„To plan niszczycielskiego ujarzmienia przyrody rodem z czasów stalinowskiego totalitaryzmu” – mówi OKO.press dr Jarosław Krogulec z Koalicji Ratujmy Rzeki. Przeciwko drodze wodnej E40 protestują też organizacje ekologiczne z Ukrainy i Białorusi. Każdy jej wariant zagraża polskim rzekom. W tym Bugowi – jednej z ostatnich dzikich rzek Europy

„Chcemy, by polskie rzeki stały się wielkimi drogami, po których będą płynąć pełne towarów barki zwodowane w rodzimych stoczniach” – mówiła w 2015 roku w swoim exposé Beata Szydło. W rządowe plany reaktywacji żeglugi śródlądowej wpisuje się budowa drogi wodnej E40, która ma połączyć Bałtyk z Morzem Czarnym i przebiegać również przez Polskę.

Pomysł jej stworzenia chwali szef Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. „To jest ten główny element, do którego dążymy i wydaje się, że może przekierunkować całkowicie transport i uczynić z Polski wielki hub transportowy, a przede wszystkim portowy” – mówił minister Marek Gróbarczyk 2 lipca 2018 roku podczas podpisania umowy na studium wykonalności E40.

Jednak raport przygotowany na zlecenie Koalicji Ratujmy Rzeki* studzi ten entuzjazm – budowa drogi wodnej E40 zagraża rolnictwu, środowisku przyrodniczemu, jest nieopłacalna, a w niektórych wariantach technicznie niewykonalna.

„To jest plan niszczycielskiego ujarzmienia przyrody rodem z czasów stalinowskiego totalitaryzmu. Mentalność, jaka za nim stoi, jest żywcem wyciągnięta z czasów komunizmu – najpierw zrobimy wielką inwestycję, a potem zobaczymy, co dalej”,

mówi OKO.press dr Jarosław Krogulec z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (OTOP), organizacji zrzeszonej w Koalicji Ratujmy Rzeki.



Bez wody nie popłyniesz

Śródlądowa droga wodna E40 ma mieć ok. 2 tys. km długości – jej krańcowe porty to ukraiński Chersoń na Morzem Czarnym i Gdańsk nad Bałtykiem. Jak pisze na swojej stronie OTOP, „prace budowlane wpłyną na następujące europejskie rzeki: Wisłę, Bug, Pinę, Prypeć i Dniepr oraz w Polsce – w zależności od przyjętego wariantu – Wieprz i Tyśmienicę”.

Przez Polskę droga wodna E40 częściowo ma biec przez tzw. kanał lateralny, tzn. wybudowany równolegle do rzek, od granicy z Białorusią (na wysokości Brześcia) do Wisły. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej zleciło wykonanie studium wykonalności inwestycji. Rozważane są trzy opcje poprowadzenia kanału:

  • wariant 1 – wzdłuż Bugu aż do jego ujścia do Narwi (nieopodal leżącego na północ od Warszawy Jeziora Zegrzyńskiego);
  • wariant 2 – wzdłuż Bugu, potem równolegle do Wilgi aż po Wisłę;
  • wariant 3 – wzdłuż Bugu, potem równolegle do Wieprza i dalej do Wisły.

Wszystkie trzy opcje przedstawia poniższa mapa:

Warianty drogi wodnej E40 od granicy z Białorusią do Wisły. Źródło: „Analiza niektórych możliwych oddziaływań potencjalnej budowy międzynarodowej drogi wodnej E40 w Polsce na uwarunkowania hydrologiczne i środowiskowe pobliskich rzek i mokradeł dla odcinka pomiędzy granicą polsko-białoruską a rzeką Wisłą”

„Niezależnie od tego, który z wariantów drogi wodnej E-40 zostałby wybrany do realizacji, to każdy z nich wiąże się z fundamentalnym problemem: nieustannie będzie trzeba podtrzymywać poziom wody w kanale” – mówi OKO.press hydrolog dr Mateusz Grygoruk, jeden z autorów raportu.

W opracowaniu czytamy, że ilość wody potrzebna do eksploatacji drogi wodnej – przede wszystkim napełniania śluz, bez czego ruch barek będzie niemożliwy – wymaga pobierania z rzek sąsiadujących z kanałem od 10,96 do 13,69 m3 na sekundę (w zależności od wybranego wariantu). Tyle mogą zapewnić tylko Bug i Wisła. I tutaj zaczynają się schody.



Ryzyko suszy wzrośnie o 172 proc.

Gdyby do realizacji przyjęto pierwszą opcję, to wodę do kanału trzeba by pompować z Bugu. „Tyle że ta rzeka sama ma problemy hydrologiczne” – ostrzega dr Grygoruk. Chodzi o to, że wysokie stany wody pojawiają się nieregularnie, a głębokie niżówki występują coraz częściej. Przez nie rzeczna dolina jest coraz suchsza, a w rzece jest coraz mniej wody.

„Jeżeli wtedy będzie dodatkowo pompowana woda z tej rzeki do kanału, to wody w Bugu może zabraknąć dla innych użytkowników – w tym rolników i ekosystemów dolinowych” – mówi hydrolog.

Autorzy raportu wyliczają, że zasysanie wody z Bugu po to, by umożliwić żeglugę po kanale, spowodowałoby skrócenie czasu trwania wylewów rzeki o 17,5 proc. Jednocześnie częstotliwości uciążliwych susz w regionie wzrosłaby średnio aż o… 172 proc.

„W przypadku pozostałych dwóch wariantów wodę będzie trzeba doprowadzać z Wisły – pompować ją w górę kanału na odcinku ok. 200 km. Tyle bowiem dzieli Wisłę od najwyżej położonych punktów planowanych kanałów, skąd płynąca woda może być wykorzystywana do śluzowania. To przecież kompletny nonsens” – mówi dr Grygoruk.

To nie wszystkie hydrologiczne zagrożenia. Dr Grygoruk wskazuje, że nie można wykluczyć istotnej drenującej roli Kanału, przez co może on odprowadzać wodę z okolicznych rzek i warstw wodonośnych. „Nie musi mieć wcale z nimi żadnego połączenia – wymiana wody może następować przez warstwy osadów w korycie kanału. Kanał taki może więc osuszać okolicę – również tereny rolnicze – choć w niektórych miejscach może też ją okresowo podtapiać” – wyjaśnia hydrolog.

Czerwonym kolorem oznaczono obszary, gdzie kanał może prowadzić do osuszania okolicznych terenów; na zielono — do podtapiania. Źródło: „Analiza niektórych możliwych oddziaływań potencjalnej budowy międzynarodowej drogi wodnej E40 w Polsce na uwarunkowania hydrologiczne i środowiskowe pobliskich rzek i mokradeł dla odcinka pomiędzy granicą polsko-białoruską a rzeką Wisłą”

Każdy wariant zły

„Z ekologicznego punktu widzenia, katastrofalne są wszystkie warianty budowy drogi wodnej E-40” – mówi OKO.press dr Jarosław Krogulec z OTOP.

Bug, jedna z ostatnich – przynajmniej częściowo – nieujarzmionych przez człowieka rzek w Europie, tworzy doskonałe warunki dla życia – m.in. lasy łęgowe, łąki zalewowe i mokradła – dla 100 gatunków motyli i 158 gatunków ptaków lęgowych. Część z nich to zwierzęta rzadkie, a nawet zagrożone wyginięciem. A sama rzeka jest domem dla 44 gatunków ryb. „Dolina Bugu jest również ważnym korytarzem ekologicznym i osią niepowtarzalnego krajobrazu kulturowego tej części kraju” – piszą autorzy raportu. Ich zdaniem nie należy się łudzić: będąca skutkiem budowy kanału zmiana stosunków wodnych doprowadzi do nieodwracalnych zniszczeń przyrodniczych.

„Do wyobraźni Polaków zapewne najbardziej przemawia dewastacja Bugu, jednej ostatnich – choć coraz mniej – dzikich rzek Polski” – mówi dr Krogulec. „Ale, przykładowo, trzeci wariant, zakładający przekopanie kanału w pradolinie rzeki Wieprz, również jest fatalny. Ta rzeka na całym odcinku, wzdłuż którego przewiduje się przeprowadzenie drogi wodnej, jest obszarem Natura 2000. To perła polskiej przyrody i mekka ornitologów z całej Polski” – dodaje.

Organizacje ekologiczne z Polski, Ukrainy i Białorusi mówią jednym głosem: budowa drogi wodnej E40 jest nieopłacalna ekonomicznie, a do tego prowadzi do nieodwracalnych zniszczeń przyrodniczych na ogromną skalę.

Na Białorusi liderami protestu są Białoruskie Towarzystwo Ochrony Ptaków i organizacja „Bagna”. Na Ukrainie – Ukraińskie Towarzystwo Ochrony Ptaków i Narodowe Centrum Ekologiczne.



Fantazje o Jangcy

„Chcemy, by polskie rzeki stały się wielkimi drogami, po których będą płynąć pełne towarów barki zwodowane w rodzimych stoczniach” – mówiła w 2015 roku w swoim exposé Beata Szydło, wówczas premier. A prezydent Andrzej Duda, gdy 3 marca 2017 podpisywał Europejskie Porozumienie w Sprawie Głównych Śródlądowych Dróg Wodnych o Międzynarodowym Znaczeniu (zwane Konwencją AGN), fantazjował o tym, że polskie rzeki będą jak Jangcy, które widział w Szanghaju: „Proszę Państwa, tą rzeką płynęła barka za barką przez 24 godziny na dobę. Cały dzień i całą noc tą rzeką w dwie strony trwał transport – dosłownie barka za barką! I to pokazywało między innymi nieprawdopodobny potencjał tej gospodarki”.

Przypomnijmy, że – poza E40 – rząd snuje też jeszcze m.in. plany o kaskadyzacji dolnej Wisły, w tym o budowie kolejnego po Włocławku stopnia wodnego na wysokości Siarzewa. Te pomysły są zawarte w przyjętych w 2015 roku Założeniach do planów rozwoju śródlądowych dróg wodnych w Polsce na lata 2016-2020 z perspektywą do roku 2030. Całkowity szacowany koszt tych wszystkich działań to, bagatela, blisko 80 mld zł. Rząd posługuje się argumentem, że wodny transport śródlądowy jest najbardziej przyjazny środowisku.

„Jeśli chodzi o skalę zniszczeń, to będzie największa katastrofa od lat 50. Czyli od budów socjalizmu, gdy nikt nie przejmował się żadnymi uwarunkowaniami środowiskowymi” – komentował dwa lata temu dla OKO.press rządowe plany ornitolog, dr Przemysław Nawrocki, ekspert WWF.


*Analiza niektórych możliwych oddziaływań potencjalnej budowy międzynarodowej drogi wodnej E40 w Polsce na uwarunkowania hydrologiczne i środowiskowe pobliskich rzek i mokradeł dla odcinka pomiędzy granicą polsko-białoruską a rzeką Wisłą


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym