisława P. Czuję jego wzwód pod moim prawym udem. Czuję jego łapę za moją koszulką. A potem, jakby za mgłą, zostaję sama w salce i dostaję czekoladkę.
Dotknęła mnie zupełna amnezja. Na długie lata całkowicie wymazałam, zapomniałam, co tam, w tej salce katechetycznej się działo. Zupełna amnezja. Nie pamiętasz, czego doświadczyłaś. Jednocześnie oglądając filmy, w których pokazywana jest przemoc seksualna, wyjesz z bólu. Tak było w siódmej klasie. Dwa tygodnie próbowałam się zebrać do kupy. I nie wiedziałam dlaczego. Dopiero po wielu latach terapii to wszystko poukładam, zrozumiałam. Uzmysłowiłam sobie, że przeszłam wszystkie klasyczne kroki jako osoba doznająca przemocy. Chronienie księdza. Tłumaczenie go. Słuchanie rodziców. Bycie posłuszną Kościołowi, do spodu.
Po ok. czterdziestu latach zawiadomiłam kurię o tym, co zrobił mi ksiądz Stanisław P. Wcześniej, wspólnie z mężem, pojechałam spotkać się z „moim” księdzem, kiedy jeszcze był proboszczem. W swojej naiwności myślałam, że... mnie przeprosi. To chyba była wielka naiwność wewnętrznego dziecka. Miałam chyba taką fantazję, że Pan Bóg się teraz tą sprawą zajmie. Chyba wynikało to z filozofii chrześcijańskiej, w której byłam zanurzona od urodzenia.
Ksiądz jednak powiedział, że tego nie zrobił. Ja zwątpiłam wtedy we własną pamięć. A mój mąż poprosił go wtedy, żeby przysiągł na krzyż. Ten człowiek dotknął krzyża, największej świętości Kościoła katolickiego i przysiągł, że niczego mi nie zrobił.
Dziesięć lat temu odeszłam z Kościoła. Zgłosiłam sprawę kurii. A ta wdrożyła standardową procedurę: wysłała informację do sądu, do Watykanu. Kuria kazała mi szukać świadków, dzwonić do kolegów z podstawówki. Takiej perfidii świat chyba nie widział.
Zostałam wezwana na przesłuchanie, zresztą rozmawiałam z bardzo miłą panią. Ale na końcu dowiedziałam się, że nic się nie da zrobić, bo sprawa się przedawniła. Czekałam na to, co zrobi papież. Ale kuria milczała. W końcu do nich zadzwoniłam. Z rok, półtora roku temu? Usłyszałam, że tak, pismo przyszło. Niedawno. Że się sprawa przedawniła. Nawet nie wiedziałam, że Kościół przedawnia takie zarzuty.
Czy usłyszałam „przepraszam”? Chyba tak, od księdza w diecezji. Od Stanisława P. – nie. Zamknęłam tę sprawę, zdecydowałam się nie występować przeciwko kurii. Ale niedawno, może ze dwa tygodnie temu, otrzymałam od księdza list. A w nim przeczytałam, że kłamię, bo zeznając w kurii, rozminęłam się w latach, nie pamiętając, w jakim wieku dokładnie byłam, kiedy to się wydarzyło. I od tamtej pory jestem po prostu rozwalona emocjonalnie. Czuję taką straszliwą złość.
Dlatego zdecydowałam się przyjść tu dzisiaj. Ten proces nie dotyczy mnie osobiście. Ale ma dla mnie przeogromne znaczenie. Myślę, że naszą największą trudnością, jako społeczeństwa, jest to, że okrywamy przemoc seksualną i gwałt potężną chmurą wstydu. To ten wstyd nie pozwala kobietom mówić: „byłam zgwałcona jako dziecko”, „byłam dotykana jako dziecko”. Ten wstyd dotyka całych rodzin.
Moja mama uczyła w szkole, 200 metrów od salki. Widziała mnie z tym księdzem. Mój tata, kiedy zdecydowałam się pójść do kurii, powiedział, że on by tego swojemu kościołowi nigdy nie zrobił.
Mnie też okrył ten wstyd. Rozmawiałam z panem Szymonem Piegzą [dziennikarz Onetu ujawniający skandale pedofilskie w kościele], opowiedziałam mu swoją historię i się wycofałam. Wystraszyłam. Ale teraz, po tym liście, po procesie... Liczę, że w końcu się coś zmieni. Rozumiem, jak potężne przekonania stoją za sięgającą tysiąca lat historią Kościoła katolickiego w Polsce. Ale może choć zmieni się społeczna świadomość? Myślicie państwo, że księża dzisiaj już nie dotykają dziewczynek? Czy ktoś jeszcze żyje w tak potężnej nieświadomości?
Ja już nie oczekuję przeprosin. Nie liczę na skazanie biskupa. Ale pragnę, żeby dziewczynki i dorosłe kobiety uświadomiły sobie, że mają prawo być wściekłe. Że czują wstyd. Że mają prawo dochodzić kary za winę. Pragnę, żeby takie rzeczy jak pedofilia i przemoc seksualna wobec najmłodszych nie były przedawnianie.
Nazywam się Lilianna Kupaj. Gdy miałam osiem lat, doświadczyłam przemocy seksualnej ze strony księdza.
Przeczytaj także w OKO.press:
Kościół
Sądownictwo
Andrzej Jeż
kościół
molestowanie seksualne
pedofila
pedofila w Kościele
prokuratura
przemoc
tarnów
Watykan
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Komentarze