13 kwietnia 2020

DPS-y tracą personel, rząd nie traci optymizmu. We Włoszech 20 tys. zmarłych. Do Chin wirus wraca z Rosji [WYKRESY, MAPY]

"Jeśli mamy puste żołądki, to jaki sens jest przestrzegać tych wszystkich zakazów” - pytają zdesperowani pracownicy zakładów włókienniczych w Bangladeszu. Globalne korporacje wycofały zamówienia i zostawiły ich z niczym. W Polsce trwa dramat DPS-ów. USA się stabilizuje, Rosja wręcz przeciwnie

W tej chwili do respiratorów podłączonych jest 100 pacjentów – powiedział w poniedziałek 13 kwietnia wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. 1 kwietnia minister Szumowski informował, że do dyspozycji jest 1200 respiratorów, z tego 50 zajętych.

Według danych z godz. 17:00 mieliśmy w Polsce:

  • 6 934 zakażonych od pierwszego przypadku potwierdzonego 14 marca. Z tego:
  • wyzdrowiało 487 osób;
  • zmarło 245 osób (czyli 3,5 proc. wykrytych zakażonych);
  • chorują 6 202 osoby, z tego 160 jest w stanie ciężkim lub krytycznym.

Na wykresie pokazującym liczbę zgonów, wyzdrowień i chorujących widać coraz wyraźniej zielony pasek osób, które przeszły COVID-19 i zostały uznane za zdrowe.

13 kwietnia przyniósł zdumiewająco mało nowych zarejestrowanych przypadków - tylko 260. Jak już pisaliśmy, to trzeci najlepszy (czytaj - najmniejszy) wynik w kwietniu: 1 kwietnia było 243, a 4 kwietnia - 244 przypadki. Poniedziałkowy wynik to zaledwie 65 proc. liczby zakażeń z 11 kwietnia i 60 proc. z 7 kwietnia.

Ten zaskakujący tłumaczyliśmy wyraźnym spadkiem liczby zarejestrowanych w niedzielę a zwłaszcza w poniedziałek testów. System "odpuścił" święta wielkanocne. W ostatniej dobie zbadano tylko 5 623 próbki (czekamy na wyjaśnienie ministerstwa, czy to liczba testów czy badanych osób, którym przecież czasem powtarza się test).

To aż 2,1 raza mniej niż 11 kwietnia. Do tego czasu liczba dzienna testów rosła niemal bez wyjątku z dnia na dzień. W wielkanocną niedzielę spadła do 8,5 tys., teraz ubyło kolejne prawie trzy tysiące testów.

Nie wiedząc jak działa system, a przede wszystkim, z jakim opóźnieniem i jaką drogą informacje spływają do GIS (Głównego Inspektoratu Sanitarnego), a stamtąd do ministerstwa zdrowia, nie potrafimy ocenić, kiedy i jak powstało opóźnienie lub ograniczenie w przekazywaniu danych. Ale świąteczny spadek liczby zakażeń musi wynikać z zakłócenia w systemie testowania zakażeń i/lub przekazywania informacji o testach do centrali. Mamy zatem do czynienia z artefaktem (pozornym zjawiskiem) spadku zakażeń.

Liczba testów na obecność wirusa SARS-CoV-2 rosła do tej pory systematycznie (widać to na wykresie poniżej - kolor turkusowy).

Wielkanocne załamanie liczby testów kontrastuje z wypowiedzią wiceministra zdrowia, który oświadczył, że w Polsce można testować już 20 tys. osób na dobę. „Mamy duży zapas, czyli każdy, kto chciałby skierować swojego pacjenta, może być pewny, że taki test będzie dla tego pacjenta dostępny” - powiedział Janusz Cieszyński.

Dramatyczny brak personelu w DPS-ach

W miarę jak wirus pojawia się w kolejnych domach opieki, zaczyna w nich brakować fachowego personelu medycznego – lekarze i pielęgniarki chorują, przechodzą kwarantannę albo wybierają tylko jedno miejsce pracy. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, szczególnie dramatyczna jest sytuacja w prywatnej placówce przy ulicy Bobrowieckiej w Warszawie, gdzie od czterech dób pracuje tylko jedna pielęgniarka. Jej mąż alarmuje:

„Pracuje z chorymi czwartą dobę, po 16-17 godzin, z krótką przerwą na sen. Tak nie może być, przecież ona nie wytrzyma, została postawiona pod ścianą”.

Na mocy nakazu administracyjnego wojewody mazowieckiego do pracy w tym DPS-ie powinno się stawić sześć osób. Stawiła się tylko jedna.

Według rzeczniczki wojewody Radziwiłła Ewy Filipowicz do 10 kwietnia wojewoda skierował do podmiotów leczniczych oraz domów pomocy społecznej 100 osób. Dotychczas do pracy zgłosiło się 15. Na przykład do pracy w ośrodku warszawskiego Caritasu, gdzie również pojawił się koronawirus, zostało wysłanych 6 osób - wszystkie przedstawiły zwolnienia lekarskie.

Za niestawienie się do pracy grozi kara pieniężna – Filipowicz poinformowała, że wojewoda nałożył już 5 pierwszych kar po 5 tys. zł.

Personel medyczny w Polsce – jak zresztą wszędzie – jest grupą zawodową najbardziej narażoną na zakażenie SARS-CoV-2. Według danych z początku kwietnia stanowili oni 17 proc. wszystkich zarażonych. Tak wysoki na tle Europy odsetek jest wynikiem m.in. tego, że w szpitalach i przychodniach brakowało środków ochrony osobistej, nie było także selekcji pacjentów, którzy mogli być nosicielami koronawirusa, poza tym lekarze i pielęgniarki pracowali często w dwóch lub trzech miejscach i w ten sposób roznosili chorobę.

Według analizy London School of Economics

nawet połowa zgonów na COVID-19 we Włoszech, Hiszpanii czy Francji mogła mieć miejsce w domach opieki.

Koronawirus w szkole pożarniczej

U 44 podchorążych z warszawskiej Szkoły Głównej Służby Pożarniczej wykryto koronawirusa. Wszyscy są w dobrym stanie, przebywają w izolatorium. Przebadano 386 próbek pobranych od studentów. Jak pisał 7 kwietnia Onet, podchorążowie już od jakiegoś czasu alarmowali, że niektórzy z nich mają symptomy zakażenia, jednak szkolny lekarz odmawiał zgłoszenia do Sanepidu zapotrzebowania na testy, a prorektor, starszy brygadier Jarosław Zarzycki uznał, że studenci symulują. 10 kwietnia wykryto w szkole pierwsze przypadki, a jej komendant złożył wniosek o dymisję swojego zastępcy.

Świat: już blisko 2 miliony zakażeń

Mniej nowych przypadków we Włoszech, w Hiszpanii, w Niemczech – w Europie strzela do góry tylko Turcja i Rosja.

Spokój panuje na Białorusi, gdzie prezydent Łukaszenka zapowiada, że „nikt na koronawirusa nie umrze”. Nie szkodzi, że jego ministerstwo zdrowia twierdzi, że zmarło już 29 osób.

Gdy nocą wrzucaliśmy ten tekst do sieci, globalna sytuacja wyglądała następująco. Od początku pandemii:

  • 1 milion 923 tys. zakażonych. Z tego:
  • wyzdrowiało 444 tys. osób;
  • zmarło 119 tys. (czyli 6,2 proc. wykrytych zakażeń, nie liczone są tu osoby, które przeszły COVID-19 bezobjawowo);
  • choruje 1 milion 359 tys., z tego 51 tys. jest w stanie ciężkim lub krytycznym

Wielkie (lub małe) powielkanocne otwarcie w Austrii, Hiszpanii i Włoszech

We wtorek 14 kwietnia w trochę innym świecie obudzą się mieszkańcy Austrii, Hiszpanii i Włoch.

Austriacy będą się cieszyć otwartymi małymi sklepami i parkami, a wiedeńczycy dodatkowo spacerami po ulicach – dosłownie, po jezdniach. Władze wybrały 20 ulic w mieście, po których ludzie będą mogli spacerować z zachowaniem odpowiedniego dystansu. Szczególnie potrzebne takie rozwiązanie jest w dzielnicach, gdzie są wąskie chodniki, mało parków i mieszka dużo seniorów.

Austria jest jednym z krajów europejskich, w którym najwyraźniej widać spowolnienie epidemii: spada liczba nowych przypadków (w poniedziałek było ich tylko 96), zgonów (18) i zakażonych (6 326). Dlatego rząd kanclerza Sebastiana Kurza zdecydował się na stopniowe rozluźnianie reżimu epidemiologicznego.

Podobny krok wykona we wtorek Hiszpania, jednak startując z zupełnie innego poziomu. Kraj, który zarejestrował najwyższą liczbę zakażeń w Europie – 170 tys. – zniesie wprowadzony w marcu zakaz działalności zakładów pracy. Władze rozdają z tej okazji Hiszpanom darmowe jednorazowe maseczki, których miliony sprowadzono z Azji.

Również w Hiszpanii maleje liczba nowych przypadków i zgonów, znacząco zwolnił przyrost aktualnie zakażonych.

Najmniejsza, prawie symboliczna zmiana nastąpi we Włoszech, gdzie we wtorek zostaną otwarte księgarnie i sklepy z odzieżą dziecięcą. We wtorek na Półwyspie Apenińskim odnotowano kolejny smutny rekord – liczba ofiar koronawirusa przekroczyła 20 tys., ale i tam maleje dobowa liczba nowych przypadków i zgonów, a liczba pacjentów w stanie ciężkim lub krytycznym zmniejszyła się w ciągu doby o 83, do 3 260.

Tymczasem Francuzi w poniedziałek wieczorem usłyszeli od prezydenta Macrona, że obowiązujące restrykcje zostaną przedłużone aż do 11 maja. Macron zapewnił, że epidemia zwalnia, ale jeszcze nie czas, żeby poluźniać gorset. Obiecał za to, że po tych kolejnych czterech tygodniach otworzone zostaną szkoły, przedszkola i żłobki oraz że będzie tyle testów, by można przetestować każdą osobę z symptomami COVID-19.

USA się stabilizuje, Rosja wręcz przeciwnie

Liczba ofiar koronawirusa w stanie Nowy Jork przekroczyła już 10 tys., a w całych Stanach Zjednoczonych 23 tysiące.

Gubernator stanu Andrew Cuomo jest jednak przekonany, że najgorsze już za nimi. Z kolei Robert Redfield, dyrektor Centrów Kontroli i Prewencji Chorób, oświadczył w poniedziałek, że amerykański szczyt epidemii jest tuż, tuż. „Stabilizujemy się” - powiedział Redfield.

Nie stabilizuje się za to Rosja, która ma już trzy razy więcej przypadków koronawirusa niż tydzień temu. W poniedziałek przybyło ich 2 558, razem jest 18 tysięcy. Siergiej Sobianin, mer najbardziej dotkniętej epidemią Moskwy, wprowadził od poniedziałku system elektronicznych przepustek, które mają ograniczyć poruszanie się moskwian.

Kilka godzin po uruchomieniu system padł, a mer oskarżył o to „boty z zagranicy”.

W Bangladeszu protestują pracownicy przemysłu włókienniczego

Ok. 20 tys. osób wyszło na ulicę w stolicy Bangladeszu Dhace, by zwrócić uwagę na swoją dramatyczną sytuację – przed epidemią zarabiali szyjąc ubrania do sklepów na całym świecie, a teraz zostali bez pracy i bez pieniędzy. Wielkie firmy, jak H&M czy Walmart skasowały zamówienia z powodu kryzysu, a Bangladesz nie może zaoferować zwolnionym pracownikom szwalni zabezpieczeń socjalnych. Jeden z demonstrujących, który przedstawił się jako Brishti, powiedział relacjonującej protest agencji AFP:

„Głodujemy. Jeśli mamy puste żołądki, to jaki sens jest przestrzegać tych wszystkich zakazów”.

Chiny i Singapur walczą z importem wirusa

Chiny zanotowały w poniedziałek 108 nowych przypadków SARS-CoV-2, z czego 98 „z importu”. Największym problemem jest w tej chwili dla Chin granica z Rosją – powracający stamtąd chińscy biznesmeni przywożą najwięcej przypadków wirusa.

Singapur w poniedziałek odnotował 386 nowych przypadków, najwięcej od początku epidemii. Główne ognisko koronawirusa to dormitoria, gdzie mieszkają robotnicy z zagranicy. Łączna liczba przypadków SARS-CoV-2 w Singapurze wynosi 2 918.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne