0:00
21 maja 2020

Dramat małopolskich rzek. Do wody trafiają ścieki z wadliwych oczyszczalni i przedsiębiorstw

„W kraju panuje susza, tymczasem dodatkowo zatruwa się rzeki” – alarmują aktywiści z grupy Przyjaciele Raby. Od początku maja w Małopolsce doszło do kilkunastu wycieków. Tłuste plamy i ścieki pojawiły się m.in. w Kamienicy, Dunajcu, Serafie, Mszance, Rudawie i Drwince.

Wydrukuj

„Dowiedziałem się o zanieczyszczeniach od kolegów wędkarzy, którzy zawsze są pierwsi na miejscu” – mówi Paweł Augustynek Halny, jeden z autorów petycji i członek Koalicji Ratujmy Rzeki. „Najpierw zadzwonił jeden, potem drugi, przy siódmym uznałem, że nie można dłużej siedzieć bezczynnie. Później doszły jeszcze komunikaty z Wód Polskich, okazało się, że wycieków w całym regionie było kilkanaście. Dlatego napisaliśmy razem z Przyjaciółmi Raby petycję, to był naturalny odruch” – dodaje.

Serafa, Biały Dunajec, Rudawa

W zakładce „aktualności” na stronie internetowej krakowskiego oddziału Wód Polskich widać głównie informacje o zanieczyszczonych rzekach. Wśród pierwszych kilku newsów są informacje o zrzucie nieczystości do Serafy, niewielkiej rzeki wpływającej do Wisły pod Wieliczką, brudnej mazi unoszącej się na Białym Dunajcu w Szaflarach i zanieczyszczeniu krakowskiej Rudawy, która jest jednym ze źródeł wody pitnej w mieście.

Zatruwanie Rudawy powtarza się już zresztą kolejny raz – w kwietniu „Gazeta Krakowska” informowała o podobnym zdarzeniu. Służby jednak do tej pory nie znalazły winnego, a Wody Polskie w oświadczeniu przesłanym OKO.press piszą, że „kwestia zanieczyszczania tego potoku powtarza się okresowo, jednakże nie w systematyczny sposób, umożliwiający wykrycie i 100 proc. wyeliminowanie nieprawidłowości”.

Drwinka

Wycieki zanieczyszczeń do Drwinki, sześciokilometrowej rzeczki, wpływającej do Drwiny Długiej, również powtarzają się do jakiś czas. W planie zagospodarowania przestrzennego w okolicy rzeki zaprojektowany jest Park Rzeczny Drwinka. Mieszkańcy zabiegali o niego od lat. Kiedy w końcu został zatwierdzony przez magistrat, okazało się, że plan rozrysowano po części na działkach należących do dewelopera. Sprawa ciągnie się od kilku lat, a Drwinka na tym cierpi. Do wody trafiają śmieci, stare ubrania i meble, a także – jak informują Wody Polskie – ścieki.

Okazuje się, że do Drwinki wypuszczane są nieczystości z prywatnej działki, której właściciel prowadzi działalność gospodarczą. Nie ma pozwolenia wodnoprawnego, które jest w takiej sytuacji wymagane i określa ilość oczyszczonych ścieków, jakie mogą trafić do wody. „Zarząd Zlewni w Krakowie szczegółowo zweryfikuje posiadane przez zakład pozwolenia i decyzje na prowadzenie działalności. Sprawa została również zgłoszona do właściwych organów ochrony środowiska, zdrowia oraz na policję” – informują Wody Polskie.

Kilka dni później Polski Związek Wędkarski z Nowego Sącza opublikował na Facebooku zdjęcia i filmy z kolejnych wycieków – w Szczawie (powiat limanowski) i Bobowej (powiat gorlicki).

„Małopolska razem z Podkarpaciem mają chyba najgorszy stan wód i są regionami, gdzie do zanieczyszczeń dochodzi najczęściej” – komentuje Paweł Augustynek Halny. Najgorzej jest tam, gdzie jest duże zagęszczenie ludności. Przekształca się na potęgę tereny na budowlane, więc gmina pozwala na coraz większą liczbę przyłączy do oczyszczalni. A im więcej budynków, im więcej przyłączy, tym bardziej obciążona oczyszczalnia ścieków. Wszyscy się cieszą, że gmina się rozwija, budują się domy, hotele i wyciągi, a potem jest zdziwienie, że oczyszczalnia nie wyrabia” – dodaje.

Na pytanie o to, gdzie sytuacja jest najtrudniejsza, Augustynek Halny odpowiada bez wahania – w Kamienicy. „Razem z Cecylią Malik (z kolektywu Siostry Rzeki) protestowaliśmy tam w grudniu, po jednym z dużych wycieków. Nic się nie zmienia i nie polepsza, tamtejsza oczyszczalnia cały czas ma ‘awarie’. Co chwilę zanieczyszcza rzekę i nikt jej w tym nie przeszkadza” – denerwuje się aktywista.

Kamienica

Kamienica to niewielka gmina niedaleko Limanowej leżąca nad rzeką o tej samej nazwie. Działają tam dwie oczyszczalnie – Kamienica i Szczawa. Z obydwóch w ostatnim czasie zanieczyszczenia wyciekły do rzeki.

Zrzut ścieków ze Szczawy, o którym poinformowali nowosądeccy wędkarze, gmina nazywa „incydentem”. Wody Polskie nawet go nie odnotowują.

Co innego, jeśli chodzi o wyciek z oczyszczalni w Kamienicy. „Z uzyskanych informacji od terenowych pracowników Wód Polskich z Zarządu Zlewni w Nowym Sączu wynika, że oczyszczalnia ścieków w Kamienicy straciła możliwość biologicznego oczyszczania ścieków” – piszą urzędnicy.

Co to znaczy? Ścieki z każdej oczyszczalni powinny najpierw być oczyszczane mechanicznie, dwustopniowo. Pierwszym krokiem jest usunięcie dużych przedmiotów, które trafiły do kanalizacji. Później usuwane są osady, kamienie, żwir. Dopiero później ścieki są czyszczone biologicznie, za pomocą bakterii, które powodują, że nieczystości ulegają rozpadowi. Z oczyszczalni powinna wypływać czysta ciecz.

W Kamienicy ścieki zostały jedynie „odcedzone” z przedmiotów i kamieni. Do biologicznego oczyszczania nie doszło, a wyciek trafił prosto do rzeki.

Co więcej, oczyszczalnia działała bez ważnego pozwolenia wodnoprawnego, które wydawane jest przez Wody Polskie.

Wójt gminy Kamienica, Władysław Sadowski, podkreśla w rozmowie z OKO.press, że pierwsze pozwolenie oczyszczalnia dostała w 2002 roku. „Trzeba je co jakiś czas odnawiać. W kwietniu gmina wystąpiła o przedłużenie, ale nie dostała odpowiedzi. Podejrzewam, że opóźnienia są związane z pandemią. Nie mogliśmy jednak wyłączyć oczyszczalni w oczekiwaniu na decyzję, jest do niej podłączona duża część gminy” – twierdzi.

Co zawiodło?

„Modernizacje w oczyszczalni w Kamienicy przeprowadziliśmy już w grudniu. Wszystkie urządzenia, jakie wtedy zainstalowaliśmy, są na gwarancji. Po wycieku do rzeki zorganizowaliśmy spotkanie dotyczące tej gwarancji, sprawdzaliśmy, co zawiodło” – mówi wójt Sadowski. „Przyczyn awarii, jak się okazało, było kilka. Po pierwsze, zawiódł system komputerowy. Były błędy w oprogramowaniu. Możliwe także, że do awarii przyczynił się błąd pracownika” – tłumaczy.

Z notatki po spotkaniu, o którym mówi wójt, wynika m.in. że poziom cieczy w reaktorach, w których jest oczyszczana, był wprowadzony w centymetrach, a nie w metrach. Co więcej, na terenie oczyszczalni nie ma dostępu do Internetu, a więc nie jest możliwy zdalny podgląd jej pracy.

Obecnie obie oczyszczalnie w gminie działają normalnie. Mają być dodatkowo nadzorowane przez technologa.

„Awaria w oczyszczalni w Kamienicy na szczęście została szybko usunięta. Wyciek nie był duży – 30-40 metrów sześciennych. Zaraz po zgłoszeniu zdecydowaliśmy się na wywóz ścieków beczkowozami do innej oczyszczalni, żeby zapobiec dalszemu zanieczyszczeniu rzeki” – dodaje wójt.

Jak donoszą lokalne media, sprawa może mieć swój dalszy ciąg. „Zostanie najprawdopodobniej zostanie skierowana do prokuratury, ponieważ istnieje uzasadniona przesłanka popełnienia przestępstwa poprzez wprowadzenie nieoczyszczonych ścieków do rzeki Kamienica Zabrzeska” – mówiła w rozmowie z „Gazetą Krakowską” Ewa Gondek, kierownik delegatury WIOŚ w Nowym Sączu.

System do zmiany

Zapytaliśmy Wody Polskie i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska o to, jaką karę może dostać gmina za działanie bez pozwolenia i zanieczyszczanie rzek.

„Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska nakładają opłaty podwyższone za przekroczenie określonej w pozwoleniach wodnoprawnych jakości lub ilości wprowadzanych do środowiska ścieków. Wysokość opłaty podwyższonej zależy od ilości oraz składu wprowadzonych ścieków” – odpowiada WIOŚ. Informuje dodatkowo, że po każdym incydencie przeprowadzane są kontrole. Natomiast Wody Polskie sprawdzają zakłady, „których działalność budzi wątpliwości”.

„Źródłem w/w wątpliwości są takie dane, jak informacje o wynikach kontroli przeprowadzanych przez Inspekcje Ochrony Środowiska, ale przede wszystkim w oparciu o własne rozeznanie, w tym sygnały otrzymywane ze strony służb terenowych (Zarządy Zlewni i Nadzory Wodne) lub od innych organów, jednostek i podmiotów czy osób trzecich” – pisze w odpowiedzi rzeczniczka krakowskiego oddziału, Magdalena Gala.

Zdaniem Pawła Augustynka Halnego, kary nakładane na gminy i przedsiębiorstwa są zbyt niskie i zazwyczaj oscylują wokół 500 - 1000 złotych.

„Mamy aż trzy instytucje, które powinny pilnować oczyszczalni. Po pierwsze, gminy, bo to ich instalacje. Po drugie, Wody Polskie, które wydają pozwolenia wodnoprawne. Po trzecie, jest WIOŚ, który powinien interweniować” – wymienia.

„Sposoby tych interwencji są zbyt biurokratyczne. Często zdarza się, że przyjeżdża inspektor, patrzy na wodę, ale próbki nie pobiera. Sam byłem świadkiem sytuacji, jak policjant musiał prosić inspektora, żeby taką próbkę pobrał. Poza tym, oczyszczalnia w Kamienicy od 14 kwietnia działała bez pozwolenia. To znaczy, że nikt przez ponad miesiąc się tym nie przejął?” – zaznacza. Cały system kontroli i kar, zdaniem Augustynka Halnego, powinien zostać zmieniony.

W petycji, którą kieruje do premiera, resortów środowiska, gospodarki wodnej, spraw wewnętrznych, obrony narodowej, a także do instytucji zajmujących się środowiskiem, pisze: „Najwyższy czas na nadanie tej sprawie właściwego, ogólnokrajowego priorytetu i zaprzestanie pobłażania zatruciom rzek! Prawo, kontrole, system kar, prewencja, i urzędy powinny nadążać za problemem, a nie tkwić w administracyjnym bezruchu i obserwować jak kolejny i kolejny raz niszczy się ekosystemy wodne!”

Komisja Europejska ostrzega

Problem zauważyła również Komisja Europejska, która wezwała Bułgarię, Czechy, Francję i Polskę do przestrzegania unijnych przepisów dotyczących oczyszczania ścieków komunalnych.

Jak informuje Portal Samorządowy

aż 1183 aglomeracje w Polsce nie posiadają systemu zbierania ścieków komunalnych.

Ponadto w 1282 aglomeracjach ścieki nie podlegają odpowiedniemu oczyszczaniu przed odprowadzeniem.

Co więcej, w 426 aglomeracjach nie zapewniono bardziej rygorystycznego oczyszczania ścieków komunalnych odprowadzanych na obszary wrażliwe.

KE dała upomnianym krajom cztery miesiące na naprawę nieprawidłowości.

Najgorsze przed nami?

„Przede wszystkim powinny powstać procedury, które od razu powstrzymują zanieczyszczenie. Cały proces jest zbyt zbiurokratyzowany i zbyt długi. Co z tego, że ktoś po czasie dostanie 500 zł kary? Wyciek powinien być powstrzymany natychmiast, a dopiero potem można dochodzić, kto i ile ma zapłacić” – tłumaczy Augustynek Halny.

„System kontroli też się nie sprawdza, bo do awarii dochodzi wciąż w tych samych miejscach. Chciałbym się też dowiedzieć, dlaczego władza samorządowa wyższego szczebla się nie interesuje wyciekami do rzek? Dlaczego nie interweniuje wojewoda? To są w Małopolsce notoryczne przypadki, a mnie, jako obywatela, nie zadowalają odpowiedzi: tak u nas było i tak jest. A na razie tylko takie odpowiedzi słyszałem” – dodaje.

Koalicja Ratujmy Rzeki wsparła działania małopolskich aktywistów i wystąpiła do GIOS-iu oraz Wód Polskich o „przeprowadzenie natychmiastowych kontroli wszystkich zgłoszonych przypadków, ukaranie winnych i podjęcia zdecydowanych kroków zapobiegawczych”. Napisała także pisma do Najwyższej Izby Kontroli i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, domagając się sprawdzenia prawidłowości wydawania środków krajowych i unijnych na inwestycje przy oczyszczalniach ścieków.

„Od wszystkich czterech instytucji oczekujemy wdrożenia systemowych rozwiązań zapobiegających masowemu zrzucaniu nieoczyszczonych ścieków i zabijaniu życia w naszych rzekach” – piszą aktywiści.

Pod petycją, którą współtworzył Paweł Augustynek Halny, podpisało się prawie 2000 osób. Aktywista zapowiada, że nie zamknie jej przez całe wakacje, bo „najgorsze jeszcze przed nami”.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne